31.03.06, 23:17
No i nastał piątkowy wieczór. Komputer w pracy wyłączony, pokój zamknięty, kluczyk w kieszeń do poniedziałku. Wesoły weekend wszem i wobec wokół pozyczony, sprawy tego tygodnia... hmmm, powiedzmy zamknięte, przede mną dwa dni odpoczynku od ciężkiej wytężonej pracy i nader wymagającego kierownika, co to ludzi za roboty ma. Swoją droga, gdzie się tacy rodzą??
A mimo wszystko, jakoś brak mi tej radochy z nadchodzącego weekendu, a pracoholizm mi nie grozi. Też Wam się zdarzają takie bądź inszej rasy paradoksy?
Obserwuj wątek
    • w.iwo Re: paradoks 01.04.06, 17:36
      [z pamiętników blondynki]
      no wiesz, mój znajomy zawsze raźnym krokiem ruszał do pracy w poniedziałek i
      cieszył się kupką papierzydeł na biurku; jadł przez dwie godziny śledzie w oleju
      i jak dzwoniła żona oburzony żądał żeby mu ... nie zawracała bo on zajęty jest
      strasznie....piątek dla niego był katorgą i nieszczęściem; wychodził ociężale
      wspominając serdecznie i płaczliwie cały tydzień; i myślę że coś ma tu do rzeczy
      mieszkanie z ukochaną teściową i umiłowaną żonką....
      ile razy przypominam sobie tego poczciwego staruszka, tyle razy zastanawia mnie
      głos męża mojego w słuchawce, który mówi że jest bardzo zajęty.... ;o))
      • ralphie Re: paradoks 01.04.06, 22:11
        Może tak, może nie. Z teściową nie mieszkam, raźnym krokiem do pracy nie chodzę, bo aktualny rozkład zajęć w pracy mi nie leży. :)
        A z tymi telefonami od żon to chyba jakaś reguła. :)))) Choć napewno znajdą się jakieś wyjątki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka