ralphie
31.03.06, 23:17
No i nastał piątkowy wieczór. Komputer w pracy wyłączony, pokój zamknięty, kluczyk w kieszeń do poniedziałku. Wesoły weekend wszem i wobec wokół pozyczony, sprawy tego tygodnia... hmmm, powiedzmy zamknięte, przede mną dwa dni odpoczynku od ciężkiej wytężonej pracy i nader wymagającego kierownika, co to ludzi za roboty ma. Swoją droga, gdzie się tacy rodzą??
A mimo wszystko, jakoś brak mi tej radochy z nadchodzącego weekendu, a pracoholizm mi nie grozi. Też Wam się zdarzają takie bądź inszej rasy paradoksy?