bukanor
08.04.10, 09:49
Bardzo dobrze, ze ktoś zaczyna o tym mówić, jestem absolwentką, proponuje mi się głupie kursy doszkalające z nie wiadomo czego. Zasiłek mi się nie należy-żeby jeść muszę na umowę zlecenie pracować i robić z siebie głupka przy słuchawce w związku z czym nie mogę się zarejestrować-no, bo przecież mam pracę to czego ja chcę. Komuś kto skończył chemię i informatykę proponuje się kurs obsługi komputera. Na konsultacji z doradcą Pani z Urzędu sprawdza CV czy jest napisane poprawną polszczyzną.... Jedyną kompetentną radę otrzymałam w Biurze Karier, co prawda też nie ma ofert pracy dla mnie, ale babka mówi mi konkretnie co robić, gdzie uderzyć. Wysłałam 120 aplikacji (babka mówi, że mało, trzeba conajmniej 300) no to wysyłam dalej. A procesy rekrutacji w firmach?? Dwa, trzy miesiące - to chyba oczywiste że kiedy szukam pracy to szukam jej teraz i spodziewam się odpowiedzi teraz a nie za trzy miesiące, przez które zdążę umrzeć z głodu. Aplikacje pozostające bez odpowiedzi - firmy nawet się nie pofatygują żeby wysłać maila zwrotnego czy listu, że nie są zainteresowani współpracą. Jeśli absolwent oparcie w rodzinie to przetrwa...jeśli nie... to już na starcie tonie w długach-niezapłacone rachunki, niezapłacony czynsz....nie chodzi do lekarza bo nie ma składek opłaconych....Jestem już prawie rok w takiej sytuacji-podejmę każdą pracę-ale na rozmowie o prace kasjerki patrzą na mnie jak na kosmitę...i tak kółko się zamyka, a ja zastanawiam czy jutro na obiad zjeść po raz kolejny ryż...na który patrzeć nie mogę i jak długo jeszcze wytrzymam ;-((