Dodaj do ulubionych

Nie jestem z waszego plemienia

15.11.10, 09:57
Jejku. Ale cała ta wrzawa rozbija się przecież właśnie o to, że każdy człowiek ma prawo do swojego zdania, nie istnieje jedno, obowiązujące wszystkich zdanie. Kobiety, matki walczą o bycie docenionymi, o uznanie ich pracy, te, które zostają w domu z dziećmi bo tego chcą, wolałyby, żeby nie postrzegać ich jako niewolnic, wykonujących bezmyślnie bezsensowne czynności. Taka książka i takie słowa powodują, że szala przechyla się na ich niekorzyść. Bo książka to przecież "Coś". Nie czyjaś wypowiedź na forum, tylko dzieło, wydrukowane, sprzedawane. Mojej wypowiedzi przecież nie wydrukują księgarnie w całym kraju, więc moje zdanie jest gorsze, słabsze, mniej ważne.

Dlatego część kobiet jest sfrustrowana i wściekła na panią Rachel Cusk, dlatego obrzucają ją błotem, bo błoto i obelżywe określenia są mocniejsze niż zwykłe słowa.

Mnie troszkę to wisi, ale rozumiem żal i rozczarowanie grupy niepracujących matek, które i tak są przez wszystkich niedoceniane, a tu jeszcze taki klops ;) tym, które poczuły się dotknięte tym wywiadem, podpowiem (a sama jestem mamą wychowującą dzieci w domu i aktualnie niepracującą) - najważniejsze jest, żebyśmy my czuły się z tym dobrze, żeby to była nasza decyzja, żeby doceniali nas najbliżsi (jeśli tego nie robią, warto im przypomnieć o tym i owym od czasu do czasu ;)). Pani Cusk czuła się źle, widocznie jej nie pasowało, ale to nie oznacza, że tak muszą mieć wszyscy. Na tym polega wolna wola i różnorodność.

Nie dajmy się zwariować :)
Obserwuj wątek
    • white_lake Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 14:56
      Przeczytam tę książkę na pewno. Mam już tak dosyć cukru i lukru, jakim oblewa się macierzyństwo i życie rodzinne.
      Kocham moje dziecko, ale ta rola, w jaką zostałam wtłoczona, uwiera mnie na maksa, no nie mogę i już. I to nie wina dziecka, nie wina moja, tylko tego naszego nieszczęsnego społeczeństwa.
      Cieszę się, że pani Cusk miała odwagę napisać coś prawdziwego, zajrzeć pod podszewkę, zakwestionować stereotyp.
      • majka1525 Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 21:16
        trochę ta pani sama sobie przeczy,
        z jednej strony pisze,że posiadanie dziecka to śmierć i marnowanie czasu spędzonego nad bezmyślnym opiekowaniem się nim, a z drugiej,że dzieci nadały sens jej życiu i wzbogacają człowieka ............nie nadążam...
        skoro autorka pisze,że posiadanie dziecka to nie tylko błogosławieństwo,ale i mordęga( o czym każda matka wie) no ale na końcu przyznaje się,że nie wyobraża sobie życia bez swoich dzieci,to skąd ten atak matek? w końcu jak każda matka zrozumiała(dopiero jak urodziła) co to znaczy kochać swoje dziecko.....a właśnie taka postawa jest w społeczeństwie pożądana...... pomieszanie z poplątaniem jak dla mnie
        • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 21:31
          Nie martw się, ja też nie nadążam. bo we wstępie jest efektowne zdanie: "Kiedy stajemy się matkami, to umieramy." A w tekście: "To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare 'ja', ale potem się odradzasz. Myślę też, że dzięki temu doświadczeniu stajesz się bogatsza" No to w końcu matka traci czy zyskuje? I nie podoba mi się teoria, że każda kobieta traumatycznie przeżywa macierzyństwo, tylko żadna się do tego nie przyznaje. Dużą arogancją jest powiedzieć człowiekowi; "Wiem lepiej od ciebie, co czujesz, a jeśli twierdzisz inaczej - kłamiesz."
          • ciotka-ltd To policzek dla kobiet, co realizuja sie 31.12.10, 19:40
            w badaniu koloru niemowlecej kupki. Bo dla bardziej normalnych, to chyba nie :) I , Echtom, zwracasz slusznie uwage na niekonsekwencje tego wywiadu. A moze i niekonsekwencje autorki, ktora - dzieki profilowi wyksztalcenia - wie, jak pisac 'pod krytyke' , pod 'genderowe' zainteresowania mediow, i - co tu kryc - ma spora widze z teorii literackiej, wystarczajaca do cynicznej gry z rynkiem.
            Mnie sama ksiazki Cusk smiertelnie nudza. Nawet sztandarowa The Lucky Ones, ktora - przyznaje - jest ciekawie skonstruowana, bardziej wielowatkowa (angielska nazwa multi-premise) , 'symultaniczna' powiesc, nizli zbior opowiadan (jak chce akademicka krytyka). Niemniej fabula mnie w zadnej z tych paru powiesci nie cieszy, historyjki z zycia sa po prostu nudne. Nawet z morderstwem w tle. Nie sadze takze, by Cusk byla w UK szczegolnie popularna - do dzis najlepiej sie sprzedaje stara, klasyczna, ciotkowata Mae Binchy:)
            Nb. Cusk ma francuska krew, pani redaktorko. Stad i ta srodziemnomorska uroda.
        • gupie Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 23:20
          majka - chyba nie masz dzieci, skoro to według Ciebie sobie przeczy.
          wyobraź sobie, że masz (amoże masz?) pieska małego, szczeniaczka, musisz po nim sprzątać, uczyć go, karmić, wszystko. teraz pomnóż to przez dwa albo trzy. jesteś cholernie zmęczona po całym dniu, ale jednocześnie szczęśliwa ze względu na te chwile Wasze, chwile uśmiechu, szczęścia. to sobie nie przeczy, że masz go dość, a jednocześnie za chwilę kochasz wyraz jego mordki:).
          • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 09:55
            "Śmierć" w naszej kulturze ma zdecydowanie negatywne konotacje, a to "umieranie" matek jest w artykule wyeksponowane.
          • lucusia3 Re: Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 16:32
            gupie jak kończę jakąś robotę to też jestem zmęczona i zadowolona.
            Jakoś nie jestem w stanie zrozumieć tego stawiania macierzyństwa obok normalnego życia. Jak kończyłam liceum i poszłam na studia, to "umarło" moje licealne "ja" i urodziło się studenckie. Potem i ono "umarło" będąc zastąpione jakimś kolejnym itd.
            Macierzyństwo to nic magicznego, przełomowego, po prostu kolejny etap w życiu.
            Irytuje mnie takie czarowanie.
            W każdym wyborze coś trzeba odrzucić - jak chce mieć dziecko, to muszę poświęcic mu czas, jak buduje dom, to mnie nie stać na miesiąc na Hawajach, jak kupiłam Volvo to nie mogę w tym samym czasie kupić Hondy, bo wydałam już pieniądze na auto, jak wybieram kogoś na mojego męża nie mogę podrywać wszystkiego jak dotąd, i dalej, jak kupię kozaki czarne, to raczej z brązowych zrezygnuje, a jak wezmę beżowy płaszcz to czarny kupie w przyszłym sezonie. Nawet jak kupię sobie na obiad pizzę, to już nie dam rady zjeść kurczaka. Więc co za idiotyczne mazgajenie się, KAŻDY wybór to rezygnacja.
        • sid.leniwiec Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 17:47
          Uff, nie tylko ja do końca nie ogarniam o co tej pani chodzi.:)
      • ally Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 18:37
        > Przeczytam tę książkę na pewno. Mam już tak dosyć cukru i lukru, jakim oblewa s
        > ię macierzyństwo i życie rodzinne.

        to zacznij od adrienne rich, a nie od popłuczyn ;-)
    • kropkacom Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 17:16
      Szczerze? Przykro się czyta teorie ludzi którzy na podstawie przykrych doświadczeń budują górnolotne teorie. I to na tyle.
    • sid.leniwiec Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 19:34
      Trochę celnych stwierdzeń, trochę mniej celnych, w sumie nie wiem co myśleć o tej pani.
    • majka1525 Re: Nie jestem z waszego plemienia 15.11.10, 21:24
      uważam że dziś bardziej krytykuje się matki siedzące w domu niż te pracujące,bo według nowego wymogu rynku i mody ważne jest bezustanne myślenie o karierze i spełnieniu zawodowym,a spełnienie w macierzyństwie jest pase i w ogóle nie modne....i płaskie i głupie....bo dziś nic nie powinno nas wyprowadzić z równowagi w myśleniu o sobie,nawet dzieciak, i jak zwykle my Polacy popadamy z jednej skrajności w drugą
    • gudea9 Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 07:01
      Często myślę o tym , czy gdybym miała wybór to zostałabym z niunią w domu. Mój mąż, który z konieczności został z nią i usiłuje wyrywać chwile na pracę, pytał mnie o to kilkakrotnie i za każdym razem odpowiadałam mu (choć z różną intensywnością) - nie. Nie mam wątpliwości, że samo istnienie mojej córki ubogaca mnie, ale naprawdę trudno mówić o zabawach z nią, że to wyznawanie intelektualne. Dlatego rozumiem frustrację męża, który spędza z niunią całe dnie (żłobek, owszem - ale infekcje i usiłowania szczepienia sobie), a chciałby parę godzin popracować nad aktualnym zleceniem. "To se ne da", więc zarywa noce. A ja poranki Za to widok pustych i rozświetlonych jedynie światłem latarni łódzkich ulic - bezcenny! Ale ad rem. Rodzice (w dużych miastach równouprawnienie staje się powoli faktem) mają prawo do poczucia straty (kolejny koncert skończył się bez nas), mają też prawo do bezdennej radochy kiedy niunia pokaże pierwszy raz obrazek i powie z dumą: bamanan:). A czy nasze matki to zrozumieją to już zupełnie inna bajka...
      • rysanaduszy Re: Nie jestem z waszego plemienia 01.01.11, 11:03
        Zgadzam się z tym, że posiadając dziecko coś zyskujesz ale w zamian też coś tracisz. I trzeba być strasznym hipokrytą, żeby atakować kogoś kto tak myśli. Dla jednej matki dziecko jest spełnieniem, dla drugiej przypadkiem, który kocha z całego serca bądź wychowuje z poczucia obowiązku.
        Nie wierzę, że żadna z tych matek która jest tak oburzona na autorkę nie pomyślała chociaż raz mając dziecko, że ma dosyć tego wszystkiego. Dlaczego tak możma myśleć np. o pracy jak zdenerwujesz się na szefa a nie można tak pomyśleć o opiekując się dzieckiem, które też jest człowiekiem i może cię wyprowadzić z równowagi.
        Bo ja często jak jestem zła, zmęczona to sobie myślę: wyjdę, poprostu wezmę torebkę w rękę i wyjdę.
        Ale nie wychodzę. Bo plusy z macierzyństwa jak dla mnie przeważają nad minusami.
      • nangaparbat3 Re: Nie jestem z waszego plemienia 02.01.11, 13:31
        >Rodzice (w dużych miastach równouprawnienie staje się powoli faktem) mają prawo do >poczucia straty (kolejny koncert skończył się bez nas), mają też prawo do bezdennej >radochy kiedy niunia pokaże pierwszy raz obrazek i powie z dumą: bamanan:). A czy nasze >matki to zrozumieją to już zupełnie inna bajka...

        Nie rozumieją, przynajmniej ja nie rozumiem. Nie poszłam na koncert moich marzeń, bo za dwa dni miałam termin porodu. Urodziłam po trzech tygodniach, na koncert mogłam była spokojnie pójść. Teraz, po 20 latach, wspominam to jako zabawną anegdotę - poczucia straty nie miałam ani wtedy, ani nigdy potem.
        A niunia nie musiała niczego pokazywać, by wywołać we mnie bezdenną radochę - tę radochę budził (i budzi) we mnie prosty fakt, że jest. Istnieje.

        I - uwaga - to wszystko nie znaczy, że nie doznałam złosci, lęku, frustracji, potwornego zmęczenia, i tak dalej i dalej.
    • q-ku "współczesna kobieta" 16.11.10, 10:38
      urodzenie dziecka to dla niej zło, bycie matką to śmierć a w ogóle to ona się musi inaczej samorealizować niż bawić czyjeś dziecko które przypadkiem urodziła
      • bene_gesserit "współczesny forumowicz" 16.11.10, 11:34
        Nie kapuje nic a nic z tekstu, ktory 'przeczytal', za to jest nader chetny do wyprodukowania komentarza, zawierajacego jedno z jego 'glebokich' 'przemyslen'.
        • q-ku "ziemska Bene Gesserit" ;-) 16.11.10, 14:45
          nie wie co przeczytał a czego nie przeczytał współczesny forumowicz ale już go zna dogłębnie;-)
    • matkapolka-the-best Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 11:21
      Ostatnio wiele się we mnie burzy i mam nadzieję, że też buduję. Myślałam, że ten artykuł mnie trochę oburzy, a tymczasem znalazłam w nim wiele zrozumienia. Nie mogę się podpisać pod wszystkimi słowami, które wypowiada autorka, ale co z tego? To jest osobiste doświadczenie każdej z nas. A wymiana doświadczeń jedynie buduje. Przypominają mi się słowa Buddy, który powiedział do swoich uczniów: "Nie wierzcie w to, co mówię!To moje doświadczenie i w chwili, gdy wam o nim mówię, staje się fałszem, ponieważ nie jest waszym osobistym doświadczeniem. Słuchajcie mnie, lecz mi nie wierzcie..."
      • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 12:28
        > To jest osobiste doświadczenie każdej z nas.

        Problem w tym, że autorka uogólnia swoje osobiste doświadczenie na wszystkie kobiety i to może budzić sprzeciw. Gdybym opowiedziała jej swoją historię, stwierdziłaby, że wypieram i kłamię. Cóż, nie każdemu jest dana mądrość Buddy.
    • caperucita Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 14:40
      Nie sądzę żeby można było się utożsamiać do końca z poglądami pisarki, wszak każda z nas miała inne dzieciństwo, inną matkę, inne traumy.
      Gdyby jednak odjąć poglądy bazujące na przeżyciach i wspomnieniach z dzieciństwa (jak dla mnie to te najbardziej skrajne i szokujące) to reszta jest całkiem sensowna.
      Fajnie, że ktoś odczarowuje mity, opowiada szczerze o swoich przeżyciach związanych z posiadaniem dzieci. Trochę tylko drażni pretensja do innych kobiet, które widzą niektóre rzeczy inaczej, i zarzut, że kłamią albo się same oszukują, niechcąc przyznać autorce racji.

      Mnie osobiście podoba się bardziej niż zgodne ćwierkanie supermatek...
      • zoria_polunocznaja Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 18:35
        ale właśnie o to chodzi, każdy ma własne doświadczenia, traumy (jak ja nie cierpię tego słowa!)
        nie życzę sobie uogólniania mnie z doświadczeniami innych.
        nie chcę, żeby ktoś mi wmawiał, że tak naprawdę czuję się źle tylko wypieram. Bo czuję się świetnie i nigdzie indziej obecnie nie chciałabym być, tylko właśnie w tym miejscu, w którym jestem! Z moimi dziećmi w domu!

        Rozumiem to, że różni ludzie mają różne poglądy na różne sprawy. Przecież to, że ja czuję się w swojej roli świetnie, nie oznacza, że to jedyna słuszna droga i że będę na nią nawracać inne kobiety. To nie znaczy, że wszystkie kobiety muszą się czuć świetnie w domu z dziećmi jako mamy i gospodynie domowe. Niech każda kobieta idzie swoją drogą i robi to, co sprawia jej radość. To właśnie powinien nam oferować świat i państwo - możliwość realizacji w domu z dzieckiem, w pracy z dzieckiem w żlobku/przedszkolu/bez dziecka.

        Zgadzam się z poglądem, że kobiety, które zostały w domu z dziećmi, mają gorszą "prasę" niż te pracujące. Że są traktowane społecznie niesprawiedliwie. Ale zauważcie, wiele z nas mimo to świadomie (nie przez przypadek, "bo tak akurat wyszło") decyduje się na to. Czy to nie znaczy, jak wspaniałą frajdą dla nas jest możliwość pozostania z dzieckiem w domu? Skoro musi to być trauma (ble) i tragedia, to nie wiem, jaki wewnętrny przymus musiałybyśmy mieć.

        Niech pani Cusk odczarowuje macierzyństwo...ale z podkreśleniem, że to było jej macierzyństwo i jej odczarowanie, nie zaś nas wszystkich ;) już i tak wystarczy mi, że większość uważa mnie za nieambitną, umamusioną kurę domową ;)
        • bene_gesserit Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 18:47
          Wystarczy z artykulu wirtualnie wymazac generalizacje i juz staje sie i ciekawy, i dosc inspirujacy.
          • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 18:54
            Trudno wymazać, bo generalizacja jest nachalna. Daje po oczach już na wstępie: "Kiedy stajemy się matkami, to umieramy. Wszystkie to wiemy, ale decydujemy, że?nie?będziemy na ten temat mówić". Widzisz słowo "wszystkie", czy mam wcisnąć bolda?
            • bene_gesserit Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 01:04
              Skoro trudno, znaczy ze mozliwe.
              Poza tym - imho naprawde warto, zwlaszcza w kraju kultu Matki Polki z Siatami Wiecznie Udreczonej i Poświecającej Sie Dla Wszystkich Naokoło.
              • bubster Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 19:11
                MPzSWU :-)

                nowy skrótowiec :-)
            • asiazlasu Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 10:41
              echtom napisała:

              > Trudno wymazać, bo generalizacja jest nachalna. Daje po oczach już na wstępie:
              > "Kiedy stajemy się matkami, to umieramy. Wszystkie to wiemy, ale decydujemy, że
              > ?nie?będziemy na ten temat mówić".


              "wszystkie to wiemy" nie znaczy "wszystkie tak to odczuwamy".
      • f_jak_frustratka Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 21:33
        Można się utożsamiać. Można.
        Poza tym uważam, że pani Cusk mówi absolutną prawdę. I ja się z nią zgadzam całkowicie.
        • zoria_polunocznaja Re: Nie jestem z waszego plemienia 16.11.10, 21:44
          właśnie ta prawda nie jest absolutna, bo absolutna - znaczyłoby - prawdziwa we wszystkich przypadkach. Skądinąd zaś wiemy, że tak nie jest.

          Nie jest tak, że wszystkie kobiety czują się szczęśliwe i spełnione w roli matki;
          Nie jest tak, że wszystkie kobiety nie czują się szczęśliwe i spełnione w roli matki.

          That's the clue ;)

          PS bene gesserit, a która konkretnie? która z BG ofkors pytam. Ja nieustająco jestem wielbicielką Lady Jessiki :)
          • bene_gesserit Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 01:09

            Niejednoznacznosc w ocenie macierzynstwa bardzo mi sie u tej pani podoba. Wlasnie to, ze raz pisze o tym, jakie jest macierzynstwo straszne i ile zabiera, a pare akapitow pozniej - ze to cos, co daje tak wiele i pomaga osiagnac pelnie. Dla mnie to brzmi bardzo prawdziwie i w tym sensie jest prawdziwe dla wszystkich matek.

            PS Anonimowa czlonkini Missionaria Protectiva.
            • caperucita Re: Nie jestem z waszego plemienia 18.11.10, 15:18
              nie musi jednak być tak skrajne i przerysowane. Ja np. wcale nie mam tak skrajnych odczuć (negatywnych) związanym z posiadaniem dzieci, owszem, są pewnym ograniczeniem, ale wiele rzeczy da się fantastycznie zgrać, inne trzeba zaakceptować.
              W związku z innym człowiekiem też nie ma się pełnej wolności, szczególnie kiedy się z nim mieszka, ale jeszcze nigdy nie czytałam tak negatywnych i skrajnych opinii na ten temat. A też mogłyby być szokujące ;-)
    • wyobcowany Faceci też umierają 17.11.10, 09:19
      Przynajmniej niektórzy. Np. ci traktujący poważnie rolę ojca. Wiedzący że razem lżej umierać.

      "...byliśmy potwornie zmęczeni, a tego czasu było zawsze za mało."
      • claratrueba w każdym cos umiera 17.11.10, 11:05
        Refleksje autorki czy macierzyństwo to śmierć "dawnego ja" to żadne odkrycie. Przeciez nikt raczej nie wątpi, że to koniec życia beztroskiego, spontanicznych decyzji, takiego "jakoś to będzie".
        Co innego w wywiadzie wydaje mi sie bardziej istotne - za zmowa pod hasłem "ale fajnie jest!", która knebluje rodziców, nie tylko matki. Powód- medialne czynienie z rodzicielstwa jakiegoś wyczynu, bądź obowiązku, którego niedopełnienie to albo 'wygodnictwo" albo "niedojrzałość". jakby człowiek bezdzietny był czyms bezużytecznym. Jak królowa, ktora nie może dac nastepcy tronu. Rodzicielstwo jest fajne i niefajne. Jak wszystko w życiu. Tylko o tym, że w pracy ciężko to mówic można i nie zyskuje sie epitetu lenia. O tym, że pielucha śmierdzi a książki dla dzieci sa nudne to juz nie bardzo- zaraz albo spojrzenie krzywe albo i komentarz. A juz nie daj Boże przyznać sie, że boli konieczność rezygnacji z nart, kosmetyczki czy fryzjera bo i czasu nie ma i kasy jakby mniej jak jest dziecko. Pół biedy, gdyby komentowały jakies stare ciotki dewotki. Cała bieda, że komentują ci, którzy tez maja dzieci. I w głebi duszy mysla to samo. Potem wszyscy juz trzymaja gębe na kłódke albo wzajemnie sie okłamują jak to im jest wspaniale.
        I to w niczym nie zmienia faktu, że pewnie żaden rodzic nie chcialby cofnąć czasu i dzieci nie mieć. Tylko po co kłamać, że rodzicielstwo to sama wspaniałość?

        • echtom Re: w każdym cos umiera 17.11.10, 11:28
          > Tylko po co kłamać, że rodzicielstwo to sama wspaniałość?

          Nie wiem po co, bo ja nigdy nie miałam problemu z mówieniem prawdy i przyznaniem się np. do zdrowego pragnienia uciszenia wrzeszczącego niemowlaka poduszką :P I przykro mi, że pani Cusk nie dopuszcza opcji, że takie osoby istnieją.
        • bemkaaa Re: w każdym cos umiera 17.11.10, 18:13
          Claratrueba chyba uchwyciła sedno.
          Niby każdy wie, że macierzyństwo/rodzicielstwo to nie jest czysta przyjemność. I tu nie chodzi o banalną rezygnację z imprez czy beztroskiego życia. Tu chodzi o prawdziwy trud - o zmiany fizyczne, psychiczne i społeczne. Tylko o tym jakoś "sza"... O tym, że dziecko to cud, macierzyństwo to magia, a ojcostwo to spełnienie marzeń, słyszę z każdej strony.
          Kiedy natomiast jakiejś młodej matce się wypsnie, że już ma serdecznie dosyć bycia niańką, że karmienie piersią ją boli, czy wręcz brzydzi, że spędzanie całych dni z małym dzieckiem wyjaławia intelektualnie, no to dopiero się zaczyna litania! że zimna, że psychopatka, że egoistka, że niedojrzała... Takie są przynajmniej moje obserwacje.
          I nie wiem dlaczego tak się dzieje. Skąd ta zmowa, żeby za wszelką cenę ukrywać prawdę o frustrujących aspektach rodzicielstwa? Czy nie lepiej by każdy decyzję o posiadaniu dziecka powziął mając pełny obraz sytuacji? Chyba mniej by było wówczas zaniedbanych dzieci, rozbitych związków itp A na dzieci decydowaliby się ludzie, którzy naprawdę mogą sprostać temu wyjątkowo trudnemu wyzwaniu.
          • bene_gesserit Re: w każdym cos umiera 17.11.10, 22:11
            A pamietacie raban, jaki wybuchl po publikacjach Agnieszki Chylinskiej w Machinie nt radosci macierzynstwa? Dzieki fundacji MaMa wisi w sieci do dzis.

            (...) Dlaczego nikt mi nie powiedział o tym, że poród będzie potwornym cierpieniem, i że się będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o tym, by nie narobić dziecku na głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy, tworząc najbardziej spontaniczny tekst nowej piosenki pod tytułem "ja już k**wa nie mam siły", naczytawszy się wcześniej o fantastycznych znieczuleniach, technikach relaksacyjnych i innych takich? Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się , że bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try miga i domagać się co godzinę dalszej masakry, więcej krwi...

            I dlaczego dopiero pod koniec jednego z poradników małymi literami było napisane, że jeśli ma się chęć sprzedać swoje dziecko na allegro to powinno się zwrócić do osoby duchownej z prośbą o poradę lub od razu zamknąć się w psychiatryku... Ciekawe... I na czym miało polegać "wzmocnienie i rozkwit związku, gdy pojawia się dziecko", jeśli jedyne co mam do powiedzenia mojemu chłopakowi od miesiąca to: przynieś-wynieś-pozamiataj, nie rób tego tak, możesz mi pomóc?, a może ty go przewiniesz?, nie wk**wiaj mnie, to twoje dziecko, a to se go bierz, nie rozdwoję się, możesz tu łaskawie przyjść?

            Nigdzie nie przeczytałam o tym, że dziecko drze gębę. Znalazłam wzmianki o tym, że kwili, płacze, marudzi, gaworzy, ale nie ma nic o tym, że ma syndrom "Blaszanego bębenka", znaczy się, że szyby pękają, gdy zaczyna ryczeć od 16.00 do 23.30, by usnąć z uśmiechem i pozwolić mi zrobić siku, umyć się, zjeść coś szybko. Koleżanki mi mówiły: Och, wiesz przy dziecku szybko się chudnie. Teraz wiem dlaczego. Bo nie ma się czasu zjeść. (...)
            • echtom Re: w każdym cos umiera 18.11.10, 08:31
              No cóż - jak się uczy macierzyństwa z kolorowych pisemek, zamiast z kobietami w realu rozmawiać, to potem zonk :)
              • bene_gesserit Re: w każdym cos umiera 18.11.10, 12:28
                Lektura wielu forow dla matek, na ktorych pisza kobiety i w dodatku matki wskazuje na to, ze rozowa, miekka jak kaczuszka i slodka od cukru wizja macierzynstwa nadal jeszcze obowiazuje u znakomitej wiekszosci kobiet, nie tylko w kolorowych pisemkach.
                • echtom Re: w każdym cos umiera 18.11.10, 13:09
                  Nie pisałam o forum, tylko o realu.
                  • bene_gesserit Re: w każdym cos umiera 18.11.10, 16:21
                    A ja nie pisalam o botach, tylko ludziach.

                    Pisma dla matek to jeden z potezniejszych segmentow prasy kolorowej. Trudno mi sobie wyobrazic, zeby kilkaset tysiecy czytelniczek tych magazynow kupowalo je tylko dla smiechu, zeby ponabijac sie z ich falszu i niezyciowosci.
          • czita88 Re: w każdym cos umiera 02.12.10, 10:25
            Podzielam Twoje zdanie. Kiedyś też bardzo pragnęłam (jak większośc kobiet) urodzić dziecko być matką. Zwłaszcza w czasie tej fazy związku w której dominuje fascynacja, zauroczenie, absolutne oddanie drugiej osobie (+ - 2 lata) nie mogłam się doczekać kiedy z naszej miłości powstanie nowe życie, wyobrażalam sobie sielskie obrazki i płakałam czytając opisy/ oglądając sceny narodzin (co niestety wciąż mi się zdarza). A potem włączyłam rozum i wszystko przemyślałam. Moja wyobraźnia i umiejętność obserwacji dały o sobie znać. Macierzyństwo, wychowanie (a nie za przeproszeniem wyhodowanie) dziecka to największe wyzwanie. A moi rodziece jemu nie podołali. Co odbiło się i odbija wciąż na moim życiu, psychice (której normalną nie mogę okreslić - przez zaburzenia, nerwicę, myśli autodestrukcyjne). I wiem że nie nadaję się na bycie rodzicem. Nie zdrowego szczęśliwego dziecka. Nie wydam na świat kolejnej okaleczonej osoby żałującej każdego dnia że los zrządził tę "wpadkę" n lat temu... Nie będę egoistką bez wyobraźni "bo dzieci to taki mały... słodki kochany różowiótki ti ti ti... skarb, który JA też chcę mieć". To nie tak.
    • sid.leniwiec Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 18:22
      Zgadzam się z tym co napisały Claratrueba i Bene_Gesserit. O dostrzeganiu różnych stron macierzyństwa i przerwaniu zmowy milczenia.
      Ale z drugiej strony bohaterka artykułu uważa, że bez przeżycia macierzyństwa jest się niepełną oraz wspomina swoje doświadczenia rodzinne, które siłą rzeczy rzucają się na jej postrzeganie i opinie. Bywa niespójna i momentami wychodzi z tego bełkot.
      • ding_yun Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 21:52
        Jeżeli czegoś teraz w świecie brakuje to przede wszystkim trzeźwego spojrzenia na macierzyństwo. Malowanie ciąży i macierzyństwa w czarnych barwach stało się topowym tematem i obowiązującym trendem we wszystkich czasopismach pretendujących do miana feministycznych bądź nowoczesnych. Z drugiej strony nadal silnie trzyma się lobby przykrywające realne problemy dzietności warstwą różowego lukru i stojące na jego czele matki idealne. Jako jeszcze młoda i bezdzietna mam szczerą nadzieję, że żadna z tych wersji nie jest prawdziwa bo od obu robi mi się niedobrze.
        • zoria_polunocznaja Re: Nie jestem z waszego plemienia 18.11.10, 15:18
          jak ze wszystkim...prawda leży daleko, chciałoby się zacytować stare dobre X Files ;)
          ale - prawda leży pośrodku :)
          ani różowy lukier, ani czarna masakra.
          trochę tego, trochę tego,
          chwile, kiedy masz mordercze instynkty w stosunku do własnego dziecka i boisz się komuś powiedzieć, bo Ci to dziecko odbiorą ;)
          chwile, kiedy np dziecko przynosi Ci z przedszkola 5 rysunków przedstawiających coś różowonieokreślonego, z dumą informując, że to serduszka - wszystkie dla Ciebie - i czujesz, że serce Ci pęknie
          • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 18.11.10, 16:24
            > jak ze wszystkim...prawda leży daleko, chciałoby się zacytować stare dobre X Files ;)
            > ale - prawda leży pośrodku :)

            Albo: "Prawda jest tylko jedna i prawda leży zawsze tam, gdzie leży." ;)
      • bene_gesserit Re: Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 22:13
        Podejrzewam, ze to dlatego, ze nie miala partnerki do dialogu, ze kitłasiła sie z tymi myslami sama. Ona jest jedna z tych nielicznych, ktore rozpoczynaja rozmowe o tym, co naprawde moze sie wiazac z macierzynstwem - stad nieposkladanie, generalizacje i chaos tego, co mowi.
    • lena575 Nie jestem z waszego plemienia 17.11.10, 21:57
      Często zanim sięgnie się po książkę zwaną "kontrowersyjną" lub "bulwersującą" warto przeczytać taki wywiad. Często despotyczny, władczy, dominujący rodzic lub złe doświadczenia z dzieciństwa rzutują na całą postawę pisarza/pisarki (i nie tylko) i jej widzenie świata. Możemy ocenić, czy jej pryzmat nas interesuje. Do tego jesli jej wydaje się,że tylko ona odkryła sprawy nieodkryte, odsłoniła tabu, to obawiam się,że nie jest to prawdą. Jest to tylko kwestia języka. Wiemy i naczytałyśmy się pewnie wszystkie na temat tego co dla dziecka dobre, co dla kobiety dobre, jak pogodzić konieczność pracy z posiadaniem dzieci, jak wyrwać się z domu bo dom męczy, jak podzielić obowiązki domowe na dwa, jak sobie radzić ze stersem "domowym". Każda poważna i mniej poważna gazeta od czasu do czasu porusza te tematy. Tylko nie pisze "umarłyście". Językiem można manipulować i pokazywać niby-nowe.

      Mnie akurat pryzmat "trudne macieżyństwo mojej matki rzucające cień na moje macieżyństwo" w ogóle nie dotyczy i nie interesuje więc ksiązki nie przeczytam. Z trudem przeczytałam ten wywiad, był męczący i jakiś niespójny.
      • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 18.11.10, 08:34
        Trzeba czasem pomanipulować językiem, żeby zaistnieć ;) Mnie też pryzmat powtarzania traumy nie interesuje, bo moje doświadczenie macierzyństwa jest skrajnie odmienne od doświadczenia mojej mamy.
        • claratrueba dzieciocentryzm 18.11.10, 10:01
          Dzieki za uznanie, pozwolicie, że jeszcze sie pomądrzę.
          Dlaczego rozmów szczerych o rodzicielstwie nie ma, dlaczego my sami nie potrafimy wypluc tego knebla (lub zupełnie wyjątkowo)?
          Bo w całym tym zalewie medialnych zwierzeń różnych "gwiazd" jedynie rodzicielstwo jest przedstawiane jako cuuudooowne. Można bez skrępowania opowiadac kto kogo przeleciał, o swoim raku, o problemach ze wszystkim ( no prawie- onanizm i robienie kupy na razie jest tabu, ale nie zdziwiłabym sie by i tu sięgnąl ten ekshibicjonizm) , tylko nie z ta rolą. No i jak tu sie przyznać do bycia matką-frustratką? Jak nie myślec "skoro wszyscy czują inaczej to znaczy, że to ze mną jest coś nie tak?" Szczególnie, że przecież trzeba byc rodzicem doskonałym!
          A dlaczego trzeba? Bo dziecię, i pani Cusk to potwierdza, oceni nas jednoznacznie. Miała matke despotyczną i w ogóle denną. I co? Ta jędza wychowała odważną, mądra kobietę a nie ćpuna albo kuchtę. To może jednak nie była taka zła? Razi mnie ten kompletny brak lojaności dzieci w stosunku do rodziców. To publiczne wywalanie "Jacy to oni byli dla mnie okropni!"- nie licząc, rzecz jasna, patologii typu znęcanie się czy molestowanie. A skoro tyle pretesji i żalu, że rodzice nie byli doskonali to i tym bardziej pragnienie bycia samemu rodzicem doskonałym. Za cene kłamstwa, rezygnacji z własnych potrzeb na rzecz potrzeb dziecka jedynie. Jakbyśmy nagle z wartościowych ludzi, którzy cos w życiu osiągnęli stawali się dodatkami do innego człowieka albo, nierzadko, jego sługą uniżonym. Bo jak nie, to nam dowali nieprzebierając w słowach. Jakbyśmy usłyszeli taka jednoznaczna krytyke ze strony przyjaciela, którym sie z wielkim oddaniem opiekowaliśmy, to czulibysmy straszliwy żal. Jak słyszymy to o rodzicach, którzy znacznie więcej poświęcili czasu i sił na opieke nad nami to jest OK. Nie, nie jest.
          • bene_gesserit Re: dzieciocentryzm 18.11.10, 12:34

            Mowienie - a nawet myslenie - zle o rodzicach to kolejne tabu, chyba wieksze. Bo rodzicom, jak piszesz, nalezy sie wdziecznosc. Otoz nie kazdym i nie za wszystko. Pamietam raban i oburzenie, jakie sie podnioslo po wywiadzie z corka zmarlej Osieckiej, ktora miedzy innymi wspomnieniami o matce powiedziala otwarcie o jej dlugoletnim alkoholizmie i tym, jak wplynal na ich relacje. Jak moze tak o mamusi mowic w gazecie wlasna corka, wyrodne dziecko! Szmata obrzydliwa, opluwa matke, i to zmarla! - mniej wiecej tak brzmialy glosy oburzenia. A ona po prostu stwierdzila fakt.

            Nie mowiac juz o tym, ze rodzice nie sa bogiem i nie lepia dziecka tak, jak chca - znakomita wiekszosc dzieci od pewnego momentu buduje sama siebie, czesto w opozycji do tego, co dostala z domu.

            I ambiwalentny stosunek Cusk do matki jest w tekscie dosc mocno widoczny - zeby wybaczyc, trzeba najpierw zrozumiec, a wlasne macierzynstwo sprawilo, ze zrozumiala.
          • echtom Re: dzieciocentryzm 18.11.10, 13:13
            > Jak słyszymy to o rodzicach, którzy znacznie więcej poświęcili czasu i sił na opieke nad nami to jest OK. Nie, nie jest.

            Najczęściej mówi się źle o rodzicach, którzy wcale tyle czasu i sił dzieciom nie poświęcili albo zrobili to z wyrachowania.
            • caperucita Re: dzieciocentryzm 18.11.10, 15:10
              Nie byłabym taka pewna, myślę że najgorzej mówi się o rodzicach którzy ten czas źle zainwestowali, niezależnie czy go było mało czy dużo. Sęk w tym że naprawdę niewiele osób jest w stanie mówić o rodzicach normalnie, bo albo jest to obarczone strasznym tabu, czyli że lukruje się każde wspomnienie, a o rodzinie nie mówi się nigdy źle, nawet do współmałżonka, albo wylewa się całe wiadra pomyj i to publicznie, co wcale nie znaczy, że musiało być jakoś szczególnie okropnie.
              Takie samo tabu nałożone jest na mówienie o zmarłych i pewnej zmarłej osobie...

              A myślę, że każdemu dobrze by zrobiło, zanim zacznie wychowywać własne dzieci, przemyśleć swoje dzieciństwo, co w nim było fajne, a co mniej.
              • claratrueba Re: dzieciocentryzm 20.11.10, 07:32
                Sęk w tym że naprawd
                > ę niewiele osób jest w stanie mówić o rodzicach normalnie, bo albo jest to obar
                > czone strasznym tabu, czyli że lukruje się każde wspomnienie, a o rodzinie nie
                > mówi się nigdy źle, nawet do współmałżonka, albo wylewa się całe wiadra pomyj i
                > to publicznie, co wcale nie znaczy, że musiało być jakoś szczególnie okropnie.

                tabu? Czy może lojalnośc w stosunku do bliskich- rodziców, rodzeństwa, męża, przyjaciól? Może prosta zasada, że pretensje, które mamy do nich mówimy im, a nie obcym ? Bo właściwie po co? Nie znam odpowiedzi.
                poza oczywiście jedną- by zyskać kasę lub" sławę".
                • bene_gesserit Re: dzieciocentryzm 20.11.10, 11:42
                  > tabu? Czy może lojalnośc w stosunku do bliskich- rodziców, rodzeństwa, męża, pr
                  > zyjaciól? Może prosta zasada, że pretensje, które mamy do nich mówimy im, a nie
                  > obcym ? Bo właściwie po co? Nie znam odpowiedzi.
                  > poza oczywiście jedną- by zyskać kasę lub" sławę".

                  A moze po prostu zeby nie klamac?
                  • claratrueba Re: dzieciocentryzm 21.11.10, 07:50
                    Jasne, bardzo piękne usprawiedliwienie zdradzania cudzych tajemnic -"przecież to prawda"
                    Żeby nie kłamać to jeszcze można po prostu nie mówić wcale na jakis temat. No chyba, że to przesłuchanie z użyciem tortur, wtedy, rzeczywiście można zrozumieć.
                    Znasz jakikolwiek powód, dla którego ktoś mówi wszem i wobec o problemie bliskiej (albo i nie) osoby, o którym ta osoba sama mówić nie chciała?
                    Ja nie.
                    • bene_gesserit Re: dzieciocentryzm 21.11.10, 14:18
                      Alkoholizm matki to nie jest 'cudza tajemnica'. W Polsce ciagle jeszcze to jest tajemnica calej rodziny, ktora chroni picie alkoholika, czyli pomaga go chronic przed konsekwencjami. Innymi slowy - alkoholik jest alkoholikiem, a rodzina to grono zaangazowanych wspoluzaleznionych.

                      Nie mowiac o tym, ze biografie dzieci slaw, w ktorych mowa o nalogach rodzicow, o psychicznym i fizycznym naduzywaniu dzieci w najrozniejszy sposob, pieciuset obliczach przemocy, jakie rodzice moga zafundowac swoim 'ukochanym maluszkom' itd pomogly tysiacom dzieci-ofiar anonimowych rodzicow. Dzieki nim mogly odklamac swoje wlasne dziecistwo i odciac sie od tego, co przezyly.
    • archivefranka Nie jestem z waszego plemienia 20.11.10, 00:15
      Jestem swieza mama i z ciekawoscia przeczytalam ten artykul. Dziecko nie zaprowadzilo nadzwyczajnej rewolucji w moim zyciu. Zaprzestalam nadzywyczaj hulaszczego trybu zycia, ale jestem pewna, ze pozostalam dokladnie ta sama osoba. Nie umarlo we mnie nic. Podobnie jak Cusk, doszlam do wniosku, ze dziecko nadalo sens mojemu zyciu. Wczoraj, moja bezdzietna kolezanka zadzwonila do mnie polecajac wlasnie ten artykul. Sciszala glos mowiac.. "przeczytaj, ja rozumiem, tak wlasnie jest.. ciezkie, ale prawidziwe..". Zla jestem, bo ten przekaz jest krzywy. Ona takze zrozumiala, ze "wszystkie tak czujemy". Frustruje mnie, ze moge byc teraz tak odbierana. Ze wspolczuciem. Ze przestanie sie mnie wierzyc: JEST BOSKO! Nie skupiam sie na trudzie fizycznym-bo to oczywista oczywistosc, ale mysle, ze moim zakichanym obowiazkiem jest dac jak najwiecej milosci temu dziecku. Ja je posrednio powolalam do zycia i jestem za nie calkowicie odpowiedzialna. Jesli kobiety maja nagle przyznac "jest masakrycznie, nienawidze tego", to czy mezczyzni takze maja prawo przyznac "nienawidze zarabiac na rodzine? Moze oni tez tak czuja.................. ? WSZYSCY. Naturalnie.
      • joskomajowa24 Re: Nie jestem z waszego plemienia 20.11.10, 20:06
        Jestem mamą dorosłych dzieci, które wyfrunęły z naszego rodzinnego gniazda , w którym zawsze mogą liczyć na zrozumienie i pomoc.
        Moje lata dzieciństwa i dorastania były bez zrozumienia ze strony rodziców, więc moim dzieciom dałam wszystko to, czego mnie brakowało.
        Było to w 'pewnym sensie' poświęceniem z mojej strony, dlatego bardzo dobrze rozumiem wypowiedź Pani R.Cusk.
        Podobnie miałam inne plany na życie, wyobrażałam sobie, że dzieci wychowam równolegle. Lecz nie jest to takie proste. Moje plany "umarły" na jakiś czas, ale teraz powolutku realizuję się , a dzieci mi w tym kibicują.
        Myślę zatem , że podobne intencje miała R.Cusk nazywając "umieraniem" niemożność realizacji siebie.
        • lena575 Re: Nie jestem z waszego plemienia 21.11.10, 00:28
          A mnie taka postawa dziwi. Rozumiem, ze kiedyś kobiety "umierały", bo ambitne, miały plany ale nie mogły ich realizować z racji płci, uwarunkowań obyczajowych i wychodziły za mąż, rodziły dzieci. Ale teraz!!! Paranoja!
          Moja wykształcona mama wychowała trójkę swoich i dwójkę adoptowanych dzieci, wróciła do pracy zawodowej gdy najmłodszy brat poszedł do szkoły średniej. NIGDY nie wyglądała na sfrustrowaną (ojciec też!). Ja, prawie 50-latka nigdy nie byłam sfrustrowaną matką, bo jestem świadomą matką. Czy dziekco coś mi odebrało? Niby co? Balangi do rana? brydż przez 3 dni cięgiem? Jak za studenkich lat? To chore. Co odebrałą mi praca (a pracować trzeba!) ? Co odebrała mi dorosłość (nie mam już 20 lat)?
          Rozumiem, psychozy, bo trudny rodzic zainfekaował dziecko. Ale przecież jest ogrom takich jak ja, mających normalnych, fajnych rodziców, którzy rozwinęli nam skrzydła, wiele nauczyli i dla nas rodzickielstwo jest normalnym, naturalnym i też fajnym etapem życia. Bez dorabiania chorej idelogi i cudzych schizów. Fobie po prostu się leczy a nie przerzuca na wszystkich.
          • joskomajowa24 Re: Nie jestem z waszego plemienia 21.11.10, 09:04
            Leno, trudno będzie z Tobą polemizować,
            Terapia nie do końca wyleczy z fobii jakie przekazali nam toksyczni rodzice, a w moim przypadku również teściowie, z którymi nadal mieszkam na wsi w jednym domu.
            W wychowanie moich dzieci włożyłam sporo wysiłku, aby uchronić je przed toksynami dziadków.
            Stworzyłam też zupełnie odmienne relacje .
            Narodziny pierwszego dziecka wprowadziło wiele zmian, i jak większość kobiet byłam niecierpliwą mamą, która musiała pogodzić się z późniejszą realizacją niektórych planów na czas aż ono podrośnie .
            Równoległe rozwijanie swych ambicji z rolą matki, gospodyni i etatowo pracującej kobiety jest łatwiejsze, gdy jest wsparcie rodziny. Ja tego nie miałam, a wręcz odwrotnie, wciąż musiałam odpierać ataki na moją godność.

            publiczne zwierzenia Pani R.Cusk są zatem potwierdzeniem, że nie tylko ja "nie należę do plemienia" - pruderyjnego środowiska , w którym przyszło mi żyć od 31 lat.
            • zoria_polunocznaja Re: Nie jestem z waszego plemienia 21.11.10, 09:41
              powyższe dwie wypowiedzi, w zasadzie taka minipolemika ;) pokazują, że każa z nas ma tak różne wyuobrażenia na temat macierzyństwa, różne podejścia, różne sposoby na radzenie sobie z przeciwnościami, różne sprawy nas cieszą.

              Niektóre z nas odnajdą w p. Cusk samą siebie - sprzed lat, lub z teraz; niektóre z kolei nie mogą zrozumieć jej rozterek lub w ogóle nie wiedzą, że takowe mogą istnieć. W tym tkwi sedno różnorodności ludzkiej! Wszyscy - odczuwamy inaczej!

              Chodzi o to, żeby czyjś obraz nie rzutował na inne, zwłaszcza jednoznacznie negatywny...w zasadzie zaś wydający się jednoznacznie negatywnym, bo w sumie okazuje się, że nie taki diabeł straszny ;) w tym wywiadzie. Ale mnóstwo młodych kobiet, wahających się z decyzją o dziecku, po przeczytaniu takiego artykułu powie...właśnie - co? A przecież p. Cusk uważa, że przy dzieciach nie tyle umarła, ile się odrodziła. Kurczę, przyznaję, że trochę mnie już zaczyna irytować lobby antydzieciowe ;) oczywiście nie o p. Cusk mowa. Niech każdy ma swoje zdanie i nie narzuca go innym, bo "to jedyna słuszna droga". I będzie wszystkim lepiej ;)
              • joskomajowa24 Re: Nie jestem z waszego plemienia 21.11.10, 14:05
                Dziękuję ZORIA, ujęłaś temat - w kondensacie.
                Nie każdy ma ten dar.
                Na koniec polemiki , dodam tylko, że książki autorstwa pani R.Cusk raczej nie mam ochoty przeczytać, wystarczyła mi relacja o jej treści w "WO",
                Moje osobiste przeżycia są zbyt bolesne; długo pracowałam nad zbudowaniem dobrych relacji w rodzinie, a ta lektura mogłaby obudzić CYKLONA ?
    • vesper_lynd kontrowersje i literatura mierna 21.11.10, 13:59
      Czytałyście cokolwiek Cusk? Po przychylnej recencji Szczuki kupiłam "Arlington Park". Abstrahując od bolesnie słabego polskiego tłumaczenia książka jest kiepska. "Współczesna Jane Austen"? Prrawdziwa Jane Austen przewraca się w grobie.

      Poglądy Cusk, które w wywiadzie dla "Obcasów" są wyłożone nęcąco, takie kontrowersyjne ogólniki, które przemawiają do serc części kobiet, a drugą część doprowadzają do wściekłości. "Arlington Park" jest jak powieść tendencyjna Orzeszkowej. Łopatologia, biało-czarny świat podzielony na getto dzieciatych kobiet i królestwo zajętych, obojętnych mężczyzn. Tanie gesty, nachalna symbolika, subtelność słonia w składzie porcelany.
      Temat świetny, poglądy Cusk ciekawe, tyle że autorka się na nich zafiksowała dokumentnie. Zacietrzewienie nie sprzyja dobrej literaturze.
      Przypuszczam, ze po tym wywiadzie sprzedaż skoczyła ostro w górę, ale naprawdę - nie dajcie się nakręcić na tani chwyt marketingowy, pani Cusk pisać nie umie, czyta się to fatalnie. Toporne, przewidywalne książki. Ale pole do popisu dla bardziej utalentowanych pisarek, bo zdecydowanie temat jest wart uwagi.
      • zyta2003 Re: kontrowersje i literatura mierna 21.11.10, 17:05
        Nie czytalam autorki, ale wielu uznanych autorow w pospiesznym tlumaczenu na polski czyta sie strasznie. Dlaczego przerysowanie sytuacji, problemu w ksiazce beletrystycznej ma ja dyskwalifikowac? Tak, postaram sie przeczytac ta ksiazke, dzieki poprzedniemu wpisowi.
        Jestem matka dwojga doroslych dzieci. Nigdy nie poczulam jakiegos zewu macierzynstwa. Pierwsze dziecko urodzilam, bo mialm 25 lat i moje kolezanki wlasnie to czynily, drugie w dluzszym odstepie czasu, glownie po to, zeby corka nie byla sama na swiecie. Macierzynstywo we wczenym okresie nie dawalo mi zadnej radosci, poniewaz ja sie po prostu caly czas balam... ze cos stanie. Akurat z jednym cos sie stawalo i nie mialam w sobie optymizmu, ze wyjdzie z tego. Balam sie sytuacji, dziecka itd, dobrze, ze mialy wspanialego ojca. Nigdy nie uwielbialam zabaw z dziecmi, wolalam czytac sobie niz nim ( chociaz im czytalam). Popelnialam potem bledy jak kazdy: Za duzo wymagan, za duzo narzucania woli, chociaz nie tak duzo oczekiwan. Moja najwieksza wiez z dziecmi nastapila, kiedy dorosly. To teraz sa moimi najlepszymi przyjaciolmi, towarzyszami, partnerami intelektualnymi. Nie wtracam sie w ich zycie osobiste, nie udzielam rad, ale moja przyjazn z corka, a takze z synowa jest czyms nadzwyczajnym. Mowia, mamo, nie mozesz umrzec, bo gdzie znajdziemy taka przyjaciolke. Do wnukow, jak kazdy do wnukow, jestem cieplejsza, bo mniej sie boje, ale najwieksza radosc sprawiaja mi dopiero, kiedy moge nawiazac z nimi kontakt intelektualny, wziac ich na wystep, do kina, czy na dluga zagraniczna wycieczke. One tez uwazaja, ze maja swietna babke, czy tak jest naprawde, nie wiem, ale umialam sobie wyrobic marke.
        Nienawidze ckliwych, cukierkowatych historyjek o macierzynstwie i dyskusji nad powinnosciami dobrej matki Polki, czy z innego kraju.
        • vesper_lynd Re: kontrowersje i literatura mierna 21.11.10, 18:29
          Nie pisałam że te ksiażki są przerysowane. Są łopatologiczne i postawione na kontraście: białe vs czarne. Autorka ma tezę, którą chce przekazać za wszelką cenę, w tym wypadku ceną jest jakość tej literatury. Nie twierdzę, że babka nie ma racji, bo ma i kupowałam jej książki z nastawieniem, że chcę zobaczyć macierzyństwo "z drugiej mańki". A dostałam ideologiczny, źle napisany zlepek scenek rodzajowych.
          • ciotka-ltd Reasumujac: kolejny chwyt marketingowy 31.12.10, 19:56
            pani Cusk, ktora - nie wiadomo czemu - wybiorcze 'wyrocznie' literackie nachalnie promuja. Spisek wydawcow? Wymiana miedzynarodowa uslug, wydan i przekladow?
            Znam ksiazki tej pani - w oryginale sa tak samo nudne i sztampowe jak w przekladzie. Zadnej nie doczytalam do konca (poza Lucky Ones), choc nie powiem zlego slowa o ich stronie czysto jezykowej (przynajmniej po angielsku). Cusk ma wyksztalcenie z zakresu literatury angielskiej i mam nieustajace wrazenie, ze ona caly czas cynicznie i z pelnym wyrachowaniem gra pod 'genderowa' krytyke, 'genderowe' media, i 'genederowo' wytresowany rynek. Nb. otrzymala w UK jakies nagrody literackie, ale wcale nie najwyzsze. Nie sprzedaje sie tez najlepiej (sa w UK doroczne rankingi, takze i w kategorii babskiej literatury).
    • zoria_polunocznaja Re: Nie jestem z waszego plemienia 21.11.10, 21:27
      znalazłam jeszcze coś w temacie :)

      infatuation-junkie.blog.onet.pl/kiedy-zostajemy-matkami-umiera,2,ID417275033,n
    • klarak Nie jestem z waszego plemienia 22.11.10, 03:03
      zgadzam się z Rachel Cusk w 100% - i umierasz i stajesz się kimś innym, lepszym, bogatszym, ale i pełnym pokory. Przerabiam to już 14 lat...
      • claratrueba plemię "zabawiające sie na śmierć" 22.11.10, 10:10
        Myślę, że problem owego "umierania" to problem przedstawianego przez coraz bardziej głupkowate media takiego "życia z photoshopu", w którym jedyne co ma wartość to to co łatwe, miłe i przyjemne. Życie, nie tylko rodzicielstwo, takie nie jest. Dobrze, że pani Cusk to mówi. Ale mówi to z rozżaleniem osoby, która odkryła, że jak się ma dzieci, to już się nie będzie "wiecznym dzieckiem" myślącym jedynie o swoich potrzebach. To zawsze było zupełnie naturalne- z czymś trzeba się z wiekiem pożegnać. Z wolnością, spaniem do południa, życiem z dnia na dzień a całkiem niedługo z niepomarszczoną buzią. Ta niezgoda na nieuchronne zmiany wydaje mi się po prostu infantylna. Jak "dzidzia-piernik" strojąca się w różowe falbanki, które tylko podkreślają, że młodość dawno minęła. Albo pracownik rozżalony, że w pracy to trzeba pracować czy uczeń dokonujący odkrycia, że szkoła to miejsce nauki a nie zabawy. Rodzicielstwo zmienia nam świat,kto tego nie chce może pozostać bezdzietny i nadal balować albo wręcz przeciwnie- realizować swoje zawodowe pasje z wielkim pożytkiem dla ludzkości. Albo przetrwać okres "pieluszkowo-przedszkolny" i wrócić i do zabawy i zawodowych pasji. Jakoś mi się udało, podobnie jak milionom kobiet i fajnie mi, że przybył mi towarzysz rozrywek i dzielny kibic moich zawodowych osiągnięć- mój syn już 16letni. Warto było parę lat harować przy małym dziecku (nie znam cięższej i bardziej odpowiedzialnej pracy) by mieć teraz z kim podyskutować, film razem obejrzeć, na nartach pojeździć. Z dziką satysfakcją, chyba z żadną inna nieporównywalną, że mądre poglądy i świetne umiejętności narciarskie to też moja zasługa.
        Czy żal mi, że nie byłam na iluś tam imprezach, nie przeczytałam iluś tam fajnych książek bo budowałam zamki Lego albo czytałam dziecku "Muminki"? Nie. Bo ani na imprezy nie wprowadzono prohibicji ani książek nie spalono. Nadrobiłam lub nadrobię.
        Bo nie umarłam. Pani Cusk tak samo. Rezygnacja z nieograniczonej wolności i wszelakich przyjemności to jeszcze nie śmierć. Jest powrót.
        • iluminacja256 Re: plemię "zabawiające sie na śmierć" 22.11.10, 10:44
          >Rezygnacja z nieograniczonej wolności i wszelakich przyjemności to jeszcze nie śmierć. Jest >powrót.

          To nei o przyjemnosci chodzi - jakby zycie bezdzietnych składało sie z calego pasma niekończacych sie przyjemnosci, dlatego tylko, z e mogą SPAC w nocy... Są kobiety , które NIGDY nie wracają. Znasz casusy kobiet, które bedąc w ciazy rzucały szkoły studia, doktoraty itp i na prośbę "ukochanego " zajmował się "byciem kobietą" . Potem drugie dziecko i 8 lat bycia kobietą . I coraz wieksza frustracja, bo nie mozna wrzucic już do rzeczy, którą sie rzuciło ileś lat temu. A dlaczego? A dlatego, z e ciągle nie ma pieniędzy,a jak są to dla dzieic, bo dzieci sa najwazneijsze, czasu, ze wszystko, poszło znacznie do przodu i to 8 lat nie jest drobiazgiem. W Polsce powroty są bardzo trudne i wie to kazdy, kto wyjechał i wrócił.
    • mygapik Nie jestem z waszego plemienia 25.11.10, 14:58
      Witam, nie rozumie stwierdzenia, ze kiedy stajemy sie matkami to umieramy:( dlaczego zapytam umieramy to totalna bzdura...... mozna czuc sie matka i czuc sie spelniona. To nasza decyzja sa kobiety, ktore wybieraja kariere zawodowa i jezeli tak czuja to chwala im za to. Uwazam, ze mozna czuc sie spelniona nie zaleznie od roli jaka sie w zyciu 'gra'. Nasza wartosc to to czym dysponujemy, co wnosimy w nasze zycie i w zycie bliskich osob, jezeli mamy farta i uda nam sie zrobic kariere jest cudnie ale jesli nie to przeciez swiat nie umyka nam z pod nog mozna w zyciu zrobic jeszcze tak wiele.... wszak od nas zalezy czy poswiecimy sie wylacznie rodzinie a pozniej przywdziejemy berecik, czy raczej postaramy sie jakos nie zmarnowac czasu wypelniajac go tym czym lubimy. Tak naprawde umieramy nic nie robiac poddajac sie biernie losowi bo to tak jak bysmy sami czekali na smierc i to jest smutne. Wiec do poki robimy to co lubimy choc nie robimy czegos zawodow nie oznacza naszego umierania ja tam zamierzam powaznie lezec w grobie, do poki zyje spedzam czas przyjemnie i pozytecznie no i to jest piekne:) jak mi sie uda moze cos jeszcze zrobie jak nie to tez cycos niczego nie bede zalowac a probowac zawsze mozna po to sie zyje. Pozdrawiam cieplutko i uwazam a nawet proponuje mamy nie umierajcie ....kiedy wasze dzieciaczki podrosna poswieccie ten czas dla siebie w koncu trzeci wiek dojrzaly, nalezy do nas,i nalezy go umiejetnie wykorzystac .....powodzenia i pozdrawiam cieplutko
      • duniaraskolnikow Re: Nie jestem z waszego plemienia 25.11.10, 16:03
        a ja nie rozumiem, jak można pisać "nie rozumie/nie rozumię".
        Spotkałam się z tym pierwszy raz na forum, bodajże na wp i myślałam, że ktoś sobie jaja robi, ale coraz częściej widzę ten bład.
        Nie żebym się czepiała czy miała fioła na punkcie ortografii, ale to jest aż śmieszne, szczególnie gdy serwujesz to w pierwszym zdaniu.

        Btw, to o czym piszesz, to jest właśnie bierne poddawanie się losowi-"jak wyjdzie to wyjdzie, jak nie-to też dobrze, spędźmy czas przyjemnie".
        Ogólnie to ten temat, to temat rzeka i to rzeka, co raczej nigdzie nie zmierza. Czy można napisać coś konstruktywnego?
        Ja to bym wolała być facetem, naprawdę, przynajmniej takie dyskusje by mnie nie dotyczyły:P
    • pinup Nie jestem z waszego plemienia 26.11.10, 14:15
      nie jestem w stanie zrozumiec dlaczego ludzie tak komplikuja sobie zycie przejmujac sie tym, co mysla o nich inni. jakie znaczenie ma dla mnie i mojego zycia, czy kowalska uwaza mnie za beznadziejna czy nadziejna matke? przeciez jej opinia, jakakolwiek by nie byla, nie ma na mnie zadnego wplywu. ba, istnienie kowalskiej we wrzechswiecie nie ma dla mnie zadnego znaczenia, wiec jak moze mnie interesowac to co o mnie mysli. najwazniejsze co mysle JA i jak czuje sie JA.
      • bene_gesserit Re: Nie jestem z waszego plemienia 26.11.10, 16:01
        No to sie nie przejmuj tym, ze inni sie przejmuja ;)
    • zooloza kto ma pszczoły ten ma miód, kto ma dzieci, ten... 27.11.10, 20:38
      ... ma smród.
      moje babki głośno tak mówiły i nikt się nie oburzał, a teraz zapanowała era obłudy i kolorowych pism, pustych rozmów o niczym i tych idiotycznych szkół rodzenia, gdzie wszyscy pieją z zachwytu, jakie to piękne, taki brzuch.
      dla mnie to czarowanie o cudzie macierzyństwa trąci mc donald's - em i jakimś sekciarstwem, dobre do marketingu firm produkujących pieluchy i całą masę bzdur kręcących się wokół tego biznesu.
      niech sobie każdy swój cud przeżywa prywatnie, skoro to jest takie sacrum.
      nie znoszę tego publicznego ciamkania .

      nie traktujmy więc tego tematu jak świętej krowy, nie żyjemy w świecie Lego - Barbie, a prawda jest taka, że macierzyństwo boli jak jasna cholera...

      --
      kubrynska.com/
    • domoweciasto Nie jestem z waszego plemienia 28.11.10, 08:16
      Czy to jest tak, że kobiety cierpią na zbiorową schizofrenię? Nie jestem w stanie tego pojąć, jak można decydować się na dziecko, skoro uważa się, że macierzyństwo to męka, cierpienie, śmierć ciebie i twojej osobowości. Sprawa jest bardzo prosta, chcesz mieć dziecko, jesteś przygotowana na to emocjonalnie, zdajesz sobie sprawę z tego, że dziecko potrzebuje stałej opieki przez wiele lat, a więc musisz mieć na to czas, że to ogromna odpowiedzialność, że Twoim obowiązkiem będzie stworzenie mu jak najlepszych warunków, szczęśliwego domu, dzieciństwa, zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa, że poród jest bolesny, w ciąży się tyje, karmienie piersią trudne ( na początku), przedszkole kosztuje, itd.,wtedy możesz się na nie zdecydować. Jeżeli nie, to znaczy, że jeszcze do tego nie dorosłaś, być może nigdy się to nie stanie, być może jesteś jeszcze cały czas właśnie dzieckiem, które samo potrzebuje opieki, bo nie umie przewidzieć konsekwencji swoich decyzji i działań, jest skupione na sobie i swoich potrzebach, wtedy NIE ZACHODŹ W CIĄŻE, nie rób tego, to zbyt poważna sprawa, nie odwracalna. Przecież nie musisz tego robić, nie musisz popełniać tego samobójstwa i tak się męczyć i cierpieć i ubolewać nad brakiem czasu na kosmetyczkę, stratą figury i tym wszystkim innym, co jest dla Ciebie tak bardzo istotne.
      • niebieski_ptak5 Ty z kolei tez poleciałaś 29.11.10, 01:18
        stereotypowym ujęciem sprawy. Zwłaszcza odnośnie kwestii "dojrzałość"/ poza tym praktyka a teoria dwie różne rzeczy gdyby tak nie było to człowiek/świat w ogóle nie miałby z niczym problemów - i to nie biadolenie ani brak dojrzałości.
        • domoweciasto Re: Ty z kolei tez poleciałaś 29.11.10, 11:20
          Nie rozumiem co jest stereotypowego w myśleniu: chce mieć dziecko, to je mam i jestem szczęśliwa, nie chce mieć dziecka, bo nie chce się nim zajmować i marnować czasu, kariery na macierzyństwo, to go nie mam. Moim zdaniem to logiczne myślenie...
          Natomiast postawa typu: decyduję się na dziecko, chociaż nienawidzę dzieci i zajmowania się nimi, chociaż moje znajome, które mają dzieci wydają się martwe dla świata, są żałosne, obleśnie grube, zaniedbane, nieszczęśliwe, zdradzane przez męża ( to jest raczej stereotypowe ), to postawa osoby psychicznie chorej, niezrównoważonej, niedojrzałej.
          Ja jestem szczęśliwą matką i znam wiele kobiet równie szczęśliwych co ja z tego powodu, że są matkami. To jest oczywiste, że wychowywanie dziecka to ciężka praca, ale trzeba to zrobić i tyle i właściwie to już nie masz wyjścia jak zostałeś rodzicem, to jest Twój obowiązek i nie ma co rozpaczać i robić z siebie niedołęgi życiowego. Świat na prawdę nie kręci się w okół Ciebie, ale dla Twojego dziecka jesteś całym światem, więc postaraj się nie zniszczyć mu dzieciństwa, bo to właśnie ono powinno być podmiotem w tej całej dyskusji. Mam nadzieję, że kiedyś nasza cywilizacja dojrzeje do tego, żeby rzeczywiście stać na straży bezpieczeństwa i dobrobytu, swoich najbardziej bezbronnych i jednocześnie wartościowych obywateli, i że za złe, nieodpowiedzialne rodzicielstwo, zacznie się karać.
          • niebieski_ptak5 Re: Ty z kolei tez poleciałaś 29.11.10, 12:01
            Ale to, że ktoś zdecydował się na dziecko z automatu nie czyni go szczęśliwym! I wcale to co się będzie działo nawet jeśli się planowało itp nie oznacza, że na wszystko jest się gotowym! TEORIa nie boli praktyka za to często. I co się tyczy tych najbardziej wartościowych to wybacz -zależy co z TYCH dzieci wyrośnie bo to, że są małe i bezbronne nie czyni z nich z automatu kogoś zwalającego z nóg. Nie uważam, że poczucie straty, uwiązania{niestety kobiety sĄ bardziej udupione niż faceci w tym wypadku} NAWET JESLI KOCHA SIĘ DZIECKO NIE WSPÓŁWYSTĘPUJE. i NIE JEST TO DLA MNIE ŚWIADEctwo, że kobieta/rodzice sa niedorajdami zyciowymi.
            • domoweciasto Re: Ty z kolei tez poleciałaś 29.11.10, 15:09
              Oczywiście dziecko nie jest gwarantem szczęścia, ale też nie powinno być powodem czarnej rozpaczy.
              Słuchacie, o co wam chodzi, czego oczekujecie, nie wiem, zapisu w konstytucji, że macierzyństwo to męczeństwo? Do czego prowadzi to użalanie się nad sobą, chcecie pomników i pieśni chwalebnych?
              • niebieski_ptak5 w konstytucji nie ma znacznie wazniejszych zapisów 29.11.10, 16:49
                dlaczego mnie pytasz? Ekspert od tego ze mnie żaden dzieci nie mam po drugie o co rozdzieranie szat? Zazwyczaj słodzi się na temat macierzyństwa. Jedne/jedni czują tak a inni zupełnie inaczej i w tym wszystkim jest miejsce na rozmaite postawy/wybory czy wyrazy niezadowolenia. Facet na dłuższą metę by tego nie wytrzymał bo nie znam żadnego który by tyle przebywał z dzieckiem co potencjalne matki. Babka po prostu tak czuje i tak być może ma {pani Cusk} co nie jest tożsame z tym, że by dzieci potopiła. W większości pism/rodzin/pseudo rodzin dominuje rytm/ton dziecio centryczny{skierowany głównie do babek i to one mają w większości przechlapane, facet ojciec idealny nie dość, że mit to jeszcze nie jest to tak silnie zaakcentowane w naszym kraju jak obowiązki kobiety-matki/powinności itp} dlatego jak się takie coś pojawia od razu potencjalna matka to wywłoka/egoistka itp. acha zapomniałabym jest nie dojrzała.
                Ja nie wiem czy te kobiety się nad sobą użalają. A nawet jeśli - widać dla niektórych to nie miód i malinka. Czy warto udawać, ze jest inaczej jeśli akurat tak się czują co by innych w błogostan wprowadzić "lepszości", innego odbierania sprawy? Czy skaleczenie się w palec i stwierdzenie tego faktu jest użalaniem się czy czymś innym?
      • zmija_gadula Re: Nie jestem z waszego plemienia 29.11.10, 16:03
        CO innego wiedzieć co innego doświadczać, trochę tak jak z rakiem, wiesz, ze to straszna choroba, ale co czuje chory nigdy tak naprawde nie wiesz, chociaż założenia oczywiście znasz. Uwielbiam moje dzieci, kocham je bardzo, sa w pełni świadomie zaplanowane, chciane i wyczekane itp. itd. ALE nie zmienia to faktu, ze są chwile, kiedy mam je ochote udusić poduszką albo zamknąc się w pokoju, zwinąć w kłębek pod kołdrą i udawać, że mnie tu nie ma a to nie moje dzieci. I są chwile, kiedy rozpaczam, że nie mam czasu pójść do kina, na basen, o kosmetyczce zapomniałam nawet, bo musze wrócić o okreslonej porze albo porozwozić po baletach, sretach i innych takich. Że nie mam czasu przeczytać książki, bo po powrocie z pracy, zabawie, porozkładaniu spać, praniu, prasowaniu itp zasypiam po przeczytaniu jednej strony czegokolwiek, że już nie moge byc na bieżąco z Polityką, Newsweekiem a nawet Twoim Stylem. Że nie mogę odpuścić niczego z powyższej listy. Że muszę byc niezawodna, nieśmiertelna, zdrowa i tryskająca energią nawet w piątek o 18 po tygodniu pracy po 9-10 godzin dziennie. I do rozpaczy doprowadza mnie, że moge poświęcić dzieciom tylko 2 godziny dziennie + weekendy. I że nikt mi nie powiedział, ze będzie tak ciężko wcale nie dlatego, że poród, cycki, kupki, choróbska, pieluchy, smarki, tylko że będę się wiecznie bała, czy przewlekły kaszel to nie początki astmy, skłonność do siniaków to jakaś poważna choroba, problemy z przemianą materii to początki czegoś fatalnego. I żygac mi sie chce od forumowych wypowiedzi, że karmiąc słoiczkami i parówkami robię dzieciom straszliwą krzywde na resztę życia a jak pozwole na trzy czekoladki dziennie to wydarzy się coś straszliwego. A w ogóle dlaczego nie ćwiczę zdolności psychopoznawczych i czego tam nie jeszcze...

        To nie jest kwestia odpowiedzialnosci w podjęciu decyzji o dzieciach. To jest kwestia tego, zę nie zrozumiesz dopóki nie doswiadczysz. A jak doświadczysz o zawsze znajdzie się pierdyliard bab, które będa cię wpędzać w mega stres i wyrzuty sumienia, bo cośtam robisz albo nie robisz. A większośc z nich w ten sposób udowadnia sobie słusznośc własnych decyzji (których są niepewne) i próbuje uszczęśliwiac na siłę
        • domoweciasto Re: Nie jestem z waszego plemienia 30.11.10, 11:33
          zmija_gadula zgadzam się z Tobą, każdy jest czasem rozdrażniony i to nie ważne, czy jest ojcem, czy matką, chciałby odrobiny spokoju, wytchnienia, żeby pozbierać myśli. Ale u mnie to jest tak...
          Spotykam po jakimś dłuższym okresie niewidzenia koleżankę ze studiów, wygląda rewelacyjnie, nie ma dzieci. Mówię jej "świetnie wyglądasz", a ona, na to " wiesz, byłam w Warmia Park, musisz tam koniecznie jechać, nigdzie indziej nie wypoczniesz lepiej, jest tam....itd.
          Jestem zła, ale nie dlatego, że mam dziecko, jestem zła, bo jej zazdroszczę, bo ma czas i pieniądze na to, żeby pojechać do Warmia Park. Cały dzień jest beznadziejny. Przez to, kiedy wieczorem zaczyna się walka z serii słoneczko zjedz coś tam, promyczku posprzątaj zabawki, szykujemy się do spania, a malec jak zwykle stawia opory, to tym razem nie wytrzymuję, zaczyna się atak gniewu i tych koszmarnych myśli, dlaczego ja muszę to znosić, ja już nie mogę, chyba zwariuję, to ponad moje siły, czy codziennie ono musi to robić? I myślę, że ten gniew mi się należy, że tym razem miarka się przebrała i mam prawo nawrzeszczeć na swoje dziecko i robię to, a ono zaczyna płakać i nie może się uspokoić, awantura trwa 1,5 godz., a ja z każdą minutą jej trwania mam co raz większe wyrzuty sumienia, serce mnie boli, to ja doprowadziłam do tego, że moje maleństwo ma taką zapłakaną twarzyczkę...A przecież obiecywałam sobie, że taka nie będę, że nie będę swoją własną matką, która terroryzowała całą rodzinę swoimi humorami, która z niezrozumiałych, dla mnie jako dziecka przyczyn wpadała w dziką złość, z jakiś błahych powodów, raniąc mnie, moją duszę tak boleśnie...
          Dzisiaj wiem, że nie chodziło o mnie tylko o jakąś jej "Warmię". Cały czas się to dzieje, bo ciągle nie mamy czegoś co mają inni, a inni nie mają tego co mamy my i też nam zazdroszczą...
          Ale do czego zmierzam, ano do tego, że uważam, iż każdy (zarówno matka jak i ojciec) dojrzały emocjonalnie, i zdrowy psychicznie człowiek niezmiernie, bezwzględnie kocha swoje dzieci, chce ich szczęścia, bezpieczeństwa i to nie one są powodem depresji, niezadowolenia, złości, gniewu, rozpaczy tylko my sami, bo dajemy sobie wmawiać, że potrzebujemy czegoś innego, niż to co mamy, zwłaszcza my kobiety...
          Nie możemy sobie dać wmówić kolejnej makabrycznej rzeczy, że nienawidzimy swoich dzieci i że to jest normalne, że mamy ochotę je udusić. Natomiast musimy wejrzeć w głąb siebie, przypomnieć sobie niektóre sprawy, być może tak jak ja, macie matkę, która oprócz różnych wspaniałych i wartościowych rzeczy, nauczyła Was nieradzenia sobie ze swoim gniewem i frustracją. Być może nie, być może chodzi o coś innego...
          Zamierzam dbać o to co mam i cieszyć się tym, bo to jedyny sposób, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Jestem matką, jestem atrakcyjna, jestem inteligentna, jestem pracowita, jestem wartościowa, jestem szczęśliwa nie dlatego, że jestem matką, ale dlatego, że po prostu tak jest, moje dziecko nie przeszkadza mi w tym.
          • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 30.11.10, 17:36
            > Nie możemy sobie dać wmówić kolejnej makabrycznej rzeczy, że nienawidzimy swoich dzieci i że to jest normalne, że mamy ochotę je udusić.

            Kochamy swoje dzieci, tylko czasami mamy ochotę je udusić :)
            • lena575 Re: Nie jestem z waszego plemienia 03.12.10, 14:28
              Czasmi mamy ochotę udusić swoich rodziców, swoje dzieci, swojego szefa, swojego męża/żonę, przyjaciół, po koleji lub każdego z osobna. Czasem mamy wszystkiego dość. Ale na ogól jako dorośli ludzie umiemy lepiej lub gorzej radzić sobie z nawałem problemów, własnym stresem, frustrają, boilogią, chorobami i wiemy, że to przechodzi, że to są mpmentu złości, czasem bezsilności. Umiemy ustawić problem we właściwym miejscu. Nikt nie musi nam wmawiać,ze w rodzicielstwo wpisana jest nienawiść do dziecka, w bycie dzieckiem nienawiść do rodziców, w pracę zawodową - nienawiść do przełożonych (lub podwładnych - w zależności od własnych przeżyć), w bycie częścia społeczeństwa nienawiść do innych ludzi. W nasze życie wpisane są wszystkie uczucia ale każde z taką intensywnością dotyczy traum każdego innego człowieka.
              Każdy kto przeżył jakąś traumę a ma trochę pisarskiej weny moze przez pryzmat własnych doświadczeń napisać, że w bycie synową/zięciem wpisany jest konflikt z teściową (jeśli go nie ma to tylko udajemy), że w każdą pracę wpisana jest nienawiść do szefa - jeśli go nie ma to udajemy, że ktoś nie spotkał się z molestwoanie to tylko udaje. A to kłamstwo. Greneralizowanie i kalkowanie własnych problemów na innych mnie osobiście odrzuca od takiej literatury.
              • echtom Re: Nie jestem z waszego plemienia 03.12.10, 22:45
                > Każdy kto przeżył jakąś traumę a ma trochę pisarskiej weny moze przez pryzmat własnych doświadczeń napisać, że w bycie synową/zięciem wpisany jest konflikt z teściową (jeśli go nie ma to tylko udajemy), że w każdą pracę wpisana jest nienawiść do szefa - jeśli go nie ma to udajemy, że ktoś nie spotkał się z molestwoanie to tylko udaje. A to kłamstwo. Greneralizowanie i kalkowanie własnych problemów na innych mnie osobiście odrzuca od takiej literatury.

                Dzięki - o to właśnie mi chodziło w pierwszym poście.
                • niebieski_ptak5 nienawiść 04.12.10, 00:51
                  ja jestem ciekawa gdzie ona napisała, że nienawidzi swoich dzieci? Poza tym nienawiść jest silnym niezmiernie uczuciem i destrukcyjnym. Większość osób używających tego słowa myli je z nie lubię czegoś bardzo. Nienawiść najczęściej posuwa do zbrodni/działań niekorzystnych w stosunku do przedmiotu tego uczucia?! Macie u Cusk coś takiego? Osobiście nie znam żadnej matki która powiedziała by wprost, że macierzyństwo ją zdołowało/uwiązało{ i co z tego, ze to tylko na parę lat? Spróbujcie facetowi kazać zrezygnować prawie ze wszystkiego} i to nie jest to! A przecież po niektórych to widać/słychać i czuć. I to nie chwilowy brak formy/chwilowe przemijające problemy.
          • jufalka Re: Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 19:39

            Ale do czego zmierzam, ano do tego, że uważam, iż każdy (zarówno matka jak i oj
            > ciec) dojrzały emocjonalnie, i zdrowy psychicznie człowiek niezmiernie, bezwzgl
            > ędnie kocha swoje dzieci, chce ich szczęścia, bezpieczeństwa i to nie one są po
            > wodem depresji, niezadowolenia, złości, gniewu, rozpaczy tylko my sami, bo daje
            > my sobie wmawiać, że potrzebujemy czegoś innego, niż to co mamy, zwłaszcza my k
            > obiety...

            zgadzam się, że dzieci jako takie nie są przyczyną frustracji... frustruje nadmiar obowiązków, i zbyt mało czasu na nasze potrzeby, przyjemności, czas tylko dla siebie, bez dzieci.... o ile lepiej byłoby gdyby rodzice mieli taki czas, wtedy nie mieli by poczucia, że dzieci im to odbierają.... tak sądzę...
    • szary212 Nie jestem z waszego plemienia 06.12.10, 09:15
      Identyfikuję się z tym, co mówi Cusk. W jej przypadku, jak i moim, praca oznacza pracę twórczą w domu. Kiedy przyszło dziecko, sfera pracy twórczej została wyparta kompletnie - siłą rzeczy, bo nie mogłam po prostu "wyjść do biura", bo "biuro"miałam w domu - przez sferę dziecka. Jednocześnie to dzięki dziecku udało mi się przeżyć emocje - i dobre, i kiepskie- które stały się motorem nowych przemyśleń, nowych projektów. Więc najpierw rzeczywiście umarłam, jako dawna "ja", a teraz , powoli odradzam się jako nowa osoba; a jednocześnie, teraz kiedy dziecko jest większe, szukam siebie i swoich emocji sprzed lat, z czasów studiów, i z tego fantastycznego "formatywnego" okresu życia między 25 a 35. Chcę wiedzieć, że ja to jeszcze ja, że potrafię żyć intelektem, a nie tylko gotowaniem i "mamo, chodź....!". A już moje relacje z matką to temat na osobną książkę..:)
    • sobietaka Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 16:41
      BARDZO MADRA i odwazna Kobieta!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ma cala racje i tylko Racje !!!!
      Czuje podobnie.....i zawsze to mowilam ,wiec wiadomo,ze bylam postrzegana ajko matka-potwor,
      a te wszytskie MATKI-POLKI......jeju,zalosne,godne politowania,

      ale np.poiedzenie"dobrze ,ze wyszla za maz,po ma miec lepiej ode mnie"......
      no wlasnie mowi samo za siebie!!!
      OT,i cala prawda na temat.
    • euzebiuszx Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 16:54
      Ta kobieta mówi prawdę. Rodząc dziecko kobieta rodzi się na nowo, a więc w jakiś sposób umiera. To oczywiste, że dziecko odbiera wolność i dotychczasowe życie. Posiadanie dziecka to także negatywne emocje, o których akurat ona nie boi się mówić. Dlaczego tak bardzo lukruje się macierzyństwo? Ono jest piękne i ważne bez tandetnej pozłotki. I tak właśnie rozumiem tę pisarkę.
    • alia_od_noza Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 18:22
      Z lektur na temat macierzyństwa polecam "Domowy poradnik umierania" Debry Adelaide. Obraz ani różowy i sielankowy, ani całkowicie czarny i depresyjny, moim zdaniem bardzo realistyczny. Czego obrazem może być cytat, który uważam za bardzo trafny:
      "Powiedziano Ci pewnie o wyczerpaniu, braku czasu, braku snu, braku seksu oraz niemożności skupienia się, niemożności dokończenia posiłku, rozmowy, a nawet zdania - tego wszystkiego możesz się spodziewać w pierwszych miesiącach macierzyństwa. Nic z tego nie dorównuje temu, czego będziesz doświadczać w obfitości i do końca swojego matczynego życia: poczuciu winy."
    • jasmin33 Nie jestem z waszego plemienia 31.12.10, 18:58
      W kazdym razie bycie matką to bardzo ciężka i trudna praca .... do śmierci .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka