Dodaj do ulubionych

Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście

21.02.11, 10:21
A co ta Ania chcialaby robic? Siedziec za biurkiem do konca zycia?
Zamienil stryjek siekierke na kijek.

Poza tym, skad to przekonanie ze 5 w indeksie, czy magister jakiegos humanistycznego kierunku powinny byc gwarantem dobrej pracy? Czy Ania oprocz znajomosci dat panowania poszczegolnych krolow, zna jakis jezyk? Czy ma jakies umiejetnosci ktore pozwola jej sie wyroznic na tle setek piatkowiczow i innych magistrow?
Obserwuj wątek
    • sarahsarah Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 13:23
      Ania miala marzenia na miare polskich realiow, byc nauczycielka historii (do tego doszedl WOS). No wiec jest i nagle Ania "Chciałaby coś zmienić. Nie jest bowiem przekonana, że chce sprawdzać klasówki do końca życia." No wiec czego ona sie spodziewala? Ze co bedzie robic jako nauczycielka? Projektowac ubrania? Spiewac piosenki na scenie? Moim zdaniem my wszytscy (i mowie to tez do siebie) mamy ten sam problem, chcemy nie wiadomo czego, wyzwan niewiadomojakich, zycia niewiadomojakiego, a jest powtarzalna i upierdliwa do bolu codziennosc. W polskich realiach za marna pensje.
    • brakwitaminyb12 Na każdym kierunku humanistycznym -kurs spawania 21.02.11, 14:31
      Mnie te historie o biednych absolwentach bez etatu śmieszą. Żyjemy w XXI wieku, granice są otwarte, świat stoi otworem...A biedni absolwenci wolą siedzieć w Polsce i narzekać, że mało pieniędzy , że nudno. Wystarczy się spakować, wyjechać i poszukać swojego szczęścia. Mamy kapitalizm i wolność i tylko od nas zależy jak nasze życie będzie wyglądać. Ale ludziom marzy się ciepła posadka, spokój, bezpieczeństwo i przewidywalność.
      I jeszcze jedno, ludzie po większości studiów humanistycznych mają znikome umiejętności praktyczne, dlatego ja dorzuciłabym praktyczne kursy np: spawania, żeby podnieść szanse na rynku pracy.
    • maitresse.d.un.francais Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 18:13
      Czy ma jakies umiejetnosci ktore pozwola jej sie wyroznic na tle setek piatkowiczow i innych magistrow?

      To każdy z tych SETEK musi się wyróżnić?
      • claratrueba Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 19:34
        Nie dziwi mnie rozmiar zjawiska "bezetatowców" i nie wzbudza mojego współczucia. Czasy, kiedy jakikolwiek dyplom jakiejkolwiek uczelni gwarantował prace minęły zanim ci ludzie wybrali kierunek studiów. Nie wiedzieli? Czego sie pani Ania spodziewała wybierając historię? Że odkrywać będzie grobowiec Tutenchamona Amona na wzór Indiany Jonesa? To egiptologię trzeba było wybrać albo archeologię śródziemnomorską.
        Młodzi ludzie wybieraja studia na zasadzie myślenia życzeniowego, a życzenia rzadko się spełniają. Studiowanie ma być nadal frajdą, najlepiej żeby nauka nie przeszkadzała w zabawie. Na przykład nauka języka obcego poza tym uczelnianym lektoratem. Dwóch- kompletna abstrakcja. ma byc fajnie potem jakos będzie. To jest- jakoś.
        Są i inni. Niewidoczni- bo nie mają czasu się wyżalać. O kwalifikacje pomagające znaleźć pracę zadbali choć same studia ich nie zapewniały. I chodzą na 3, 4 roku studiów ze swoimi certyfikatami z jęz. obcych, kursów do roboty za pieniądze, na które ich koledzy wzruszają ramionami. Tak samo jak ich koledzy w liceum wzruszali ramionami na ich wybór obleganego kierunku na uczelni, której dyplom choć trochę znaczy.
        • dysforia_trolla Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 20:08
          A czy ci "bezetatowcy" nie pracują? Bo piszesz tak, jakby praca przez nich wykonywana była jakimś gorszym rodzajem pracy. "Bezetatowcy" to często ludzie, którzy tyrają ciężej niż ci na etatach, bo wiedzą, że w każdej, dosłownie każdej chwili mogą wylecieć z hukiem z roboty, jeśli taka będzie wola pana i władcy, czyli pracodawcy, który zatrudnia ich na lewo albo na szaro. Nie zarabiają też wcale więcej przez to, że cwany "byznesmen" zredukował sobie kosztem ich ubezpieczeń wydatki. Pracują, bo muszą, dlatego też pokornie przyjmują rzucane im ochłapy.
          Chyba że pisząc o "bezetatowcach", masz na myśli bezrobotnych.

          > Nie dziwi mnie rozmiar zjawiska "bezetatowców" i nie wzbudza mojego współczucia
          > . Czasy, kiedy jakikolwiek dyplom jakiejkolwiek uczelni gwarantował prace minęł
          > y zanim ci ludzie wybrali kierunek studiów.

          Szkoda, że nie widzisz związku pomiędzy obecną sytuacją młodych ludzi, a emigracją i zahamowaniem rozwoju Polski. Może gdybyś go dostrzegała, współczułabyś chociaż sobie - jako obywatelce tego kraju, jeśli nie jesteś w stanie zdobyć się na empatię wobec młodych, przybitych i zwyczajnie ubogich oraz sfrustrowanych ludzi.

          Piszesz, że młodzi ludzie "wybierają studia na zasadzie myślenia życzeniowego". Skąd to wiesz? Robiłaś jakieś badania przekrojowe czy tak ufnie podchodzisz do artykułów GW - bo w świecie GW faktycznie to młodzi ludzie są kompletnie nieodpowiedzialni i tępi, dlatego nie mogą znaleźć godziwej pracy. I jakimś cudem sytuacja gospodarcza i brak skutecznego wsparcia rządowego nigdy nie ma z tym nic wspólnego.

          I chodzą na 3, 4 r
          > oku studiów ze swoimi certyfikatami z jęz. obcych, kursów do roboty za pieniądz
          > e, na które ich koledzy wzruszają ramionami.

          Na 3 i 4 roku studiów zazwyczaj się studiuje. Wierz mi, uczelnie nie sprzyjają pracującym studentom studiów dziennych, a płaca oferowana studentom nie wystarczy na pokrycie zaocznych. Zresztą wykładowcy mają taki stosunek do zaocznych, że strach się przenosić. No chyba że studiuje się tylko po to, żeby mieć papier.

          Tak samo jak ich koledzy w liceum
          > wzruszali ramionami na ich wybór obleganego kierunku na uczelni, której dyplom
          > choć trochę znaczy.

          A co ten ich dyplom może znaczyć, jeśli od 3 roku cały wolny czas przeznaczają na kelnerowanie, akwizycję albo w najlepszym razie - bezpłatne praktyki?
          • claratrueba Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 21:14
            > Piszesz, że młodzi ludzie "wybierają studia na zasadzie myślenia życzeniowego".
            > Skąd to wiesz? Robiłaś jakieś badania przekrojowe czy tak ufnie podchodzisz do
            > artykułów GW -

            Od ćwierć wieku pracuję z licealistami, studentami- uczę języka. Róznych ludzi- ambitnych i z charakterem- mniejszość, coraz mniej liczna. I tych "jakoś to będzie"- coraz bardziej wydają mi się typowi. To moje "badanie przekrojowe" to już pewnie parę setek ludzi. Dość wiarygodne.
            > Szkoda, że nie widzisz związku pomiędzy obecną sytuacją młodych ludzi, a emigra
            > cją i zahamowaniem rozwoju Polski.
            Nie widzę zahamowania rozwoju, również na rynku pracy. Widzę wyż demograficzny wkraczający na rynek pracy. To tylko oznacza, że wiecej zawodników w tej rywalizacji trzeba pokonać. Trzeba mieć czym. Trzeba pokonać i mnie i resztę 40+. My też nie siedzimy na d.., tylko robimy podyplomowe, MBA, uczymy sie języka, nierzadko- trzeciego.
            a 3 i 4 roku studiów zazwyczaj się studiuje. Wierz mi, uczelnie nie sprzyjają
            > pracującym studentom studiów dziennych, a płaca oferowana studentom nie wystarc
            > zy na pokrycie zaocznych.
            Wybacz, pracowałam od 1. roku. Mojej matki nie było stać na luksus utrzymywania dzieci na studiach. To było losem prawie wszystkich moich kolegów z roku. W naszym "elitarnym zawodzie", do którego droga wiodła przez pokonanie 18 kandydatów na miejsce na uczelni, przy odrobinie charakteru można było pracę znaleźć.
            Choć teraz niewielu w nim pracuje- skończyliśmy studia gdy ten rynek runął z hukiem. Odnaleźliśmy się w innych.
            Spora grupa moich dawnych uczniów robi to samo. Nie po sklepach i na szmacie, a w swoich przyszłych zawodach. Mądrze je wybrali. Po prostu.

            • dysforia_trolla Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 22:08
              > Od ćwierć wieku pracuję z licealistami, studentami- uczę języka. Róznych ludzi-
              > ambitnych i z charakterem- mniejszość, coraz mniej liczna. I tych "jakoś to bę
              > dzie"- coraz bardziej wydają mi się typowi. To moje "badanie przekrojowe" to ju
              > ż pewnie parę setek ludzi. Dość wiarygodne.

              Czy jesteś pewna, że stosunek tych ludzi do ciebie i twoich zajęć odzwierciedla ich postawę życiową? Czy nie popełniasz czasem typowego dla nauczycieli błędu przypisywania pilnym uczniom wszelkich cnót i odmawiania jakichkolwiek zalet tym, którzy nie współpracują z tobą tak pilnie i grzecznie, jak byś chciała?

              > Nie widzę zahamowania rozwoju, również na rynku pracy. Widzę wyż demograficzny
              > wkraczający na rynek pracy.

              Ty możesz tego nie widzieć, ale statystyki są nieubłagane.

              My też nie siedzimy na d.., tylko robimy podyplomowe, MBA, uczymy sie języka, nier
              > zadko- trzeciego.

              Tak, wiem, że robicie podyplomowe. Pisałam już "wam" kilka prac na te podyplomowe :P

              > Wybacz, pracowałam od 1. roku. Mojej matki nie było stać na luksus utrzymywania
              > dzieci na studiach. To było losem prawie wszystkich moich kolegów z roku.

              Jesteś +40? Więc zauważ, że zostałaś absolwentką z grubsza wtedy, gdy runął stary system i rynek stał się chłonny niczym gąbka. Dziś bezrobocie wśród absolwentów jest ogromne, a liczba absolwentów zwiększyła się drastycznie, bo ludzie idą na studia nie dlatego, że chcą studiować, ale dlatego że po LO nie mają innego wyjścia.

              Można wierzyć w to, że ciężka praca jest gwarancją sukcesu, a ten, kto go nie odniósł, widocznie nie pracował wystarczająco ciężko, ale to raczej mrzonka uspokajająca sumienie tych, którym się powiodło i ostatnia deska ratunku dla tych, którym do tego sukcesu bardzo daleko.

              Mamy w Polsce wysokie rozwarstwienie społeczne, rosnące mimo masowej emigracji bezrobocie - w tym bardzo wysokie bezrobocie wśród absolwentów, olbrzymi wskaźnik ubóstwa wśród dzieci (!), olbrzymią szarą strefę, gros ludzi zatrudnionych na umowy cywilnoprawne, choć świadczących regularną, etatową pracę, a 70% zarabiających osiąga dochody poniżej średniej krajowej. Przy tym mamy też malejące nakłady na aktywizację zawodową i co gorsza niewydolny system pomocy społecznej. Myślę, że zaklęcia na temat tego, jak to dla chcącego nic trudnego nie pomogą w obliczu takich trudności
              strukturalnych i od frustracji młodych nie uciekniemy.

              Wielu moich znajomych już opuściło Polskę, spora część pozostałych się nad tym zastanawia. Naprawdę jest niewesoło, a ludzie mają mordercze iskry w oczach, gdy mowa o płacach i rynku pracy. I nie znam nikogo, kto by się nie starał, wierz mi.
              • claratrueba Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 22:42

                > Czy jesteś pewna, że stosunek tych ludzi do ciebie i twoich zajęć odzwierciedla
                > ich postawę życiową? Czy nie popełniasz czasem typowego dla nauczycieli błędu
                > przypisywania pilnym uczniom wszelkich cnót i odmawiania jakichkolwiek zalet ty
                > m, którzy nie współpracują z tobą tak pilnie i grzecznie, jak byś chciała?
                Ci najambitniejsi są na ogół najbardziej zbuntowani, trudni. Grzeczna współpraca ze mną nie jest kryterium, jesli już- to na minus. Natomiast mam z wieloma kontakt kiedy są juz po studiach (niektórzy całkiem długo- uczę ich dzieci) to daje pewien obraz.

                > Ty możesz tego nie widzieć, ale statystyki są nieubłagane.
                Mamy ujemny przyrost gospodarczy? Naprawdę?

                > Tak, wiem, że robicie podyplomowe. Pisałam już "wam" kilka prac na te podyplomo
                > we :P
                Może komuś pisałaś. Mnie tu nie zaliczaj, moich znajomych też nie. Myślę resztą, że lepiej byś wyszła na prezentacjach maturalnych i pracach magisterskich. Dobry rynek. Wielki.
                Cała reszta Twoich konkluzji jest prawdziwa. Nie chciałabym być na miejscu obecnych absolwentów, ale oni na moim też nie- na pewno nie w tym 1990 kiedy my startowaliśmy. To nie było tak słodkie, jak wygląda z perspektywy lat. Rynek chłonny? Jaki rynek? Rynek zamykających sie jeden po drugim przedsiębiorstw, wydawnictw, redakcji. Tworzący sie "nowy biznes" przy którym obecny jest dżentelmenem w stos. do pracownika. Wierz mi, nie zamieniliby się młodzi na to, co my wtedy przeszliśmy. Emigrację też wielu wybrało i żałowało, że nie wytrzymało ciśnienia.
                Było lepiej, nawet usypiająco dobrze przez parę lat później i to jest pewnie powód beztroskiego stos. do przyszłości wielu ludzi,którzy teraz zbierają jej owoce. Może bardziej niż młodzież należy winić rodziców, nie wiem. Na pewno winię głupawe media i brak kultu wiedzy i pracy.
                Ale mam i inne doświadczenia- częste prośby pracodawców uczciwych o podesłanie kogoś, kogo mogliby zatrudnić. Ale nie są to absolwentki historii.
                • dysforia_trolla Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 23:00
                  > Mamy ujemny przyrost gospodarczy? Naprawdę?

                  Nie, ale wzrost gospodarczy nie jest prostym odzwierciedleniem poprawy jakości życia obywateli, a śmiem twierdzić, że o naszej przyszłości - także gospodarczej - zadecydują właśnie ta jakość i jej skutki. A zauważ, że mamy wzrost gospodarczy i zwiększające się rozwarstwienie społeczne, rosnące bezrobocie i niemalejącą wcale liczbę ubogich jednocześnie. To gdzie ten wzrost? Idzie w bogatych - że ujmę to kolokwialnie.

                  > Może komuś pisałaś. Mnie tu nie zaliczaj,
                  Ciebie tu nie zaliczam, ale niektórych spośród tych +40, z którymi podobno mam się ścigać - już tak. A pisanie prac mnie na dłuższą metę nie interesuje, bo zaliczanie kolejnych szczebli edukacyjnych za leserów jest po prostu niesmaczne.

                  > Ale mam i inne doświadczenia- częste prośby pracodawców uczciwych o podesłanie
                  > kogoś, kogo mogliby zatrudnić. Ale nie są to absolwentki historii.

                  Ok, ale tego już nie rozumiem. Dlaczego nie będą to absolwentki historii? Z kierunkiem jest tu coś nie tak czy zakładasz, że na historii leżakują po prostu same gamonie?

                  A co do ciśnienia na emigracji - nieszczęście polega na tym, że dziś wielu też niestety nie wytrzymuje i najlepsze lata trawi na miotaniu się pomiędzy znienawidzoną już Polską i wciąż obcym krajem emigracji. Nikt z nas nie wie, jak to się skończy.
                  • annapurnah Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 21.02.11, 23:39
                    > > Ale mam i inne doświadczenia- częste prośby pracodawców uczciwych o podes
                    > łanie
                    > > kogoś, kogo mogliby zatrudnić. Ale nie są to absolwentki historii.
                    >
                    > Ok, ale tego już nie rozumiem. Dlaczego nie będą to absolwentki historii?

                    Właśnie - dlaczego? Z wszystkich studentów historii, jakich znałam, w "zawodzie" pracuje nikła mniejszość, reszta - w działach sprzedaży, domach mediowych, piszą projekty europejskie. I wcale nie gorzej od swoich kolegów po ukończeniu studiów kierunkowych - zresztą jakie studia gwarantują sukces w sprzedaży? Tak naprawdę to konkretnych umiejętności nie zdobywa się na studiach a w pracy. Nie mówię tu oczywiście o zawodach inżynierskich, czy medycznych. Ale gdyby moja znajoma nie dawała szansy takim właśnie - "historykom", "biologom", "polonistom", nie stawiała na potencjał ludzki a nie na tytuł, nie miałaby świetnie prosperującej agencji reklamowej.
                  • claratrueba Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 22.02.11, 00:01
                    A zauważ, że mamy wzrost gospoda
                    > rczy i zwiększające się rozwarstwienie społeczne, rosnące bezrobocie i niemalej
                    > ącą wcale liczbę ubogich jednocześnie. To gdzie ten wzrost? Idzie w bogatych -
                    > że ujmę to kolokwialnie.
                    Tak, idzie. Nierówność dochodów mamy porównywalną do Ameryki Południowej. Tylko, że nie jest to nierówność "dobrze urodzonych" i reszty. To nierówność lwa i roślinożercy chcącego spokojnie skubać trawę. Spokój nie popłaca. Ale polowanie jest męczące.
                    By nie robić tu national geographic powiem Ci na czy polega różnica postaw, charakterów. Na pytanie "co chcesz w życiu robić" nastoletni człowiek najczęściej nie zna odpowiedzi. To coraz częstsze, a dawniej było naprawdę rzadkością. Czy to oznacza jakąś degrengoladę młodzieży? Nie, to oznacza, że tacy teraz TEŻ ida na studia. Nie wiedząc co się chce robić, wybiera sie wg kryteriów, które nazwałam "życzeniowymi". Niehonor rozumiem być operatorem dźwigu, choć to pewna praca. Trzeba iść na marketing, stosunki jakies tam, kulturoznawstwo czy historię (bardzo ciekawa, uwielbiam, ale nadprodukcja nauczycieli sięga od kilku lat dziesiątek tysięcy). Nie potępiam chęci czy ambicji bycia magistrem ale: albo byciem magistrem, który naprawdę ma do zaoferowania wiedzę, umiejętności i charakter albo nie mieć złudzeń, że to tylko niewiele wart papier.
                    > Ok, ale tego już nie rozumiem. Dlaczego nie będą to absolwentki historii? Z kie
                    > runkiem jest tu coś nie tak czy zakładasz, że na historii leżakują po prostu sa
                    > me gamonie?
                    Nie zakładam gamoniowatości. Po prostu nie wiem, co historyk może zaproponować pracodawcy innemu niż szkoła czy muzeum. Może się mylę, może sobie świetnie poradzi np w reklamie jak mój przyjaciel po filozofii. Ale ten szukał sobie sam, nikt nie odważył się polecić wydawnictwu gościa od Kanta.
                    > A co do ciśnienia na emigracji - nieszczęście polega na tym, że dziś wielu też
                    > niestety nie wytrzymuje i najlepsze lata trawi na miotaniu się pomiędzy znienaw
                    > idzoną już Polską i wciąż obcym krajem emigracji.
                    Powiem tak- popełniacie ten sam błąd, który popełnialiśmy my. Myślicie, że to są najlepsze lata, a potem to mogiła. Że musi być już- zaraz, że droga moich rodziców a waszych pewnie dziadków, że ciężko, latami, mozolnie do czegoś się dochodzi jest nie do przyjęcia. Rozumiem, tez uważałam, że 40 to grób. A tak naprawdę, to normalny wiek kiedy można mówić o pewnej stabilizacji, jakimś poziomie życia. Myślisz, że tylko u nas? Zmartwię Cię, to samo maja Francuzi, Włosi, Grecy. Niemcy tez narzekają, że kariery w pięć lat to już bajki z mchu i paproci.
                    • dysforia_trolla Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 22.02.11, 13:15
                      > Tak, idzie. Nierówność dochodów mamy porównywalną do Ameryki Południowej. Tylko
                      > , że nie jest to nierówność "dobrze urodzonych" i reszty. To nierówność lwa i r
                      > oślinożercy chcącego spokojnie skubać trawę. Spokój nie popłaca. Ale polowanie
                      > jest męczące.

                      To już jest wyłącznie twoja interpretacja. Nie wiem, jakim cudem Polska miałaby się oprzeć normalnym zjawiskom zachodzącym w każdym innym społeczeństwie - bo gdyby prawdą było to, co napisałaś, oznaczałoby to, że zaszedł u nas jakiś fenomen na skalę światową i rozwarstwienie społeczne nie niesie za sobą żadnych skutków (to jest właśnie m.in. ta nierówność między "dobrze" i "źle" urodzonymi), a wszelkie nierówności są skutkiem cech jednostkowych kompletnie niezależnych od pozycji społecznej. To jest niemożliwe. Więcej, to jest bzdura. Nie twierdzę, że ludzie o różnym położeniu społ. nie różnią się między sobą m.in. cechami charakteru, ale problem polega na tym, że te cechy nie wzięły się z powietrza, one bardzo silnie korelują z doświadczeniem życiowym i wspomnianym położeniem społecznym. Można oczywiście zamknąć na to oczy, ale takie zamykanie oczu - zwłaszcza przez rządzących - już wiele społeczeństw doprowadziło do stanu upodlenia. Tzn niektóre warstwy tych społeczeństw oczywiście. Wiesz, te bardziej leniwe :]

                      Nie potępiam chęci czy ambicji bycia magistrem ale: albo byci
                      > em magistrem, który naprawdę ma do zaoferowania wiedzę, umiejętności i charakte
                      > r albo nie mieć złudzeń, że to tylko niewiele wart papier.

                      No, zgadzam się. Problem tylko w tym, że nikt o zdrowych zmysłach nie pozostanie na poziomie wykształcenia, który obecnie daje dostęp do niewielu zawodów, jeśli może wspiąć się wyżej i mieć większe możliwości - przynajmniej teoretycznie. Możemy sobie tutaj narzekać na to, że ludzie studiują dla papierka, ale to niestety nie zmieni tego trendu.

                      > Nie zakładam gamoniowatości. Po prostu nie wiem, co historyk może zaproponować
                      > pracodawcy innemu niż szkoła czy muzeum.

                      Bez przesady, studia to nie szkoła zawodowa. Wyższe wykształcenie, nawet jeśli się zdewaluowało, wciąż jednak kształtuje charakter, uczy poszerzania wiedzy na własną rękę i krytycznego myślenia. To jest dobra baza. I myślę, że można śmiało założyć, że nawet historyk czegoś się jeszcze w życiu nauczy :]

                      > Powiem tak- popełniacie ten sam błąd, który popełnialiśmy my. Myślicie, że to s
                      > ą najlepsze lata, a potem to mogiła.

                      No nie, ja sobie zdaję doskonale sprawę z tego, że przeciętny czterdziestolatek jeszcze się nie rozkłada, jednak nie przymykam oczu na fakt, że dekada 25 - 35 to szczytowy okres sprawności ludzkiego mózgu, a przy okazji najlepszy czas na rozmnożenie się. Oczywiście nie oznacza to, że po 35 roku życia zamieniamy się w upośledzonych powolniaków, jednak przykro gdy lata, w których człowiek jest najsprawniejszy intelektualnie, rzesze młodych spędzają na tyraniu w barach kanapkowych za granicą, skąd wrócą do kraju, w którym będą musieli praktycznie zaczynać od nowa. Wiem, że tzw sukces zawodowy zazwyczaj odnosi się później. I stabilność zawodową także później się zdobywa, ale ja myślę raczej o zapewnieniu środków gwarantujących przekroczenie minimum socjalnego, a wielkiej kariery nie rozważam w tej dyskusji :]
                      • claratrueba Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 22.02.11, 20:44
                        Nie wiem, jakim cudem Polska miałaby
                        > się oprzeć normalnym zjawiskom zachodzącym w każdym innym społeczeństwie - bo
                        > gdyby prawdą było to, co napisałaś, oznaczałoby to, że zaszedł u nas jakiś feno
                        > men na skalę światową i rozwarstwienie społeczne nie niesie za sobą żadnych sku
                        > tków (to jest właśnie m.in. ta nierówność między "dobrze" i "źle" urodzonymi),

                        Nie rozumiemy się. Nie pisałam o skutkach- te sa jednoznacznie złe. Pisałam o przyczynach. A właściwie jednej- tęsknoty za świętym spokojem (pewnością zatrudnienia) a raczej naiwnej wiary, że jest on możliwy dzięki dyplomowi. Jakiemukolwiek dyplomowi jak to było w latach kiedy te dyplomy miało 8 proc. społeczeństwa- lata 80-90.
                        Cechy charakteru tych bardzo nielicznych były inne, nie zawsze, ale w większości byli to best of the best of the best. Powód prosty- jesli robotnik w Ursusie czy innej fabryce po zawodówce zarabiał wielokrotność płacy inteligenta to nie tylko ci pełni pędu do wiedzy szli na studia, ale i ci, którym o coś więcej niż kasę chodziło. I ci, którzy mieli wsparcie w rodzinie w swoich ambicjach. Był i inny aspekt- sitem były egzaminy wstępne, odcinające i niedouczonych i słabych psychicznie. Teraz te weryfikacje przechodzą ludzie już z dyplomami- szukając pracy. Ten sam Darwin, tylko przesunięty w czasie.
                        nikt o zdrowych zmysłach nie pozostani
                        > e na poziomie wykształcenia, który obecnie daje dostęp do niewielu zawodów, jeś
                        > li może wspiąć się wyżej i mieć większe możliwości - przynajmniej teoretycznie.
                        > Możemy sobie tutaj narzekać na to, że ludzie studiują dla papierka, ale to nie
                        > stety nie zmieni tego trendu.
                        I to ten trend, nie "rządzący" oprócz demografii winien jest waszej sytuacji- nadprodukcji wykształconych. Co rząd ma zrobić- skanseny jakieś wybudować gdzie wykształcone eksponaty dostana kase za niepotrzebna pracę? Takie roboty narodowe na wzór XIX wieku? Bo o zapotrzebowaniu na taka a nie inna kadrę decyduje rynek i gospodarka. Nasze jest kiepska, kiepski jest rynek pracy. Tylko, że nigdzie nie udało sie pobudzić go interwencjonizmem państwowym.
                        > Bez przesady, studia to nie szkoła zawodowa. Wyższe wykształcenie, nawet jeśli
                        > się zdewaluowało, wciąż jednak kształtuje charakter, uczy poszerzania wiedzy na
                        > własną rękę i krytycznego myślenia. To jest dobra baza.
                        Ja to wiem. W zawodzie, który ma w dyplomie wpisany przepracowałam po studiach zero dni. Tylko, że ten dyplom oznaczał solidne wykształcenie, był wiarygodny dla ludzi, którzy mnie zatrudniali. Nie mówił dokładnie co umiem, ale mówił "ta osoba przeszła przez sito egz. wstępnych, zdała ileś tam egzaminów u bardzo dobrych profesorów= ma potencjał". Co mówi wiele dyplomów obecnych? Jakaś nowa matura (wybacz, trudniejsze miewałam klasówki w liceum) dośc przypadkowa czasem selekcja kandydatów na studia, co najgorsze- jakaś Wyższa Szkoła Bóg Wie Czego. Mialam zajęcia w takiej miejscowej prowincjonalnej szkole "wyższej"- wytrzymałam rok. Orka na ugorze- "za pieniądze dyplom muszą dać". Załóżmy, ze masz dyplom uczelni przyzwoitej- czy te same dyplomy nie są w posiadaniu zwykłych miernot? Czy to, że do nich nie należysz mimo takiego samego papierka możesz pokazać w CV? Masz to wypisane na czole kiedy idziesz na rozmowę? Czy naprawdę uczelnia mysli krytycznego myślenia o sobie, kiedy jestem "selekcjonerem językowym" w pewnej firmie i włos mi sie jezy jakie błedy robi osoba z 5 z lektoratu i mająca czelność pisać "biegła znajomość języka"? To właśnie ci papierkowi inteligenci psuja rynek, powodują, że dyplom dla pracodawcy jest własnie- papierkiem o wartości niższej niż gwarancja na pralkę.
                        25 - 35
                        > to szczytowy okres sprawności ludzkiego mózgu, a przy okazji najlepszy czas na
                        > rozmnożenie się. Oczywiście nie oznacza to, że po 35 roku życia zamieniamy się
                        > w upośledzonych powolniaków, jednak przykro gdy lata, w których człowiek jest
                        > najsprawniejszy intelektualnie, rzesze młodych spędzają na tyraniu w barach kan
                        > apkowych za granicą, skąd wrócą do kraju, w którym będą musieli praktycznie zac
                        > zynać od nowa.
                        Wiara w tę najwieksza sprawność intelektualną jest tylko ciągiem dalszy kultu młodości. O,t kiedyś modny był stary mędrzec teraz bezkrytycznie wierzy się w młodego geniusza. To nie jest tak. Nie jesteśmy roślinami, a raczej nasze mózgi nie rosna jak pomidory- do pewnego stadium potem kicha. Spotykam ludzi tępych w tym najlepszym wg ciebie przedziale- ludzi o intelekcie nierozwiniętym książką, zainteresowaniami innymi niz durne seriale, o szachach i bryżzu to nawet nie ma co wspominać. gdzie te czasy gdy całe wydziały grały w brydża. Teraz" rozwijają sie intelektualnie" esemesując. Ilu z nich potrafi czerpać i chce czerpać z cudu nieograniczonego dostepu do wiedzy jakim jest internet? Obawiam się, że moja 70 letnia matka zagięłaby ich w wiekszości dziedzin. Tak jak ośmieszaja ich w teleturniejach typu "1 z dziesięciu" różne stare repy. Zauwazyłas może, że uczestnicy studenci zwykle odpadają pierwsi?
                        ale ja myślę raczej o zapewnieniu ś
                        > rodków gwarantujących przekroczenie minimum socjalnego,
                        Tak, to jest problem. Nędzna płaca jest demoralizująca i powoduje degrengoladę umysłową- szukanie fuch, emigrację na zmywak. Ale tu znów czysta ekonomia- skoro jest zbyt dużo kandydatów do roboty, to wielu z nich przyjmie ochłapy, więc po co płacić lepiej.
                        • dysforia_trolla Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 23.02.11, 14:00
                          > Nie rozumiemy się. Nie pisałam o skutkach- te sa jednoznacznie złe. Pisałam o p
                          > rzyczynach.

                          I ja także. Napisałaś, że nierówność dochodów w Polsce nie jest nierównością pomiędzy dobrze urodzonymi (uprzywilejowanymi) i resztą, ale pomiędzy lwami i roślinożercami. Otóż jeśli sięgnąć głębiej (pierwotniejszych przyczyn) okaże się, że ten podział na lwy i krowy skądś się wziął, bo ludzie nie żyją w próżni. Sytuacja materialna, stan zdrowia, miejsce zamieszkania, wykształcenie rodziców i szereg innych składowych decyduje o tym, kto w życiu osiągnie sukces. Zdarzają się wyjątki od schematu, ale ogółem łatwo jest przewidzieć, w jakiej grupie uplasuje się dziecko pary profesorów oraz alkoholika i bezrobotnej matki. Te dzieci będą bardzo różnić się między sobą, ale, sorry, to nie są różnice od nich zależne w wysokim stopniu, a są różnicami determinującymi w konsekwencji ich pozycję na rynku pracy i punkt wyjścia ich dzieci.

                          A więc jeśli stworzymy sobie świat, w którym przyznamy szansę na godne życie (zarobki, poczucie bezpieczeństwa, ubezpieczenia społeczne) tylko lwom, doprowadzimy do stanu trwałego wykluczenia rzeszy ludzi - bo zaakceptujemy ich upośledzoną sytuację jako sprawiedliwą konsekwencję ich podrzędnej, wobec ideału lwa, pozycji. Moim zdaniem to jest chore i bardzo źle się skończy. Pewnie nie rewolucją, bo w takim systemie biedni są niemi i niewidoczni - ale będziemy żyć w syfie i poczuciu zagrożenia. Właściwie już żyjemy w syfie i poczuciu zagrożenia...

                          > I to ten trend, nie "rządzący" oprócz demografii winien jest waszej sytuacji- n
                          > adprodukcji wykształconych.
                          Rządzący od tego są rządzącymi, żeby ruszyli dupska i pomyśleli trochę, jak zapobiec katastrofie, która zbliża się wielkimi krokami. Na stronie GW nawet ukazał się wczoraj artykuł m.in. o tym, że do Polski dotarła zaraza tocząca od lat USA - ludzie pracujący pełnoetatowo (choć oczywiście na umowy cywilnoprawne) żyją w ubóstwie, bo płace są tak niskie, a koszty utrzymania tak wysokie, że mozna już tyrać jak wół i skończyć jako bezdomny. Nie mamy na szczęście jeszcze eksmisji na bruk, ale niewykluczone, że rządzący nam ją niedługo zafundują i wtedy już będziemy mieli tutaj Hamerykę pełną gębą.

                          > Ja to wiem. W zawodzie, który ma w dyplomie wpisany przepracowałam po studiach
                          > zero dni. Tylko, że ten dyplom oznaczał solidne wykształcenie, był wiarygodny d
                          > la ludzi, którzy mnie zatrudniali. Nie mówił dokładnie co umiem, ale mówił "ta
                          > osoba przeszła przez sito egz. wstępnych, zdała ileś tam egzaminów u bardzo dob
                          > rych profesorów= ma potencjał". Co mówi wiele dyplomów obecnych?

                          No ok, ale jaki to ma związek z tym, że historyka byś nie zatrudniła? Czy na dyplomie dajmy na to ekonomisty są jakieś inne informacje niż na papierku historyka?

                          Czy naprawdę uczelnia my
                          > sli krytycznego myślenia o sobie, kiedy jestem "selekcjonerem językowym" w pewn
                          > ej firmie i włos mi sie jezy jakie błedy robi osoba z 5 z lektoratu i mająca cz
                          > elność pisać "biegła znajomość języka"?

                          A tutaj wiń parcie na autoprezentację. Ludzie wolą napisać, że śmigają w języku, którym tak naprawdę ledwie się posługują, bo zakładają (i słusznie), że wszyscy kontrkandydaci zrobią to samo. I wychodzi im z tej kalkulacji, że jeśli oszacują swoje umiejętności uczciwie, mogą odpaść w przedbiegach, bo na rozmowę zaproszeni zostaną ci mniej skromni. Wiedzą też, że prawda na temat motywacji jest źle widziana - większość ludzi pracuje dla pieniędzy, ale w listach motywacyjnych chyba wszyscy wciskają nieprawdopodobny kit o tym, co ich do tej niby wymarzonej firmy przywiodło - i nigdy nie będą to pieniądze, bo przecież człowiek ambitny nie musi jeść, ubierać się i gdzieś mieszkać, on tylko marzy o samorozwoju przez wypełnianie excela.

                          > Wiara w tę najwieksza sprawność intelektualną jest tylko ciągiem dalszy kultu m
                          > łodości. O,t kiedyś modny był stary mędrzec teraz bezkrytycznie wierzy się w mł
                          > odego geniusza. To nie jest tak.

                          To nie jest moja wiara, ale to co wyczytałam w opracowaniach ludzi mądrzejszych ode mnie - naukowców zajmujących się neurologią.


                          Nie jesteśmy roślinami, a raczej nasze mózgi n
                          > ie rosna jak pomidory- do pewnego stadium potem kicha. Spotykam ludzi tępych w
                          > tym najlepszym wg ciebie przedziale- ludzi o intelekcie nierozwiniętym książką,
                          > zainteresowaniami innymi niz durne seriale

                          To nie ma nic do rzeczy. Ci ludzie w najlepszym przedziale będą tępi, ale ich mózg będzie się starzał, tak jak całe ciało, i do tej tępoty dojdzie jeszcze pogorszenie jego funkcjonowania po trzydziestce. Analogicznie: mózg człowieka niesłychanie bystrego też się starzeje. Porównywaniu obu tych osób nie żadnego sensu, bo pogorszenie pracy mózgu jest widoczne w porównaniu ze stanem wcześniejszym tej samej osoby. No i oczywiście te zmiany w normalnych warunkach zachodzą powoli, to jest płynne, a nie skokowe.

                          Zauwazyłas może, że uc
                          > zestnicy studenci zwykle odpadają pierwsi?
                          Nie oglądam telewizji, więc nie wiem, czy faktycznie tak jest.
                          Jednak inteligencja a wiedza to jednak nie jest to samo. Studenci są młodsi i zrozumiałe jest, że wiedzę ogólną będą mieć mniejszą niż porównywalna pod względem ambicji, inteligencji i wykształcenia starsza osoba. Mogą jednak starszego przebić szybkością przywoływania informacji, kojarzenia, choć bez wiedzy to faktycznie psu na budę.

                          Te nasze posty rozwinęły się w sążniste teksty i w związku z tym muszę niestety zakończyć rozmowę - nie mam ostatnio zbyt wiele czasu.

                          Pozdrawiam
            • muc-ha3 Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 27.02.11, 19:58
              syty głodnego nie zrozumie-nie rozumiem jak nauczycielka może mieć tak ograniczony spojrzenie na świat
    • pepsic Re: Przedsiębiorczość, pomysł, szczęście 22.02.11, 10:29
      Szkoda, że pania Ania nie potrafi cieszyć się tym co ma w sytuacji, kiedy o pracy nauczyciela niejeden absolwent studiów może tylko pomarzyć i nie zważa na aspekt ekonomiczny, jako że obligatoryjne podwyżki zapisane w karcie nauczyciela wskazują, że za kilka lat będzie to jedna z lepiej opłacanych sfer budżetowych.
      • bun.seki Przypadek 23.02.11, 21:36
        tak naprawdę decyzduje o tym, czy studia które wybieramy "się opłacają". studiowałam japonistykę, gdy o Toyocie w Polsce jeszcze nikomu się nie śniło. Szłam na studia bo pasjonowała mnie literatutra japońska. Od ukończenia studiów zarabiam co najmniej 3 średnie krajowe. Moja zasługa? Nie. Przypadek po prostu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka