Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne dzieci

04.02.06, 14:15
dajmy do myslenia i podzielmy sie naszymi odpalonymi pomyslami z
dziecinstawa.Oto moja przygoda.
Na podworku stala taka duza hustawka ,obok siebie mogly sie rozhustac dwie
osoby , ja z kolega robilismy zawody kto dalej wyskoczy po rozbujaniu
sie ,mielismy po ok 6 lat. Skakalo sie w piach , tyle ze 4m za tym piache
byly tzw kocie lby czyli kostka wypukla kamienna, ojjj lecialo sie daleko i
owszem wygralam ,ale moj skok skonczyl sie na owych kostkach i utracie
przytomnosci.Pare lat pozniej probowalam przebiec na Nowym Swiecie zima i to
nie po pasach .Potracil mnie samochod ,ale szczescie czy co tylko potluczenia
i kupa smiechu w szpitalu ,bo przerazeni studenci w szyny wszystkie konczyny
mi wzieli , heheh chyba mam mocny kosciec .
Obserwuj wątek
    • katmoso Re: Niebezpieczne dzieci 04.02.06, 15:42
      sprawdź to SAMA? czyżby w naszym kraju były tylko samotne matki?? WO powinny
      przypominac, że MĘZCZYZNA - OJCIEC TEŻ JESST ODPOWIEDZIALNY ZA SWOJE DZIECKO!
      • miss.hyde Re: Niebezpieczne dzieci 04.02.06, 16:09
        To coś w stylu reklamy proszku do prania z Chajzerem - wychwalane są efekty
        używania specyfiku, a na końcu "przekonaj się SAMA". Bo jak dzieci, gary i
        pranie to tylko baba.
        • wj_2000 Re: Niebezpieczne dzieci 04.02.06, 19:23
          miss.hyde napisała:

          > To coś w stylu reklamy proszku do prania z Chajzerem - wychwalane są efekty
          > używania specyfiku, a na końcu "przekonaj się SAMA".

          A czyż nie jest to pismo kobiece? Defaultowo się zakłada, że osoba czytająca
          jest płci żeńskiej i takąż gramatykę sie stosuje.
          • miss.hyde Re: Niebezpieczne dzieci 05.02.06, 14:09
            Ale ja o reklamie pisałam.
    • bri Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 15:19
      Miałam 6 lat i chciałam sprawdzić jaka jest temperatura gotującej się zupy.
      Sprawdziłam to pod nieobecność rodziców termometrem lekarskim. Oczywiście pękł
      i cała rtęć i kawałki szkła zostały w zupie. Nic nikomu nie powiedziałam i
      skrzętnie ukryłam resztę termometru. Jednak, cholera, mama go znalazła i
      podczas przesłuchania wyciągnęli ze mnie, co się stało z rtęcią. Ponieważ było
      już po obiedzie pojechaliśmy wszyscy razem do szpitala. Okazało się, że w
      obecnych czasach rtęć w termometrach składa się już głównie z alkoholu i raczej
      od niej nie umrzemy. Najbardziej poszkodowana byłam ja, bo wkurzony tatuś
      wykonał nerwowy ruch sadzając mnie na stole i wywichnął mi kciuk u prawej ręki.
      • paskowka1973 Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 15:26
        Nie wiem ile miałam lat, ale coś ok 7. I biegłam przez całe mieszkanie ( nie
        takie duże w końcu) z małego pokoju, przez przedpokój i wpadałam do dużego
        pokoju i rzucałam się "szczupakiem" ma łóżko rodziców, które niestety stało
        obok regału. No i za którymś razem dosłownie "nadziałam" się czołem na kant.
        Najlepsze jest to, że nawet nie poczułam, roztarłam czoło i dalej to samo. Aż
        patrzę, a tu krew mi cieknie. Wtedy w ryk. Było szycie czoła i rtg. Na
        szczęście mam twardą głowę :)
        Pozdrawiam
        • magdasiara Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 17:18
          ja miałam dokładnie to samo w tym samym wieku - kant stołu przeszedł o włos od
          mojego oka i rozwiął mi łuk brwiowy. Ja niewiele z tego pamiętam, a rodzina
          zapamiętała głównie mojego dziadziusia, który jako zamiast zawieźć mnie do
          szpitala ... zemdlał:)
          Jak Widać, choć mogło skończyć się brakiem oka, teraz mamy z tego wiele
          śmiechu:)
          Pozdrawiam.
        • miriam57 Re: Niebezpieczne dzieci 12.03.06, 10:31
          Ja w wieku lat 9 i paru miesięcy zostałam uszczęśliwiona siostrą i badałam
          temperature wody, w której wyparzały się smoczki mojej siostry także przy pomocy
          termometra. Skutek oczywisty, ale dalszy cią historii bardziej makabrycznym.
          Mama nie zauważył, że w termometrze brak rtęci (bo ja go schowałam do
          opakowania) i zmierzyła tym popsutym siostrze temperaturę, wsadzając go do pupy.
          Jak wyciągnęła to się okazało, że rtęci nie ma. Mam zadzwoniła po sąsiadkę i
          pojechały razem na ostry dyżur. Sąsiadka z wrażenia zostawiła włączone żelazko.
          Dobrze, że jej syn wrócił wcześniej ze szkoły, bo szafka gdzie stało żelazko już
          była nadpalona. Wszystko skończyło się szczęśliwie. Nawet bury nie dostałam, a
          siostra zyje do dzisiaj i ma się dobrze.
    • venice007 Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 17:40
      No cóż, miało się te 5 lat. Rodzice - w pracy, dziecko - samo w domu, niania - w
      mieszkaniu obok. A były to czasy, kiedy prąd "wchodził" do domu po drutach
      przyłączonych do ściany budynku. Tak się składało, że tuż nad kuchennym oknem.
      Więc co zrobiło nudzące się dziecko?
      Zafascynowane ogniem palącym się w kaflowym, kuchennym piecu wyjęło palącą się
      szczapę drewna z pieca i zaczęło podgrzewać izolatory na tych drutach, stojąc w
      mroźny zimowy poranek w otwartym oknie na pierwszym piętrze. Fajnie było ;-)
      Od ognia zajęła się zasłonka - do dziś pamiętam wzorek na kretonie - więc szybko
      garnek wody...chlust! i po pożarze.
      I byłoby się wcale nie wydało, gdyby nie mokry dowód rzeczowy ukryty na dnie
      kosza na brudną bieliznę. Ufff... czy były rękoczynne konsekwencje ze strony
      rodziców, naprawdę nie pamiętam. Za to do dziś nie tracę głowy w sytuacjach
      trudnych.. Na szczęście sama miałam mniej pomysłowe dzieci.
      Pozdrawiam, V.
    • kasi5 Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 17:46
      Moja przyjaciółka, wraz z dwójka rodzeństwa, w wieku ok 6 lat, weszły na szopę z
      parasolką, żeby po kolei z tej szopy skakać na parasolce. Bo przeciez w bajkach
      tak było.Przyjaciółka na szczęście zwichnęła tylko ramię, a reszta nie zdążyła
      skoczyć, bo jakiś sąsiad szybko zareagował. Dzieci maja ogromną wyobraźnię i na
      prawde trzeba na nie bardzo uważać!
      K.
      • babelecke Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 18:34
        W mojej rodzinie wszystkie dzieci psociły...Ja robilam fikolki na trawie i pekl
        mi 7 kreg szyjny-3 dni wilam sie z bolu, obwiazana szalikami, az mama
        uwierzyla, ze na prawde mnie boli (myslala, ze nie chce do przedszkola),siostra
        sciagnela na siebie szklanke z kawa...(wiele blizn na ramieniu), bracia dostali
        chustawkami...i maja "ksiezyc pod okiem", corka znajomej chciala golic sie tak
        jak tata i pociela sobie wargi...Mam syna (5lat) i duzo z nim rozmawiam.
        Omawiam typowe zagrozenia: kontakt z zelazkiem, gotujaca sie woda, stanie na
        parapecie...,co ma robic jak sie zgubi w hipermarkecie, co jak wybuchnie
        pozar..itp..Niestety nie da sie przewidziec wszystkiego..Wiek 5 lat przynosi ze
        soba zainteresowanie genitaliami....w zwiazku z tym syn wkladal sobie do
        siusiaka bron zolnierza...znajomych natomiast spuszczal na siusiaka deske
        klozetowa..
        Typowym zagrozeniem sa raczki-uchwyty od szuflad tapczanow..Siostry mala
        wsadzila glowe i nie mozna bylo wyciagnac...
        Apel do wszystkich mam- pozwalajcie tatusiom zajmowac sie dzieckiem, kapac,
        karmic...bo moga stanowic oni najwieksze zagrozenie...dla dziecka
        przyklady: 1)Tatus nie kapal synka jakis czas..wyciagnal z wody, pozlozyl na
        pralke automatyczna i odwrocil sie po oliwke, kiedy sie odwrocil dziecka nie
        bylo...Wydawalo mu sie ze jest tak zapracowany, ze zapomnial iz go zaniosl do
        lozeczka, dopiero kiedy dziecko zaczelo plakac uzmyslowil sobie, ze mu spadlo-
        cale szczescie, ze zatrzymalo sie na rurach od pralki- konieczna byla wizyta u
        lekarza
        2)tatus myje podloge, mokre kafelki- dziecko ma rozbita glowe...
        3)pozostawianie golarek na umywalce..itp

        • anias85 Re: Niebezpieczne dzieci 04.04.07, 19:34
          pediatra dzieci mojej kuzynki
          na wizycie domowej omówił "obslugiwanie" przewijaka
          opowidając o dziecku, ktore spadło z przewijaka w łazience do muszli klozetowej
          i sie przytopiło
      • emcia34 Re: Niebezpieczne dzieci 29.03.06, 15:14
        nie pamiętam ile miałam lat ale mało, pomyślałam,że nauczę się latać jak w
        bajkach. Otworzyłam okno na II piętrze, następnie parasol stanęłam na parapecie
        i już miałam sobie pofrunąć a tu nagle starsza siostra weszła do pokoju i mnie
        natychmiast zestawiła z parapetu. głupie były te bajki, ja swoim dzieciom
        zawsze mówię,że w bajkach są same kłamstwa, że jak ktoś spadnie z wielkiej
        wysokości to traci życie jedyne!!!!!! a nie 1 z 3, jak to w grach komputerowych
        bywa
    • niknik spoko 06.02.06, 18:40
      ja nie mam domu
    • gobi03 ochronić dziecko - sen kretyna 06.02.06, 19:02
      można starać się o podstawowe zabezpieczenia, ale to nie powinna być głowna
      aktywność w kierunku bezpieczeństwa dziecka. Ja swoje dzieci nosiłem. Przed
      ukończeniem dwóch lat znały całe mieszkanie od dołu do góry. Umiały się
      obchodzić z nożyczkami, smarowały chleb masłem, wiedzialy że na piecu jest
      gorąca woda bardzo niedobra...
      Rodzice mają _wprowadzać_ dziecko w świat, a nie chronić przed światem.
      • framberg Re: ochronić dziecko - sen kretyna 06.02.06, 21:17
        Podobnie ;-)

        Teraz opowieść o koledze równieśniku - 8 - 9 lat. Bawił się w ślepca. Wszedł do
        mieszkania z zamkniętymi oczami, zamknął drzwi, dotarł do pokoju i rzucił się
        na łóżko. Zębami trafił w drewniany brzeg (zagłówek). Zszyli mu dziąsła bo zęby
        się ruszały jak klawisze, wargi jak u klasycznego murzyna, jadł w postaci
        płynnej przez rurkę. Wzbudzało to naszą wielką ciekawość. Przez tydzień wszyscy
        chcieliśmy jeść tylko przez rurkę.
        • plonaca.zyrafa Re: ochronić dziecko - sen kretyna 04.03.06, 18:31
          padlam :)))



          Ja za moja nieostroznosc place do dzis. Mama zawsze mi powtarzala zebym sie od
          kawy trzymala z dalekaale kiedys sciagnelam na siebie szklanke z goraca kawa i
          blizny (nieoperacyjne, taka specyfika skory) na szyi i na ramieniu mam do dzis.
          Na szczescie nie bardzo widoczne.

          W wieku 5 lat uwielbialam stawac na takim murku i wkladac palec w dziurke (o ta
          polokragla przerwe miedzy metalowym pretem a klodka mi chodzi) klodki
          zamykajacej gablote z ogloszeniami i zeskakiwac z murku jednoczesnie ten palec
          wyciagajac (tak, sama nie moige uwierzyc ze to robilam ;)), i raz nie
          wyciagnelam... Palec wyrwany ze stawu i zlamany w jednym miejscu...

          Mielismy ogromny pokoj wokol ktorego z siostrami (2 siostry mam) uwielbialysmy
          biegac. Mialysmy tez rajstopy ktore zawsze sie zsuwaly tak ze krok wisial do
          kolan a stopy byly dluuugie :) Mama zawsze poprawiala te rajstopy i mowila ze
          sie ktoras z nas przewroci ktoregos dnia. No i wieczorem biegalysmy dookola
          pokoju, ja za siostra mlodsza. No i oczywiscie nadepnelam sobie na ta rajstope,
          i przewrocilam na siostre ktora pieknie po srodku rozciela sobie czolo wpadajac
          na kant szafy. Do tej pory ma taka mala blizne :)

          Historii takich zebraloby sie na ksiazke ;) Ale jedna jeszcze opisze ze wzgledu
          na wspomniane bojki :) Klocilysmy sie z moja siostra (ja mialam 7 lat ona 5) i
          byla tak zla ze nie wiedziala co zrobic, a poniewaz trzymala dlugopis w dloni to
          mi go wbila w nadgarstek od wewnetrznej strony. Skonczylo sie szpitalem i
          niezlym ubytkiem krwi i blizna do dzis :)
    • smiglos Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.06, 22:46
      Ja tez bylam zdolna w dziecinstwie. Oczywiscie musialam sprawdzic ze zelazko
      jest naprawde gorace. Kidys majac 6 lat posolilam herbate - wsypalam cale dwie
      lyzeczki. Oczywiście stwierdziłam , że jak nasypie 4 łyżeczki cukru - to sie
      zneutralizuje i będzie tak jak trzeba ...
      Skok z huśtawki tez przerabiałam. Mieliśmy zawody. Jedna osoba z
      tyłu "rozhuśtywała" i liczyła do 10... mój pech na 10 dostałam podbitkę ;-)
      chyba 2 metry nad huśtawka szybowałam.
      Kolejny wyczyn to ognisko w pokoju .. w misce .. obok kubek wody - jakby się
      cos zapaliło... wtedy to dostałam. Skaknie ze schodów.. zawody kto z wyższego
      kiedyć coś mi nie wyszło i zladowałam na plecach ...
      No i zjeżdżałam na ślizgawce na stojaka , w spódnicy. Spódnica mi sie zahaczyła
      o poręcz i spałam.. Od tej pory mówie, ze w wieku 8 lat upadłam na głowę..
      Było jeszcze kilka taki drobiazgów: drzewa - namietnie po nich łaziłam,
      skakanie po płytach betonowych na budowie (między płytami 2 metry przerwy i
      spora dziura), lodowiska na zamarźniętych jeziorach.
      I najzabawniejsze jest to, ze jako dziecko nie miałam żadnej poważnej kontuzji
      pare siniaków -szczęscie
      • pkurasinska Re: Niebezpieczne dzieci 07.02.06, 01:57
        Ja tylko chciałam pomóc i sama dzielnie wypiłam syropek naszykowany przez mamę.
        Okazał sie syropkiem na wszy do stosowania zewnętrznego. Haftowałam długo i
        wytrwale.
        Mój syn (2 lata)chciał pomóc i łopatką do krojenia sera ściął sobie cały
        opuszek z kciuka. Krew sikała po mieszkaniu. Ale i tak najlepsza była
        rejestratorka na pogotowiu, bo chciała nas wysłać z tym opuszkiem na rentgen.
        Potem mój syn już nie pomagał, ale lubił całować swoje odbicie w lustrze. Raz
        pocałował metalowy czajnik, w którym dopiero co zawrzało. Górna wargę ma jakby
        pomalowaną konturówką.
      • nett1980 : Niebezpieczne dzieci i rodzenstwo.. 07.02.06, 11:01
        Tak niektorzy rodzice mysla ,ze 10 letnie dziecko moze dobrze sie zajac
        niemowlakiem.. 3 powody ,ze sie myla:
        1.Zostawilam 0,5 roczna siostre jeszcze mlodszemu rodzenstwu , siostry gdy gdy
        sie zorientowaly ze najmlodsza zrobila kupe , owszem wymyly ja co prawda w
        zimnej wodzie, a ze im dalej smierdzialo ,to wziely wode toaletowa mamy i
        popsikaly w odbycik, mnie od ksiazki oderwal wrzask z lazienki.
        2.1,5 roczna siostra znow pod opieka, jest lato ,blisko jezioro , wzielysmy ja
        na plaze, nadmuchalysmy 2-osobowy materac i hejze na srodek jeziora , mala
        siedziala na srodku , wiec w sumie bezpieczne, na srodku duzego w sumie
        jeziorka skoki z materaca , nurkowanie no pelnia zycia, mloda juz slonce
        przypiekalo wiec stwierdzila ,ze chce do mamy i zsiadla prosto w glebine ...
        zdazylam zanurkowac i chwycic ja za wlosy i hop do gory, oczywiscie dostala
        bure..
        3.Ja ze srednia bylysmy w wieku przednastolatkowym i stwierdzilysmy ,ze mamy
        garbate noski odziedziczone po rodzinie mamy, no chcialysmy uchronic najmlodsza
        przed takim losem i ustalilysmy , ze wyprostujemy je ten nos trac olowkiem ,
        troche sie darla ,no ale wiecznie zapracowanch rodzicow nie bylo w domu wiec
        musiala przez to przejesc. O dziwo dzis ma najladniejszy nos w rodzinie, ale
        taki mialaby i bez naszych interwencji , a tak to w pozniejszym wieku lekarz
        stwierdzil ,ze ma dziwne przegrody nosowe ,jakby polamane kiedys...
        • anias85 Re: : Niebezpieczne dzieci i rodzenstwo.. 04.04.07, 19:39
          śmiech przez łzy i wilgotne majtasy!
          boooniu - nie doczytam!!!!!!!
          • aniucha333 Re: : Niebezpieczne dzieci i rodzenstwo.. 06.08.08, 19:46
            o matko - poplakalam sie ze smiechu:):):)

            • ginag Re: : Niebezpieczne dzieci i rodzenstwo.. 08.02.10, 16:02
              ja tez;)
              Nigdy jeszcze sie tak nie zataczalam na forum gazety;)
    • starybaca Re: Strzelanie z karbidu - to była zabawa! 07.02.06, 02:49
      Kiedy byłem w środkowej podstawówce, ulubioną zabawą dzieci z sąsiedztwa
      było "strzelanie z karbidu". Podkradało się karbid hydraulikom, po czym
      wkładało się go do puszki po kawie Ince. Po popluciu na karbid wytwarzał
      się acetylen. Puszka zamykana była wieczkiem z małą dziurką, przez którą
      wkładało się zapaloną zapałkę i łup - była fantastyczna eksplozja.

      Kiedyś puszka nie chciała mi strzelić, choć wkładałem zapałkę dwa razy.
      Za trzecim razem przyłożyłem ucho, żeby posłuchać, czy karbid "syczy"
      (co świadczy o tym, że acetylen się produkuje). W tym momencie poszka strzeliła.

      Przez dwa dni myślałem, że nie odzyskam słuchu w prawym uchu - ale przeszło
      mi na szczęście. Oczywiście rodzicom nic nie powiedziałem :-)


    • martuskam Re: Niebezpieczne dzieci 07.02.06, 07:26
      Moja pechowa siostra: w wieku około 1 roku siedziała na wozie( mój tatuś
      ładował gnój na wóz)koń szrpnął siostra spadła złamała rękę, za około pół roku
      ta sama siostra(zreszta mam jedna) wylałam na siebie wrzątek z garnuszka na
      drugą rękę , na szczęście była bardzo dobrze leczona ,bo blizn nie ma . Jak
      miała około 6 lat mój brat , miał wtedy około 3-4 lat gonił mnie ze
      swoim "nunusiem"(zwykła butelka na która naciągnięty był smoczek- to były
      koniec lat 70)ja sie mu schowałam , a moja siostra ,która leżała w łóżku
      dostała, mój brat walnął ją szklaną butelką w głowę, ma do dzis maleńkie blizny
      pod włosami i na czole.W wieku szkolnym moja siostra złamał nogę na zajęciach w-
      f, a najgorsze zdarzyło sie jak pogryzł ja nasz pies Pimpek(inny pies go
      pogryzł po karku , a ona go tam pogłaskała i uraziła w bolące miejsce)efekt
      taki ,że miała zszywana dolną wargę , bliznę dość charakterystyczna ma do
      dziś.Jej pech zakończył sie w wieku 18 lat, dokładnie w dniu swoich 18
      urodzin , kiedy piekła placek z jabłkami , mój brat porwał jej jedno jabłko i
      uciekał do pokoju, zamykał drzwi a moja siostra naparła sie na nie i wyleciała
      przez szybę- efekt scharatane udo i przecięta tętnica na prawym nadgarstku
      (wygląda jak po podcinaniu żył)oczywiście szycie w szpitalu, a co najlepsze
      moja siostra miała tam wtedy praktyke bo chodziła do medeyka.Od tego czasu na
      szczęście spokój.Mój brat też miał podobne przypadki , a to wlazł w gumiakach
      na gwoździa , albo " bawił " sie z kolegą i włożył palucha w tryby, innym razem
      schodził z płotu i nadział się.Mnie jakoś wszystko omijało,a że moja siostra
      jest chrzestna mojego syna ,to jemu też się przytrafiło , u kolegi bawił sie
      kajdankami i przypiął sie do gorącego kaloryfera,kiedy zaczął go parzyć chciał
      wyciągnąć rękę, kluczyk sie gdzieś zapodział więc siłą wyciągnął rękę z
      kajdanek , została mu wstrętna blizna na leweym nadgarstku.Pytacie sie a gdzie
      bylui rodzice? No własnie rodzice zawsze byli blisko, ale dzieci maja takie
      pomysły , że nigdy nie wiadomo co im do małych sprytnych główek
      strzeli.Pozdrawiam:)
    • jkl13 Re: Niebezpieczne dzieci 07.02.06, 07:53
      ja miałam ze 3 latka (jaki to był piękny wiek...) i właśnie wróciliśmy z
      chrzcin mojego braciszka. Rodzina oczywiście przy stole, ja zaś ubzdurałam
      sobie, że ksiądz "niedokładnie" ochrzcił brata. Wzięłam więc 0,5l. kubek (taki
      metalowy), napełniłam zimną wodą, poszłam do pokoju brata i... chlusnęłam mu te
      pół litra wody prosto na buzię. Podobno wtedy mało co go nie utopiłam, ale
      teraz jest to ulubiona anegdota rodzinna.
      Z innej beczki.. Miałam ok. 7 lat, brat 4. Tłukliśmy się jak przystało na
      przykładne rodzeństwo (mama wyszła na chwilę do sklepu). Brat uciekł do swojego
      pokoju, zamknął drzwi, więc ja oczywiście próbowałam się wepchnąć. Wpadłam
      tam... razem z szybą. Oboje byliśmy nieźle pocięci, na szczęście miałam na tyle
      rozumu, że poszłam po pomoc do sąsiadki. Gdy mama wróciła, to sąsiadka właśnie
      kończyła nas opatrywać.
    • moka1 Re: Niebezpieczne dzieci 07.02.06, 19:53
      Ach wspomnień czar...moja mama znana jest ze swoich żelaznych poglądów na temat
      wypadków u dzieci,gdy tylko dowie się że jakieś dziecko oparzyło sie lub
      uderzyło boleśnie wygłasza przemowę pt"a gdzie w tym czasie była matka?"To
      prawda moja mama nie spuszczała oka ze mnie i mojego brata,a przynajmniej tak
      jej się wydawało.Udało nam się bowiem,skakać z barki na barkę (mieszkamy nad
      Wisłą)jeździć rowerami po gzymsie budowanego opodal budynku,organizowaliśmy
      konkurs skoków z rusztowania,ale mój ulubiony wyczyn to zjazd na wrotkach po
      podjeździe dla wózków.Kiedy zorientowałam się ,że nabieram szybkości, w sposób
      niekontrolowany, próbowałam chwycić mur otynkowany tzw barankiem plus szklany
      tłuczeń czy coś.A potem trzeba było jakoś zdjąć z siebie elastyczne rajstopki(a
      raczej to co z nich zostało)i nie pozbawić się resztek skóry.Pamiętam, że brat
      płacił mi wtedy za milczenie(miał mnie pilnować)butelką coli i
      batonikiem "Alinka."
      • eu-iza Re: Niebezpieczne dzieci 10.02.06, 11:32
        1. Stracanie orzechów 2-metrowym kijem stojąc 3 metry nad ziemią na drzewie.
        (ja miałam jakieś 1,5 m wzrostu wtedy)
        2. Skakanie w stodole z 3-metrowego rusztowania z sianem na metrowe poniżej,
        także z kupką siana. Rusztowanie było z nieheblowanych desek pozbijanych
        ogromnymi gwoździami.
        3. Moi koledzy w wieku lat 7 przed lekcjami religii zabawiali sie w zabawę
        pt. "kto najdłużej wytrzyma na ulicy leżąc plackiem przed nadjeżdżającym
        samochodem"
        4. W porze roztopów bieganie po pękającym lodzie na stawie przeciwpożarowym, bo
        fajnie trzeszczał.
        5. Gorącość żelazka sprawdziłam własnoręcznie przykładając doń palec w wieku
        bodajże lat 3 - pamiętam do dziś.

        Jak sobie wspomnę to wszystko, to z niepokojem patrzę na syna....
    • zjp5 Re: Niebezpieczne dzieci 27.02.06, 22:47
      1. Bawilismy sie (oczywiscie chlopaki contra dziewczyny) w zrzucanie
      przeciwnikow z sasieka na klepisko w stodole. Jak leci. Ja niestety spadlam z
      tych paru metrow na brzuch, a potem kolezanka zrzucila (w zemscie za mnie,
      oczywiscie) jakiegos chlopaka, niestety akurat na moje plecy. Bezdech mialam
      klasyczny, koledzy mieli tyle przytomnosci, ze wywlekli mnie na swieze
      powietrze, ale klopoty z kregoslupem mialam dosc dlugo...
      2. Wracalismy z dzialki, spotkalismy moja kolezanke i tata wzial ja na rame
      roweru. Powtarzal kilkakrotnie, zeby trzymala nogi z daleka od kol, ale ona
      jednak wsadzila w szprychy (byla ciekawa co bedzie). No i sie doczekala, ojciec
      polecial gora przez rame.
    • cypryjka7 Re: Niebezpieczne dzieci 09.03.06, 22:53
      Z opowiesci mamy: babcia, ktora mnie pilnowala zdrzemnela sie na chwilke, a ja
      (mialam moze ze 3 lata, albo troszke mniej) przelozylam glowe i reke przez
      barierke naszego niby balkoniku (tzw.rzygownik). Na szczesie babcia na czas sie
      obudzila.
      Zjadlam tez kiedys caly zapas wit.C (lekarz powiedzial, iz to wysikam).
      Oprocz tego jak mialam ok.6 lat, to probowalam czy zwykla wata to napewno nie
      jest wata cukrowa. Bleee.
      A moja sasiadka, uciekla z przedszkola i pojechala przez cale miasto do swojej
      mamy do pracy.
      • k-a-s-i-e-k Re: Niebezpieczne dzieci 17.03.06, 17:58
        1.już jako dziecko miałam niesamowite poczucie obowiązku...jako 5 latka pod
        nieobecność rodziców postanowiłam pomóc w domu i pozmywać naczynia zanim
        przyjdzie babcia zająć się wnuczkami ;]lubiłam porządek aż do
        przesady...podstawiłam sobie taboret do zlewu i zaczełam bawić się w
        pianie(sporo płynu zużyłam)no i zbiłam szklankę...no tak co teraz
        zrobić?hm...zmiotłam dokładnie i....jako rezolutna kasia odkryłam że jak wrzucę
        szkło do kosza na śmieci to babcia zauważy więc wrzuciłam zawartość szufelki do
        muszli klozetowej i najnormalniej w świecie spuściłam wodę(no jak kupa się
        spuszcza to i to też sie spuści)i tak sobie żyłam ze świadomością że tak też
        można bo babcia uratowała całą sytuację i rodzicom nie powiedziała hehe....a ja
        dopiero potem się dowiedziałam że zapchac się mogło O LOSIE!

        2.pewnego dnia czekając aż zjawi się babcia moja młodsza o rok siostra-wówczas 4
        letnia bałaganiła w pokoju-porozrzucała po całej podłodze zdjęcia ślubne
        rodziców no to ja wkroczyłam do akcji i kazałam jej posprzątać...stawiała się
        więc miałam akurat szczotkę do włosów pod ręką i rzuciłam w nią...szczotka
        przeleciała przez całą długość pokoju, wylądowała na jej głowie
        i.........przełamała się na pół heheh to było dobre stwierdziłam spokojnie że te
        szczotki to jakieś szajstwo(chłonęłam jak gąbka takie zwroty)i poszłam do siebie
        a ona została sama chlipiąc w kącie

        3.już w przedszkolu mnie nie lubili...bo zabierałam rówieśnikom zabawki i gdy
        chcieli bawić się paroma naraz albo szli po następną to kasia myk myk
        podkradałam się i odkładałam je na miejsce to jest na półkę (jak mama uczyła
        "wszystko ma swoje miejsce")zanim się spostrzegli był już niezły harmider a ja
        miałam ubaw

        4.kiedyś bawiłam się zapałkami i podpaliłam dekorację na świetlicy pewnego
        hotelu ale mi się dostało (zapałki znalazłam w ozdobnym wazoniku-sprzątaczka je
        tam zostawiła...wiedziałam że tam pali mimo że obowiązuje zakaz),miałam wtedy
        jakieś 8-9 lat

        5.miałam głupie pomysły oj tak...byłam u na wsi u dziadków,robiłam błotne
        przysmaki (ciasta?) przyozdabiałam je kamyczkami,trawą,trocinami itp i
        próbowałam sprzedawać sąsiadom a kiedyś to nawet próbowałam karmić tym psa
        siąsiadów i byłam zdziwiona że mu nie smakuje(dobrze że nie skończyło się to
        pogryzieniem)

        6.mama to się ze mną miała...zaliczałam z chłopakami wszystkie okoliczne drzewa
        na osiedlu i spuszczałam na ludzi samolociki albo kasztany albo robiłam takie
        akrobacje na trzepaku albo na drabinkach ze ludzie w oknach krzyczeli "zejdź
        stamtąd dziecko"!

        7.lubiłam odwiedzać naszego palacza...miłego starszego pana i bawić się podczaj
        jego nieobecności różnymi narzędziami ale najbardziej to wbijać gwoździe gdzie
        popadnie

        8.moje odzwiedziny cioci i wujka niemal zawsze kończyły się zmienianiem wody
        rybkom - częstowałam je preparowanym ryżem

        9.pewnego popołudnia miał się nami zająć(to jest mną i siostrą)nasz cioteczny
        brat - wówczas 15-16 letni a wyszło na to ze to my się nim zajęłyśmy...bawiłyśmy
        się w indian,przywiązałyśmy go skakankami do krzesła,i tańczyłyśmy w
        kółko-chłopak się nawet nie bronił ale jak przyszedł wujek to się baaardzo
        ucieszył heh

        Rozpisałam się troszkę ale to były fajne czasy...dziś mam 20 lat i mamka się
        cieszy że już nie mam zwariowaych pomysłów (o większości poprostu nie wie)

        pozdrawiam dzieci w skórze dorosłych ;p

      • anias85 Re: Niebezpieczne dzieci 04.04.07, 19:50
        smutna opowiesc:
        w moim miasteczku w przydomowym ogródku -pod rynna stała beczka łapiąca
        deszczówkę do podlewania ogródka, w wózku głebokim pod oknem spało pól roczne
        dziecko....
        opiekun an chwile się odwrócil, czy odszedl, po powrocie okazało się ze dziecko
        jest utopione w beczce;
        do dzis moja mam zastanawia sie, czy tkoś cichaczem nie wszedł na ta posesje
        zeby zrobic krzywde dziecku, bo trudno uwierzyc, że maluch sam to zrobił - wózek
        stał w oddaleniu od beczki
    • tonsil1 Re: Niebezpieczne dzieci 27.03.06, 11:56
      Ja opisze swój wyczyn higieniczny...
      Nie było kiedyś komfortowych cieniutkich podpasek ze skrzydełkami, wiec kobiety
      zabezpieczały się w "te dni" watą, wkładając ją do majtek. Ja musiałam gdzies
      podpatrzeć wyczyny mamusi i postanowiłam tez być dorosła ( a miałam może 4-5
      lat). Wziełam dużo waty i starannie powypychałam wszystkie naturalne zakamarki
      swego ciała tam na dole.... Wyobraźcie sobie minę mamy, gdy jej się
      pochwaliłam :))
    • joanna_can Re: Niebezpieczne dzieci 30.03.06, 00:19
      Ja w wieku przedszkolnym zjadlam znaleziona w ogrodzie rosline, ktora sie
      okazala trujaca (atropina). Pare dni wczesniej zjezdzajac z gorki na rowerze
      upadlam i zlamalam sobie reke. Z tym gipsem i z nieprzytomna z niepokoju mama
      wyladowalam w szpitalu. Duzo nie pamietam, ale pamietam halucynacje po tej
      atropinie.

      Miesiac po powrocie spadlam z rynny, po ktorej staralam sie wejsc do
      mieszkania. Na szczescie za wysoko nie udalo mi sie wejsc to tez i upadek
      przezylam... No wiec tak, bylam dzieckiem niebezpiecznym
    • 0nna Re: Niebezpieczne dzieci 30.03.07, 21:39
      Będąc u dziadków w ostatnie wakacje przed rozpoczęciem 1 kl szkoły podst
      znalazłam z sąsiadem na brzegu lasku wielką zygzakowatą żmiję.
      Wiedzieliśmy, ze można byłoby jej nie zauważyć i nadepnąć na nią,ja prawie
      nadepnęłam..
      Postanowiliśmy ją zabic wielkim płaskim otoczakiem,kamieniem.
      Przynieśliśmy go i nakryliśmy żmiję.
      Stawaliśmy na kamieniu i tak ją rozgniataliśmy.
      Co chwilę się stamtąd wydostawała i nie wiem, jakim cudem nie ukąsiła.

      W końcu wzięliśmy ją na taki długi drąg i wynieśliśmy na drogę i położyliśmy w
      koleinie.
      I stamtąd nam uciekła.


      • dorwoj1 Re: Niebezpieczne dzieci 14.07.08, 21:20
        Jeeeezuuuu, a Młody właśnie u babci na wakacjach .... zgroza :P :P ;)
      • mondego1 Re: Niebezpieczne dzieci 06.02.10, 11:05
        Z ta zmija to oblesnie postapiliscie, trzebabylo ja zostawic w
        spokoju.Typowe wiesniactwo" chlop zywemu nie przepusci" i uwazasz ta
        swoja historyjke za zabawna.Zal.
    • kiniox Re: Niebezpieczne dzieci 15.07.08, 15:15
      Większość Waszych historii jest w gruncie rzeczy zabawna i kończy
      się mniejszymi urazami, o których wspominacie z łezką rozczulenia w
      oku. Ja, niestety, jako dziecko przez trzy tygodnie leżałam w
      szpitalu na oddziale okulistycznym. Do dzisiaj mam w uszach krzyki
      dzieci przywożonych o różnych porach dnia i nocy. A to ze szkłem w
      oku, bo się z siotrą ściagali i wpadli na oszklone drzwi. A to z
      rozciętym okiem aż po skroń, bo kant stołu wypadł nie w tym miejscu.
      A to z gałką oczną rozciętą drutem. Na samą myśl o tych możliwych
      urazach ściska mi się każda komórka ciała.
      • semese Re: Niebezpieczne dzieci 20.07.08, 23:17
        Kiniox, ja też spędziłam na początku podstawówki 4 tygodnie w
        szpitalach (rozłożone na 3 pobyty w tym jeden daleko od domu),
        chociaż wcale nie szalałam na trzepakach i nie wpadałam na oszklone
        drzwi. Po prostu lekarze zastanawiali się, czy mają mi wyciąć
        wyrostek, czy raczej nerkę. Oszczędzili wszystkie organy.
        Podsumowując, wolałabym spędzić ten czas w szpitalach z powodu
        brawury, niż bez powodu.
        • kiniox Re: Niebezpieczne dzieci 04.08.08, 23:30
          Prawdopodobnie nie wolałabyś, jeśli z powodu brawury ze szpitala wyszłabyś bez
          oka. Ale co komu w duszy gra... Pozdrawiam.
    • kadanka Re: Niebezpieczne dzieci 15.07.08, 17:48
      -chodzenie po zewnetrznej stronie balustrady werandy (ok. 3 metry
      nad ziemia)
      - chodzenie po wysokosciach wszelkich pustostanow(dzielnica domkow w
      budowie)
      - przebieganiecie przez ulice tuz przed konnym wozem (rozpedzony
      kłusujacy kon)
      - zarenko kawy w uchu, nosie, wyjmowane przez lekarza na ostrym
      dyzurze
      - skakanie z rozhustanej hustawki (wybite gorne jedynki)
    • li_lah Re: Niebezpieczne dzieci 22.07.08, 22:25
      mam dwa lata mlodsza siostre. gdy bylysmy dziecmi rozne wyczynialo sie rzeczy
      ale czytajac wasze posty my bylysmy doslownie aniolkami. fakt bilysmy sie
      okrutnie, raz np zlamalam na glowie sisotry wielkiego grubego podluznego lizaka,
      naprawdem usialao ja to boleś :) poza tym przechodzilysmy przez kolczaste ploty,
      okna w piwnicy, bawilsymu sie z bezpanskimi psami, kotami. dochodze do wniosku
      ze jednka jako dziecko mialam duzo rozsadnej wyobrazni, bo nigdy nie przyszlo mi
      do glowy dotykac zelazka, wkladac rece do wrzątku itp hhehe nawet tabletki
      nasercowe lezaly na wierzchu a zadna z nas ich nie zjadla..cale szczescie :\
    • niebieski_slonecznik Re: Niebezpieczne dzieci 05.08.08, 13:23
      Dramatow nie bylo, ale jak tpomysle, ze moje dziecko moglo by robic to co ja -
      robi mi sie goraco i zimno na przemian ;)

      Moi rodzice chyba nigdy nie odkryli mojej pasji mieszania wszystkich chemikaliow
      przechowywanych w lazience (na szczescie te naprawde zrace nie byly dostepne)
      albo prob rozpalenia ogniska w pokoju (mialam taka deske, ukladalam na niej
      drewniane kredki i papierki, ze dwa razy udawlalo mi sie toto rozpalic, na
      szczescie na krotko).Podjadalam lekarstwa (wiadomo, PRL malo slodyczy ;) -
      uwielbialam chlorhinaldin, vibowit, syrop pini i glukardiamit ;D Potajemnie
      wachalam tez flamastry, rozpuszczalniki i lakiery do paznokci (do dzisiaj lubie
      ten zapach). Kiedys z kolega doszlismy do wniosku, ze fajnie bedzie puszczac
      sobie lisciki miedzy oknami i przeciagnelismy kilkaset metrow sznurka
      szpagatowego przez cala ulice tuz nad chodnikiem dopoki moj ojciec nas nie
      powstrzymal.
      • niebieski_slonecznik Re: Niebezpieczne dzieci 05.08.08, 13:25
        Ah jeszcze oczywiscie neismiertelne "papierosy", zwijalam papierki z zeszytu w
        rulon, podpalam i sie tym zaciagalam na balkonie.
    • farukh2 Niebezpieczne dzieci 05.08.08, 14:48
      -4 latka,skoki w pokoiku,z lozka na lozko.Efekt: Upadek na
      podloge,drewniany klocek rozcina czolo dokladnie miedzy brawiami,do
      dzisiaj mam piekny krzyzyk w tym miejscu.Mama zemdlala,gdy lekarz
      wsadzil palec w rane przed szyciem i sprawdzal,czy czaszka w tym
      miejscu jest cala
      -8 lat,zabralam bratu jego ulubiony samochodzik,tak mnie kopnal w
      nerke,ze nie moglam oddechu zlapac.Brat plakal,przekupil mnie
      czekolada,zebym rodzicom nic nie powidziala
      -10 lat,trzepak, przy robieniu kolowrotka upadlam centralnie na
      glowe,na betonowe podloze.Zamroczylo mnie lekko,ale nikomu nic nie
      powiedziala.Guz jakies dwa tygodnie sie goil
      -12 lat,upal,lato, plywam w rwacej ale plytkiej rzeczce,na
      plecach.Kolega niespodzianie przycisnal mnie do dna.Wiem co czuje
      topiacy sie.....
      -13 lat,u przyjaciolki z klasy wyglupiamy sie w jej domu,skaczemy po
      tapczanie,upadam na plecy i czuje dziwny bol pod
      lopatka....Wyciagniecie igly, ktora mi sie wbila w plecy zajelo
      przyjaciolce dosc duzo czasu,musiala uzyc kombinerek,bo jej sie
      palce slizgaly...
      -14 lat,pierwsza milosc,proba samobojstwa przez otrucie sie
      tabletkami od bolu glowy,,,skonczylo sie na goraczce
      -15 lat kon odgryza mi czubek palca u dloni, kuna gorszy byl chyba
      mroz,bo pamietam ze krew doslownie zamarzla,w szpitalu zrywanie
      paznokcia na zywca
      -15 lat przy myciu peka szklanka, odcinam sobie prawie calkiem
      miesien pod malym palcem prawej reki.Nigdy juz nie wkladam dloni do
      szklanych naczyn ,gdy je myje.
      -przez te lata jeszcze:upadki z drzew,slizganie z gorki "na
      stojaka"efekt-upadek i wstrzasnienie mozgu,skoczyl mi na glowe w
      wodzie chlopak rozcinajac gorna powieke oka,wisiala elegancko,ale
      pieknie zszyta,poparzenia,zwichniecia,skrecenia,zdarcia.....Oj bylo
      tego wiecej, nie bede zanudzac


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka