Gość: laband
IP: *.dip.t-dialin.net
12.03.04, 15:45
Dlaczego Niemcy coraz mniej mówią i piszą o nowej fali przemocy na tle
rasowym?
Jeżeli mniej dziś słyszymy o rasistowskich napadach na obcokrajowców w
Niemczech, to raczej jest to wynik postępującej znieczulicy niż mniejszej
aktywności organizacji neo-faszystowskich. Ekstremistów jest coraz więcej i
są coraz lepiej zorganizowani. Szczególnie brutalni wydają się na terenach
nowych postenerdowskich landów. "Problem dotyczy jednak całych Niemiec -
stwierdził przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse (SPD) - i co
najgroźniejsze, stał się częścią naszej powszedniej kultury".
Niedawno na tablicy po zburzonej synagodze w Eisenach neonaziści wyryli
swastyki. Wcześniej zniszczyli kwietnik w kształcie gwiazdy Dawida. W
Erfurcie młodzi ludzie obrzucili świątynię żydowską butelkami z benzyną, a na
cmentarzu w Hanowerze zdewastowali 90 nagrobków. Prawie w tym samym czasie
poinformowano o antysemickich tekstach i swastykach na żydowskich grobach w
Guben, Dortmundzie i Getyndze. Przykłady bezczeszczenia miejsc pamięci,
pochówku i kultu religijnego można mnożyć. Michel Friedman z prezydium
Centralnej Rady Żydów w Niemczech mówi o 60 niszczonych cmentarzach rocznie.
Neonazistowski Germanenkult walczy nie tylko z kamiennymi symbolami.
11 czerwca w Dessau trzech glacogłowych skatowało przed domem 39-letniego
Mozambijczyka. Mężczyzna zmarł po trzech dniach, nie odzyskawszy
przytomności. Osierocił trójkę dzieci. W marszu żałobnym na czele pięciu
tysięcy demonstrantów kroczył premier Saksonii-Anhalt Reinhard Höppner. Kilka
miesięcy wcześniej opinią publiczną wstrząsnęło inne wydarzenie. Gubeńscy
neonaziści zdemolowali Asia-Shop i restaurację wietnamską, oblali piwem i
znieważyli czarnoskórą kobietę, a także urządzili polowanie na młodego
Algierczyka. Chłopak uciekał w panice. Próbował się schronić w budynku, ale
nie zauważył szklanych drzwi. Zmarł na schodach z wykrwawienia. Żaden z
jedenastu sprawców nie skończył dwudziestego roku życia. Niedawno niemal
niezauważenie przeszedł inny napad w tym samym mieście. Neonazi związali
dwóch obcokrajowców i obrzucili kamieniami, a jednemu z nich podpalili włosy.
W Schwedt dziewiętnastolatek dostrzegł z balkonu dwóch cudzoziemców. Chwycił
za nóż, wybiegł na ulicę i wbił go w plecy jednego z nich tak silnie, że nóż
złamał się u nasady. W Magdeburgu młodzi neonaziści napadli na afrykańską
parę. Mężczyzna uderzony został butelką w głowę, kobieta przewrócona i
skopana. Sprawcy nie kryli swych rasistowskich motywów.
Prawie dwie trzecie niemieckich nastolatków - zgodnie z wynikami badań
Deutsche Shell "Jugend 2000" - uważa, że w ich kraju żyje za dużo
cudzoziemców. Autorzy opracowania sami byli zaskoczeni tą liczbą, ale - jak
zauważył berliński profesor Richard Münchmeier - "posądzanie całej tej grupy
o chęć podpalenia obcokrajowców byłoby błędem". Jeśli wziąć pod uwagę liczby
bezwzględne, prof. Münchmeier zapewne ma rację. Federalny Urząd Ochrony
Konstytucji zarejestrował w ubiegłym roku "tylko" 746 aktów przemocy wobec
cudzoziemców (o 5,4 proc. więcej niż przed rokiem). Przed kilkoma miesiącami
jednak Federalny Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na narastanie "klimatu ogólnego
strachu" i postanowił przejmować niektóre sprawy lokalne. Wydał nakaz
aresztowania pięciu neonazistów z Eggesin (Meklemburgia) w wieku 15-20 lat,
którzy w sierpniu ubiegłego roku napadli i dotkliwie pobili dwóch
Wietnamczyków (jeden miał czaszkę pękniętą w kilku miejscach). Sąd Najwyższy
uznał, że "ciężkie przewinienia przeciw obcokrajowcom, występujące
bezustannie od 1990 r., zakłócają przyjazne stosunki Niemców z
cudzoziemcami".
Jak neonazistowskie ekscesy odbijają się na opinii o całym społeczeństwie,
przekonał się brandenburski premier Manfred Stolpe. Japońscy inwestorzy
zrezygnowali z budowy fabryki w stolicy tego landu. Jak uzasadnili: "U was na
ulicach bije się ludzi". Krótko przed wizytą przedsiębiorców dwudziestu
neonazistów z Cottbus napadło na ciemnoskórych przechodniów, w tym kobietę w
ciąży. Z gry w lokalnej drużynie piłkarskiej zrezygnował jej najlepszy
strzelec Amadou Moudachirous z Beninu. Kontrakt gwarantował mu pracę do 2001
r.
Neonaziści coraz częściej osiągają swój cel: zastraszenia potencjalnych ofiar
i społeczeństwa. W czerwcu tygodnik "Die Woche" przedstawił reportaż z
Pößneck, ponad czternastotysięcznego miasteczka w Turyngii. Już sam podtytuł
dwukolumnowej publikacji wyjaśnia wszystko: "W jednej z narodowo wyzwolonych
stref nowych landów wrogom obcokrajowców żyje się dobrze". Turecki właściciel
baru po kolejnej napaści neonazistów skapitulował - jego Dersim-Grill należy
teraz do Niemca. Kilka domów dalej w jednym z okien sterczą odłamki szyb -
było to miejsce spotkań gimnazjalistów, którzy nie chcieli się przyłączyć do
skrajnych prawicowców. Po kwietniowym napadzie, pobiciu uczennicy i
zdemolowaniu lokalu nikt tu już nie przychodzi. Rolf Sänger, nauczyciel z
pobliskiego Neustadt, skomentował to tak: "Chcieli wstrząsnąć i udało im
się...". Coraz więcej uczniów przyłącza się do neonazistów, przeciw którym
nie protestuje już nikt. Glacogłowi w kurtkach z napisem "Czarna garda"
zaprowadzili swój porządek.
Największy wzrost przemocy wobec obcokrajowców odnotowuje Turyngia. Za centra
skrajnej prawicy uchodzą Jena, Gera i Saalfeld, ale w innych landach byłej
NRD sytuacja wygląda niewiele lepiej. Ossis przypisuje się 46 proc. napadów
na tle rasowym, choć ludność wschodnich Niemiec stanowi niespełna 20 proc.
społeczeństwa. W wyborach w Saksonii w grupie wiekowej 18-24 lat więcej osób
głosowało na skrajnie prawicową Narodowo-Demokratyczną Partię Niemiec niż na
SPD kanclerza Gerharda Schrödera. Rzecznik do spraw obcokrajowców w
Magdeburgu Abdoul Coulibaly doświadczył nienawiści neonazistów na własnej
skórze. Pewnego wieczoru napadło go i pobiło pięciu młodych ludzi, w tym
kilkunastoletnia dziewczyna. Sprawców nie wykryto. Ich bezkarność najczęściej
wynika z faktu, że świadkowie i ofiary boją się zemsty i nie składają skarg.
Wiele tego rodzaju ekscesów nie trafia do raportu Urzędu Ochrony Konstytucji.
Na odwiedzany przez obcokrajowców klub w Lauchhammer (Brandenburgia) napadła
motocyklowa banda neonazistów McBones. Jeden z pobitych chciał dochodzić
sprawiedliwości. Sprawcy odwiedzili lokal i zapowiedzieli, że zabiją każdego,
kto ośmieli się zeznawać. Neonaziści czują się bezkarni. W ubiegłym roku
amerykański "Time" zaproponował, by w celu zaprowadzenia porządku do nowych
landów wysłać... błękitne hełmy. Heinz Fromm, nowy szef Federalnego Urzędu
Ochrony Konstytucji, nie wyklucza, że skrajni prawicowcy mogą się posunąć do
akcji terrorystycznych. Co prawda nie sądzi, by mogły one przybrać
rozmiar "brunatnej RAF", gdyż "neonaziści nie dysponują niezbędną logistyką",
lecz - jak zauważył - urząd wie o "ich przygotowaniach do walki zbrojnej".
Do niemieckiej opinii publicznej od czasu do czasu docierają meldunki o
wykrywaniu przez policję magazynów broni. Skrajnie prawicowe partie zwierają
szeregi.
W Fuldzie przedstawiciele Związku Wolnych Obywateli postanowili się rozwiązać
i przystąpić do nowej partii, którą chcą utworzyć z Republikanami, Partią
Niemiec i Niemiecką Unią Społeczną. Rozmowy o większej współpracy toczą się
również między NPD i Niemiecką Unią Ludową. W magdeburskim Landtagu posłowie
tego ostatniego ugrupowania na wzór i dzięki pomocy FPÖ Jörga Haidera
utworzyli Wolnościową Niemiecką Partię Ludową (FDVP). W najbardziej widocznej
Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD) obowiązuje zasada walki o
zdobycie parlamentów i ulic. Neonaziści z NPD chcą przemarszami zaprezentować
siłę, która wywoła strach i przyciągnie młodzież. Skrajna prawica ma ok. 50
tys. zadeklarowanych członków. Liczba cichych zwolenników jest wielokrotnie
większa. Posłanka Zielonych Annelie Buntenbach ostrzega, by neonazistów nie
traktować wyłącznie jak pijanych gł