Dzień dobry,
od dawna czułam się kiepsko, zmęczona i wiecznie wkurzona. jednak zawsze zwalałam to na stresującą pracę. W ciągu ostatniego roku sporo przytyłam, od pół roku starałam się to zrzucić i jak nigdy nie miałam problemów z odchudzaniem - tak teraz siłownia, dieta i nic raptem 1 kilogram. Już trener patrzył na mnie jak na wariatkę ( w sensie, że mu coś ściemniam i w ukryciu opycham się ciastkami

) w końcu zasugerował badania.
I tak:
29.09.2016 r.
TSH 2,52 (0,37-4,2)
morfologia wszystko w normie (jak trzeba to podam wyniki)
Poszłam do rodzinnego, dostałam skierowanie na badania i wyniki:
TSH 2,64 (0,37-4,2)
FT3 5,15 (2,6-4,5)
134,21%
FT4 1,38 (1- 1,6)
63,33%
żelazo 55,5 (50 -170)
4,58%
homocysteina 15,9 qumol (<13,3)
131%
Rodzinny przepisał mi euthyrox 25 oraz wit. d3 4000j/dzień, Bcomplex, modulator homocysteiny, żelazo firmy solgar 20mg/dzień i kazał przyjść za 3 miesiące.
Na sugestię Usg tarczycy albo skierowania do endokrynologa zamruczał coś o stracie pieniędzy.
Usg zrobię jutro wieczorem więc się zobaczy co i jak. Endokrynologa mam umówionego prywatnie na 17 listopada, czyli kupa czasu.
Proszę jednak o pomoc czy takie wyniki faktycznie nie wymagają leczenia? Coś mi się nie wydaje.
Aha 2 lata temu miałam boreliozę, teoretycznie wyleczona - od tego czasu zauważyłam właśnie problemy z wagą i zmęczeniem, nie mówiąc o nerwicy. W teście na stronie wynik 34.