Dodaj do ulubionych

Okupant...

07.02.10, 10:54
...to, zgodnie z definicją SJP, 'państwo zajmujące teren nieswojego
państwa i obsadzające ten teren swoimi żołnierzami'.

"Nasi okupanci", tekst T. Boya Żeleńskiego wydaje się dzisiaj tak
samo - jeśli nie bardziej - aktualny, jak kiedy powstał, czyli w
1932r. Warto go przypomnieć.


Nasi okupanci
Tadeusz Żeleński-Boy

Termin użyty w tytule nasunął mi się, kiedy czytałem enuncjację ks.
prymasa Hlonda. Istotnie, kiedy się czyta ten list w sprawie nowej
ustawy małżeńskiej, przechodzący w gwałtowności swojej znane orędzie
dwudziestu pięciu biskupów, ma się wrażenie, że to mówi
przedstawiciel postronnego mocarstwa, rezydujący w naszym kraju, ale
obcy, przemawiający tonem władcy. Mamy już w naszej historii takie
smutne wspomnienia...

„Już z okazji ostatniego święta papieskiego — pisze ks. prymas —
napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie jako zamach…
jako zuchwałą próbę... wydania rodziny na bezeceństwa bolszewizmu…
Komisja Kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć… Nie, można
dość stanowczo odeprzeć tych haniebnych zakusów…" I tak dalej.
Napiętnowałem... zuchwałą… bezeceństwa… ośmieliła się… haniebne
zakusy... Co słowo, to obelga; i to, dzięki duchownemu charakterowi
ks. prymasa, wolna od rygorów Boziewicza. Tak przemawia rzymski
dygnitarz do wielkiego ciała najpoważniejszych prawoznawców,
powołanych przez polski rząd celem przygotowania nowych ustaw!
„Bolszewizm"... Wszystko bolszewicy. Wiemy już teraz, co pod tym tak
nadużywanym słowem rozumieć. Rektorowie, profesorowie uniwersytetu,
sędziowie i prezesi Sądu Najwyższego — to wszystko są bolszewicy,
nie mający innej troski, jak tylko wydać rodzinę polską na
bezeceństwa. Wszyscy — bo projekt ustawy przeszedł jednomyślnie.
Nawet najwierniejszy z wiernych, cnotliwy prof. Makarewicz, też
odtrącony i pohańbiony jako bolszewik! Któż tedy został
sfanatyzowanym biskupom? Święta Tulia i święta Żyta. Ale nie
lekceważmy tego. Wspominałem o swoistym sposobie, w jaki niegdyś
ksiądz Stojałowski poddawał wnioski pod głosowanie na wiecach. Nie
przeczuwałem, że tak wiernie skorzystają księża biskupi z jego
recepty: już zarządzono we wszystkich kościołach śpiew Pod Twoją
obronę przeciw projektowi Komisji Kodyfikacyjnej...
Są w tej sytuacji osobliwe paradoksy. Oto np. państwowe radio nadaje
obelżywe kazania, wymierzone przeciw projektowi państwowej Komisji.
Rząd najwyraźniej wydaje na łup swoją Komisję Kodyfikacyjną. „Oni
jej nie uważają za swoją (tak mi tłumaczył ktoś znający stosunki); w
tej Komisji nie ma ani jednego pułkownika." Zapewne, to jest
argument; niemniej ta miękkość rządu, który aż nadto twardą ręką
umie bronić swego autorytetu, musi tutaj zastanowić.
Milczą wszystkie pisma; albo milczą, albo zachowują wstydliwy
obiektywizm. Nawet nasze sławne dzienniki -Boże, zmiłuj się! —
masońskie. Milczy socjalistyczny „Robotnik", który, odkąd został
ciurą klerykalnej endecji, pilnie się strzeże, aby niczym nie
zamącić harmonii „wspólnego frontu". Słowem, dzienniki informują nas
co dzień o wszystkich najdalszych wypadkach i katastrofach, ale nie
mówią o tym, co społeczeństwa najbliżej dotyczy.
A biskupi szaleją. Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego
niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie
mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich
wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym
społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem.
I kiedy się czyta te orędzia, które spadają teraz jedno po drugim,
uderzyć musi ich obcość, twardość. Nikt by nie pomyślał, że to
chodzi przecież o dobro ludzi, ich owieczek. Oto np. orędzie w
sprawie nowego projektu kodeksu karnego. Zupełnie słusznie mógłby
ten projekt zainteresować naszych biskupów. Mogłoby ich np. poruszyć
wprowadzenie kary śmierci, tak sprzecznej z przykazaniem „nie
zabijaj"; mogłaby ich uderzyć bezsilność pewnych dążeń kodeksu wobec
braku odpowiednich instytucji humanitarnych. Cóż za pole dla
działania chrześcijańskiego! Otóż nic z tego wszystkiego nawet nie
zwróciło uwagi naszych prałatów; w całym kodeksie zainteresował ich
tylko jeden punkt: mianowicie to, że w pewnych wypadkach
nieszczęśliwa kobieta może być — o zgrozo! — zwolniona od
kilkuletniego więzienia. Przeciw tej kobiecie wyruszyło aż
dziewięciu biskupów z pastorałami. Poza tym — zdają się mówić —
męczcie się, wieszajcie, więźcie, katujcie, co nas to obchodzi!

CD...
Obserwuj wątek
    • chickenshorts Nasi Okupanci 07.02.10, 10:59
      kont.

      Druga rzecz — ustawa małżeńska. Kto zna nastrój i skład Komisji
      Kodyfikacyjnej, jej oględność i umiarkowanie, ten zrozumie, że
      Komisja ta aż nadto była skłonna iść na rękę rzecznikom Kościoła w
      sprawie tej ustawy. Nawet jej projekt w tym właśnie wypadł
      niezręcznie, że chciał być zanadto bezkompromisowy; że zamiast jasno
      i stanowczo oddzielić stronę cywilną od kościelnej, starał się te
      dwie rzeczy, o ile można, skojarzyć. I jeżeli nasi kodyfikatorzy
      zdecydowali się w końcu wypuścić swój projekt bez aprobaty kleru, to
      widać dlatego, że wszystkie próby porozumienia okazały się daremne.
      A to, co ks. prymas Hlond i 25 biskupów przedstawiają
      jako „bolszewickie bezeceństwa", to jest po prostu zbliżenie się do
      tego, co istnieje we wszystkich krajach, co Królestwo Polskie miało
      przed stu laty, co b. zabór pruski — własna diecezja prymasa Hlonda —
      ma jeszcze dziś… Gdyby wierzyć ks. prymasowi, w całej Europie
      ludzie żyją jak zwierzęta! I tam jakoś Kościół godzi się z
      istniejącym stanem rzeczy. Ale bo też w innych krajach nie ma mowy o
      tej okupacji, znanej tylko w Polsce i — do niedawna — w… Hiszpanii.
      O co zresztą chodzi? Jeżeli formuła Komisji Kodyfikacyjnej jest nie
      po myśli Kościoła, można by się wszak porozumieć co do jej zmiany;
      ale cała rzecz w tym, że kler nie chce żadnego porozumienia, nie
      chce unormowania tej sprawy, nawet dzisiejszy chaos i chroniczny
      skandal stosunków prawnych są mu milsze niż jakiś porządek, o ile by
      ten porządek nie przyznawał mu absolutnego monopolu, cła i myta we
      wszelkich sprawach małżeńskich. Chodzi oto „ucho igielne", przez
      które, wbrew słowom Pisma, przechodzą jedynie bogacze...
      I znów uderzyć musi ten twardy, nieludzki ton. Nic ich nie obchodzą
      cierpienia ludzi, demoralizacja, krzywda, zamęt prawny. Nigdy w tych
      orędziach nie zabrzmi nuta współczucia. Cierpieć, męczyć się i…
      płacić to jedyna rola człowieka na tym ziemskim padole. Zwłaszcza
      płacić.
      I to jest charakterystyczne: o wszystkim mówią te orędzia, tylko nie
      o kwestiach materialnych. Utarła się taka kurtuazja, bardzo wygodna;
      wobec kleru, który - zbiorowo czy pojedynczo — jest najbardziej
      nieubłagany, gdy idzie o sprawy pieniężne, stale przystoi udawać, że
      te rzeczy nie istnieją, że wszystko rozgrywa się w wymiarach
      zaziemskich.
      Tak więc, o cokolwiek chodzi, o szkolnictwo czy o kodeks karny, czy
      wreszcie o nową ustawę małżeńską, wszędzie ci nowi wielmoże
      przeciwstawiają się jakiejkolwiek zbawczej i koniecznej reformie,
      wszędzie nieubłaganie ścigają własne „mocarstwowe" cele, obce
      społeczeństwu, w którym żyją. Wiemy, czym straszą i co robią; ale co
      dają? Czym zamanifestowali swój udział, swoje istnienie w ciężkim
      okresie, jaki przechodzimy? Msza na intencję bezrobotnych;
      zeszpecenie jednego z placów projektem brzydkiego pomnika i - przede
      wszystkim — wyciskanie ostatniego grosza z biedoty na wszystkie
      sposoby. A grosz, który dostanie się do tego mieszka, już stracony
      jest dla obiegu!
      A ich sposoby? Dość zajrzeć do pism i pisemek klerykalnych; miarę
      tego daje zresztą sama Katolicka Agencja Prasowa! Wstyd powiedzieć,
      ale wystarczy ujrzeć ten podpis KAP, aby mieć uczucie, że człowiek
      dotyka się czegoś oślizgłego, brzydkiego; aby wiedzieć,
      że „komunikat", sączony na całą Polskę jak ślina, zawiera potwarz
      lub kłamstwo, czelne, obliczone na najniższy poziom odbiorcy.
      Dam drobny przykład, sam w sobie mało ważny, ale charakterystyczny.
      Świeżo całą Polskę zalały komunikaty KAP o tym, że mariawicki
      arcybiskup Kowalski entuzjazmuje się Boyem i tytułuje go w swoich
      artykułach „kochany kolego". Ambo meliores, dwaj koledzy — haftuje
      na ten temat za Kapem parę tuzinów gazetek. W istocie zaś był w
      mariawickim „Głosie Prawdy" artykuł, ale nie za mną, tylko przeciw
      mnie, nie przez arcybiskupa Kowalskiego, tylko przez nie podpisanego
      autora, i nie autor artykułu mówi tam „kochany kolego" do mnie,
      tylko ja mówię „kochany kolego" w fikcyjnej rozmowie do fikcyjnego
      literata… Oto próbka „katolickiego" systemu prasowego. Ale jak to
      zorganizowane! Wystarcza zełgać w centrali w Warszawie, a już echa
      tego wracają z najdalszych zakątków Polski przez cały miesiąc. Warto
      się abonować w Informacji Prasowej Polskiej, aby studiować proces
      krążenia potwarzy.
      Tak, organizacja znakomita. I na niej zasadza się siła tej
      prepotencji z jednej strony, z drugiej zaś na rozproszkowaniu, na
      bierności oświeceńszych żywiołów, na tchórzostwie prasy, tej nawet,
      która uchodzi za wolnomyślną. Nasze dzienniki licytują się w
      przypochlebianiu klerowi; i one grają na ciemnotę mas.
      Ale zdaje się, że tym razem biskupi przesolili. Skoro czterdziestu
      kilku członków Komisji Kodyfikacyjnej, wybieranych spomiędzy
      najbardziej zrównoważonych żywiołów, zdecydowało się przeciwstawić
      klerowi, narażając się świadomie na obelgi i klątwy, to znak, że
      przebrała się miara buty i wichrzycielstwa prałatów i że, wobec ich
      destrukcyjnej działalności, nasi aż nazbyt cierpliwi kodyfikatorzy
      też musieli powiedzieć swoje: Non possumus.
      Po ich też stronie, mimo nie cofającej się przed niczym agitacji,
      stoi całe oświecone społeczeństwo. Powinno to dać pobudkę do
      zorganizowania się, do stworzenia jakiejś Ligi Ludzi Wolnych czy
      czegoś podobnego (może Liga im. Bolesława Śmiałego?...), aby się
      bodaj policzyć, aby sobie dodać otuchy przez poczucie wspólności.
      Nie chodzi tu wcale o stawanie przeciw religii, której nikt i nic
      tutaj nie zagraża; chodzi o to, aby strząsnąć jarzmo nowej okupacji,
      które grozi wolnej Polsce. Liczne głosy, które otrzymuję z całego
      kraju, dowodziłyby, że myśl ta jest dojrzała; może by kto zajął się
      jej urzeczywistnieniem. Niechże nasza Komisja Kodyfikacyjna, która,
      mimo omyłek, jakie mogą się jej zdarzyć, pracuje szczerze nad
      stworzeniem nowoczesnych podstaw prawnych naszego życia, czuje, że
      ma silne oparcie. A jeżeli nasi okupanci każą swoim Żytkom śpiewać
      Pod Twoją obronę, nie pozostanie nam nic innego niż zaśpiewać...
      odpowiednio zmodyfikowaną Rotę."

      Chciałoby się zapytać - jaką postawę wobec okupanta (jego
      żołnierzy) powinien przyjąć polski patriota? Czy eliminacja fizyczna
      i niszczenie jego kwater są akceptowalne, czy już nie? A może
      jeszcze nie?
      • grzespelc Mocne 07.02.10, 13:41
        Przypomnę tylko kntekst histyoryczny. Chodzi o projekt prawa małżeńskiego z 1929
        r., który miał ujednolicić przepisy (w II RP tymczasowo obowiązywały przepisy
        zaborców do czasu uchwalenia odpowiednich aktów, niektórych nie udalo sie
        uchwalić do 1939 r.). Gównym zalożeniem było wprowadzenie małżeństwa cywilnego,
        co obejmowało obowiązkową cywilną formę zawarcie a dopuszczenie rozwodów, co
        zresztą w b. zaborze pruskim już obowiązywało (w austriackim prawo było takie,
        jak u nas teraz, a w rosyjskim obowiązywało prawo wyznaniowe). W końcu ten
        projekt wprowadzono w 1946 r.
        • kann2 Re: Mocne 07.02.10, 16:26
          Nieprawda. Prawo obowiązujące w zaborze austriackim nie dopuszczało
          rozwodu małżeństw zawartych przez katolików. Jedynie na Spiszu i
          Orawie obowiązywało prawo węgierskie, które pozwalało na wybór
          między małżeństwem cywilnym a wyznaniowym.
    • baba-jaga Re: Okupant... 07.02.10, 16:15
      zgadzam sie, mozna to okreslic jako wewnetrzna okupacje. Niski poziom
      intelektualny jest im bardzo potrzebny, dlatego moze smieszyc, ale
      skutecznie w ten sposob utrzymuja poziom intelektualny wiernych na
      poziomie stadnym. Na tym polega przebieglosc tego zastepu kroliczkow.
      Kazdy sposob podnoszenia swiadomosci, samodzielnosci, indywidualnej
      odpowiedzialnosci, tworczosci jest skuteczna walka z tymi pasozytami i
      wampirami, zerujacymi na najslodszych radosciach zycia czlowieka.
    • diabollo Wierność w skansenie 07.02.10, 18:55
      Nasi okupanci, czyli kler - zmienili język (nie wyzywają już dzisiaj prawników i
      kodyfikatorów od "bolszewików"), ale nie zmienili swoich ambicji wymuszania
      swoich absurdalnych, pełnych hipokryzji postulatów jako jedyne obowiązujące w
      polskim społeczeństwie.

      Miłej lektury i kłaniam się nisko.

      wyborcza.pl/1,75480,7520610,Wiernosc_w_skansenie.html
      • grzespelc Re: Wierność w skansenie 07.02.10, 23:37
        "Naprawdę myślę, że nienarodzone płody dzieci są wykorzystywane do produkcji
        kosmetyków"

        Bez komentarza.
    • witekjs Re: Okupant... 07.02.10, 19:23
      Masz rację, ze czytając tekst Boya można by myśleć, że pisze o naszych czasach.
      Nie wiedzieliśmy o dwuznacznej roli KK w Polsce.
      Myślę, że dyrektor z Torunia zaczął nam skutecznie otwierać oczy

      "Kościół a faszyzm, Anatomia kolaboracji".

      "minister spraw zagranicznych RP Józef Beck: "Do najbardziej odpowiedzialnych za
      tragedię mego kraju należy Watykan. Zbyt późno pojąłem, że nasza polityka
      zagraniczna służyła interesom Kościoła Katolickiego".

      www.eioba.pl/a119213/haniebna_wspolpraca
      "W niewoli konkordatu"

      www.racjonalista.pl/kk.php/s,1722
      forum.gazeta.pl/forum/w,55,76492333,0,Ciekawe_info_o_majatku_kosciola_z_Krakowa_.html
      Dzisiaj znalazłem coś niezwykłego - Gazeta Ogólnopolska
      gazetao.pl/dzial,1.html
      • grzespelc Re: Okupant... 07.02.10, 21:15
        > Nie wiedzieliśmy o dwuznacznej roli KK w Polsce.

        Kto się interesował, ten wiedział. Tye tylko, że większość Polaków historię
        stosunków państwo-kościół poznaje w wersji podanej przez ten drugi.
        • witekjs Re: Okupant... 07.02.10, 21:36
          grzespelc napisał:

          > > Nie wiedzieliśmy o dwuznacznej roli KK w Polsce.
          >
          > Kto się interesował, ten wiedział. Tye tylko, że większość Polaków historię
          > stosunków państwo-kościół poznaje w wersji podanej przez ten drugi.

          Masz dużo racji. Dodatkowo wielu z nas pamięta dobre relacje z Kościołem w czasach Solidarności.
          To jednak od dawna się zmienia, nie tylko dzięki radio Rydzyka i jego uczonych rozmówców.
          Co raz więcej, można dowiedzieć się o KK w internecie.
          Na temat Opus Dei w Google, nie wiele jest krytycznych źródeł.

          Znalazłem w Racjonaliście

          www.racjonalista.pl/kk.php/d,31/q,Opus.Dei
          • chickenshorts Re: Okupant... 09.02.10, 17:38
            witekjs napisał:

            > Dzisiaj znalazłem coś niezwykłego - Gazeta Ogólnopolska

            > gazetao.pl/dzial,1.html

            Tzw. 'inteligenccy - i, jak w tym przypadku, pół- - przyjaciele
            kościoła' to poważny problem. Może w kontekście okupacji należy ich
            traktować jak kolaborantów?
      • gaika Re: Okupant... 16.02.10, 23:17
        witekjs napisał:

        > Dzisiaj znalazłem coś niezwykłego - Gazeta Ogólnopolska
        > gazetao.pl/dzial,1.html

        Co za smakowity język! Nieodrodne dzieci komuny.
    • witekjs Re: Okupant - inny świat obok nas 12.02.10, 11:00
      Myślę, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak rozkwita ten "inny świat"
      w XXI wieku...

      www.tvn24.pl/-1,1642784,0,1,szatan-coraz-czesciej-straszy-polakow,wiadomosc.html
      pl.wikipedia.org/wiki/Egzorcysta
      strzelczyk.edu.pl/e107_plugins/content/content.php?content.140
      • witekjs inny świat obok nas - NEUROTEOLOGIA,NEUROTHEOLOGY 13.02.10, 15:36
        witekjs napisał:

        > Myślę, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak rozkwita ten "inny świat"
        > w XXI wieku...
        >
        > www.tvn24.pl/-1,1642784,0,1,szatan-coraz-czesciej-straszy-polakow,wiadomosc.html
        > pl.wikipedia.org/wiki/Egzorcysta
        > strzelczyk.edu.pl/e107_plugins/content/content.php?content.140

        Dla osób, które interesuje jak wyglądają badania nad nad naszymi doznaniami
        religijnymi, mogą być interesujące prace dotyczące neuroteologii.
        W Biblioteczce Kawiarenki Filozoficznej jest zbiór bardzo ciekawych prac w
        języku polskim i angielskim.

        Witek

        forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,107230862,NEUROTEOLOGIA_NEUROTHEOLOGY.html

    • gaika Re: Okupant... 16.02.10, 22:08
      chickenshorts napisał:

      > ...to, zgodnie z definicją SJP, 'państwo zajmujące teren
      nieswojego
      > państwa i obsadzające ten teren swoimi żołnierzami'.
      >
      > "Nasi okupanci", tekst T. Boya Żeleńskiego wydaje się dzisiaj tak
      > samo - jeśli nie bardziej - aktualny, jak kiedy powstał, czyli w
      > 1932r. Warto go przypomnieć.
      >
      Fantastyczny tekst.
      Czyli powtórka z rozrywki
      A my wciąż nie mamy Komisji Kodyfikacyjnej..., ale za to mnóstwo
      komisji wspólnych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka