Dodaj do ulubionych

Dzień Boży

25.04.10, 10:46
Dzień Boży
Kazimierz Kutz 2010-04-25, ostatnia aktualizacja 2010-04-22 12:23:28.0

Niestety, mój felieton z minionego piątku okazał się przeczuciem sobotniej
katastrofy - polskie "Bóg i Ojczyzna" wspięły się opodal Katynia aktem
strzelistym ku boskim ołtarzom. To arcypolska tragedia, i nigdzie indziej nie
mogłaby się zdarzyć; to dramatyczna pointa nagromadzonych konfliktów pomiędzy
partiami w walce o stan posiadania i politycznych utargów.

Nie da się tej tragedii odciąć od narastającego klimatu politycznej walki
ostatnich miesięcy. Nieustanne ściganie się dwóch najwyższych urzędów o honory
doczekało się swojego apogeum, od kiedy kancelaria prezydenta stała się
dynamicznym ośrodkiem walki politycznej z biurem premiera w myśl banalnej
zasady walki dwóch frontów - "jak wy nam tak, to my wam tak". Niejasne zapisy
konstytucyjne o podziale kompetencji prezydenta i premiera stworzyły możliwość
uczynienia z urzędu prezydenckiego bazy konkurencyjnej w bezwzględnej walce
politycznej.

Walczono o pola prestiżu Polski; niestety, obydwa urzędy miały wspólny tabor
lotniczy. Stąd byliśmy świadkami przepychanek o stare, poradzieckie graty, i
dodatkowe krzesło na międzynarodowych gremiach. To był stały wątek naszego
teatru politycznego po zdobyciu władzy przez PO.

Ostatnio znów ten zjełczały konflikt ujawnił się wulkanicznie w związku z
zaproszeniem Władimira Putina dla Donalda Tuska na obchody do lasów Katynia.
To był szok, bo prawicowe kręgi nie wyobrażały sobie tej uroczystości bez
udziału naszego prezydenta, zwłaszcza że pamięć historyczna była jego domeną
duchową, jego brata i całej formacji PiS. To miało wymiar intrygi Kremla!
Zaczęły ścierać się różne pomysły rozwiązania sprawy - jak ten, aby załatwić
drugie zaproszenie dla Lecha Kaczyńskiego, ale wtedy, wedle hierarchii,
musiałby je wydać prezydent Rosji, a co za tym idzie, musiałby sam pojawić się
w Katyniu. Pomysł był nierealny.

W końcu, by skontrować imprezę z inicjatywy rosyjskiej (z naszym premierem),
wymyślono uroczystość prezydencką - nasze święto! - czyli wielką mszę z
rodzinami katyńskimi. Nastąpiła gorączkowa mobilizacja, i boje o miejsce w
samolocie prezydenckim. W skład delegacji Lecha Kaczyńskiego weszli wszyscy,
którzy podlegali mu z urzędu, a więc dowódcy poszczególnych formacji
wojskowych, biskupi wojskowi, ministrowie jego gabinetów, elita partyjna PiS,
reprezentacja sejmu i senatu, reprezentacje innych partii i dyrektorzy ważnych
instytucji, których mianował z urzędu. I działaczy organizacji katyńskich.
Dawniej nazywano takie działanie "wyprawą na odsiecz". Rzeczywiście, to była
wyprawa o wyjątkowym natężeniu patriotyczno-religijnym, która w intencji
głównej miała dać odpór rosyjskim matactwom politycznym.

Prawdopodobnie ten czynnik psychologiczny sprawił całkowitą utratę zdrowego
rozsądku i zanik pamięci dotyczących przepisów regulujących podróżowanie elit.
Tylko jedna osoba nie zjawiła się w samolocie. Oto znów mamy do czynienia z
przejawem polskiego kultu klęski zbiorowej - w prostej linii to jest
kontynuacja bezsensu martyrologicznego powstania warszawskiego

Tu-154 jest typem samolotu z lat sześćdziesiątych i nikt w Europie na nich już
nie lata; tułają się jeszcze po Rosji, Chinach, Bułgarii, Rumuni i Dagestanie.
Dlatego katastrofa pod Smoleńskiem ma także wymiar innej symboliki. Populiści
partyjnej opozycji i cała rzesza dziennikarzy, którzy żyli z przedstawiania
polityków i parlamentarzystów na równi ze światem przestępców, mają w tym swój
wielki udział. To dzięki nim trzy ostatnie ekipy rządu ugięły się przed
zakupem nowego taboru lotniczego dla VIP-ów! Nie dalej jak miesiąc temu
oglądaliśmy głośny dokument o naszych parlamentarzystach, w którym opisywano
posłów i senatorów w stylistyce czarnego filmu o kanaliach; tropiono ich jak
ściganą zwierzynę, by ją dobić.

Tragedia na lotnisku pod Smoleńskiem jest trudna do nazwania, bo jest swoistym
faktem wojennym w czasach pokoju. Ale doszło do niej w miejscu, gdzie ostatnia
wojna jeszcze nie osiągnęła swojego kresu: w miejscu kaźni polskich oficerów w
1940 roku. Być może dopiero dzisiejsza ofiara krwi 96 osób na pokładzie
radzieckiego Tu-154 sprawi, że nastąpi przesilenie w stosunkach z naszym
sąsiadem ze wschodu. Byłaby to śmierć Belzebuba w tym miejscu.

Lech Kaczyński złożył życie w ofierze swojej sprawy. Ale czy musiał to robić -
on i tych 95 współuczestników wyprawy katyńskiej? Nie, nie musiał. I nie wiemy
jeszcze, jak dojrzewała decyzja kapitana samolotu o lądowaniu, i czy aby nie
był do niej przymuszony. Bo też była bezrozumna.

Rosyjska gazeta opisuje znamienne zdarzenie. Kiedy Donald Tusk jechał na
miejsce wypadku, by - obok premiera Rosji - złożyć kwiaty w zgliszczach
samolotu i odbyć wspólną konferencję, Jarosław Kaczyński miał także lecieć na
identyfikację brata, ale odmówił wspólnej podróży z premierem. Kiedy doleciał
- na miejscu byli już obydwaj premierzy - zidentyfikował brata, złożył kwiaty,
pomodlił się i wrócił do kraju. Ani nie przywitał się, ani nie spotkał z nimi.

Arcybiskup gdański (w stanie spoczynku) Tadeusz Gocłowski powiedział w
telewizji o katastrofie smoleńskiej: tragedię tę wyznaczył Polakom Bóg, w imię
sprawdzenia wiary, i stanowi część tajemnicy krzyża świętego.

Trzeba mieć nadzieję, że katastrofa pod Smoleńskiem będzie ostatnią ofiarą
krwi w imię postępu.

Kazimierz Kutz

wyborcza.pl/1,75968,7801579,Dzien_Bozy.html
Obserwuj wątek
    • uffo Re: Dzień Boży 25.04.10, 16:10

      czesc ich pamieci. A Jarek ma nad czym medytowac przez reszte zycia,
      jako naczelny, autokratyczny i apodyktyczny, mozg tej populistycznej
      opozycji. Kto wie moze ta wyprawa do Katynia to jego inicjatywa.
      Jesli tak to powinien kandydowac on do zakonu trapistow, a nie na
      prezydenta calego kraju. Brak odpowiedzialnosci i zdrowego rozsadku
      kosztowal Polakow utrate czesci elit spoleczno-politycznych. A do
      jakiego lotu on chcialby zaciagnac cala Polske mozna sobie tylko
      wyobrazic. I oby tylko wyobrazic.
      • grgkh Re: Dzień Boży 25.04.10, 17:45
        uffo napisał:

        >
        > czesc ich pamieci.

        Dla mnie to puste słowa. Nie chcę przechowywać w pamięci niczego o sporej części
        w tych co zginęli w katastrofie.

        > A Jarek ma nad czym medytowac przez reszte zycia,

        Według mnie to go nie zmieni. Jarek to cyniczny gracz. I nic więcej. Nie ma
        zasad moralnych, które ja mogę zaakceptować. Chciałbym by jego obecność w moim
        życiu (poprzez politykę) była minimalna ale nie mam na to wpływu i będzie nadal
        duża. A więc wyłączam emocje, bo nie powinienem dopuszczać, by on mógł na mnie
        wpływać destrukcyjnie.

        > jako naczelny, autokratyczny i apodyktyczny,
        > mozg tej populistycznej opozycji.
        > Kto wie moze ta wyprawa do Katynia to jego inicjatywa.

        Na pewno ma w tym jakiś udział. Dla niego, jak i dla jego nieżyjącego brata,
        celem istnienia jest władza, sposób jej sprawowania taki, jak w religii.
        Wyobraża sobie, że w tej swojej religii jest bogiem. To bardzo niebezpieczne dla
        nas, którzy jesteśmy jego otoczeniem.

        > Jesli tak to powinien kandydowac on do zakonu trapistow,

        smile

        > a nie na prezydenta calego kraju.

        Jeśli uzna, że łatwiej zdobędzie władzę nie poprzez urząd prezydenta, to
        zrezygnuje z kandydowania.

        > Brak odpowiedzialnosci i zdrowego rozsadku
        > kosztowal Polakow utrate czesci elit spoleczno-politycznych.

        Popatrzmy na to zimno, jak na coś, co musiało się stać, a musiało, bo to już
        fakt z przeszłości.

        Nie wiem czy warto żałować tych elit, nawet jeśli znalazły się wśród nich osoby
        nam bliskie. Na czym ten żal poza pustką, która jest przemijająca miałby polegać?

        Faktem jest, że LK i paru innych oszołomów już nie ma wśród nas. To zmienia stan
        dotychczasowej równowagi politycznej. Pod pewnymi względami będzie - być może -
        "łatwiej", tym łatwiej, że z czasem teza o rzeczywistym sprawstwie katastrofy LK
        będzie bardziej akceptowalna. LK nie zostanie "świętym" ani męczennikiem za
        sprawę, a to wszystko pośrednio obciąża także i konto JK.

        > A do jakiego lotu on chcialby zaciagnac cala Polske
        > mozna sobie tylko wyobrazic. I oby tylko wyobrazic.

        Przyszedł mi do głowy przykład Hitlera lub Stalina. Czy na nich "zasłużyli"
        sobie Niemcy lub Rosjanie? Nie. To przypadek, że wtedy się znaleźli w tamtych
        czasach tacy jacy byli, i że ich losy tak bardzo wpłynęły na miliony ludzi.
        Jeden człowiek "dopuszczony" do władzy potrafi kompletnie odwrócić historię
        świata. Czy my, Polacy, w całej swojej masie jesteśmy odporni na taki obrót spraw?

        A przecież już zakusy na nas są czynione. Wskazuje się nam "wrogów", których
        zwalczanie wodzowie nam oferują. Elity, wykształciuchy, komuchy, ateiści,
        relatywizm moralny... że o tradycyjnych wrogach zza granic państwa i spoza
        świętego kręgu religii nie wspomnę.

        Chętnie się namaszczają na opatrznościowych mężów i bożych pomazańców.

        Czym JK różni się w tej taktyce od Hitlera i Stalina? Tylko czeka na okazję. I
        oby jej od nas nie dostał.
        • uffo Re: Dzień Boży 29.04.10, 04:08
          mowie 'czesc ich pamieci', bo to jednak ludzie. Nalezy sie chyba
          szacunek, juz nie mowie, milosc, dla...wroga, przeciwnika? A
          przeciez ilez sie posmialem, czasem nawet do lez, komentujac, czy
          krytykujac zachowanie sp. prezydenta. Ilez to pozytywnej chemii mu
          zawdzieczam. Dziekuje. Oswiecal chocby poprzez naiwna, albo i nie,
          glupote. A poza tym PIS, chcac nie chcac, z nieczystych pobudek,
          zamortyzowal atak skrajnych populistow. Dzieki czemu nie doszlo do
          zadnych rzeczywistych destrukcji. A nawet jesli reprezentowali zlo,
          to przeciez kktos musi byc tym zlym, azeby dobro moglo byc dobrem
          (aktywnym)? Przeciez to tylko gra na tym padole przemijalnosci. A
          najwazniejszy jest rozwoj osobowosci. Dlatego jednak osmiele sie dac
          szanse Jaroslawowi jako czlowiekowi. Tylko ktos tak dumny i
          przebiegly jak on mogl dostac, jak biblijny Jakub, tyle cierpienia,
          jako natchnienie do refleksji, przemiany,itd. Zreszta nie wiadomo
          jak my bysmy sie zachowywali na ich miejscu, jako politycy.
          Polityka, jak rozne zawody autorytatywne niejednemu zdeformowaly
          czlowieczenstwo. Choroba zawodowa. Nie zapomne noge Walesy podana
          Kwachowi, i Kwasniewskiego pielgrzymujacego do Giedrycia. To jest
          fakt przemiany. I roznie rozni reaguja. W kazdym razie
          terazniejszosc jest przeszloscia od prawidlowego strawienia ktorej
          zalezy jakosc przyszlosci. Nie trzeba szukac latwych, jednolitych,
          czystych, swiecacych sie intelektualnie, konkluzji.
          Chaos bywa tworczy.

          Wodzowie, szczegolnie charyzmatyczni nie powstaja sami z siebie,
          lecz najprawdopodobniej sa projekcjami mentalnosci masowej. Sa to
          naczynia polaczone: masa i wodz. Tyran karmi sie umyslowa biernoscia
          swoich poddanych. Wedlug Junga, ktory jeszcze przed pierwsza wojna
          swiatowa zaobserwowal u swoich niemieckich pacjentow, wzmozone
          tresci agresywne w ich snach, oznaczalo to iz ostatnie wieki
          procesow cywilizacyjnych (szczegolnie ideii chrzescijanskich, a
          potem wyzwolona z religijnosci racjonalnosc) stlumily naturalne
          instynkty u Niemcow (zreszta bardzo okrutnie niegdys tresowanych w
          moralnosci i posluszenstwie)do takiego stopnia, iz te zeszly do
          podswiadomosci. Wedlug Junga to co przynalezy do ludzkiej natury nie
          da sie calkowicie zlikwidowac, mozna tylko stlumic tymczasowo, wiec
          z braku mozliwosci ekspresji, w procesie kompensacyjnym zaczynaja
          one narastac w nieswiadomosci kolektywnej, az w koncu wybuchaja w
          sposob niekontrolowany. M.inn. dlatego ze swiadomosc ignoorowala te
          tresci. Caly zabieg likwidacji wszystkich brudnych, nieposlusznych,
          chorych, niemoralnych elementow i nacji rowniez wskazuje na ten sam
          proces wewnetrzny, ktory ulegl eksterioryzacji. Hitler to tylko
          projekcja, marionetka kolektywnej nieswiadomosci. Jesli to prawda,
          to Polsce razcej to nie grozi, gdyz Polacy umia dawac upust swoim
          instynktom na co dzien. Klotliwosc, kabareciarstwo, rubasznosc,
          orgiastycznosc i popijawki moga zadzialac tu zbawiennie wobec
          takiego zagrozenia. Nawet domy towarzyskie towarzyszace tylu
          kosciolom. Co prawda jest tu problem z pedofilia u ksiezy, ale
          skutki uboczne i negatywne to chleb powszedni. Kosciol be, zgadzam
          sie. Ale istnieje juz Nowty Kosciol, przebieglosc racjonalizmu
          biznesowo-politycznego, chyba znacznie grozniejszy. Polityk to
          wspolczesny kapalan. Panstwo (szczegolnie socjalne) to ekwiwalent
          Boga. Im mocniejsze panstwo, im wieksza zaleznosc jednostki od
          panstwa, tym slabsza staje sie jednostka, tym bardzi podatna na
          manipulacje wampirkow politycznych. Taka jakas widze tu zalerznosc.
          Ale czym bylby polityk, bez tych ktorzy robia mamone? A juz od
          dawien dawna, przynajmniej na zachodzie, od czasow rewolucji
          amerykanskiej, biznes wyzwolil sie spod kurateli religijnej, i
          wprowadzil do swojej religii Absolut Zysku, czyli wladztwo egoizmu i
          relatywizmu moralnego. Oczywiscie jednoczesnie indywidualizm,
          postep, nauka, etc. Jak mowie, to zawsze jest miecz obosieczny. Ale
          coz, wszystko ma swoj koniec, i chyba wlasnie doswiadczamy jakiejs
          kulminacyjnej fazy owego bezwzglednego egoizmu, ktory nota bene, jak
          mniemam, rozjuszyl muzulmanow, ktorzy w formie ekstremalnej
          chwycili za bron. Kolonializm, potem sponsoorowanie bandyckich
          rzadow lokalnych, azeby dostac najtaniej ropke, etc. to wszystko
          przeciez sie kumuluje, az w koncu doprowadza do takich nie innych
          konsekwencji. Dlatego Twoje napomykanie o tym ze nie pamietam o
          terroryzmie islamskim, jest nieco przesadzone. Ale to tak na
          marginesie. Pora chyba na nowe prawdy, a stare trzeba, z lezka lub
          bez, obnazyc jako niewystarczajace i przestarzale, czyli...bledne.
          Poza tym JK rozni sie od Stalina i Hitlera tym ze mozemy przezyc owe
          wszystkie zagrozenia w postaci karlowatej. Tak zeby proces
          ewolucyjny mogl byc kontynuowany bez wiekszych zaklocen.
          Tak czy owak demokracja dala nam mozliwosc zaglosowania. To jedno, a
          drugie to to ze najlepiej poprawia sie innych poprzez poprawianie
          samego siebie. Zawsze wszak jest cos do poprawiania. Nikt nie jest
          doskonaly. Nawet w Biblii tak pisze. A sprawiedliwy czlek upada co
          najmniej sidem razy na dzien. No a Bog zstapil ze swojej
          doskonalosci i wcielil sie w czlowieka. Czyli Bog tez sie rozwija.
          Tak twierdzil tez Jung. Koegzystencja Absolutow. To dopiero cyrk na
          kwadratowych kolkach.
          • grgkh Re: Dzień Boży 29.04.10, 21:47
            uffo napisał:

            > mowie 'czesc ich pamieci', bo to jednak ludzie. Nalezy sie chyba
            > szacunek, juz nie mowie, milosc, dla...wroga, przeciwnika?

            Nie, nie należy się. Na pewno nie należy się automatycznie. Dlaczego nie czcisz
            w ten sposób Hitlera?

            Komu oddajesz cześć, jeśli jej adresat nie żyje? Dlaczego nie wolno mówić,
            oceniać szczerze kogoś, komu to jest już obojętne?

            Nie akceptuję zakłamania, hipokryzji, gry, mataczenia, których celem jest
            osiąganie korzyści przez co sprytniejszych manipulujących nami żyjących.

            > A nawet jesli reprezentowali zlo, to przeciez kktos
            > musi byc tym zlym, azeby dobro moglo byc dobrem (aktywnym)?


            Proponuję pójść dalej w tym rozumowaniu, np. tak:
            To dobrze, że czasem kogoś w ciemnym zaułku zgwałcą lub zabiją, bo dzięki temu
            ludzie się boją tych miejsc o takiej porze, w efekcie czego nikt tam się nie
            włóczy i nie złamie nogi.

            > Dlatego Twoje napomykanie o tym ze nie pamietam o
            > terroryzmie islamskim, jest nieco przesadzone.
            > Ale to tak na marginesie. Pora chyba na nowe prawdy,
            > a stare trzeba, z lezka lub bez, obnazyc jako
            > niewystarczajace i przestarzale, czyli...bledne.

            Prawda jest taka: Złem jest fałsz i kłamstwo. Prawda dana wszystkim uniemożliwi
            manipulację i ograniczy wykorzystywanie jednych przez drugich. I dlatego
            systemów opartych na kłamstwie nie warto bronić.

            > Poza tym JK rozni sie od Stalina i Hitlera tym ze
            > mozemy przezyc owe wszystkie zagrozenia w postaci karlowatej.

            Bo stosunkowo karłowate są jego możliwości, ale jego intencje, plany są tego
            samego formatu i też czynią zło. Ale po co nam to przeżywać? A uwolnić się od
            tego moglibyśmy, gdyby racjonalizmem myślenia dysponowało więcej rodaków.

            > A sprawiedliwy czlek upada co najmniej sidem razy na dzien.
            > No a Bog zstapil ze swojej doskonalosci i wcielil sie
            > w czlowieka. Czyli Bog tez sie rozwija. Tak twierdzil tez Jung.
            > Koegzystencja Absolutow.

            To jest, wybacz, bez sensu. Nie znaczy nic.

            Ja nie upadam, przynajmniej tak często. Bóg nie istnieje. Nie jest doskonały, bo
            doskonałość nie istnieje. Nie wciela się, bo co to znaczy? Jak się może rozwijać
            (doskonalić), jeśli wcześniej mówisz, że jest doskonały? Co to jest absolut? Co
            to jest koegzystencja absolutów? Nie rozmawiajmy w ten sposób. Szkoda na to czasu.
            • uffo Re: Dzień Boży 30.04.10, 01:55
              Twoje pojmowanie zla jest Twoim. Ja mam nieco inne. Ty przykladasz
              swoja miarke rozumienia zla do mojej. Twoj problem, choc go nie
              masz. Wydaje mi sie ze traktujesz zlo identycznie jak KK. Zlo jest
              zawsze be i wymaga eliminacji. Bog, czyli czyste dobro, uczciwosc i
              prawda, nie ma nic wspolnego ze stworzeniem i istnieniem zla. To
              byla decyzja tego upadlego Archaniola,tego karalucha, ktory jest
              czystym zlem, godnym jedynie spluniecia i rozmiazdzenia. Nie, jak
              juz mowilem, tkanka ludzka to naczynia polaczone. Jesli jakis
              czlowiek gdzies popelnil cos, to znaczy iz ja potencjalnie tez moge,
              i dlatego, skoro jestem czlowiekiem jest to rowniez moj problem.
              Wedlug mnie, jak tez tradycji wschodniej, i co niektorych myslicieli
              zachodnich zycie sklada sie z interakcji przeciwiwienstw. Zlo i
              dobro sa tu rownoprawnymi elementami struktury rzeczywistosci. Jak
              dzien i noc. zlo jest energia,emocjonalnoscia, dobro biernoscia,
              posluszenstwem. Tzw. zli maja problem z przestrzeganiem regul,
              trzymaniem na wodzy swoich emocji, instynktow etc. Czyz nie dlatego
              Jezus zadawal sie glownie z ludzmi z marginesu, prostytutkami,
              pimpami-celnikami, heretykami, czy tez jakimis innymi obcymi,
              tredowatymi, nie-czystymi...pelzajacymi odszczepiencami, demonami. A
              nie ze skrybami, uczonymi, madrymi, kaplanami, czy handlarzami
              (przedstawicielami cwaniactwa rozumu). Przynajmniej z punktu
              widzenia owczesnej zinstytucjonalizowanej religii. Oba aspekty sa
              potrzebne. Ba, czasem aktywne zlo jest bardziej dobre niz pasywne
              dobro. Bywaja takie skrajne sytuacje, jak rewolucje. A dominacja
              ktoregokolwiek z nich tworzy dopiero prawdziwy blad. I nie wystarczy
              jedynie obalic zenetrzna instytucjonalnosc religijna zeby
              rzeczywiscie byc wyzwolonym z mentalnosci jaka ona zasczepila w
              ludzkich umyslach. Nie religia, tylko hierarchiczna instytucja,
              podszywajaca sie pod idee religijne. Moze nawet jest to postawa
              pozareligijna?. Zlo, czyli wedle mnie, blad,jest przemijajace i
              natury edukacyjnej. Przemijalnosc zla jest wpisana w nature tego
              swiata, dzieki czemu, mozna z niego wyciagnac pewne wnioski, i
              zmienic sie. albo powtorka z rozrywki. W kadym razie, dlatego medrcy
              zydowsy wpadli na genialny wynalazek Wybaczenia. Bo w koncu ktos
              kiedys stwierdzil ze obstawanie przy czystym dobru (czyli absolutnej
              doskonalosci) tworzy tym wiecej zla. A ze trzeba placic cene, i to
              najczesciej wysoka, to dlatego bo w zyciu nic nie ma za darmo, albo
              za samo gadanie. Bycie przezornym wymaga albo doswiadczenia albo
              wyobrazenia sobie konsekwencji na podstawie czyjegos doswiadczenia.
              Przeciez ow tragiczny wypadek smolenski, popelniony z glupoty juz
              teraz dziala w pozytywna strone. A co by bylo gdyby przyszla,
              zamiast tego wypadku, powodz Tysiaclecia, gorsza niz ta z 1997?
              Tylko zlo objawione moze byc zwalczone. I dobrze, i chwala Bogu,
              naturze i glupocie s.p. ludzi odpowiedzialnych za decyzje ladowania,
              albo przynajmniej, powtarzam, czesc ich pamieci, ze jest szansa na
              pozytywna zmiane, bez gorszych doswiadczen. Jesli. Zawsze sa jakies
              znaki ostrzegawcze, zanim dojdzie do czegos gorszego. A zatem jesli
              na podstawie malego zla ludzie nie zmienia status quo, to przychodzi
              wieksze. A za kazdym razem potem jest z wiekszym potem, lzami i
              trumnami. A co tu jest potrzebne? Wieksza wrazliwosc i wyobraznia, a
              nie tylko logika i sofizmat jaki tu przytoczyles.

              Czlowiek z natury jest i zly i dobry. Dzieki temu istnieje wolna
              wola. Jedna prawda dla wszystkich to troche niebezpieczna zabawka.
              Wole podejscie psychologiczne iz kazdy przypadek jest inny. Nie ma
              panaceum, bo to wzmacnia masowa mentalnosc i w konsekwencji rodzi
              charyzmatycznych wodzow, ktorzy potem staja sie wygodnymi kozlami
              ofiarnymi dla spoleczenstwa, ktore niezmiennie sobie trwa niewinnie
              przy swoim status quo masowej mentalnosci. Nie interesuje mnie taka
              perspektywa. Czyzbys wpadal w abolutyzm? Klamac czasem trzeba.
              Chocby ze wspolczucia, jesli nie chce sie komus krzywdy zrobic, albo
              w okolicznosciach zycia w strukturach opresyjnych, i w wielu innych,
              ktorych zasadnosc zalezy od indywidualnego przypadku. Mialem kiedys
              znamienny sen, bo przyznaje iz bylem niegdys rycerzem prawdy i
              dobra. Przysnil mi sie diabel, ktorego zabijalem, tnac jego twarz
              nozem na ksztalt literki X. Za kazdym cieciem rana jaka zadawalem
              zablizniala sie, a on stawal sie coraz bardziej gniewny i
              rozsierdzony jak wulkan tuz przed wybuchem. Wowczas, jeszcze w tym
              snie, widzac bezuzytecznosc moich zmaiarow, cofnalem sie i
              pomyslalem: Zla zabic nie mozna.

              Ale to tylko moje osobiste doswiadczenie. Czarne owieczki to nie
              zarloczne hieny. Mam na mysli iz jesli czlowiek pozwala sobie na
              pewne male niemoralnosci, to nie musza sie w nim zbierac rozne
              niekontrolowane reakcje odwetowe, frustracje, czy tez zboczenia w
              rodzaju pedofilii kaplanskich. Nota bene, koscielni teraz oglosili
              ze przypadki pedoofilii nie sa uwarunkowane celibatem, lecz wlasnie
              brakiem przestrzegania tegoz, wiec ida dalej w las na leb na szyje,
              byleby sie nie zmienic, nie oddac ani cala gruntu, w las
              samodestrukcji. Ciagnac za soba masy, jak ci co polegli pod
              Smolenskiem, albo jak jacys islamscy terrorysci, co to w przyplywie
              desperacji i siebie zabijaja i swoich pchaja w martyrologie. No tak,
              tu sie jednak trup nie scieli tak gesto. ALe, jak to mawial Blake,
              ten swiat ziemski to nie tylko rzeczywistosc smierci, ale
              doswiadczanie smierci wiecznej. Ale kazdy ma swoja sciezke. Ja mam
              swoja interpretacje i technike pojmowania.
              Czesto tez bywa ze doswiadczane zlo sluzy uniknieciu jeszcze
              wiekszego zla. Np. w przypadku tego przytaczanego przez Ciebie
              przykladu: symptom, tragedia, cierpienie, swiadczy o potrzebie
              zmiany status quo. A zatem jest mnostwo mozliwosci. Np. obcenosc
              swiatla odgania karaluchy. Wole zainstalowac w ciemnych miejscach
              duzo swiatel, choc rachunki za prad wzrosna, niz kusic sytuacje.
              Trzeba wyksztalcic myslenie perspektywiczne, czyli z wyobraznia.
              Temu slusza poszczegolne przypadki. Zreszta niejeden rodzic ktory
              utracil dziecko przez jakiegos zboczenca, rzuca sie w wir naprawy
              sytuacji,poprzez usprawnienie prawa, wiecej policjantow w danych
              miesjcach, wieksza kontrole nadzorowania ludzi juz skazanych, ktorzy
              odsiedzieli swoje wyroki, upublicznianie ich obecnosci w danym
              rejonie, a robia to wszystko bo chca uchronic inne dzieci, bo zbyt
              dobrze wiedza, jak to boli. Inni, ktorych nie zabolalo, a tylko
              mysla o tym, nie potrafia byc tak zaangazowani w zmiane. Trzeba
              poruszyc wyobraznie ludzka. Dlatego stawiam na edukacje ktora
              rozwija wyobraznie. Kiedys jako dziecko sam, pod namowa kolegow,
              rzucalem kamieniami w jadacy pociag, az przeczytalem opowiesc o
              dziewczynce jadacej w pociagu ktora trafil w glowe taki kamien. To
              byl dopiero kamien ktory mnie trafil. Przemowilo do wyobrazni.
              Poczulem ten bol. Zrozumialem blad. I nigdy potem juz tego nie
              robilem, innych chlopakow odciagajac od takich zamiarow. To nie
              tylko kwestia ignoracnji. Prawda, dobro musza byc przedstawione
              calej osobie, a nie tylko intelektowi, lub w formule czystej
              logicznej argumentacji iz zbawi nas prawda. Niektorzy instaluja
              kamery. Spoleczenstwo wowczas ma szanse wylapac szybciej takie
              osobniki. Istnieje rowniez koniecznosc i obowiazek ludzki,
              analizowania motywow, przyczyn, ktore najczesciej sa natury
              spolecznych, rodzinnych uwarunkowan i krzywd zaznanych w
              dziecinstwie, czy braku milosci, przez takie zbczone osobniki.
              Tworzenie calej sieci dzialania prewencyjnego. Mowie, iz jest co
              poprawiac. Nie trzeba zyc strachem przed islamskimi terrorystami.
              Trzeba walczyc o jakosc na wlasnym podworku. Znaczy sie w sobie. Tu
              jest tyle mozliwosci, ze rozmawiac o tym w kategoriach czysto
              logiczno-matematycznych jest absurdalnie milym spedzaniem wolnego
              czasu.
              No wlasnie, wjaki spsosob doskonalosc pojmuje wlasna niedoskonalosc?
              W
              • uffo Re: Dzień Boży 30.04.10, 02:13

                w jaki sposob prawda staje sie falszem, dzieki czemu moze stac sie
                prawdziwsza prawda? A Milosc staje sie brakiem milosci, dzieki
                czemu mozna doswiadczyc glebszej, prawdziwszej milosci, choc to
                wcale nie zaprzecza iz wczesniejsza milosc nie byla prawdziwa
                miloscia? W jaki sposob ego, to absolutne centrum bytu staje sie
                jaznia? Ktora nigdy nie jest skonczona. Choc zyje w skonczonosci. W
                jaki sposob istnieje dynamiz zycia? Czyzby zatem absolut nigdy nie
                byl absolutem, bo brakowaloby mu dynamizmu przekraczania samego
                siebie?Ale to zaprzecza logice. Interakcja zla i dobra? Plus minus.
                Yin Yang. Albo jak mawiali kabalisci: lewa raczka, prawa raczka.
                Dopiero spotkanie sie obu daje klasniecie, dzwiek, spelnienie zycia.
                Zenkowie co prawda lubuja sie w zadawaniu koanow o klaskaniu jedna
                raczka. Czym jest absolut ktory spoczywa na laurach? ja to sobie
                kiedys nazwalem 'wieczny rozwoj'. Doskonalosc niedoskonalosci. Czy
                proces tworczy, ewolucja wyczerpuja sie? Na jak dlugo? Moze
                zaistniec tez tzw. dezintegracja pozytywna. Jak w mitologii
                hinduskiej: Kwiat lotosu jako symbol wszechswiata. Big bang, kwiatek
                otwiera sie. Potem kurczy i wiednie. I nowy sie otwiera. Jaki
                problem. Ano problem, bo czlowiek sie przywiazuje. Ale w smierci
                uczymy sie wypuszczac zycie na wolnosc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka