Dodaj do ulubionych

Kościół bierze państwo

13.09.10, 19:18
Jacek Żakowski

O Kościele: z Małgorzatą Winiarczyk-Kossakowską
Kościół bierze państwo
O dwóch dekadach ustępstw demokratycznej władzy przed postulatami Kościoła - mówi Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska.

Jacek Żakowski: – Tego lata, w dwudziestym roku niepodległości, Polacy – no, wielu Polaków – nagle zobaczyli, jak bardzo klerykalne państwo zbudowali. Czego to jest skutek?

Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska: – W pierwszym rzędzie tradycji. Historycznie Kościół katolicki odegrał olbrzymią rolę. Zwłaszcza po utracie niepodległości zapracował na szacunek Polaków. A Jana Pawła II większość Polaków kochała. Wydawało się naturalne, że suwerenna Polska chce się jakoś odwdzięczyć.

Teraz coraz więcej osób mówi: przesadziliśmy. Kiedy przesadziliśmy?

To narastało od pierwszej wizyty papieża w 1979 r. i jeszcze bardziej od lat 80., kiedy peerelowska władza słabła i zabiegała o wsparcie Kościoła. To wtedy najczęściej spotykała się Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu. Ponad 40 posiedzeń przyniosło Kościołowi wiele bardzo korzystnych rozwiązań. Łącznie z uchwaleniem 17 maja 1989 r. – czyli na dwa tygodnie przed historycznymi wyborami – obowiązującej do dziś ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego. Rząd Rakowskiego liczył, że w ten sposób kupi życzliwość Kościoła w kampanii wyborczej. A potem przyszedł premier Mazowiecki, który z pierwszą wizytą pojechał do Watykanu i od razu oświadczył, że gotów jest do rozmów o konkordacie. Kościół triumfował i przyjmował kolejne prezenty od władzy.

Wciąż chodziło o kupowanie poparcia?

Władza zbyt widocznie nadskakiwała Kościołowi, zwłaszcza ilekroć zbliżały się wybory. Religię do szkół wprowadzono na przykład niepublikowaną instrukcją ministra Samsonowicza na krótko przed wyborami prezydenckimi, w których startował premier Mazowiecki. Ustawę o finansowaniu KUL uchwalono z inicjatywy prof. A. Stelmachowskiego na krótko przed wyborami parlamentarnymi w 1991 r. Podobnie ustawę o utworzeniu Uniwersytetu Opolskiego przez połączenie Diecezjalnego Seminarium Duchownego z Wyższą Szkołą Pedagogiczną. Ale najjaskrawszym przykładem jest konkordat podpisany przez rząd Hanny Suchockiej, któremu Sejm wcześniej wyraził niekonstruktywne wotum nieufności.

W jakim stopniu klerykalizacja wynika z konstytucji, konkordatu, ustaw, a w jakim z nadgorliwości władzy?

Gdyby literalnie przestrzegać konstytucji, konkordatu i ustaw, trudno by było narzekać na klerykalizację. Ale czyny władzy – ktokolwiek ją sprawował – szły dużo dalej niż prawo i oczekiwania społeczne. Decyzje zapadały za zamkniętymi drzwiami i zwykle rząd ani Kościół się nimi nie chwaliły. Mało kto wie na przykład, że z Funduszu Kościelnego państwo płaci za ubezpieczenie emerytalno-rentowe zakonnic i księży. To miało sens w PRL jako rodzaj rekompensaty za przejęcie przez państwo w 1950 r. nieruchomości kościelnych. Ale teraz, gdy rozpatrzono już ponad 90 proc. kościelnych wniosków rewindykacyjnych, ten argument przestał być aktualny. A przywilej pozostał. Nawet teraz, kiedy wszyscy mówią o cięciu przywilejów i reformie emerytur, żadna siła polityczna nie ma odwagi żądać jego zniesienia. Podobnie jak żadna władza nie miała odwagi ujawnić mediom, a nawet posłom, dokumentów kościelno-państwowej Komisji Majątkowej, która zwraca nieruchomości Kościoła. Kościół katolicki jest obecnie właścicielem nieruchomości gruntowych o większej powierzchni niż w II RP. Ale wciąż – jak mawiał Piłsudski – bierze, nie kwituje, żąda więcej. I dostaje więcej, niż dał mu konkordat.

Więcej pieniędzy?

Pośrednio. Niech pan prześledzi powstawanie etatowych duszpasterstw w instytucjach publicznych. Konkordat ustanowił funkcję kapelana w wojsku, szpitalach i więzieniach. A dziś są niemal wszędzie. Prześledziłam powoływanie kapelanów w instytucjach publicznych. To się dzieje na mocy sprzecznych z konkordatem porozumień, zawieranych przez władzę i Kościół.

Od kiedy?

Erupcja nastąpiła w roku 2007 r. Wtedy kilku komendantów służb mundurowych podpisało porozumienia z Kościołem o duszpasterstwach. W tym samym roku Zyta Gilowska podpisała takie porozumienie z delegatem Episkopatu do spraw służb celnych.

Znów wszystko w roku wyborczym.

Podobnie jest w ABW, BOR i tak dalej. W każdym przypadku księża kapelani powoływani są do korpusu oficerskiego i mają wszystkie związane z tym przywileje. Łącznie z emeryturą po 15 latach. Na przykład abp Głódź, były ordynariusz polowy, jest ordynariuszem gdańskim i ma generalską emeryturę. Ale PiS poszedł jeszcze dalej. 6 czerwca 2007 r. minister Anna Fotyga podpisała z bp. Wiktorem Skworcem deklarację współpracy w sprawie projektów charytatywnych polskich misjonarzy. Samych misjonarzy budżet jeszcze nie utrzymuje (chociaż z Funduszu Kościelnego płaci za ich ubezpieczenie), ale z doświadczenia wynika, że to kwestia czasu. Szkolni katecheci też mieli nie dostawać wynagrodzenia od państwa, gdy w 1990 r. religię wprowadzano do szkół. Zmiana miała polegać tylko na przeniesieniu lekcji z salek katechetycznych do klas szkolnych. Żeby wygodniej było dzieciom i rodzicom. Ale w drugiej połowie lat 90. rząd zaczął płacić katechetom jak wszystkim nauczycielom. Nie da się też zwalić na konkordat wprowadzenia oceny z religii na świadectwa szkolne ani abdykacji państwa z nadzoru pedagogicznego nad nauczaniem religii i wliczania ocen z religii do średniej. To nie konkordat, lecz nowelizacja ustawy oświatowej zwolniła podręczniki do religii z obowiązku zatwierdzania ich przez ministra edukacji. Katechetę w każdej szkole wyznacza lokalny biskup, a dyrektor ani nawet kurator nie mają nic do gadania. To jest regres nawet w porównaniu do konkordatu z 1925 r.

Czyli praktyka jest dużo gorsza niż konkordat.

Który w wielu sprawach nie jest realizowany. Choćby w sprawie finansów: art. 22 przewidywał powołanie parytetowej komisji finansowej. Ale nigdy jej nie powołano. Powołano natomiast dwie tak zwane komisje konkordatowe – kościelną i rządową. Wspólne spotkania rządowej i kościelnej komisji konkordatowej są forum najostrzejszego nacisku na stronę rządową. Już w 1999 r. komisja kościelna proponowała włączenie oceny z religii do średniej ocen, wprowadzenie matury z religii i stworzenie w wojewódzkich ośrodkach metodycznych etatów dla doradców do spraw nauczania religii.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kościół bierze państwo 13.09.10, 19:19
      Czym się miała zajmować komisja finansowa?

      Przede wszystkim miała określić sytuację finansową Kościoła, przyjmując za punkt wyjścia obecne prawodawstwo. Do dziś nie wiadomo oficjalnie, jakimi pieniędzmi Kościół dysponuje i jaki ma majątek. Sam Kościół twierdzi, że nie wie, co za PRL stracił i co już odzyskał. Nie można stwierdzić – odzyskaliście tak dużo, że czas zamknąć Fundusz Kościelny, któremu budżet daje ponad 80 mln rocznie. Kiedy pytamy o dotacje samorządów dla związków wyznaniowych, słyszymy, że nie ma takich danych. Rząd nie chce nawet ujawnić, ile wydaje na ubezpieczenia duchownych. Dochody Kościoła i księży też nie są znane opinii publicznej. To jest tajemnica Kościoła.



      Dla izb skarbowych też?

      Tak, bo Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy mają państwowe posady, płacą PIT, a reszta tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Dla parafii do 20 tys. mieszkańców to jest ponad tysiąc złotych kwartalnie. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze. Cokolwiek to znaczy. I jak by było niesprawdzalne. Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na te trzy cele.

      Trzeba to jakoś udowodnić pokazując rachunki na świece czy kwiaty?

      Wystarczy oświadczenie.

      Czy to wynika z konkordatu?

      Nie. To wprowadziła ustawa Rakowskiego z 17 maja 1989 r.

      Wtedy skala działalności gospodarczej Kościoła była minimalna.

      Ale nikt tego później nie zmienił.

      Ludzi drażnią nie tylko materialne przywileje Kościoła, ale też jego wszechobecność. Zwłaszcza na uroczystościach państwowych. Czy to jest jakoś formalnie uregulowane?

      Art. 25 konstytucji mówi o bezstronności światopoglądowej państwa i równouprawnieniu wyznań. Trudno to pogodzić z powszechnym poprzedzaniem uroczystości państwowych mszami jednego wyznania.

      Czy to jest złamanie konstytucji?

      Jest to ewidentnie sprzeczne z jej literą. Ale praktyka konstytucyjna poszła w innym kierunku. Nikt specjalnie nie kryje, że bezstronność i równouprawnienie są fikcją. I to w rosnącym stopniu. Konkordat przewidywał na przykład państwowe finansowanie dwóch kościelnych uczelni – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. KUL finansowano zresztą od 1991 r. pod pretekstem rekompensaty za zabrany majątek Fundacji Potulickich. Ale ten majątek dawno został zwrócony Kościołowi i to z dużą nawiązką – bo przekazany PGR miał kilkaset hektarów więcej niż fundacja – a finansowanie zostało utrzymane. Ale na tym się nie skończyło. W 2006 r. uchwalono złożoną przez Platformę Obywatelską ustawę o dotowaniu kolejnych trzech uczelni kościelnych – Wyższej Szkoły Teologiczno-Filozoficznej Ignatianum w Krakowie oraz Papieskich Wydziałów Teologicznych w Warszawie i Wrocławiu. Natomiast zgłoszony w tym samym czasie projekt ustawy o finansowaniu Prawosławnego Seminarium Duchownego do tej pory czeka na uchwalenie. Chociaż poza uczelniami kościelnymi państwo finansuje jeszcze wydziały teologiczne na uniwersytetach i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który jest jednocześnie państwowy i katolicki.

      To też problem z punktu widzenia bezstronności państwa. Bo mamy państwową instytucję wyznaniową.

      Oczywiście. I konsekwencje będą coraz bardziej widoczne. Bo uczelnie katolickie, w odróżnieniu od świeckich, błyskawicznie „produkują” doktorów i doktorów habilitowanych. Habilitację uzyskuje się tam w większości w wieku do 40 lat. Te kadry niebawem mogą zdominować mniejsze uczelnie świeckie, na których habilitacje robi się kilkanaście lat. Już dziś na świeckich uczelniach księża wykładają świeckie przedmioty. Trudno sobie wyobrazić, żeby to się nie łączyło z propagowaniem ideologii religijnej. Widać to na konferencjach.

      Jak to widać?

      Na przykład trudno jest o poważną rozmowę na temat tzw. ślubów konkordatowych udzielanych przez księży. A sprawa jest poważna. Bo państwo oddało Kościołowi istotną funkcję publiczną, a skutki tego przerzuciło na obywateli. Ksiądz udzielający ślubu musi w ciągu pięciu dni zgłosić zawarcie małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego. Jak nie zawiadomi, małżeństwo jest w świetle prawa państwowego nieważne, choć pozostaje ważne z punktu widzenia prawa kościelnego. To może mieć fatalne skutki dla ludzi. Takie sytuacje się w Polsce zdarzają. A państwo jest bezradne. Nawet nie może takiego księdza ukarać.

      Podobnie jak katechety albo kapelana.

      W szkołach praktyka jest taka, że katecheci mają te same prawa co nauczyciele, ale nie podlegają tym samym rygorom. Wnioski wizytatorów wysyła się biskupom, a oni zwykle chowają je do szuflad. Podobnie jest z kapelanami. Wszędzie, gdzie wkracza Kościół, państwo traci kontrolę nad częścią własnych instytucji.

      Wierzy pani, że państwo prawa się z tym jeszcze upora?

      Myślę, że przez jakiś czas raczej będzie to szło coraz dalej. Kościół jest potężny i potrafi drążyć do skutku. A państwo jest słabe. Urzędnicy oglądają się na polityków, a politycy co chwilę mają wybory i nie chcą się Kościołowi narażać. Nawet teraz, kiedy Unia domaga się powołania urzędu antydyskryminacyjnego i grozi karami finansowymi, dla polityków ważniejszy jest opór Kościoła w tej sprawie. Bo znów idą wybory. A potem będą następne. Ale Polska jest i będzie coraz bardziej otwarta. Ludzie widzą, że na świecie jest inaczej, że gdzie indziej Kościół katolicki choć silny – ustępuje pod żądaniem kontroli społecznej. W Polsce też tak się stanie. Tylko kiedy?

      www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1508274,1,o-kosciele-z-malgorzata-winiarczyk-kossakowska.read
    • diabollo Kościół nie bierze (nabera) Polaków: 13.09.10, 23:49
      www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1508360,1,mlodzi-wola-wolne-zwiazki.read
    • diabollo Re: Kościół bierze państwo 14.09.10, 08:11
      Zakon szachuje specjalną strefę ekonomiczną

      Mariusz Lodziński 2010-09-13

      W opolskiej strefie ekonomicznej absolutny bezruch. To dlatego, że posiadający tam ziemię zakon Sióstr Szarytek żąda za metr kwadratowy podarowanej przez państwo ziemi dwa razy więcej niż opolski ratusz i dziesięć razy więcej niż na innych terenach inwestycyjnych w tej części kraju
      W niedawnym przetargu na działkę w opolskiej podstrefie Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej ratusz chciał sprzedać 2,5 hektara za niespełna 2 mln zł. Nikt się nie zgłosił. Okazuje się, że takich nierozstrzygniętych przetargów miasto ma na koncie kilka. - Co jakiś czas ogłaszamy przetargi, by badać zainteresowanie na rynku. Ale żadne chętne firmy się nie pojawiają - przyznaje Maciej Wujec, naczelnik wydziału gospodarki i promocji miasta.

      Zdaniem fachowców dzieje się tak dlatego, że ziemia w samym środku strefy (16 ha, jedna trzecia całości) należy do Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Warszawie. Przypomnijmy, że zakon dostał ją na początku 2008 roku, czyli w dwa lata po powstaniu opolskiej podstrefy, jako rekompensatę za utracony po wojnie majątek. Dlaczego otrzymał właśnie opolską ziemię, nigdy nie wyjaśniono. MSWiA tłumaczyło tylko, że siostry same wskazały, który chcą teren. Same też przedstawiły jego wycenę. Miasto nie zostało nawet poinformowane przez MSWiA, że ziemia została przekazana w ręce zakonu. - Wysłaliśmy pismo z prośbą o uzasadnienie tej decyzji. Ministerstwo odpowiedziało tylko, że taka decyzja zapadła. Nic ponadto - mówił wówczas rzecznik prezydenta Opola Mirosław Pietrucha. Nie ma też możliwości prawnych, by od decyzji komisji majątkowej się odwołać.

      Teren zakonu znajduje się pomiędzy działkami, których właścicielem jest miasto i Agencja Nieruchomości Rolnych. To newralgiczne miejsce, bo jeżeli ktoś chciałby kupić większą działkę, a na takich inwestorów liczy Opole, musi negocjować również z zakonnicami.

      - Inwestorzy chcą, by takie transakcje były finalizowane szybko, a to uniemożliwia negocjowanie z kilkoma właścicielami. Trzeba też przyznać, że zakon to dość nietypowy podmiot w obrocie nieruchomościami. Więc takie negocjacje już na starcie mogą zniechęcać inwestorów - uważa Arkadiusz Wiśniewski, wiceprzewodniczący rady miasta z PO, jednocześnie pracownik Opolskiego Centrum Rozwoju Gospodarki.

      Podobnie uważa Andrzej Jakiel, prezes Opolskiego Stowarzyszenia Rynku Nieruchomości. - Oddanie zakonowi ziemi w specjalnej strefie, i to w samym jej środku, było wielkim paradoksem. A każda paradoksalna sytuacja zniechęca poważnych inwestorów. Bo kto chce robić interesy w paradoksie, skoro wiele inwestycyjnych terenów proponowanych jest przy innych miastach, gdzie nie ma do czynienia z takimi sytuacjami. Więc opolski paradoks na pewno zniechęca potencjalnie zainteresowanie zakupem tutaj ziemi - mówi.

      Poza tym wykup ziemi od sióstr szarytek utrudnia też zapewne wysoka cena, jakiej żądają. Bo opolski ratusz, który teren uzbroił i skomunikował, chce za metr kwadratowy w swojej części strefy około 80 zł. Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy, zakon żąda aż 200 zł.

      - To cena mocno wygórowana. W innych gminach, gdzie teren jest mniej atrakcyjny, ceny za metr kwadratowy mogą wynosić nawet 20 zł - mówi Wiśniewski. - 200 zł to może kosztować metr działki przeznaczonej pod budowę hipermarketu czy budownictwo mieszkaniowe. Ale takie ceny nie mogą funkcjonować na terenach przeznaczonych pod przemysł - podkreśla.

      Odpadała też możliwość odkupienia ziemi od zakonnic. Ratusz chciał to zrobić, ale siostry zażądały od miasta 120 zł za metr kwadratowy, w sumie 20 mln zł.

      Ratusz jest w kontakcie z zakonem szarytek w sprawie sprzedaży ziemi w strefie. - Z informacji od nich wynika, że chcą sprzedać ziemię. I - co ważne - mają znacznie prostsze procedury, bo jako prywatny właściciel nie muszą np. ogłaszać takich przetargów jak miasto - mówi naczelnik Wujec.

      - Jednak wiemy też, że zakonowi bardziej zależy na dobrej cenie sprzedaży, że nie śpieszy się ze sprzedażą i może czekać, aż znajdzie się chętny na taką cenę - mówi nam nasz informator z urzędu miasta.

      Próbowaliśmy się dowiedzieć, jakie plany mają siostry szarytki i czy są firmy zainteresowane ich terenem. Odmówiły nam jednak odpowiedzi.

      Do tej pory ratusz, oferując w przetargach swoje działki, nie obniżał ceny, bo obowiązujące przepisy uniemożliwiają takie działania. - Ale przepisy mają się zmienić i rzeczywiście zastanawiamy się, czy z tej możliwości nie skorzystać - mówi rzecznik ratusza Mirosław Pietrucha.

      Czy zatem jest szansa, że Opole znajdzie wreszcie inwestora do strefy? - Do tej pory bardzo konkurencyjne oferty inwestorzy otrzymywali na Śląsku i Dolnym Śląsku. Mamy jednak informacje, że tam rynek staje się już nasycony. Inwestorzy będą więc musieli szukać innych możliwości. To jest szansa - przyznaje Arkadiusz Tkocz, szef OCRG.

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8371941,Zakon_szachuje_specjalna_strefe_ekonomiczna.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=5957537
      • chickenshorts Re: Kościół bierze państwo 15.09.10, 09:29
        Rząd nie chce nawet ujawnić, ile wydaje na ubezpieczenia duchownych. Dochody Kościoła i księży też nie są znane opinii publicznej. To jest tajemnica Kościoła.

        Dla izb skarbowych też?

        Tak, bo Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy mają państwowe posady, płacą PIT, a reszta tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Dla parafii do 20 tys. mieszkańców to jest ponad tysiąc złotych kwartalnie. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze. Cokolwiek to znaczy. I jak by było niesprawdzalne. Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na te trzy cele.


        I co wy na to, moi mili? Czas chyba najwyższy opodatkować tę mega-pijawę, hmm? Dowcipy o 'kutasach w sukienkach' to trochę za słaby oręż w tej nierównej walce... Szczerze mówiąc, k.w.s. irytują mnie dużo mniej, niż te tzw. katolickie inteligenty (oksymoron, swoją drogą) w stylu gumpela i haweli... Zaraza! I strefa buforowa dla kk
        • grzespelc Re: Kościół bierze państwo 15.09.10, 18:33
          [i]Rząd nie chce nawet ujawnić, ile wydaje na ubezpieczenia duchownych.

          Nie chce, to skarga do NSA i będzie musiał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka