diabollo
19.09.10, 00:26
Gdula: Po krzyżu
Maciej Gdula
17.09.2010
A jednak da się przestawić! Minister Michałowski usunął krzyż spod pałacu i wydaje się, że mógł to zrobić dużo wcześniej. Jednak czy naprawdę mógł? 3 sierpnia 2010 z dzisiejszej perspektywy wydaje się trochę inną epoką. W tych zamierzchłych czasach partie polityczne musiały z szacunkiem odnosić się do kościoła, bo inaczej spadało na nie odium zoologicznego antyklerykalizmu, polski lud był podobno katolicki i konserwatywny, a księża publicznie spotykali się tylko z czcią. Dziś można już znowu rozmawiać o wyznaczeniu nowych linii oddzielających kościół od państwa. Lud 9 sierpnia pokazał, że nie tylko pod krzyżem Polak jest Polakiem, a księża nie mogą liczyć na taryfę ulgową, choć nie wszyscy na szczęście od razu nazywają ich ubekami. Przestawienie krzyża do kaplicy w pałacu prezydenckim dziś jest po prostu łatwiejsze i pewnie dlatego minister Michałowski poradził sobie wreszcie z tym trudnym zadaniem.
Na sprawie krzyża stracili przede wszystkim starzy wyjadacze, którzy kalkulowali według dawnych zasad. Platforma nie chciała od razu usuwać krzyża, żeby nie narażać się kościołowi i kultywować swój wizerunek partii umiarkowanej, a wyszło na to, że w sprawach bardzo dla ludzi ważnych jest partią wyjątkowo niekonsekwentną i słabą. Skrajni katolicy wsparci przez PiS domagali się krzyża dla kolejnej instytucji publicznej, co robią przecież od dłuższego czasu, ale po raz pierwszy Polacy powiedzieli temu zdecydowane „nie”. Kościół liczył na to, że jego skrajne skrzydło znowu wyrwie trochę świeckiej przestrzeni i oznaczy ją krzyżem, a kościół udając, że chociaż specjalnie na tym mu nie zależało, zaakceptuje ten stan rzeczy. Jednak kościół przestał być traktowany jak „dobry policjant” i stał się wreszcie widziany jako instytucja zawłaszczająca dla siebie kolejne obszary życia.
Usunięcie krzyża sprzed pałacu nie kończy sprawy, bo konflikt o krzyż przekształcił się w spór o miejsce kościoła w życiu publicznym. Można potraktować to jako kontynuację rozliczeń z III RP, która przetrwała w stosunkach państwo-kościół, a wyzionęła ducha w kwestiach relacji elit z ludem i jeśli chodzi o uprawomocnianie reform koniecznością transformacji od realnego socjalizmu do kapitalizmu zgodnie z zasadami neoliberalnej wulgaty. Czas ostatecznie rozstać się z latami 90 i zawieranymi wtedy kompromisami z kościołem, ponieważ okazały się niszczące dla demokracji i jakości życia publicznego w Polsce. Religia w szkole to nauka konformizmu, zakaz aborcji to promowanie hipokryzji, przekazywanie majątku kościołowi to kolesiostwo w najgorszym wydaniu. Dojrzeliśmy nie tylko do przeniesienia krzyża sprzed pałacu. Dojrzeliśmy do prawdziwych zmian.
www.krytykapolityczna.pl/Opinie/GdulaPokrzyzu/menuid-1.html