Opłakać i dobić

02.04.11, 14:16
Opłakać i dobić
Tomasz Piątek

Hania dzisiaj gotowała - i stworzyła dla nas gorące bułeczki nadziewane równie gorącym bananem (dziękuję!). Można powiedzieć, że jest to wkład naszej rodziny w ogólnonarodowe czczenie Latającego BułkoBananożercy (drugi pod względem rozpowszechnienia kult pogański w Polsce, ustępujący tylko kultowi Lewitującego Kremówkożercy). Chociaż akurat ja nie czczę Małysza (tak samo jak tego drugiego pana). Nie czczę żadnego człowieka oprócz Jezusa. A jeśli chodzi o Małysza, to ewangelik, który bierze ślub katolicki, nie budzi we mnie zaufania (bo przy zawieraniu takiego ślubu musi przysiąc przed katolickim księdzem, że dzieci będą wychowywane po katolicku - co to za ewangelik, który godzi się na coś takiego?). Mamy dwóch polityków-ewangelików, którzy wzięli katolickie śluby, i obaj panowie stanowią dwie bliźniacze rymujące się katastrofy. Chodzi mi o Buzka i Tuska (tak, tak, Tusk w latach 90. przyznawał półgłosem, że jest luteraninem, ale potem stwierdził, że Warszawa warta jest mszy, że lepiej nie budzić zmieszania u swojego katolickiego elektoratu - i w związku z tym o swoim backgroundzie już nie mówi). Skutki BuzKatastrofy przeżywamy właśnie teraz (upadek służby zdrowia, upadek szkół, upadek OFE). Skutki TusKatastrofy czekają nas pewnie za dziesięć lat. A że w naszych czasach wszystko dzieje się coraz szybciej, to może i za pięć. Ale o tym za chwilę.

Hania zagniatała ciasto, a ja czytałem jej „Politykę”, a dokładnie recenzję filmu Macieja Ślesickiego Trzy minuty. 21:37: „Czy śmierć Jana Pawła II odmieniła duchowo Polaków? Twórca popularnego serialu 13 posterunek stara się wykazać, że i owszem. Dzięki społecznej energii wyzwolonej w momencie odejścia papieża upadli artyści odzyskują wiarę w miłość, dostrzegając całą nędzę chałturzenia i uganiania się za mamoną. Rozwodników, dziwkarzy spotyka zasłużona kara, a obudzone uderzeniem kija w łeb sumienie czyni ich lepszymi, mimo że muszą pozostać do końca życia na wózku inwalidzkim. Zaś prości, o złotym sercu ludzie w końcu też wychodzą na prostą”. - Hm, ja tu widzę sprzeczność - powiedziała Hania. - Chałturnik zrobił chałturę dla mamony o tym, że nie wolno robić chałtury dla mamony. - Racja - zgodziłem się. - Teraz zgodnie z logiką swojego dzieła powinien co najmniej spaść ze schodów. Tak więc uwaga, drodzy Czytelnicy, jeśli Ślesicki spadnie ze schodów, szybko zgłoście to do Watykanu jako kolejny cud beatyfikacyjny Santo Subito.


Ale wyżej opisana ślesicka sprzeczność jest niczym w porównaniu ze sprzecznością, jaką zobaczyłem wczoraj na stronie internetowej „Wysokich Obcasów”. Obok siebie były dwa artykuły. Jeden, który polecam, nazywa się „Wymarły dom czworga ludzi i opowiada o pewnej pani socjolog, która miała dosyć tego, że każde z trojga jej dzieci zamyka się w swoim pokoju ze swoim telewizorem, komputerem, iPhonem, iPadem - i odłączyła im prąd. Dzieci nie tylko zaczęły na nowo obcować ze sobą i czytać książki, ale osiągnęły też fantastyczne wyniki w nauce. Bo nauka w bibliotece jest prawdziwą nauką, w przeciwieństwie do komputerowo-internetowego półsnu mózgu. Pani socjolog zdementowała też twierdzenia niektórych naukowców, zgodnie z którymi e-pokolenie ma superpodzielną uwagę i umie się skoncentrować na kilku rzeczach naraz. Wręcz przeciwnie, powiedziała - na niczym nie umieją się skoncentrować. Przypomina mi się, jak powiedziałem kiedyś w wywiadzie dla pisma „Metro”, że media elektroniczne powinny być dozwolone od 18 roku życia, a młody człowiek, który dopiero uczy się żyć, powinien mieć dwie rozrywki: sport i książki. Czytelnicy „Metra” zareagowali przerażeniem i oburzeniem. A teraz proszę. Czytelnicy „Metra” są pewnie także i czytelnikami „Wysokich Obcasów”, pomyślałem sobie, więc się przekonają, że to nie mój sado-faszyzm, tylko dobra recepta na wychowanie… I gdy tak myślałem, zobaczyłem na stronie „Wysokich Obcasów”, tuż obok wyżej wymienionego artykułu, nagłówek innego tekstu. Zaczynał się od słów: „Laptop dla pierwszaka”. I dalej było o tym, że dzieci już od pierwszej klasy muszą być podłączone do komputera, internetu i Babilonu, bo inaczej będą elektronicznie wykluczone. Gdzie jest redaktor prowadzący?! - zapytałem sam siebie. Czy nie widzi sprzeczności między tymi dwoma artykułami? A może sam już należy do e-pokolenia i ma tak supepodzielną uwagę, że aż żadną? Dziwna praktyka: najpierw opłakać dzieci, które żyją w e-bezmózgowiu. A potem je dobić, dając im laptop w pierwszej klasie. Nie zaprzeczam, że wykluczenie elektroniczne może byc poważnym problemem - ale przede wszystkim dla osób starszych, które nie mają lub nie znają internetu, a otoczenie wymaga od nich, żeby coraz więcej spraw załatwiały przez internet. Co do dzieci, to trzeba je jak najszybciej z elektroniki wykluczyć (oj, chyba czeka nas ciężka rozmowa z Martynem, jak wróci ze szkoły).


Opłakać i dobić - napisałem te słowa i nagle zdałem sobie sprawę, że podsumowują one to, co elita medialno-polityczna robi z naszą cywilizacją. Publiczna służba zdrowia źle funkcjonuje? Opłakać i dobić. Czytelnictwo spada? Opłakać i dobić, likwidując biblioteki. Rząd wspólnie z mediami ubolewa nad jednym i drugim, a potem specjalnym rządowym sztylecikiem zadaje tak zwany cios miłosierdzia. Być może trzeba zmienić tytułowanie członków rządu. Premier powinien być Głównym Żałobnikiem, minister Rostowski Wielkim Sztyletowym, a zamiast młodych padawanów mieliby młodych pawulonów.


Dlatego chociaż akceptuję ostatnie posunięcia Tuska co do ZUS-u i OFE, to chwilami ogarnia mnie lekkie przerażenie. Czemu Tusk nagle zapłakał nad ZUS-em? Kiedy krokodyl nad czymś płacze, to zły znak. Może Tusk chce, żeby wszystkie składki trafiały do ZUS-u, tylko dlatego, że chce potem ZUS w całości, za jednym zamachem - sprywatyzować? Platforma zdolna jest do takich rzeczy, nawet konstytucję mogłaby zmienić w tym celu, gdyby było trzeba. Śmiejcie się, że zwariowałem, że na to się nie odważą - a już widzę oczyma duszy skutki tej TusKatastrofy.


Ja na szczęście niewiele stracę. Dostałem pismo z ZUS-u, że wysokość mojej hipotetycznej emerytury na dziś wynosi 180 złotych. W trzecim filarze też nie oszczędzałem. Pamiętam, że parę lat temu wszyscy znajomi z tego powodu nade mną biadali, przypominali mi o koniku polnym i mrówce. A ja przypominałem, jak się ta bajka konczyła w The Muppet Show: „Kiedy przyszły mrozy, konik polny wsiadł do swojego mercedesa i odjechał na Florydę. A mrówkę ktoś rozdeptał”. Mrówkę zawsze ktoś rozdepcze. Ktoś rozdeptał mrówkom drugi i trzeci filar, ktoś może im rozdeptać i pierwszy. Tyle że to nie ja jeżdżę tym mercedesem. Jeździ nim ten, co depcze. Wszystkim funkcjonariuszom finansowego Babilonu życzę maybacha (baaardzo wielki mercedes à la Rydzyk, wymyśliłem kiedyś hasło reklamowe: Kup maybacha, Gwatemalę dostaniesz w promocji). A Maciejowi Ślesickiemu życzę, żebyśmy go nie musieli opłakać i dobić.
www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/Oplakacidobic/menuid-215.html
    • grgkh O racji absolutnej 02.04.11, 19:19
      Będzie krytycznie o braku krytycyzmu.

      napisał:

      > Tomasz Piątek

      > Chociaż akurat ja nie czczę Małysza (tak samo jak tego drugiego pan
      > a).

      Też nie czczę.

      > Nie czczę żadnego człowieka oprócz Jezusa.

      Ja wyżej. Nie czczę nikogo. Ale szanuję ludzi i ich różne prawa do tego, do czego sam sobie prawa daję.

      > A jeśli chodzi o Małysza, to ewa
      > ngelik, który bierze ślub katolicki, nie budzi we mnie zaufania

      Dziwne, ale dość charakterystyczne: INNI SĄ GORSI. Ze względu na religię.

      > (bo przy zawier
      > aniu takiego ślubu musi przysiąc przed katolickim księdzem, że dzieci będą wych
      > owywane po katolicku - co to za ewangelik, który godzi się na coś takiego?).

      To powyżej pisałem dlatego że chcę się wypowiedzieć o ostatnim zdaniu.

      Otóż ja kiedyś też zawierałem w kościele katolickim ślub. Przyszła żona była katoliczką, a ja występowałem jako "inny" (wtedy mówiłem o sobie, że wstrzymuję się od rozważań na temat istnienia boga, co dziś nazywam ateizmem). Z księdzem, sympatycznym jegomościem, ustaliliśmy szczegóły ceremonii i ich logiczne znaczenie. Nie było tam nic o tym, jakobym miał coś przysięgać (zresztą na co?). Miałem się ograniczyć (co uczyniłem w stosownym momencie) do wypowiedzenia formułki-deklaracji, że nie będę utrudniał/przeszkadzał żonie w wychowaniu dzieci zgodnie z jej religią.

      Wydaje mi się, że jest kolosalna różnica pomiędzy tym, co mówi tutaj pan Piątek o zasadach tej samej religii, o których ja usłyszałem wówczas. A ja się zastanawiam, kto przegiął - on teraz czy tamten ksiądz wtedy? Czy to jest na pewno ta sama religia i ten sam bóg?

      > Ma
      > my dwóch polityków-ewangelików, którzy wzięli katolickie śluby, i obaj panowie
      > stanowią dwie bliźniacze rymujące się katastrofy. Chodzi mi o Buzka i Tuska (ta
      > k, tak, Tusk w latach 90. przyznawał półgłosem, że jest luteraninem, ale potem
      > stwierdził, że Warszawa warta jest mszy, że lepiej nie budzić zmieszania u swoj
      > ego katolickiego elektoratu - i w związku z tym o swoim backgroundzie już nie m
      > ówi).

      Ja też po ślubie, choć w miarę upływu czasu byłem "coraz bardziej" niewierzący smile, prowadziłem na prośbę żony nasze dzieci do kościoła. Nie uważam, żeby z tego wynikała jakaś hipokryzja. O wierze i niewierze wypowiadam się w związku z tym, co ja uważam za prawdziwe lub nie będące takim (fałszywe lub nieokreślone). Obecność w jakimś miejscu i czasie w rytuale WRAZ Z INNYMI LUDŹMI nie jest deklaracją, że coś się uznaje. Można gdzieś być. A być to nie to samo, co mieć jakieś zdanie o prawdziwości idei. Poza tym człowiek POWINIEN mieć możliwość zmiany zdania i deklarowania co chwilę czegoś innego. To nie jest cyrograf podpisany i egzekwowany do końca żywota. Nie jesteśmy niewolnikami i nikt nie ma prawa nas zmuszać byśmy takimi byli - ani niewolnikami czyimiś, ani niewolnikami idei.

      > Skutki BuzKatastrofy przeżywamy właśnie teraz (upadek służby zdrowia, upa
      > dek szkół, upadek OFE). Skutki TusKatastrofy czekają nas pewnie za dziesięć lat
      > . A że w naszych czasach wszystko dzieje się coraz szybciej, to może i za pięć.
      > Ale o tym za chwilę.

      To ja też rozbiję to na części i reszta "za chwilę"...
    • grgkh Re: Opłakać i dobić 02.04.11, 20:02
      napisał:

      > Tomasz Piątek

      > Ale wyżej opisana ślesicka sprzeczność jest niczym w porównaniu ze sprzeczności
      > ą, jaką zobaczyłem wczoraj na stronie internetowej „Wysokich Obcasów̶
      > 1;. Obok siebie były dwa artykuły. Jeden, który polecam, nazywa się „Wyma
      > rły dom czworga ludzi i opowiada o pewnej pani socjolog, która miała dosyć tego
      > , że każde z trojga jej dzieci zamyka się w swoim pokoju ze swoim telewizorem,
      > komputerem, iPhonem, iPadem - i odłączyła im prąd. Dzieci nie tylko zaczęły na
      > nowo obcować ze sobą i czytać książki, ale osiągnęły też fantastyczne wyniki w
      > nauce. Bo nauka w bibliotece jest prawdziwą nauką, w przeciwieństwie do kompute
      > rowo-internetowego półsnu mózgu. Pani socjolog zdementowała też twierdzenia nie
      > których naukowców, zgodnie z którymi e-pokolenie ma superpodzielną uwagę i umie
      > się skoncentrować na kilku rzeczach naraz. Wręcz przeciwnie, powiedziała - na
      > niczym nie umieją się skoncentrować. Przypomina mi się, jak powiedziałem kiedyś
      > w wywiadzie dla pisma „Metro”, że media elektroniczne powinny być
      > dozwolone od 18 roku życia, a młody człowiek, który dopiero uczy się żyć, powin
      > ien mieć dwie rozrywki: sport i książki. Czytelnicy „Metra” zareago
      > wali przerażeniem i oburzeniem. A teraz proszę. Czytelnicy „Metra”
      > są pewnie także i czytelnikami „Wysokich Obcasów”, pomyślałem sobie
      > , więc się przekonają, że to nie mój sado-faszyzm, tylko dobra recepta na wycho
      > wanie… I gdy tak myślałem, zobaczyłem na stronie „Wysokich Obcasów”,
      > tuż obok wyżej wymienionego artykułu, nagłówek innego tekstu. Zaczynał
      > się od słów: „Laptop dla pierwszaka”. I dalej było o tym, że dzieci
      > już od pierwszej klasy muszą być podłączone do komputera, internetu i Babilonu
      > , bo inaczej będą elektronicznie wykluczone. Gdzie jest redaktor prowadzący?! -
      > zapytałem sam siebie. Czy nie widzi sprzeczności między tymi dwoma artykułami?

      A może sprawa jest prostsza. Ani jedna, ani druga hipoteza nie została w bezwzględny sposób zweryfikowana. Żadna z nich nie jest prawdą absolutną, od boga daną. Może obie dla jakiegoś zakresu innych, nieopisanych tu dodatkowo parametrów dają pozytywny wynik? I czy to źle, że podaje się nam jednocześnie różne, sprzeczne tezy pokazując, że prawdy trzeba sobie poszukać? Dla mnie, jako przyzwyczajonego do samodzielności wyciągania wniosków, jest to komfortowa sytuacja - nie muszę szukać potwierdzenia, że czeka mnie praca myślowa i ewentualność zbłądzenia, gdybym przyjął domyślnie, że jeden tylko, ten opublikowany pogląd jest prawdziwy.

      > A może sam już należy do e-pokolenia i ma tak supepodzielną uwagę, że aż żadną
      > ? Dziwna praktyka: najpierw opłakać dzieci, które żyją w e-bezmózgowiu. A potem
      > je dobić, dając im laptop w pierwszej klasie.

      Usłyszałem bardzo niedawno omówienie tej kwestii w TOKFM - porównywano dzieci z Finlandii i Rumunii (chyba to te państwa podano, jeśli pamiętam, a pamięć mam nienajlepszą) w podobnej sytuacji. Całkowicie odmienne skutki tej "terapii komputerem" wytłumaczono tym, że w Finlandii oprócz komputera znaleźli się bardziej odpowiedzialni i świadomi tego rodzice, którzy nadzorowali kontakt dzieci z komputerami, a w Rumunii całkowicie zignorowano ten aspekt.

      > Nie zaprzeczam, że wykluczenie e
      > lektroniczne może byc poważnym problemem - ale przede wszystkim dla osób starsz
      > ych, które nie mają lub nie znają internetu, a otoczenie wymaga od nich, żeby c
      > oraz więcej spraw załatwiały przez internet.

      O osobach starszych, to ja mam też do powiedzenia. Jestem taką osobą. I zauważyłem, że moje pokolenie często ma te trudności. Mnie się ich udało uniknąć, gdyż należałem do "niehumanistów" (według tej definicji jest nim każdy dobrze się czujący w naukach ścisłych, a humanistami muszą być ci, którym "brakuje" takich kompetencji) wink.

      > Co do dzieci, to trzeba je jak naj
      > szybciej z elektroniki wykluczyć (oj, chyba czeka nas ciężka rozmowa z Martynem
      > , jak wróci ze szkoły).

      Jeśli to na poważnie, to współczuję dziecku ze względu na rodzica, który tak rozumie świat.

      > Opłakać i dobić - napisałem te słowa i nagle zdałem sobie sprawę, że podsumowuj
      > ą one to, co elita medialno-polityczna robi z naszą cywilizacją. Publiczna służ
      > ba zdrowia źle funkcjonuje? Opłakać i dobić. Czytelnictwo spada? Opłakać i dobi
      > ć, likwidując biblioteki. Rząd wspólnie z mediami ubolewa nad jednym i drugim,
      > a potem specjalnym rządowym sztylecikiem zadaje tak zwany cios miłosierdzia. By
      > ć może trzeba zmienić tytułowanie członków rządu. Premier powinien być Głównym
      > Żałobnikiem, minister Rostowski Wielkim Sztyletowym, a zamiast młodych padawanó
      > w mieliby młodych pawulonów.

      To przeraża. Cywilizacja pozoru. Niemniej moje zdanie jest takie, że bez popytu nie ma podaży. Najwidoczniej tłuszcza wokół nas jest tego rodzaju, że tą metodą najłatwiej do niej dotrzeć. Bardzo źle to o niej, czyli sumie nas wszystkich, świadczy.

      > Dlatego chociaż akceptuję ostatnie posunięcia Tuska co do ZUS-u i OFE, to chwil
      > ami ogarnia mnie lekkie przerażenie. Czemu Tusk nagle zapłakał nad ZUS-em? Kied
      > y krokodyl nad czymś płacze, to zły znak. Może Tusk chce, żeby wszystkie składk
      > i trafiały do ZUS-u, tylko dlatego, że chce potem ZUS w całości, za jednym zama
      > chem - sprywatyzować? Platforma zdolna jest do takich rzeczy, nawet konstytucję
      > mogłaby zmienić w tym celu, gdyby było trzeba. Śmiejcie się, że zwariowałem, ż
      > e na to się nie odważą - a już widzę oczyma duszy skutki tej TusKatastrofy.

      Moim zdaniem to jest pozostawianie sobie niezaryglowanej furtki na przyszłość, a w reszcie populizm. Ale tu znów powiem to samo, przykre dla nas wszystkich: jeśli jesteśmy głupcami, którymi daje się populizmem kierować to znajdzie się ten, kto pierwszy go użyje, a pozostali już nie mają wyjścia i, by nie przegrać, „powinni” posłużyć się jego adekwatną dawką.
      • diabollo Re: Opłakać i dobić 03.04.11, 21:29
        Czcigodny Grgkh,

        Rozumiem i nie oceniam.
        Rozumiem też pana Piątka.

        W moim przypadku - chyba (a nawet napewno) miałem wielkie szczęście.
        Moja żona (jedna i ta sama od zawsze, czyli od liceum) w kwestii zabobonów i katolickich szopek ma takie samo zdanie co ja. Więc nigdy żadnych kato-ślubów nie braliśmy.

        W ogóle, to moja żona twierdzi, że jeżleli ktoś w naszej rodzinie ma pierdolca na punkcie religii, to właśnie jestem ja - vide moja zaangażowanie forumowe i antyklerykalizm.
        Jej do pełni szczęścia wystarczy (w tym podobna jest chyba trochę do czcigodnej Kory), kiedy kato-kler nie włazi w jej życie z butami, o co, szczególnie na emigracji i zdala od Polski, przecież nie jest trudno.

        Kłaniam się nisko.
    • gaika Re: Opłakać i dobić 03.04.11, 12:01
      Trzy refleksje:

      1. Nie po raz pierwszy zauważam, że przedstawiciele różnych wyznań traktują siebie nawzajem jak konkurencję.

      2. Zdecydowanie wolę(a i zdrowiej), kiedy ludzie 'kultywują' coś pozytywnego, radosnego, optymistycznego(Małysz), nawet w nadmiarze (do czego mamy skłonność), w miejsce powstań warszawskich i spadłych samolotów.

      3. Kompletnie nie rozumiem alternatywy -'książka albo prąd'. A już zupełnie szokujące jest wyznanie, że przekaz medialny powinien być podany w postaci zmiksowanej zupki, bo inna forma grozi przepaleniem zwojów.
      • grgkh Re: Opłakać i dobić 03.04.11, 12:31
        gaika napisała:

        > Trzy refleksje:
        >
        > 1. Nie po raz pierwszy zauważam, że przedstawiciele różnych wyznań traktują sie
        > bie nawzajem jak konkurencję.

        Też to zauważyłem. A potem sobie pomyślałem, że może chodzi o to, że w mnogości tego, co się lęgnie w ludzkich głowach, przetrwać ma szansę to, co "umie zawalczyć o swoją pozycję". Tak jest ze wszystkim. To jest podstawowa cecha przystosowania. Najpierw umieć się obronić, a potem, jako doskonalsza wersja, spróbować zaatakować, bo można uzyskać jeszcze więcej.

        I tak oto narzędzie do ogłupiania, czyniące z ludzi niewolników umysłowych, wciąż ewoluuje, a reguła przetrwania pozostawia te najbardziej agresywne. Wśród wielu możliwych religii odbywa się selekcja - zamierają, tracą na znaczeniu łagodne, a zwyciężają i dominują mające potencjał agresji. Mogą się chwilowo maskować, odcinać od niewolnictwa, dyskryminacji, żądzy krwi, ale agresja jest w nie wpisana, bo to narzędzie do zapanowania nad umysłami, którego metodą dostępu do nich jest nie wątpienie ale pewność.

        > 2. Zdecydowanie wolę(a i zdrowiej), kiedy ludzie 'kultywują' coś pozytywnego, r
        > adosnego, optymistycznego(Małysz), nawet w nadmiarze (do czego mamy skłonność),
        > w miejsce powstań warszawskich i spadłych samolotów.

        I ja też.

        > 3. Kompletnie nie rozumiem alternatywy -'książka albo prąd'. A już zupełnie szo
        > kujące jest wyznanie, że przekaz medialny powinien być podany w postaci zmiksow
        > anej zupki, bo inna forma grozi przepaleniem zwojów.

        I z tym się zgadzam.
Pełna wersja