oby.watel
07.07.11, 15:42
Po szóstej rano śpiącą rodzinę obudziło łomotanie do drzwi. Nie, tym razem to nie Białoruś. Nie, tym razem to nie ABW w sprawie "lekceważenia konstytucyjnych organów państwa". To polski sąd z troską pochylił się nad losem dziecka. Grupa umundurowanych policjantów i kilku kuratorów we wtorek bladym świtem wywlekła pięcioletnie dziecko z łóżeczka, w pidżamie, nie pozwalając nawet spakować rzeczy, zabrać ulubionej przytulanki, zrobić kanapek ani pożegnać matki. Kuratorzy stwierdzili, że nie są od dyskusji, tylko od realizowania postanowienia sądu. Wszystko działo się przy przeraźliwym krzyku i płaczu dziecka, które błagało by go nie zabierać i wołało: - Mamuniu, ratuj! Matka stała bezradna próbując wytłumaczyć dziecku, że porywają je nie bandyci, lecz przedstawiciele polskiego wymiaru sprawiedliwości, który w swych działaniach zawsze kieruje się dobrem dziecka...
Kobieta twierdzi, że cały czas była brutalnie przytrzymywana. Policjanci nie puścili jej nawet, gdy mówiła, że jest w piątym miesiącu zagrożonej ciąży. Przez kilka godzin nie miała pojęcia, gdzie jest chłopiec - kuratorzy nie odbierali telefonów od niej. W końcu sama pojechała do sądu. Tam usłyszała od kuratorki: - Kontaktów matki z dzieckiem nie będzie. Niech się teraz dogadują prawnicy obu stron.
Ani sąd ani nikt inny, nie miał nigdy zastrzeżeń co do sposobu sprawowania przez Barbarę L. opieki nad Piotrusiem - matka pracuje, ma bardzo dobre warunki bytowe, nie ma ograniczonej władzy rodzicielskiej; o żadnej patologii nie ma mowy. Co więcej, Piotruś - bardzo chwiejny emocjonalnie, przebywający pod opieką neurologa - od kilku lat mieszka wyłącznie z Barbarą L. i jest z nią bardzo silnie związany. To wszystko bezspornie wynika z akt sprawy. Na ojca, prof. J., którego w zasadzie nie zna i nie ma z nim żadnej więzi, reagował panicznym lękiem. Piotruś był wielokrotnie świadkiem awantur pomiędzy rodzicami, widział, jak ojciec zepchnął matkę ze schodów (prof. J jest oskarżony o uszkodzenie ciała byłej żony i groźby karalne wobec jej rodziny; sprawa karna toczy się w sądzie od 2008 r.).
Cała sprawa jest opisana tutaj. Od komentarzy jednak lepiej się powstrzymać. W końcu sąd to bądź co bądź "konstytucyjny organ" tego państwa. Uświęcony w większości krzyżem na ścianie i właściwym systemem wartości wyznawanym przez przedstawicieli. No i niezależnym. Także bezpieczniej nie dociekać od czego.
Podobnej przemocy doświadczyły tylko dzieci odbierane siłą matkom przez hitlerowców. Ale to była zbrodnia, ponieważ okupant nie kierował się dobrem dziecka.