- takie zaskakujące dane statystyczne podał ostatnio PAP. Mowa nie o skrajnie biednych ludziach, mowa o statystycznej Polce.
Przyznam się, ze jestem z lekka zszokowana i ... no jakoś nie wierze w te dane ) Nie tylko dlatego, że Polki na tle innych nacji wypadają jesli chodzi o ubrania wcale nieźle. Takze z innych powodów: po pierwsze sama nie szaleje z ubraniami

Mam na mysli to, że nie mam zakupomanii, nie kupuję rzeczy zbednych tylko dlatego, ze modne, albo mi sie spodobało, a nie zastanawiam sie do czego ja to u licha załozę.
Nie mam też markomanii - kupuję kieruykjac się owszem gatunkiem, ale nie metką. A wiec takze na bazarze. Mozna tam kupić rzeczy naprawde tanie, ale 100 złotych miesiecznie wystarczyłoby na 3 bluzeczki letnie i spódnicę, no moze japonkio jakieś do tego. Buty takze bazarowe (unikam takowych, bo moje stopy sa bardzi wrazliwe), ale ceny znam, są znacznie droższe, niż letnie ciuszeczki, podobnie jak odzież zimowowa czy jesienna. Opracowanie papowskiej info, które czytałam opierało sie na przekonaniu, że POlki chetnie korzystają z odzieży z drugiej reki. Czyli popularnych "szmateksów" i coraz popularniejszych wymian miedzy znajomymi sobie osobami, a takze mniej znajomymi .
Owszem, choć sama nie mam przekonania do "ciuchlandów" wiem, ze mozna w nich kupic całkiem fajne rzeczy po bardzo atrakcyjnych cenach. Przyznam się, ze mnie osobiscie nie neci chodzenie w czyichś bądź co bądź ciuchach, ale mam wswiadomosc, ze po prostu to jakieś tam moje widzimisie. Sama mam jedną rzecz z "ciuchlandu", którą po prostu kocham - króciuką , maleńką kurteczkę jeansową, nawet nie wiem jakiej marki, ale prezefajną dla mnie

Wypatrzyłam ją na wystawie, kosztowała 30 złotych

Nówka, z metką. Odrzuca mnie mysli o noszeniu czyichś spodni, bluzki, czy o zgrozo - biuelizny (taka też się zdarza w ciuchlandach). Co innego pasek, torebka, czy korale. JA lubię dotatki, ale nie mam ich w kazdym mozliwym kolorze i nie niszcze wiec nie korzystam z tych ofert, ale jedna z moich kolezanej robi z rzeczy kupionych w sh prawdziwe cudxeńka. Tylko, ze ona wydaje na te gadżety same pewnie ze stówkę miesiecznie, nie liczac tego, co musi dokupic, zeby je "przerobić" pod siebie. Co do wymiany ciuchów, czy też oddawania nietrafionych zakupów komuś - zdarza się, ale raczej ta druga opcja - chodzoi o rzeczy nowe. Rzadko zdarza mi się kupić coś co mi potem nie pasuje, ale zdarza mi sie czasem dostać

Jesli się komuś podoba, chetnie oddam, dlaczego nie, ale rzecz taką uzywaną to raczej bym się krepowała. Sama dostałam sporo ciuchów niechodzonych, albo prawie, jak moja siostra zaszła w ciąze i szybko przestały być na nią dobre.
JAsne, są wyprzedaze posezonowe, ale ceny u nas nie spadają na nich tak wspaniale, jak na zagranicznych (na razie). Tak wiec w owoą stówkę trudno mi uwierzyć.
A wy jak myslicie? JAkie macie obserwacje? Wiarygodne, czy nie? Przypominam, mowa o statystycznej Polce, a nie o kimś w biedzie.