Sprawa Nergala
Cezary Michalski
Siłę polityczną Kościoła w Polsce należy albo obalić (w wyniku podjętej i prowadzonej świadomie walki politycznej) albo się z nią na poważnie liczyć. Wszystkie inne zachowania, a szczególnie popełniane bez świadomości ich konsekwencji, są objawem bezdennej politycznej głupoty.
Juliusz Braun nie panuje nad instytucją, do której posłało go PO, nie wie, co się w niej dzieje, nie wie, jakie są konsekwencje działań podejmowanych przez niego i jego podwładnych. Jeśli Braun nie wycofa Nergala, PiS zaszczuje słabe polskie świeckie państwo na śmierć przy użyciu sfory biskupów. Jeśli Braun wycofa Nergala pod naciskiem biskupów poszczutych przez PiS, i tak już słabe polskie świeckie państwo zostanie jeszcze bardziej osłabione, jawnie upokorzone. W każdym wypadku kasę z zielonego stolika kampanii wyborczej zgarnie Jarosław Kaczyński. Brawo panie Braun. Brawo panowie z Kancelarii Prezydenta, którzyście takiego politycznego mędrca na jedno z najważniejszych stanowisk w słabym polskim świeckim państwie wysłali.
Ja bym na miejscu Brauna Nergala do telewizji nie zapraszał, chyba żebym to robił świadomie i celowo – aby rozpocząć wojnę o ograniczenie politycznej siły Kościoła i wzmocnienie świeckiego państwa. Ale wówczas Braun powinien tę walkę rozpocząć nie od straszenia „rockowym satanistą” milionów polskich katolików nierozumiejących zasady świeckości państwa (i telewizji publicznej), bo nikt im - łącznie z prezydentem i częścią PO – nigdy zasady świeckiego państwa nawet nie próbował tłumaczyć. Zacząłbym tę walkę od zmuszenia Bronisława Komorowskiego, żeby nie chodził jako prezydent świeckiego państwa na wszystkie możliwe katolickie procesje, i to za każdym razem w towarzystwie kamer. Zacząłbym tę walkę od przekonania Rafała Grupińskiego, że ks. Piotr Skarga nie nadaje się na kulturowego patrona PO i świeckiego polskiego państwa, bo ks. Skarga miał świeckie polskie państwo w dupie, a na I Rzeczpospolitej zależało mu wyłącznie jako na narzędziu Kontrreformacji – najbardziej cynicznego i antyreligijnego pomysłu Kościoła na utrzymanie politycznej władzy w Europie. Dopiero gdybym załatwił te dwie pierwsze rzeczy, myślałbym o zapraszaniu Nergala do telewizji publicznej jako jurora „The Voice of Poland”.
Ale intencją Brauna nie była obrona świeckiego państwa (i świeckiej telewizji publicznej). On bowiem, jak mu się przyglądam od lat, w swoich zachowaniach publicznych żadnej dającej się wyartykułować „intencji” nigdy nie wykazywał, bo do myślenia politycznego jest po prostu niezdolny. On Nergala do telewizji zaprosił ot tak sobie, nie mając pojęcia, co robi. Znów powstaje wątpliwość, kto takiego człowieka na jedno z najważniejszych stanowisk w naszym bardzo słabym świeckim państwie posłał.
Braun powinien był zatem Nergala do telewizji zaprosić tylko wówczas, gdyby potrafił go obronić przed Kościołem poszczutym przez Kaczyńskiego, Lisickiego i innych niewierzących. Tymczasem Braun Nergala do telewizji zaprosił bezmyślnie, a obronić go nie będzie potrafił. Wszystko spadnie na Tuska (nawet nie na Komorowskiego, bo Komorowski nadaje się do posiadania 70-procentowego poparcia społecznego, a nie do polityki, to są zupełnie inne kompetencje, nawet w epoce wszechwładnego pi-aru). Braun w postaci Nergala dał do ręki Kaczyńskiemu broń w kampanii wyborczej tak skuteczną, jak Smoleńsk. Bez końca będziemy musieli słuchać wycia poczciwych skotłowanych polskich katolików i wycia niewierzących cyników ze ścisłego kierownictwa PiS, ze ścisłego kierownictwa „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”, ze ścisłego kierownictwa „Gazety Polskiej”. Wiedzą, jaką gratkę dostali do ręki. Zamach w Smoleńsku musieli sobie wymyślać, głupota Juliusza Brauna jest realna i została im podana na tacy. Tusk za ten błąd przydupasów medialnych Komorowskiego politycznie zapłaci.
Jeśli już jednak mleko się rozlało, jeśli rozlał je mędrzec Braun, to konserwatywno-liberalny socjaldemokrata, taki jak ja, znalazł się w sytuacji bez wyjścia – podobnie lewicowa Krytyka Polityczna, a także parę słabych liberalnych środowisk (naprawdę są jeszcze jakieś?) w tym kraju. Musimy obecności Nergala w świeckiej telewizji publicznej bronić przed Kościołem poszczutym przez Kaczyńskiego, który robi to absolutnie cynicznie, absolutnie instrumentalnie, używając do tego celu Jarosława Sellina kompromitującego pojęcie konserwatyzmu w Polsce na wieki.
Nie bronię (i nie zachęcam innych do obrony) Nergala drącego Biblię na swoim koncercie (choć tak samo bym protestował, gdyby świecki sąd za to go skazał). Tak się zdarzyło, że czytałem zarówno Biblię, jak też pisma Aleistera Crowleya, najciekawszego spośród „satanistów”. I jakkolwiek pisma Crowleya są miejscami ciekawe, a miejscami zabawne, to Biblia, wbrew temu, co przy jej darciu wykrzykiwał Nergal, zawiera nieco mniej „kłamstw” o naturze ludzkiej (choć też je zawiera), niż „satanistyczna biblia” Crowleya. Nergal śpiewa też poemat Tadeusza Micińskiego Lucifer („Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży, lecący z jękiem w dal…”

ale to, że Miciński był bardziej religijny od Kaczyńskiego czy Lisickiego nie ulega dla mnie, jako polonisty, najmniejszej wątpliwości (dobrze że Ziemkiewicz na polonistyce żadnych lektur nie czytał, bo by studia z oburzenia przerwał).
Zatem nie zgadzając się z jego oceną Biblii, bronię obecności Nergala jako jurora w świeckim popowym programie muzycznym nadawanym w świeckiej telewizji publicznej. Bronię, bo nie mogę inaczej. Jako zwolennik świeckości państwa, szanujący chrześcijaństwo, ale jako wiarę religijną, a nie ideologię państwową, byłbym cynikiem i świnią, gdybym Nergala przed cynicznym i niewierzącym Kaczyńskim oraz cynicznym i niewierzącym Lisickim nie bronił. Także KP i nieliczne, słabe liberalne środowiska w Polsce (jakoś ich nie widać, kiedy naprawdę coś się w tym kraju politycznie dzieje i coś trzeba zrobić, a nie tylko godnie polemizować z KP – szanowni panowie i szanowne panie z „Kultury Liberalnej” i „Liberte”

są moim zdaniem zmuszone bronić słabego świeckiego państwa przed Kościołem występującym w tej konkretnej sytuacji nie jako instytucja religijna, ale jako patologiczna świecka instytucja władzy. I muszą go bronić przed patologicznymi politykami, którzy Kościół wykorzystują. Bo cała ta banda, korzystając ze słabości świeckiego państwa w Polsce – a upartyjnione świeckie państwo jest szczególnie słabe w apogeum partyjnej kampanii wyborczej – chce słabe świeckie państwo zniszczyć do końca. Żeby zniszczonemu przez siebie świeckiemu państwu wydrzeć możliwość uchwalania i egzekwowania prawa, żeby zrobić swoje do końca, w kwestii ustawy aborcyjnej i w każdej innej kwestii, o której sobie przypomną.
Kościół wie dobrze, że ma znowu szansę rzucić się świeckiemu państwu w Polsce do gardła, tak jak po Smoleńsku. Kaczyński też zrozumiał wyjątkowość okazji i przy okazji Nergala Kościół na świeckie państwo precyzyjnie szczuje. Nie dlatego, że sam świeckiego państwa nie lubi, a wyłącznie dlatego, że w tym akurat momencie świeckim państwem kieruje Tusk, a nie on. A dla Kaczyńskiego żadna instytucja nie ma żadnej wartości. Ma dla niego wartość wyłącznie jego własna nad daną instytucją władza. Jak sam traci władzę nad instytucją (na przykład nad świeckim państwem), to nie ma żadnego wewnętrznego oporu, żeby instytucję przez siebie „utraconą” zniszczyć do fundamentów. Dlatego ostatecznie nie jest jednak politykiem tragicznym, a wyłącznie szkodliwym.
CDN...