Dodaj do ulubionych

uczta sie angola, bo nie wyjdzieta z katoprzedszko

03.10.11, 08:38
la, polskie dziecioki!
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: uczta sie angola, bo nie wyjdzieta z katoprze 03.10.11, 10:08
      Prędzej kraj swój zrujnujemy niż się wiary przodków wyrzekniemy. Szkoła zaś czynnie bierze udział w przygotowaniu narodu do roli parobków coraz niżej ustawiając poprzeczkę i w zasadzie nie ucząc.
      • chickenshorts Re: uczta sie angola, bo nie wyjdzieta z katoprze 03.10.11, 13:33
        oby.watel napisał:

        > Prędzej kraj swój zrujnujemy niż się wiary przodków wyrzekniemy. Szkoła zaś czy
        > nnie bierze udział w przygotowaniu narodu do roli parobków coraz niżej ustawiaj
        > ąc poprzeczkę i w zasadzie nie ucząc.

        Ha, te zasady, tzn 'ta zasada':
        www.krasp.org.pl/members/ignatianum



        • grgkh Re: uczta sie angola, bo nie wyjdzieta z katoprze 03.10.11, 16:15
          chickenshorts napisał:

          > oby.watel napisał:
          >
          > > Prędzej kraj swój zrujnujemy niż się wiary przodków wyrzekniemy. Szkoła z
          > aś czy
          > > nnie bierze udział w przygotowaniu narodu do roli parobków coraz niżej us
          > tawiaj
          > > ąc poprzeczkę i w zasadzie nie ucząc.
          >
          > Ha, te zasady, tzn 'ta zasada':
          > www.krasp.org.pl/members/ignatianum

          Wygląda na to, że "prawda jest tylko jedna" smile i - jak widać na przykładzie - skuteczna.
      • grgkh Re: uczta sie angola, bo nie wyjdzieta z katoprze 03.10.11, 16:13
        I argument z równoległej półki, który ostatnio zdarzyło mi się usłyszeć z okazji bezrobocia:

        Przecież jest tak wielu młodych, którzy znają język obcy, ale i tak pracy i godziwej płacy (AUTOMATYCZNIE) z tego powodu nie dostają.

        Co ma uzasadniać, że nie warto... Czy komuś zależy na tym, by tak absurdalne tezy upowszechniać?
    • zawszekacperek Re: Dziecinada 03.10.11, 17:54
      Na świecie żyje kilkaset milionów ludzi, którzy biegle posługują się językiem angielskim (i nie tylko).
      Znajomość tego języka
      nie daje żadnych przywilejów. Sporo z nich żyje w skrajnej nędzy ekonomicznej i kulturowej. Tak więc język angielski nie jest kluczem do sukcesu. Kluczem do sukcesu jest profesjonalizm i nikła konkurencja w dziedzinie, na którą jest aktualnie zapotrzebowanie na globalnym rynku pracy. Sukcesem jest np. gdy rząd płaci bardzo dobrze wybitnemu fizykowi jądrowemu, żeby ten nic nie robił. Natomiast, gdy ten wybitny fizyk zajmuje się np. sprzedażą frytek, aby przeżyć i utrzymać rodzinę, to już jest jego straszna porażka.
      BTW. Kilkadziesiąt lat temu niejaki Alvin Toffler w swoich pracach przewidział i zasygnalizował problemy związane z pracą, które obecnie nas dotykają. Warto zapoznać się nasza polska i europejska młodzieży w jednym z jego przemyśleniami.

      Kacperek
      • chickenshorts Re: Dziecinada 03.10.11, 19:10
        zawszekacperek napisał:

        > Na świecie żyje kilkaset milionów ludzi, którzy biegle posługują się językiem a
        > ngielskim (i nie tylko).
        > Znajomość tego języka
        > nie daje żadnych przywilejów.

        Yep, dr proff., przywilejow zadnych, ale moze chociaz mniejsze dochody chujom w sukienkach (lub spodniach i koloratkach)?

        care to check? I mean, in terms of real money per chuj w sukience by country?...

        > Sporo z nich żyje w skrajnej nędzy ekonomicznej
        > i kulturowej. Tak więc język angielski nie jest kluczem do sukcesu. Kluczem do
        > sukcesu jest profesjonalizm i nikła konkurencja w dziedzinie, na którą jest akt
        > ualnie zapotrzebowanie na globalnym rynku pracy. Sukcesem jest np. gdy rząd pła
        > ci bardzo dobrze wybitnemu fizykowi jądrowemu, żeby ten nic nie robił. Natomia
        > st, gdy ten wybitny fizyk zajmuje się np. sprzedażą frytek, aby przeżyć i utrzy
        > mać rodzinę, to już jest jego straszna porażka.
        > BTW. Kilkadziesiąt lat temu niejaki Alvin Toffler w swoich pracach przewidział
        > i zasygnalizował problemy związane z pracą, które obecnie nas dotykają. Warto z
        > apoznać się nasza polska i europejska młodzieży w jednym z jego przemyśleniami.
        >
        > Kacperek

        A. Toffler... Well... A znasz angielski? (czy tylko lacine?)

        video.google.co.uk/videoplay?docid=-404729062613200911


        • zawszekacperek Re: Musisz być bardzo sfrustrowany, 03.10.11, 20:06
          nie powiem głupi, bo w swoim życiu nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by się uskarżał na brak rozumu, skoro permanentnie epatujesz "ch... w sukienkach". Tak jakby nie było np. ch... w garniturach (bankierzy), ch... w galowych mundurach obwieszonych orderami (wojskowi), zaćpanych ch... w łachmanach (narkomani) itede itepe.

          Operuję nie tylko językiem angielskim. Ale co to ma do rzeczy?

          Kacperek
          • chickenshorts Re: Musisz być bardzo sfrustrowany, 03.10.11, 23:35
            zawszekacperek napisał:

            musze nie musze - bywam

            > nie powiem głupi,

            why? bo ja za moment powiem ‘glupi’ pod Twoim adresem

            > bo w swoim życiu nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by się usk
            > arżał na brak rozumu,

            musisz byc mlody i niewielu watpiacych miec spotkanych

            > skoro permanentnie epatujesz "ch... w sukienkach".

            Czyzbys naprawde nie widzial roznicy w chujostwie, Kacperku? Napij sie whisky skoro nie lubisz whishey... moze byc talisker

            >Tak ja
            > kby nie było np. ch... w garniturach (bankierzy), ch... w galowych mundurach
            > obwieszonych orderami (wojskowi), zaćpanych ch... w łachmanach (narkomani) ited
            > e itepe.

            No wlasnie - nie odrozniazniasz poziomow i jakosci chujostwa - glupi....


            > Operuję nie tylko językiem angielskim. Ale co to ma do rzeczy?


            nie tylko operujesz angielskim? pewnie i niemieckim.... god bless.

            • diabollo Czcigodni, luzu trochę... 04.10.11, 07:44

        • kora3 Jestem za nauką jezyków obcych całym sercem 04.10.11, 20:44
          Qrczaku smile Choć ja osobiscie do takowych szczególnej zdolnosci nie mam (co przekłada sie na dogadanie sie w 3 i rozumienie słowa pisanego w tychże), ale nie nazwałabym tych umiejętnosci biegłą znajonoscią. I nie, ze mi sie nie chciało, albo nie miałam warunków (mozliwosc nauki, wyjazdów) - po prostu nie mam zdolnosci do umiuejetnosci wypowiadania się w jezyku obcym, ze zrozumieniem co pisza i mówią inni - jest duzo lepiej, ale nie rzekłabym, ze jakoś wspaniale.

          Nie powiedziałabym też, zeby w Polsce dzieci, czy młodziez miały jakiś szczególnie trudny dostep do nauki jezyków obcych, w tym tego obecnie najbardziej przydatnego, czyli angielskiego. Wczesniej było gorzej, ale i też nie tragicznie. Ja w podstawówce uczyłam sie w szkole ( w ramach zajec pozalekcyjnych) jezyka niemieckiego od 2 klasy. JAko jezyk obowiązkowy "wszedł" mi w klasie 7, oczywiscie od 5 był rosyjski. W sredniej szkole od 1 do 5 lasy rosyjski i niemiecki, na angielski w ramach zajec pozalekcyjnych , ale w szkole, odpłatnosc groszowa. Na studiacxh - dwa lektoraty - niemiecki kointynuacja przez 6 sem., podstawowy angoelski - 4. W tej chwili o ile wiem zajec z jezyków jest jeszcze wiecej, a dostepnosc do tanich kursów - znacznie wieksza niż kiedyś. Jesli ktoś chce się uczyc - na pewno moze i nie ma problemu.
          Inna sparwa, ze jak napisałam na wtepie - jeden człowiek bedzie jezyków uczył sie z łatwoscia, inny z mniejsza, ale jakoi tako, zeby się porozumieć - nauczy się. Nie ma to nic wspólnego z pamiecią, ani logicznym mysleniem (mam świetną pamiec, a gramatykę pojmuje w lot obcą - mam jednak problem z tym co nazywają "myslenie po jakiemuś tam"). Jakkolwiek wiec Twa odezwa jest słuszna, by sie uczyć angola ( i nie tylko dodam od się), to nie jestem przekonana, czy da to człowiekowi to, o czym piszesz.

          A nie jestem z kilku przyczyn, które pozwole sobie wymienićsmile:

          1. Znajomość jezyka angielskiego na poziomie umozliwiającym swobodna konwersację przestałą być unikatowa, stąd to, ze ktoś umie na poziomie powiedzmy zwyczajnym gadać i pisac nie czyni go na rynku pracy kims wyjątkowym.

          2. Ludzi z bardzo biegłą znajomoscią ww. jezyka też nie jest mało, stąd zarabianie na zycie, jako nauczyciel angola, czy tłumacz nie jest już takie łatwe, jak kiedyś.

          Wiekszosc ludzi ma jakiś tam poziom znajomosci jezyka tegoż, ale nie jest to jedyna rzezc, jaką potrafi . Zwykle ma to "przy okazji" innego zawodu: lekarz, architekt, prawnik, menedżer itd.
          Tyum ludziom jest najłatwiej. Mają swobodny, nieograniczony dostep do literatury fachowej w swej dziedzinie w tym jezyku, mozliwosc gadki z kontrahentami zagranicznymi poza protokołem z tłumaczami itp. Ale z samej znajomosci angielskiego trudno dziś wyzyć, bez innych umiejetnosci. Mam znajomego anglist, 28 latek. Zaczepił sie w szkole na zastepstwo zqa anglistkę w ciązy, wróciła - stracił te prace. Próbował gdzieś tam, w funduuszach unijnych, ale nie ma do tego drygu, w sumie zyje z korepetycji. Da się, ale nie ma etatu, ubezpieczenia, a konkurencja spora, bo wielu nauczycieli tak dorabia.
          Znajomosc angoelskiego stałą się po prostu standardem. Mam takiego przyjaciela, który biehgle mówi paroma jezykami. Angol to pestka, tak samo, jak szwab, czy ukraiński, albo rosyjski, ale gośc jest praktycznie jedynym w okolicy (sporej) tłumaczem z wegra w mowie i piśmie, porozumie się też po holendersku, szwedzku i na poziomie podstawowym - po japońsku. Z zawodu jest administratywistąsmile całe zycie (ma 61 lat, wczoraj skończyłsmile) przepracował w administracji krecąc swoje firmy smile Jezyki to jego hobby i niebywały talent.

          Mozna powiedzieć, że on ma unikatowe umiejetnosci dot. znajomosci jezyków. Polski nigdy mimo podwójnego obywatelstwa (jako i moje polsko-wegierskie) nigdy na stałe opuszczać nie chciałsmile a roboty mu teraz nawet, na emeryturze nie braksmile Na hobby - brak czasem czasusmile Katolikiem nie jest, mama jego (zyjaca szczesliwie w penym uroczym wegoerskim mieście) ochrzciła go protestancko. Sama nigdy religijna nie była, on też smile i ojciec jego - niby katolik tudziez nie.
      • grgkh Re: Dziecinada 03.10.11, 20:46
        Pełna zgoda co do rynku pracy. Decydują zawsze relacje pomiędzy popytem i podażą. Osobiście jestem przykładem kogoś, kto ustawił się pomiędzy dwiema dużymi dziedzinami działalności przemysłowej - pracując w jednej z nich wykorzystuję wiedzę z drugiej, z pożytkiem dla siebie i sporej grupy ludzi z firmy. Pogranicze jest najlepszym terenem do eksploatacji i daje największe szanse, tym bardziej, że konkurencji nie ma wcale. smile

        Ale co do angielskiego jako systemu porozumienia się pomiędzy ludźmi całego świata, głównie na platformie zawodowej, pozwolę się nie zgodzić. Jeśli ktoś woli, to może wybrać esperanto, hula-gula lub inny język, ale nie wydaje mi się, żeby osiągnął sukces. I tu znów mogę podać swój przykład - tym razem moja nędzna znajomość angielskiego bardzo ogranicza moje możliwości zawodowe, ale cóż, nie te lata, emerytura niedługo, więc nie rzucam się na uzupełnianie tej luki, bo nie mam wielkich nadziei na sukces (próbowałem). sad

        I tyle. Amen.
        • chickenshorts edukacja i szkoly ojczyste albo a shape of poland 04.10.11, 02:55
          to come.
          poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,10388547,Opus_Dei_uczy_malych_poznaniakow.html
        • zawszekacperek Re: Dziecinada 04.10.11, 07:21
          Natomiast ja nie mistyfikuję znaczenia języka angielskiego na platformie zawodowej jako klucza do sukcesu. Języki, nazwijmy je umownie "niszowe", mogą się w obliczu wszechwładnej "bezkonkurencyjności" angielskiego też przydać i lepiej służyć w osiągnięciu sukcesu niż angielski.
          Dla przykładu: rosyjski i mandaryński. Ale czy to są języki "niszowe"?

          Kacperek

          P.S. Only for you grgkh. smile
          J. Cezar napominał rodaków, żeby nie brali niewolników z Brytanii, bo ci są tępi i ociężali. W 16 wieków później ci "Tępacy" zbudowali imperium a w 20 w. ze swojego języka zrobili towar eksportowy. Ironia historii.
          • chickenshorts tylko dla Kacperka 04.10.11, 11:39
            how stupid (or cynical) you've got to be to pretend ('...') to miss the point? either an idiot or chuj w sukience, but most probably boyh...
            • chickenshorts Re: tylko dla Kacperka 04.10.11, 11:40
              chickenshorts napisał:

              > boyh...

              sorry, Kacperku, both
              • zawszekacperek Re:Leszczu! 04.10.11, 17:30
                No comments.

                Kacperek
                • chickenshorts Re:Leszczu! 04.10.11, 18:51
                  zawszekacperek napisał:

                  > No comments.
                  >
                  > Kacperek

                  No tak, mozna sie bylo spodziewc, bo uprzedzedzles - 'operujesz'...
          • grgkh Re: Dziecinada 04.10.11, 18:09
            zawszekacperek napisał:

            > Natomiast ja nie mistyfikuję znaczenia języka angielskiego na platformie zawodo
            > wej jako klucza do sukcesu.

            Można poczekać aż jakieś istotne dla nas pozycje literaturowe zostaną przetłumaczone, ale wtedy zostajemy w tyle. I jest z tego powodu żal. Szkoda czasu. Szkoda życia, które jest krótkie i w którym chciałoby się jeszcze coś zrobić.

            Patrzę na moich kolegów, rówieśników, którzy mają jeszcze gorzej niż ja, bo ja to jakoś proste teksty wydukam, a znając z grubsza dziedzinę potrafię się wielu rzeczy domyślić. Radzę sobie, choć widzę, na ile to jest ułomne. W innych dziedzinach (nauki), które mnie ciekawią lub nawet fascynują, niestety, ale tracę dużo.

            Większość materiałów jest po angielsku i uważam, że to bardzo dobrze. To, że jest to angielski ma jeszcze jeden pozytywny aspekt. Języki mają swoje cechy6 charakterystyczne. Co by nie mówić o moim ojczystym, o którym mam dobre zdanie i go bardzo lubię, to właśnie angielski uważam za język wybitnie nadający się do opisów naukowych. Choć nie znam innych, a porównuję go z polskim - i chodzi głównie o słownictwo, zakres znaczeniowy, skróty itp.

            O, sorry, znam przecież również trochę rosyjski, choć go nigdy praktycznie nie eksploatowałem. Ze szkół. smile

            > Języki, nazwijmy je umownie "niszowe", mogą się w o
            > bliczu wszechwładnej "bezkonkurencyjności" angielskiego też przydać i lepiej sł
            > użyć w osiągnięciu sukcesu niż angielski.

            I w tym też jestem za. Najlepiej byłoby znać kilka języków.

            Czytałem coś o wpływie języka na sposób myślenia. Wiadomo, że są idiomy. Ale bywa, że te "niuanse" sięgają bardzo głęboko. Jest taki język, w którym nie istnieje czas przyszły. Spróbuj sobie wyobrazić jak się wtedy myśli. Jak ustala chronologię, planuje działanie. Jak wygląda świat oczami takiego człowieka.

            To jest cecha, która zuboża. Ale przecież są takie cechy, które wzbogacają. Np. mnogość czasów i trybów w angielskim obca myśleniu Polaka. A tu nie chodzi o to, by tłumaczyć i gimnastykować umysł czymś, co wydaje się dziwolągiem, zbędnością. Kultura, która to stworzyła, czuła potrzebę takiej interpretacji rzeczywistości.

            Inny przykład, bodajże jacyś Aborygeni... Nie określają położenia elementów swego otoczenia względnie innych (za, przed, obok itd) lecz względem kierunku północy, który w jakiś dziwny sposób (żyli na łonie natury, nie w zamkniętych pomieszczeniach) potrafią ustalić i pamiętać.

            Umysł pracujący według takiego innego układu współrzędnych radzi sobie tak samo dobrze jak my. I dlatego tak ważne jest poznawanie innych kultur, języków, sposobów myślenia. Inność to nie tylko bogactwo szczegółów liczonych w sztukach. To inne systemy, w których można czasem zrozumieć prosto coś niezwykle skomplikowanego dla nas.

            Na pewno warto się uczyć innych języków, także i z tego powodu, żeby rozwijać jeszcze inne możliwości naszych umysłów.

            > Dla przykładu: rosyjski i mandaryński. Ale czy to są języki "niszowe"?

            Dla kogoś, kto ich nigdy nie użyje w realu, mogłyby być niszowymi. Ale wiadomo, jak jest.

            > Kacperek
            >
            > P.S. Only for you grgkh. smile
            > J. Cezar napominał rodaków, żeby nie brali niewolników z Brytanii, bo ci są tęp
            > i i ociężali. W 16 wieków później ci "Tępacy" zbudowali imperium a w 20 w. ze s
            > wojego języka zrobili towar eksportowy. Ironia historii.

            Jakiś przypadek, ale czy tylko to?

            Duże znaczenie miało zdobywanie kolonii i podbijanie krajów w celu budowy imperiów. Rzymianie -> łacina ale i język rumuński. Arabowie. A angielski mógł przegrać z francuskim wczasach podbijania Ameryki Północnej przez Europejczyków (południowe stany USA i Kanada), a wtedy nie tylko uniwersalny język świata, ale cały nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej.

            Przypadek. Jakiś mały wpływ, kiedyś dawno temu mógł odmienić wszystko.

            I jak tu w naszym otoczeniu i teraźniejszości rozpoznać te małe wpływy, które kiedyś okażą się wielkimi? Tak mi się to nagle skojarzyło z jednym, niemal nieistotnym głosem w urnie wyborczej. Głosujmy. Nie rezygnujmy z tej szansy. Może właśnie nam przypadnie rola tej jednej kropli...
            • zawszekacperek Re: Dziecinada 04.10.11, 19:06
              W Twoim poście rzucił mi się w oczy następujący fragment:Umysł pracujący według takiego innego układu współrzędnych radzi sobie tak samo dobrze jak my. I dlatego tak ważne jest poznawanie innych kultur, języków, sposobów myślenia. Inność to nie tylko bogactwo szczegółów liczonych w sztukach. To inne systemy, w których można czasem zrozumieć prosto coś niezwykle skomplikowanego dla nas. Ująłeś problem wybornie.
              Otóż zgadzam się z Tobą. Nasze umysły (nazwijmy je kartezjańskimi ) postrzegają otaczającą nas rzeczywistość trójwymiarowo. Herr A. Einstein uzupełnił te koordynaty o wymiar czwarty - czas. I ten wymiar "sprawia" naszym umysłom kłopoty, aczkolwiek w swoim wymiarze fizycznym postrzegany jest przez wszystkie umysły kartezjańskie jednakowo: przeszłość - teraźniejszość - przyszłość. Język jako narzędzie służące do obróbki (opisu) rzeczywistości fizycznej wyraża czas fizyczny tzw. czasami gramatycznymi. I w tym momencie zaczynają się dla wielu ludzi schody, chociaż droga jest ... prosta. A wszystko, co jest proste, jest doskonałe. Ba nawet wykwintne.
              Najlepszym przykładem na to niech będzie kompozycja kulinarna: szampan i kawior. smile

              Kacperek

          • kora3 Zgoda z KApcerkiem, ale z zastrzeżeniem 04.10.11, 20:58
            - w wielu miejscach pracy BRAK umiejetnosci porozumienia się w jezyku angielskim dyskwalifikuje. Ale nie brak takicj w których nie. Znacznie wiecej jest takich stanowisk, do których mie ma dostepu bez znajomosci kompa na poziomie uzytkownika oczywiscie, ale i takie są.

            Angol stał się tak powszechny, ze w zasadzie żaden to atut, raczej norma, no cyba, ze mowa o angoelskim specjalistycznym: medycznym, technicznymm prawniczym itd.
            • chickenshorts and the fucking point was 04.10.11, 21:24
              taki, ze raczej ciagle tylko informacja (ta 'prawdziwa', czyli odpowiadajaca faktom jak np czarne jest czarne , albo ze aids nie leczy sie modlitwa, wg statystyk SOZ-u) sa raczej niedostepne w naszym ale sa w angielkim

              JEZYKU
              • kora3 Re: and the fucking point was 04.10.11, 21:27
                Są dostepnew w naszym też, a poza tym ustalilismy juz, wiekszosc umie sobie to przeczytac takze w innymsmile
                • chickenshorts Re: and the fucking point was 04.10.11, 21:58
                  kora3 napisała:

                  > Są dostepnew w naszym też

                  dowody, pliz

                  , a poza tym ustalilismy juz, wiekszosc umie sobie to
                  > przeczytac takze w innymsmile

                  kto ustalal, z kim i kiedy?

                  i tu jest jezusowy pudel pogrzebany, dear - polska wiekszosc nie umie, nie chce umiec, a ciagle mnostwo tej wieksszosci nie wie, ze jej wolno chciec wiedziec

                  chodzi mi o to, Koro, ze ludzie nie zmartwychwstaja smile
                  • kora3 Re: and the fucking point was 05.10.11, 07:17
                    chickenshorts napisał: >
                    > dowody, pliz

                    no Qrczak, nie rób jajsmile daowdy znajdziesz na www.google. PL (pl celowo dużą litera)

                    >
                    > i tu jest jezusowy pudel pogrzebany, dear - polska wiekszosc nie umie, nie chc
                    > e umiec, a ciagle mnostwo tej wieksszosci nie wie, ze jej wolno chciec w
                    > iedziec


                    No proszę Cięsmile sugerujesz, ze Polacy słąbo znają jezyki obce, bo im rewligia zabrania?smile
                    To już obsesja chyba - bez urazy.
                    JEsli tak jest, to skąd chollera tylu ludzi po anglistyce? To jak? Oni się nie uczyli jezyka, tylko to wymodlili? smile
                    Nikt nic nie umie, tylko Qrczak? No błągam Cię smile
    • kora3 Qrczaku mam pytanie :) jeśli mozesz 04.10.11, 21:25
      nie złosliwe, a dowodem na to niech bedzie to, ze zadałam kiedyś podobne pewnej zagorzałej katoliczce. Otóż, czy ty nie masz czasem syndromu zadowolonego emigranta?smile

      Mam na mysli to, ze z Twego pytania zieje coś takiego: siedzicie w Polsce, bo nie znacie jezyka na tyle, zeby wynieśc sie do anglojezycznego kraju. i naturalnie "znisicie katorezim"smile
      Ja przyanaje, nie nzam jezyka na tyle, zeby pracowac w zawodzie (piszac o wszystkim o czym chce, jak teraz) by praciowac w anglojezycznej gazecie. Ale o ile wiem w patu krajach anglojezycznych mogłabym zzałapac sie do pracy w portalach i gazetach polskojezycznych (jegden z takich mój kolega prowadzi w Anglii). A an tyle, zeby być barmanką, sprzedawczynią, kadsjerką - znam jezyk. Ale nie chcę. Nie chce tak pracowac, a to co mam tutaj - całkowicie mi wystarcza. Katorezimu też nie czuje. Podobnie, jak mój facet, który jezyk angielski znam o niebo lepiej niż ja smile - w jego zawodzie to neizbedne takze w Polsce. Ma coś trezy certyfikaty, potrafi rozmwiajac z kimś po polsku nagle przejsc na agielski i swobodnie gadac, w dodatku braznowo, a takze tqak, zeby to o co chodzi z branzy, zrozumieli laicy. Czesto udziela wywiadów anglojezycznym TV, bez tłumacza (taki zwyczajny, pewnie by sobie nie poradził zreszta). I jakoś nie ma zamiaru emiogrowac, choc w Anglii ma dwoje dorosłych dzieci. Jakkolwiek tam jest miło poza jedzeniem (takim oferowanym anglikom) i pogodą, to jakoś nas, momo tej odmiennej w jakopsci, ale zawsze, znajoimosci jezyka, wyjazd tam na stałe, nie kreci. smile Nie zeby z dzikiego patriotyzmmu bynajmniej. Tylko pO CO? KAsa przeliczywszy na koszty zycia tam w porównaniu z Polską - nic lepszego, mozliwosc rozwoju? Taka sama. A katorezim tutaj? My nie odczuwamysmile
      Ale jezykw trza sie uczyć! To popieram
      • chickenshorts Re: Qrczaku mam pytanie :) jeśli mozesz 04.10.11, 21:47
        kora3 napisała:

        > nie złosliwe, a dowodem na to niech bedzie to, ze zadałam kiedyś podobne pewnej
        > zagorzałej katoliczce. Otóż, czy ty nie masz czasem syndromu zadowolonego emig
        > ranta?smile

        Koro, to zaden 'dowod', ale ja nie mam nic przeciwko zlosliwosciom (troche jak budyn albo kisiel zamiast obiadusmile

        po prostu - wrocilem w 2003 (tuz przed wstapieniem pl-u do ue - choc to nie ma tu nic do rzeczy, tzn. to nie byl powrot ideologiczny), ale wrocilem wierzac i pozostajac w tym wierzeniu/przekonaniu przez kilka lat ze to nie byl zly pomysl...

        a w sierpniu 2011 znow wyjechalem. i tez nie-ideologicznie. gdybys lepiej wladala angielskim moze konwersacja bylaby latwiejsza... but smile

        > Mam na mysli to, ze z Twego pytania zieje coś takiego: siedzicie w Polsce, bo n
        > ie znacie jezyka na tyle, zeby wynieśc sie do anglojezycznego kraju. i naturaln
        > ie "znisicie katorezim"smile
        > Ja przyanaje, nie nzam jezyka na tyle, zeby pracowac w zawodzie (piszac o wszys
        > tkim o czym chce, jak teraz) by praciowac w anglojezycznej gazecie. Ale o ile w
        > iem w patu krajach anglojezycznych mogłabym zzałapac sie do pracy w portalach i
        > gazetach polskojezycznych (jegden z takich mój kolega prowadzi w Anglii). A an
        > tyle, zeby być barmanką, sprzedawczynią, kadsjerką - znam jezyk. Ale nie chcę.
        > Nie chce tak pracowac, a to co mam tutaj - całkowicie mi wystarcza. Katorezimu
        > też nie czuje. Podobnie, jak mój facet, który jezyk angielski znam o niebo lep
        > iej niż ja smile - w jego zawodzie to neizbedne takze w Polsce. Ma coś trezy certy
        > fikaty, potrafi rozmwiajac z kimś po polsku nagle przejsc na agielski i swobodn
        > ie gadac, w dodatku braznowo, a takze tqak, zeby to o co chodzi z branzy, zrozu
        > mieli laicy. Czesto udziela wywiadów anglojezycznym TV, bez tłumacza (taki zwyc
        > zajny, pewnie by sobie nie poradził zreszta). I jakoś nie ma zamiaru emiogrowac
        > , choc w Anglii ma dwoje dorosłych dzieci. Jakkolwiek tam jest miło poza jedzen
        > iem (takim oferowanym anglikom) i pogodą, to jakoś nas, momo tej odmiennej w ja
        > kopsci, ale zawsze, znajoimosci jezyka, wyjazd tam na stałe, nie kreci. smile Nie
        > zeby z dzikiego patriotyzmmu bynajmniej. Tylko pO CO? KAsa przeliczywszy na kos
        > zty zycia tam w porównaniu z Polską - nic lepszego, mozliwosc rozwoju? Taka sam
        > a. A katorezim tutaj? My nie odczuwamysmile
        > Ale jezykw trza sie uczyć! To popieram

        Nie, nic z tych rzeczy, co wyjasnielem wlasnie w the fucking point
        • kora3 Re: Qrczaku mam pytanie :) jeśli mozesz 05.10.11, 07:42
          chickenshorts napisał:
          >
          > po prostu - wrocilem w 2003 (tuz przed wstapieniem pl-u do ue - choc to nie ma
          > tu nic do rzeczy, tzn. to nie byl powrot ideologiczny), ale wrocilem wierzac
          > i pozostajac w tym wierzeniu/przekonaniu przez kilka lat ze to nie byl zly pomy
          > sl...


          i co się okazało, bo nie za bardzo zrozumiałam? Że w Polsce nadal ludzie składają Jahwe ofiary z baranów, czy że jednak gdzie indziej podoba ci się bardziej ?smile

          >
          > a w sierpniu 2011 znow wyjechalem. i tez nie-ideologicznie. gdybys lepiej wlada
          > la angielskim moze konwersacja bylaby latwiejsza... but smile


          No nie jestem "miszczem" i za takiego się nie podaję, but mam wrażenie, ze Ty mimo znajomosci, z ojczystym jednak sobie na dziś na tyle, by w nim jakoś przekazac swe mysli smile

          >
          > Nie, nic z tych rzeczy, co wyjasnielem wlasnie w the fucking point

          no nie, Te wyjasnienia jakieś metne. Twierdzisz, ze Polacy BOJA się uiczyć angioelskiego, podczas gdy jakze czesto zdajha z tego jeztyka mauture, mają go na studiach niejezykowych na lektoratach, dokształcani są w branzowym w swoich firmach.

          Wiesz, ostatnio wyjechał stad pewnien przesympatyczny nAmerykanin, który w okolicy nadzorował montaz specjalistycznych urządzień. jest b. towarzyski, pierwsze co nabył, to rozmówki angielsko-polskie) Żeby sie podszkoilić, w końcu miał tu być i był zresztą - 3 miesiace.
          Nie przydały się. Sam mówił, ze jest mile, bardzo mile zaskoczony. Z pomocy tłumacza korzystał zasadniczo tylko w pracy, przy rozmowach czysto technicznych z uzyciem bardzi specjalistycznego słownictwa technicznego. Poza tym - nie. Z włąscicielem kamienicy w której wynajeto mu mieszkanie, a raczej jego wnukiem dogadał się bez problemu smile Dziadek faktycznie tylko po niemkecku coś umiał. Ale z panią z kiosku, z barmanką w pubie, ze sprzedawcą w sklepie - bez problemu. Moze to nie jakiś najwyzszychj lotów zawsze był angielski, ale mógł swobodnie funkcjonować bez uzywania rąk do wyrazenia, czego chce smile
          Teraz jedzie do stanó na urlop, a potem za 2 tyg. do Francji. I już ma nos na kwintesad Kupił rózne rozmówki fransuskie, ale boi się, ze nie da rady. Już go bowiem ostrzezono, ze Franuzi moze nie tyle nie znają angioelskiego, co za nim mnie przepadająsmile

          Znam tu też paru ludzi, którzy dłuższy, albo krótszy okres czasu byli w USA. Jeden znajomy ostatnio, przez 4 lata, w Chigago, gdzie naprawde są polskie sklepy smile i gazetysmile. W rozmowach wtrąca całe zdania po angielsku, uzywa namietnie amerykańskiego "aaa", albo agielskiego "well", kiedy mu "zabraknie" wątku. A brakuje mu czesto, jako żywosmile Ostatnio powiadał, "Ja aaaa był w tym, no well Tesco i chciał kupić nooo nie wiem jak to po polsku, do jedzenia takie ze skrórka, brown. Zapomniał ja, jak to idzie polski" - tak opowiadał rozkładając bezradnie ręcesmile Inny kolega, nowo przezeń poznany, który w Stanach pracował 20 lat zaczął mu podpowiadać " No to proste słowo, na "ch"" Tamten się natężył ... "Yeah, chleb?" A kolega "Nie, ch..j, Ty jesteś!" Możesz sobie wyobrazić reakcję otoczenia smile

          Tacy ludzie mnie zawsze powalają - wyjadą na pare lat i już po polsku ni w zab smile Zaskakujace, ze problemu nie mają tacy, którzy na stałe mieszkają poza Polską od dziestu lat i tylko np. na wakacje tu przyjeżdzaja, albo wrócili po wielu latach smile

          A wiesz co jeszcze jest rozwalające? Że Polacy czesto w swoim jezyku sami sie nie umieja wysłowic, ale zarykują sie ze smiechu, gdy np. ktoś po angielsku pomyli how many, z how muchsmile No bo tylko idiota moze PO ANGILELSKU pomylić policzalne z niepoliczalnymi. JAk powiesz takiemu medrcowi, ze nie mówi się "duza ilośc ludzi" bo ludzie akuratnie po polsku TEZ są policzalni, to stwierdza, ze to nieistotne przeczież smile

          Mam nadzieję, że na tyle jeszcze "rozbierasz po polsku", ze coś niecoś zrozumiałeśsmile
    • gaika Ten, tego... 04.10.11, 23:08
      Esencja z założyciela wątku widzi się mniej więcej taka, że język language właśnie ze względu na powszechność(w Polsce jeszcze mocno stosunkową na razie) daje dostęp(do informacji, wiedzy) i tudzież poszerza horyzont.

      Nie chodziło o wyjazd do pracy na zmywaku czy też w poszukiwaniu 'lepszego' życia(zamiast 'gorszego' w Polsce). Znaczy się-o wyjazd mentalny chodziło(czy inne z oparów wydobycie).

      Gdyby ludzie czytali co napisane, komunikacja byłaby bułką z masłem(polskim).
      • chickenshorts Re: Ten, tego... 05.10.11, 00:10
        thank you, dear!
        • chickenshorts Re: Ten, tego... 05.10.11, 00:26
          chickenshorts napisał:

          > thank you, dear!

          pillocks!

          there is a special term - the polish pillock
        • gaika Re: Ten, tego... 07.10.11, 00:07
          chickenshorts napisał:

          > thank you, dear!


          www.youtube.com/watch?v=qfXbnygJirc
          • chickenshorts Re: Ten, tego... 07.10.11, 21:53
            super!
            a... na uzytek naszych ewentualnych czytelnikow/sluchacziii - co pan Myers mowi w ok. 31 min tego video to to: nauka dziala, religia nie...

            he's never visited poland, has he?
      • kora3 Ale jasne Gaiko :) tylko 05.10.11, 08:02
        jesli czytałaś wszystko co napisał Qrczak, to mogłaś dowiedzieć się, że:

        - ludzie w Polsce boją się uczyć angielskiego - mentalnie - w podtekscie z powodów religijnych smile
        - w jezyku polskim informacje o np. Aids/HIV są niedostepne, a jesli są to tylko takie, które traktują o tym, ze ww. leczy się modlitwą

        No proszę Cię, Gaiko smile wystarczy wpisac w google PL dodam hasło AIDS i jako zywo znajdziesz pełną informację o chorobie, rzetelną dodam smile
        W Polsce z jezyka obcego zdaje sie mature, uczy sie go na studiacxh, zwyklle nawet dwóchsmile
        Zatem opowiesci Qrczaka tchną czymś dziwnym dla mnie. Nie, zebym nie byłą za nauką jezyków obcych, ale już nie dorabiajmy takich ideolosmile
        • gaika Re: Ale jasne Gaiko :) tylko 06.10.11, 23:15
          Piszesz, że jasne a następnie, że nie-jasne smile

          Nie mogłam się dowiedzieć tego co Ty, ponieważ dowiedziałam się tego, o czym napisałam powyżej.

          Nie dowiedziałam się, że:
          -ludzie nie uczą się języka z powodów religijnych
          -nie ma informacji o AIDS po polsku
          -angielski (języki)sam w sobie gwarantuje karierę/lepsze życie
          -lepiej jest 'gdzieś' niż 'tu' nawet jeśli pracuje się poniżej kwalifikacji
          -itd.,
          a więc nie mogę dyskutować nad tym, co Twoim zdaniem zostało napisane, a moim zdaniem, nie zostało.
          • kora3 Re: Ale jasne Gaiko :) tylko 07.10.11, 11:46
            to musiałas preoczyc ten post Qrczaka

            "taki, ze raczej ciagle tylko informacja (ta 'prawdziwa', czyli odpowiadajaca faktom jak np czarne jest czarne , albo ze aids nie leczy sie modlitwa, wg statystyk SOZ-u) sa raczej niedostepne w naszym ale sa w angielkim

            JEZYKU "
            • kora3 I to też jakoś umneło:) 07.10.11, 13:00
              Ci Gaiko

              Qrczak napisał" i tu jest jezusowy pudel pogrzebany, dear - polska wiekszosc nie umie, nie chce umiec, a ciagle mnostwo tej wieksszosci nie wie, ze jej wolno chciec wiedziec"

              Czy teraz juz doczytalaś sie tego, jakoby w jezyku poslkim nie było dostepne informacje nt. tego, ze aids nie leczy się modlitwą, wg Qrzcaka oczywiscie.?smile

              Wiesz, takie podejscie po prostu ośmiesza przeciwników dominacji KRK w Polsce. A wielka wielka szkoda. Bo merytorycznymi argumentami łatwo te dominację wykazać i jej skutki. ale wypisywanie głupot, że ludzie w Polsce nie uczą się angielskiego, bo nie wolno im w ich pojeciu siegac po informacje, a te sa po polsku niedostepne - to jakiś absurd smile

              Qrczak odwrócił kolejnosc skutku i przyczyny.
              • chickenshorts Re: I to też jakoś umneło:) 07.10.11, 19:40
                kora3 napisała:

                > Qrczak odwrócił kolejnosc skutku i przyczyny.

                Caly kurczak, eh?
                • kora3 Teraz do Qrczaka :) 08.10.11, 11:36
                  chickenshorts napisał:
                  >
                  > Caly kurczak, eh?

                  Oj nie wiem, za mało Cię znam naqwet "forumowo", by zaraz zakłądac, ze to Twoje stałą cecha. Po prostu mam przekonanie graniczace z pewnoscia, ze w tym konkretnym przypadklu mylisz pezyczyne i skutek smile Podałąm ci na to argumenty w jednym z postów, ale tak sie złozyło, ze do tego akurat się nie ustosunkowałeśsmile
              • gaika Re: I to też jakoś umneło:) 07.10.11, 23:49
                Zdecydowanie nie umknęło, tylko co innego zrozumiało smile

                Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością autor nie napisał, że ludzie nie uczą się języków z powodów religijnych tylko, że (umownie mówiąc) 'okołoreligijny' przekaz dominuje przestrzeń publiczną; ludzie nie mając dostępu/chęci/motywacji/wiedzy/możliwości/potrzeby, nie mają szansy na konfrontacje z innymi informacjami. Z drugiej strony najłatwiej konfrontować po angielsku.

                Z jednakowym prawdopodobieństwem jak powyżej, autor nie napisał, że nie ma informacji o AIDS po polsku ( wręcz przeciwnie, w poście zawarte jest polskie źródło), tylko że ludzie zbyt często opierają się na potocznym, często 'okołoreligijnym' przekazie, którego nie weryfikują nawet po polsku. Z drugiej strony, to nie po polsku, a po angielsku znajduje się nieporównanie więcej aktualnych i stale aktualizujących się informacji na temat AIDS.

                (Przykłady z życia, które lubisz-AIDS mamy z kontaktów seksualnych ludzi z małpami, wirus przenika przez prezerwatywy; feminizm katolicki nie istnieje, ponieważ nie ma żadnych danych na ten temat; istnieje syndrom poaborcyjny.)

                Ale- z jednakowym prawdopodobieństwem jak powyżej, z całego kontekstu wypowiedzi wynika, że w ogóle nie chodziło o rozmowę o realnym dostępie informacji o AIDS(kiedyś w dyskusji z kimś apelowałaś o mniejsza dosłowność w odbiorze przekazu), ale o ilustrację szerzej rozumianego zjawiska.
                • kora3 Qrczaku :) 08.10.11, 11:29
                  na dole masz post ode mnie w temacie pewnego FAKRU. JAk widze nie miałęś czasu się ustosunkować.

                  Jak mozna inaczej zrozumieć to, że ty piszesz, że pewne informacje (np. te o aids) są rzetelnie po polsku niezdobywalne, ja ci pisze, ze są zdobywalne, a ty piszesz "dowody plisss" . A teraz wyrazasz, ze co innego chciałeś powiedzieć. smile

                  Mniejsza o to smile napisałam ci: odwracahsz chronologię zdarzeń, coś co jest przyczyną uwazasz za skutek i odwrotnie. Ludzie mający przekonanie np. ze aids to kara boza nie CHCA szukać prawdziwych informacji na temat, wszystko jedno w jakim jezyku dostepnychsmile, bo wynika to z ich przekonań, a nie niewiedzy. Nie zechcą przyjąc prawdziwej info nawet wówczas, gdy im sie ją podaje na tacy, przetłumaczoną z islandzkiego. Rozumiesz?

                  NIE CHCA, a nie NIE MOGĄ wg mnie to9 różnica.
                  • kora3 Pomyłka, odp do Gaiko to jest :) 08.10.11, 11:34
                    Ale napisane to, co chciałąm napisac, poza tym, że odnosze się wprost do polemniki z Qrczakiem, który żadał dowodów na to, ze rzetelne info o aids są dostepne w jez. polskim big_grin

                    Gaiko - raz jeszcze powtarzam: jesli ktoś ma ograniczenie umysłowe zwiazane z przekonaniami, to moze mieć dostep dop wszelkiej informacji i i tak bedzie się trzymał swego. Przykłąd na to popdałąm w posciie do Qrczaka o fakcie. Tunezyjczyk wyształcony w Europie Zachodniej, Stanach czy Kanadzie, znający zapewne jezyk minimum tego kraju, gdzie studiował, człowiek któremu nikt i nic obierktywnie nie ograniczało dostepu do zadnej rzetelnej informacji przez czas studiowania, wraca do Tunezji i za żonę wyboiera wyłącznie obrzezaną kobiete, a jak ma córki też poleca je obrzezać. Czym wytłumaczyć takie zjawisko?
                • kora3 A to ciekawe Gaiko :) 08.10.11, 12:48
                  gaika napisała:
                  >
                  > ludzie nie mając dostępu/chęci/motyw
                  > acji/wiedzy/możliwości/potrzeby, nie mają szansy na konfrontacje z innymi infor
                  > macjami. Z drugiej strony najłatwiej konfrontować po angielsku.


                  No to moze ustalmy, czy nie mają checi i motywacji, czy też szansy i wiedzy oraz mozliwosci?smile
                  Dla mnie to róznica i to spora. O nią zresztą włąsnie chodzismile Wrzucenie do jednego worka braku mozliwosci i braku checi to logiczna zbrodnia Gaikosmile
                  >
                  > Z jednakowym prawdopodobieństwem jak powyżej, autor nie napisał, że nie ma info
                  > rmacji o AIDS po polsku ( wręcz przeciwnie, w poście zawarte jest polskie źródł
                  > o), tylko że ludzie zbyt często opierają się na potocznym, często 'okołoreligij
                  > nym' przekazie, którego nie weryfikują nawet po polsku.


                  Nie dostrzegasz, ze skoro jest jak piszesz, to oballa to tresc przekazu Qrczaka? CO z tego, ze ktoś bedzie znał angielski, francuski, niemiecki i fiński, skoro nie ejst zainteresowany poszukiwaniem rzetelnych informacji na jakiś temat nawet w ojczystym jezyku?smile

                  Zobacz ile jest publikacji po polsku na temat in vitro i naprotechnologii, a wielu religiantów powtarza obiegową w ich srodowisku opinię, ze to alternatywne metody walki z bezpłodnosciąsmile Sadzisz,e gdyby sobie to samo przeczytali po angielsku to zmieniliby nastawienie?


                  Z drugiej strony, to ni
                  > e po polsku, a po angielsku znajduje się nieporównanie więcej aktualnych i stal
                  > e aktualizujących się informacji na temat AIDS


                  No i CO z tego, skoro gadamy o ludziach, którzy nie tyle nie mogą po polsku, co nie chcą przyswoic sobie wiadomosci podstawowych?smile
                  POczytaj portale dla religiantów - sporo tam cytowanych anglojezycznych stron z bzdurami, które mają potwierdzać ich przekonania w temacie np. aids. Czytają i cytują TO włąsnie, czy to po polsku, czy w innym jezyku, a prawdziwe info nazywają manipulacją, kłąmstwami itp. i też wszystko jedno, jak wyrazone.

                  >
                  > (Przykłady z życia, które lubisz-AIDS mamy z kontaktów seksualnych ludzi z małp
                  > ami, wirus przenika przez prezerwatywy; feminizm katolicki nie istnieje, poniew
                  > aż nie ma żadnych danych na ten temat; istnieje syndrom poaborcyjny.)


                  Owszem, mimo, ze tak to wyśmiewasz, lubię i cenię takież znacznie bardziej, niż kilometrowe rozwazania teoretyczne i akademickie dyskusjesmile I owszem, czytałam nie raz i nie dawa na katolickich forach w tematach podanych wyzej. I wiesz co? Powinnam teraz postawic teze, ze ludzie, którzy to nqapisali, nie mają dostepu do netu, albo nie umieja się nim posługiwaćsmile No bo skoro powtarzaja takie bzdury, znaczy- nie umieją sobie znaleźć rzetelnej info, dostepnej podkreslam, w jezyku polskim, takze w kazdym razie w polskim. Niestety teza ta pada, bo korzystaja z netu i nawet wrzucali rózne linki, w tym obcojezyczne. Czego to dowodzi? Ano tego, że szukają w necie POTWIERDZENIA swych tez, a to, co im zaprzecza odrzucająsmile wszystko jedno w jakim to jest jezyku. I o to chodzi Gaiko.

                  Żeby człowiek zabieral się za weryfikowanie tego, co usłyszał od sasiada, w kosciele, w meczecie, czy od mamy, czy meza - MUSI CJCIEC TO WERYFIKOWAC. Jesli chce, z pewnoscią mu sie to uda, takze jesli nie zna jezyka w którym na temat jest najwiecej publikacji (co wcale nie oznacza, ze nie warto uczyć się jezyków, zeby jasnosc była). Jesli nie chce, moze znać 5 jezyków i nie zweryfikuje, a dosteopne publikacje uzna za kłamliwe, bluźniercze itp.

                  >
                  > Ale- z jednakowym prawdopodobieństwem jak powyżej, z całego kontekstu wypowiedz
                  > i wynika, że w ogóle nie chodziło o rozmowę o realnym dostępie informacji o AID
                  > S(kiedyś w dyskusji z kimś apelowałaś o mniejsza dosłowność w odbiorze przekazu
                  > ), ale o ilustrację szerzej rozumianego zjawiska.


                  Gaiko - apelowałam, ale nie o nazywanie kiełbasy chlebem, zeby dosłownosci nie było. smile Jesli ja napiszę "pies" to nie wmawiajmy potem sobie, ze mogłąm napisać "koń", albo "kot" bo w gruncie rzeczy wiadomo, ze o psa chodzi smile Zresztą - wybacz, ale sam autor watalka zaapelował do mnie o DOWODY na to, ze rzetelna tj. taka, ze aids nie leczy się modlitwą, jest dosteopna w polskim jezyku smile Skoro chciał dowodów, to znaczy, że jest przekonany, iż takie publikacje po polski naprawde nie istnieją smile
                  • gaika Re: A to ciekawe Gaiko :) 11.10.11, 21:04
                    kora3 napisała:

                    > No to moze ustalmy, czy nie mają checi i motywacji, czy też szansy i wiedzy ora
                    > z mozliwosci?smile
                    > Dla mnie to róznica i to spora. O nią zresztą włąsnie chodzismile Wrzucenie do jed
                    > nego worka braku mozliwosci i braku checi to logiczna zbrodnia Gaikosmile

                    Ano nie ustalimy, bo ludzie z różnych powodów 'nie mają'. A brak możliwości przeczytania po angielsku może wynikać z różnych względów. A autor wątku namawia do nauki niezależnie od przyczyn('uczta się')

                    > Nie dostrzegasz, ze skoro jest jak piszesz, to oballa to tresc przekazu Qrczaka
                    > ? CO z tego, ze ktoś bedzie znał angielski, francuski, niemiecki i fiński, skor
                    > o nie ejst zainteresowany poszukiwaniem rzetelnych informacji na jakiś temat na
                    > wet w ojczystym jezyku?smile

                    Jeśli Chickenshorts pisze o zamuleniu 'parareligijnym przekazem', to tylko potwierdza jego tezę o potrzebie odmulenia. Ponieważ istotą rzeczy jest dostęp do informacji w języku obcym-łatwiejszy, szybszy, rzetelniejszy, o niebo SZERSZY= skuteczniej 'odmuli' się tą drogą.

                    > No i CO z tego, skoro gadamy o ludziach, którzy nie tyle nie mogą po polsku, co
                    > nie chcą przyswoic sobie wiadomosci podstawowych?smile

                    Nie mówimy o tym. Ty mówisz. Twierdzisz, że jest jeden powód dla którego nie podążają za wiedzą, a ja napisałam, że jest szereg.

                    > POczytaj portale dla religiantów - sporo tam cytowanych anglojezycznych stron z
                    > bzdurami, które mają potwierdzać ich przekonania w temacie np. aids. Czytają i
                    > cytują TO włąsnie, czy to po polsku, czy w innym jezyku, a prawdziwe info nazy
                    > wają manipulacją, kłąmstwami itp. i też wszystko jedno, jak wyrazone.

                    Ale czy my rozmawiamy o ludziach, którzy twierdzą, że ziemia ma parę tysiączków lat? Nie chodzi o skrajny odjazd, którego nie brakuje w żadnym kraju.

                    Natomiast nie tak dawno przekonywałaś, że członek KK powinien łykać wszystko w całości i raczej bezrefleksyjnie, więc to chyba nie jest Twój zarzut wobec 'religiantów', że nie weryfikują otrzymywanych treści.

                    > Owszem, mimo, ze tak to wyśmiewasz,

                    Gdzie to wyśmiewam? Cytat poproszę.

                    Zobacz, ile różnych interpretacji dla jednego, krótkiego i nieskomplikowanego przekazu stworzyłaś w tym wątku, a do tego teraz insynuujesz personalne wycieczki.

                    >lubię i cenię takież znacznie bardziej, niż
                    > kilometrowe rozwazania teoretyczne i akademickie dyskusje

                    Kto tu stworzył kilometrowe wywody na temat jednego zdania?smile


                    >I owszem, czytałam
                    > nie raz i nie dawa na katolickich forach w tematach podanych wyzej. I wiesz co
                    > ? Powinnam teraz postawic teze, ze ludzie, którzy to nqapisali, nie mają dostep
                    > u do netu, albo nie umieja się nim posługiwaćsmile No bo skoro powtarzaja takie bz
                    > dury, znaczy- nie umieją sobie znaleźć rzetelnej info, dostepnej podkreslam, w
                    > jezyku polskim, takze w kazdym razie w polskim.

                    Nie czytuję katolickich forów.
                    Osoba, która stwierdziła, że nie istnieje feminizm katolicki, nie znalazła wówczas żadnej informacji w necie po polsku. Bo jej nie było.

                    Informacje po polsku, choć jest już ich więcej, to wciąż kropla w morzu potrzeb. I tego nie odczarujesz.

                    > Żeby człowiek zabieral się za weryfikowanie tego, co usłyszał od sasiada, w kos
                    > ciele, w meczecie, czy od mamy, czy meza - MUSI CJCIEC TO WERYFIKOWAC.

                    Musi mieć także GDZIE i JAK zweryfikować.


                    > Gaiko - apelowałam, ale nie o nazywanie kiełbasy chlebem, zeby dosłownosci nie
                    > było. smile Jesli ja napiszę "pies" to nie wmawiajmy potem sobie, ze mogłąm napisa
                    > ć "koń", albo "kot" bo w gruncie rzeczy wiadomo, ze o psa chodzi smile Zresztą - w
                    > ybacz, ale sam autor watalka zaapelował do mnie o DOWODY na to, ze rzetelna tj.
                    > taka, ze aids nie leczy się modlitwą, jest dosteopna w polskim jezyku smile Skoro
                    > chciał dowodów, to znaczy, że jest przekonany, iż takie publikacje po polski n
                    > aprawde nie istnieją smile

                    Przekaz był prosty-uczcie się języka, bo to daje łatwiejszy, szybszy, dostęp do rzetelnych informacji(a przestrzeń polska przesycona jest parareligijną informacją). AIDS był tu czystą ilustracją dla szerzej rozumianego zjawiska. Właśnie o to chodzi, że Chickenshorts napisał pies, a Ty się upierasz, że koń, krowa, kura lub droga na Ostrołękę w zależności od tego, który przeczytamy post.

                    NIE chciał dowodów, że są informacje o AIDS po polsku(sam napisał, że są) tylko, że GENERALNIE informacji po polsku jest duży niedostatek. Bo jest! I znów z życia- nawet na naszych kolejnych forach argumenty zasadnicze pochodziły ze źródeł anglo, bo polskie informacje były np. zmanipulowane, albo nie było ich wcale.

                    Jeszcze inne wyjaśnienie:

                    oby.watel napisał w innym wątku:

                    > No widzisz? To tak jak z palaczem. Nie wyczuje, że jego pociecha pali...

                    I gdybyś tu zareagowała nie jak na ilustrację ogólnego mechanizmu, zjawiska, tylko wzięła to dosłownie, powiedziałabyś, że znasz paru palaczy, którzy wyczuwają i jesteś w stanie podać linki do dowodów -byłaby to kalka tego, jak zareagowałaś na wpis Chickenshortsa.

    • kora3 I jeszcze pewien FAKT Qrczaku 05.10.11, 08:43
      Otóż, jak słusznie ktoś tu zauważył, w biednych krajach znajomosc angielskiego bywa spora. Ten ktoś (nie pomne kto to był) zauwaza, ze owa nie przekłąda sie na poprawe statusu życia. ale jak rozumiem, nie o to Ci szłosmile i też mnie teraz nie o to.

      Mianowicie w krajach arabskich znajomosc angielskiego jest dosc powszechna. Róznie bywa z poziomem, ale dogadac się umie prawie kazdy. W niektórych z tych krajów dosc niezłą bywa też znajomosc innych europejskich jezyków, zwykle "odziedziczonych" po kolonialiźmie, ale kontynuowanych, ze tak powiem z pokolenia na pokolenie.

      I co obserwujemy w tych krajach? Obserwujemy fanatyzm religijny, akurat islamski. I to takze u ludzi bardzo wykształconych, w tym kształcących sie ...za granicą. Trudno, przyznasz, takiej osobie przypisac ciemnote zwyczajną tj. brak informacji rzetelnych wynikajacy z ograniczenia dostepu do nich. W obliczu tego FAKTU, nalezałoby sie zastanowic, dlaczego Tunezyjczyk wyedukoiwany np. w USA, czy Francji wraca do swego kraju i wybiera na zonę wyłącznie obrzezaną kobiete a potem poleca obrzezać swoje córki. Na przykład. Naprawde temu nalezy to przypisac, ze nie miał dostepu do informacji? No przecież MIAŁ. Z całą pewnoscią zna jezyk kraju, w którym studiował, nie? Zapewne nikt mu też nie ograniczał dostepu do netu, satelity, publikacji, a on nadal stosuje obrzydliwy i głupi rytuał wierzac swiecie, ze tak ma być.

      I tu jest dear smile pies pogrzebany. To niie brak mozliwosci dostepu do informacji (naprawde trudno o tym mówić w Polsace, takze w polskim jezyku) sprawia, że ludzie są ograniczeni w tym, co myslą i do czego sa przekonani. To te przekonania zakorzenione ich ograniczaja i choćby mieli wszystko dostepne w kazdym jezyku i kazdy by znali i tak bedą "wiedzieć" swoje Qrczaku.
      Odróciłes skutek i przyczynęsmile To nie brak rzetelnych informacji sprawia, ze niektórzy mają poglądy, jakie mają, a to te poglądy wywołują niecjhec do rzetelnych informacji nawet oprzy pełnym do nich dostepie.

      Przykład? Prosze Cię bardzo. Religianci uwazają w sporej czesci, ze alternatywą dla zbrodniczej wg nich met. in vitro jest tzw. naprotechnologia. Nawet chyba kiedyś J. KAczyński tym "argumentem" się posługiwał. Rzetelna informacja o tym, czym jest naprotechnilogia jest dostepna w jezyku polskim, podobnie jak o in vitrosmile I kazdy, kto ma jakiekolwiek pojecie o rozrodzie człowieka (a o tym uczą w podstawowej szkole, ogólnie) skuma w lot, że porównianie miedzy napro, a in vitro jest takie, jak miedzy szybowcem, a samolotem odrzutowymsmile
      Jedno i drugie lata i jest cieższe od powietrza oraz ma skrzydła - tyle podobieństw.

      MIMO tego, ze na piewrwszy rzut oka widac, ze napro nie jest do zastosowania własnie w tych sytuacjach, gdy stosuje sie in vitro, są ludzie uparcie powtarzajacy, ze to ...alternatywne metody smile
      Jak TO wyjasnisz inaczej niż tym, że do tych ludzi z ich przyczyn swiatopoglądowych NIE DOCIERA całkiem dostrepna info, a nie, ze jej nie mają.

      Wiesz pewnie, kto to pani Nelly Rokita. Z pochodzenia Niemka, wiec pewnie po niemiecku umie smile po polsku dosc miernie za to smile W kazdym razie pani ta do tego stopnia jest zamknieta na DOSTEPNE dla niej, np. w jezyku niemieckim ( w polskim też, ale jak wspomniałam kiepsko u niej z nim) ingormacje, ze pozwoliła sobie stwierdzic, iż in vitro jest zbedne, bo jak baba ma meza i flaszkę wina i chce zajsc, to zajdziesmile
      Jak TO wyjaśnisz?smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka