diabollo
05.02.12, 20:14
Magdalena Środa
Jest coś naprawdę makabrycznego i wstrząsającego w historii śmierci półrocznej Magdy. Byłam przekonana - teraz mogę o tym mówić - że porwanie było zaplanowane i że maleńka, pulchna dziewczynka o błękitnych oczach, trafiła do bogatej rodziny w Europie. Myślałam, że rodzice są młodzi, głupi, prymitywni, pewni że mogą mieć wiele kolejnych dzieci więc uznali, że to pierwsze, najbardziej "niewygodne", można sprzedać za godziwe pieniądze. W sumie - niezły los. Jest tysiące par, dla których dziecko jest szczytem marzeń, dla spełnienia których gotowi są na przestępstwo "handlu żywym towarem", ale że zarazem gwarantują dziecku bezpieczne i komfortowe warunki życia.
Jestem nawet w stanie zrozumieć młodych. Z jednej strony są bardzo religijni (poznali się w Kościele podczas służenia do mszy), nie używali zapewne środków antykoncepcyjnych, nie mieli pojęcia o edukacji seksualnej (szkoła takiej nie oferuje), zaszli w nieplanowaną ciążę, bali się aborcji. Ksiądz, rodzina, najbliżsi potępią aborcję jako największe przestępstwo. Jak ich nie słuchać? A poza tym - gdzie jej dokonać? Jak o sprawach niepożądanej ciąży rozmawiać z religijnymi rodzicami, przyjaciółmi czy księdzem? Powiedzą tylko jedno: rodzić, bo "życie poczęte jest święte". Więc - urodzili. Posiadanie małego dziecka w wieku dwudziestu lat jest - dla większości młodych, nieprzygotowanych ludzi - poważną przeszkodą w ich życiowych planach i rozrywkach. Dziecko to nie - cud, tylko bariera. Jest nieznośne, ryczy, domaga się opieki, ciągłej krzątaniny. Nie ma - w moim przekonaniu - czegoś takiego jak instynkt macierzyński, gdyby był, każda kobieta odczuwała by nieustającą potrzebę opieki nad swoimi dziećmi. Tak jednak nigdy nie było i nie jest. Znacząca większość kobiet kocha swoje dzieci, ale nie z powodu instynktu lecz wyuczonej wrażliwości, empatii, troski. Instynkt mają wyłącznie zwierzęta, nie kobiety.
Zachowanie matki małej Magdy świadczy o braku nie tylko instynktu, ale wyuczonych odruchów opiekuńczych. Trudno mi uwierzyć w "śliskie" kocyki i wymykające się z rąk dziecko. Ale jeśli nawet, to "normalny" człowiek (nie tylko kobieta), gdy skaleczy lub skrzywdzi niechcący małe dziecko, chwyta za telefon, by wezwać lekarza, a nie za łopatę by je przysypać ziemią.
Może jednak w dzisiejszej Polsce presja społeczna na matki jest tak wielka, że niektóre myślą sobie, że lepiej brak troski ukryć niż stać się przedmiotem krytyki sąsiadów, lekarzy, rodziny, mediów?
Nie zamierzam zwalniać z odpowiedzialności rodziców i wierzyć psychologom, którzy w ciągu całej tej historii stworzyli taką ilość nieprawdopodobnych i nietrafionych historii (psychologiczny portret sprawcy, psychologiczne analizy matki i ojca), że może warto by zastanowili się nad naukowością swojej domeny. Ale nie zamierzam zwalniać z odpowiedzialności władzy, która kwestie seksualności i macierzyństwa traktuje jak każe Kościół. A ten ma doprawdy niewielkie doświadczenie w sprawach seksualnych i wychowawczych. Obowiązkiem państwa jest dostarczyć młodym ludziom wiedzy o seksualności, uczyć odpowiedzialności i chcenia dzieci chcianych, a nie zgodnych z wola bożą.
Faktem jest że stało się coś strasznego z moralnego i egzystencjalnego punktu widzenia. Coś czemu nie zapobiegli bliscy, czemu - z natury rzeczy - nie zapobiega Kościół, czym nie zajmuje się szkoła. Chodzi o elementarny brak odpowiedzialności, o moralny indyferentyzm, o okrucieństwo wreszcie. Skąd ono się bierze? I to w społeczeństwie nasyconym religijna wiarą w miłość bliźniego?
www.tokfm.pl/Tokfm/1,116483,11088904,Straszna_smierc_obciazajaca_nas_wszystkich.html