diabollo
16.10.12, 07:37
Wielkie Aborcyjne Kłamstwo
Tomasz Piątek
Jest taka stara legenda brytyjska, dotycząca Kościoła celtyckiego. Po najeździe pogańskich Anglosasów na Brytanię chrześcijańscy Celtowie z Walii i Irlandii zostali odizolowani od Rzymu. Ta separacja doprowadziła do tego, że na Wyspach powstał odrębny w praktyce Kościół, z własną tradycją i własnymi obrządkami. No, ale w pewnym momencie Anglosasi zaczęli się nawracać i łączność z centralą została odzyskana. Do Celtów przybył anglosaski arcybiskup, przedstawiający się jako zwierzchnik Brytanii z ramienia Rzymu. Celtyccy mnisi, którzy mieli mu wyjść na spotkanie, zapytali swojego biskupa, jak mają przyjąć namaszczonego przez Rzym barbarzyńcę. Usłyszeli: „Jeśli okaże pokorę, macie okazać mu posłuszeństwo, bo przychodzi od Boga. Jeżeli będzie chciał mieć zawsze rację, musicie mu się sprzeciwić, bo przychodzi od Szatana”. Zbędnym jest chyba dodawać, że wysłannik Rzymu wykazał się niezwykłą pychą i arogancją, co na długo uniemożliwiło praktyczne zjednoczenie Kościoła na Wyspach.
Nasi polscy namaszczeni przez Rzym barbarzyńcy, którzy zawsze mają rację, przekroczyli właśnie pewną granicę. Nie wiem jeszcze, jak ją nazwać: granica cierpliwości? Wytrzymałości? Sejm przyjął do rozpatrzenia projekt zaostrzenia tak zwanej ustawy antyaborcyjnej, według którego kobieta byłaby zmuszona donosić ciążę z uszkodzonym płodem. Za tym projektem głosowali nie tylko pisowcy i ziobryści, ale także 40 posłów Platformy Obywatelskiej. „Gazeta Wyborcza” alarmuje, że kompromis aborcyjny jest zagrożony. No cóż, ja też alarmuję, chociaż nie uważam kompromisu aborcyjnego za jakąś wartość. Jak się stopniuje kompromis? Kompromis, zgniły kompromis, kompromis aborcyjny. Niekatolicy znosili go do tej pory z rezygnacją, jako coś nieuniknionego w kraju katolickiej hegemonii. Znosili go dla świętego (czy na pewno świętego?) spokoju. Ale świętego spokoju nie będzie. Rację miał Cezary Michalski, kiedy zapowiadał, że katolicy nie zadowolą się 80-procentową tyranią, oni chcą tyranii stuprocentowej. Daj diabłu palec, weźmie całą rękę. Tyle, że w swoim czasie Aleksander Kwaśniewski podał diabłu nie jeden palec, a cztery, obiecując niekatolikom, że zachowają mały paluszek: aborcja w pewnych wyjątkowych przypadkach, edukacja seksualna w szkołach. Edukacji seksualnej nie ma albo stanowi ona przedłużenie katechezy, a zaraz poza prawem znajdzie się jeden z najistotniejszych „wyjątkowych przypadków”.
Do tej pory wypowiadałem się na ten temat niechętnie i z bólem. Bo ja, w przeciwieństwie do katolików, nie zawsze mam rację, czasem mam wątpliwości. Czasem myślę: „A może jednak rację mają oni?”. Kiedy jednak usłyszałem o wynikach głosowania w Sejmie, poczułem, że wszystko staje się dla mnie jaśniejsze – bo przypomniałem sobie celtycką legendę. Nie jest wysłannikiem Boga ktoś, kto ma zawsze rację i do tego absolutną. Jeśli ktoś podaje się za nieomylnego, z papieżem włącznie, to przychodzi od Szatana. Gdyby sprawa antyaborcyjna była Bożą sprawą, to jej rzecznicy zrobiliby z niej piekielną. Ale ich zachowanie raczej wskazuje na to, że ich sprawa od samego początku jest piekielna.
Piszę, że mam wątpliwości. Opierają się one tylko na rozsądkowym przekonaniu, że trudno jest ustalić, kiedy zaczyna się człowiek. Ale jeszcze trudniej jest mi uwierzyć, że tym człowiekiem zarodek, zlepek komórek, mały i nieukształtowany płód. Na moje wątpliwości nie mają żadnego wpływu natomiast klasyczne argumenty antyaborcjonistów – ani te „naukowe”, ani te teologiczne. Ten „naukowe” są bezsensowne, a te teologiczne… Ale o tym za chwilę. Kwestie teologiczne zostawiam na koniec, bo sądzę, że są one o wiele bardziej interesujące. Także dla osoby niewierzącej: w naszym postsekularnym społeczeństwie uznaje się, że wiara stanowi ważny fundament kultury i społeczeństwa; kiedy ktoś powołuje się na swoją wiarę, to nawet jeśli budzi złość, budzi także niechętny respekt. Antyaborcjoniści twierdzą, że opierają się na tym fundamencie. Naprawdę jednak opierają się na pustce. Powoływanie się przez nich Boga, chrześcijański przekaz czy „metafizyczne racje” jest kłamstwem, które obraża ludzi prawdziwie wierzących.
Ale po kolei: argumenty „naukowe” są znane i bardzo łatwe do podważenia, podaję je tylko dla porządku. Zarodek zawiera ten sam materiał genetyczny, co człowiek, który z tego zarodka powstanie. Antyaborcjoniści twierdzą, że dlatego należy uznać zarodek za gotowego człowieka. Zakładają, że wystarczy mieć materiał genetyczny jakiegoś człowieka, aby być tym człowiekiem. Jest to rozumowanie absurdalne, bo zakłada, że człowiek równa się materiał genetyczny. Tymczasem koniuszek mojego palca też zawiera mój materiał genetyczny. Czy jeśli utnę go sobie przy krojeniu cebuli, skazując go na obumarcie, to jestem zabójcą czy samobójcą?
CDN...