Dodaj do ulubionych

a propos Sandy

02.11.12, 01:06
nie wiem kto nadaje te imiona huraganom, po co i na co, ale jeśli to przypadek, to może się synchronizować z wydarzeniami tak jak chińska wyrocznia binarna I-Ching, na której opiera się ponoć struktura doświadczeń wszechświata, powtarzalna cyklicznie, choć zawsze indywidualnie, czyli niepowtartzalnie. Oczywiście współczuję cierpiącym, poszkodowanym, choć tak ogólnie to jednak może to uobecnienienie się ciekawskiej Sandy, która nieproszona zawitała przed-wyborczo na wybrzeże rozpusty, rozpuści pewne betonowe móżdżki i zdwoi powagę refleksji przed wyborami? Nie wiem, mam nadzieję. Dlaczego? Ano nie raz marzyłem o domku na wybrzeżu, ale wiadomo, jak bida, to bida, poza tym w dzisiejszych czasach wybrzeże to luksus, domki najmniej po milionie dolców, ubezpieczenia horrrrendalne, właśnie ze względu na zagrożenie żywiołami, i jak słyszałem od pewnego profesora od środowiska naturalnego, ubezpieczenia na wybrzeżu północno-wschodnim w jakiejś lwiej mierze pochodzą z datków podatków biednego podatnika. A tu bum, spadła Sandy, etymologicznie z greki jej imię (czasem jego) oznacza 'protector of mankind' (obrońca, opiekunka, protektorka ludzkości, coś na wzór Matki Boskiej Często Chowającej pod pazuchę) skręciła na lewo jak nigdy, bo zazwyczaj skręcają na prawo, o czym pewnie przekonałby się nieroztropny pan Strzeczkowski który wybrał się w podróż po Oceanie Atlantyckim w czasie sezonu huraganowego, a potem odbiła się od lodowej ściany i na prawo zwrot i na północ, w świat idealnej równowagi, znikając po woli. Ale miał pan S. z Trójki na swojej łajbie Delphia, etc., szczęście że te fronty się pokiełbasiły, albo Palec Boży utknął w...dupie Matki Natury na chwilę, przypadkiem, acz docelowo zbawiennie. Kalesoniarz mormoński tymczasem zniknął, może na Synod Biskupów się udał, a Obama wypłynął na wierzch, i to ku memu zdumieniu z grubaśnym republikańskim gubernatorem Stanu New Jersey, który najgłośniej i najbardziej chamsko krytykował jeszcze niedawno prezydenta, będąc uważanym przez konserwę polityczną za najlepszego kandydata (z kandydowania tego dobrowolnie zrezygnował, pomimo błagań i nalegań kostuchów republikńskich, mówiąc do nich protekcjonalnie 'to nie mój czas'). Zjawili się razem w tv jak bracia syjamscy, para gejowska, kumple nie od parady, jeden chudy, drugi gruby, jeden długi, drugi przydupiasty. Widać w obliczu katastrofy trzeba brać do rączek wspólną łopatę. No i liczy się już własny wizerunek, nie tylko ten partyjno-globalny. Chcąc nie chcąc nie lubiący się oponenci musieli zacząć wchodzić sobie do odbytów z uśmiechami i bez wycieraczek, publicznie. To się nazywa kompromis, kooperacja, ba koegzystencja przeciwieństw. Przykład dla Kongresu i Senatu. Obama natychmiast oferował wszelką pomoc, drogocenne domki letniskowe, opasłe łajby, ba, plaże prywatne, niedostępne w wielu miejscach dla zwykłego śmiertelnika lub dostępne za uiszczeniem myta, ma się rozumieć, trzeba ratować, zbawiać, odbudowywać. Piasek przenosić z powrotem na koniec piaskownicy, ażeby stukać dulareski do kieski. NYC za to, to odrębna para kaloszy, tam jakoś Obama się nie pojawił. Zdaje się że Stan NY ma on i tak w kieszeni, a tam jakby nie było chyba najbardziej cierpią wciąż bez elektryczności, bez wody w wodzie niezdatnej do picia czy mycia. No ale tam gubernator działa, który właśnie dzisiaj poparł Obamę w wyborach. Dlaczego się wahał, skoro chyba demokrata? Nie wiem. Ale dał głosu w eter digitalowy. A ja też skorzystałem. Poza świeżym oddechem, powietrzem słonym morskim, przyniesionym przez Sandy, moja kabluwka się ulitowała i włączyła mi z powrotem TV na czas huraganu, Bank of America, mój banczek, zapewnił mnie że mi anuluje humanitarnie kary za negatywny bilans. Kupiłem za to najtańszą elektryczną piłę i rżnę powoli starą jabłoń która padła, wraz z tyloma innymi okolicznymi starymi drzewami. I tak sobie myślę czasem, czyżby Sandy przyszła skosić trochę tej starej generacji skostniałych jałowych, nadzianych pogrobowców, ażeby zbawić tę naszą lokalną 'ludzkość'? Może. Morze. Szerokie i głębokie, jak moja mikro nieobliczalność.
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: a propos Sandy 02.11.12, 07:58
      Bóg zapłać, czcigodny Uffo, za jak zawsze pasjonujący raport - dzisiaj z Sandy-kataklizmu.

      To już oklepane fakty, ale jeżeli Champion Światowej Demokracji, raptem trzysta milionów ludzi (na sześć MILLIARDÓW mieszkańców tej pięknej planety łez i cierpienia) konsumuje 25% globalnie konsumowanej ropy, to jeżeli jakieś mityczne boginie z matką naturą wkładają sobie nawzajem paluszki w różne otworki, to katastrofy klimatyczne Championa dopiero czekają.

      Kłaniam się nisko.
      • chickenshorts Re: a propos Sandy 02.11.12, 10:34
        diabollo napisał:

        >to katas
        > trofy klimatyczne Championa dopiero czekają.

        Championy sie schyla, a katastrofy trafia Bangladesz and...Poland

        > Kłaniam się nisko.

        Tudziez, tudziez....
      • uff.o Re: a propos Sandy 02.11.12, 13:37
        małe sprostowanko, to był burmistrz Bloomberg, który poparł Obamę, a nie jak mylnie napisałem gubernator. Gubernator jest cały czas cacy. Natomiast burmistrz B. w poprzednich wyborach popierał Busha.
        Tak, Matka z Bogiem będą jeszcze zbawiennie fikać, bo Big Biznes Nafciarski zaczął wiercić chyba w Poł. Dakocie, gdzie ostatnio gorączka ropy się rozprzestrzenia jak w Katarze jakimś czy Kuwejcie zropiałym. No i gaz łupkowy, którego wydobycie dewastuje wody gruntowe. Obama, jak słyszałem jest cały czas lizany przez światek korporacyjny i chyba dobrze mu z tym. Zapomniał o prostaczkach. No, ale być może ruchy oddolne dadzą mu erekcję reelekcyjną.


        diabollo napisał:

        > Bóg zapłać, czcigodny Uffo, za jak zawsze pasjonujący raport - dzisiaj z Sandy-
        > kataklizmu.
        >
        > To już oklepane fakty, ale jeżeli Champion Światowej Demokracji, raptem trzysta
        > milionów ludzi (na sześć MILLIARDÓW mieszkańców tej pięknej planety łez i cier
        > pienia) konsumuje 25% globalnie konsumowanej ropy, to jeżeli jakieś mityczne bo
        > ginie z matką naturą wkładają sobie nawzajem paluszki w różne otworki, to katas
        > trofy klimatyczne Championa dopiero czekają.
        >
        > Kłaniam się nisko.
        • chickenshorts Re: a propos Sandy 02.11.12, 15:30
          uff.o napisał:

          > małe sprostowanko, to był burmistrz Bloomberg, który poparł Obamę, a nie jak my
          > lnie napisałem gubernator. Gubernator jest cały czas cacy. Natomiast burmistrz
          > B. w poprzednich wyborach popierał Busha.

          To przecie jeden chuj... burmistrz, gubernator... radny.... beda zawsze glosowc na wladze.... Bush, Chrystus.... jeden chuj....


          • uff.o Re: a propos Sandy 03.11.12, 03:50
            chuj nie chuj, ale jeszcze gwoli ścisłości, a więc ów burmistrz NYC, czyli zielonej Atlantydy, Bloomberg to bilioner, republikanin, który poprzednio głosował na Busha, a teraz po przejściu huraganu Sandy, wsparł prezydenta Obamę, ze względu na jego wolę i walkę o ochronę środowiska naturalnego. W dzisiejszym wydaniu magazynu ekonomicznego, wydawanego przez Bloomberga, widnieje cytat z burmistrza, który jest parafrazą słynnego clintonowskiego 'It's economy, stupid.' Wersja Bloomberga brzmi: 'It's global warming, STUPID.' Co prawda, muszę zwrócić honor Obamie, bo jednak chciał przyjechać do NYC, ale burmistrz go...nie wpuścił. Może nie chciał się z Obamą afiszować, jako republikanin, tak jak gubernator New Jersey, który nie mógł uniknąć tej niezręcznej sytuacji. W każdym razie zapowiadane przez republikanów ukrócenie rządowych wpływów na ekonomię, gospodarkę, ochronę śrowdowiska, niejednokrotnie wyrażana obietnica likwidacji EPA (Enivornmmental Protection Agency) i FEMA (Federal Emergency Managment Agency), która zajmuje się obecnie niesieniem pomocy poszkodowanym, w obecnej sytuacji po przejściu Sandy uwidoczniły się jako absurdalne. I mam nadzieję że więcej argumentów nie trzeba ażeby w tych wyborach zwyciężył zdrowy rozsądek. W tym też kontekście różnica między programami obu partii jest jednak istotna, i realna, pomimo tego iż każdy polityk to jeden i ten sam chuj (wie co).


            chickenshorts napisał:

            > uff.o napisał:
            >
            > > małe sprostowanko, to był burmistrz Bloomberg, który poparł Obamę, a nie
            > jak my
            > > lnie napisałem gubernator. Gubernator jest cały czas cacy. Natomiast burm
            > istrz
            > > B. w poprzednich wyborach popierał Busha.
            >
            > To przecie jeden chuj... burmistrz, gubernator... radny.... beda zawsze glosowc
            > na wladze.... Bush, Chrystus.... jeden chuj....
            >
            >
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka