Dodaj do ulubionych

Kato Zabobon będzie miał nowego Cesarza

11.02.13, 17:30
Bartoś: Abdykacja Benedykta XVI – czas na nowe otwarcie?

Tadeusz Bartoś


Kościół dotarł do końca ślepej uliczki. Potrzebuje nowego otwarcia.

Benedykt XVI był przedstawicielem konserwatywnego skrzydła Kościoła katolickiego, które już od kilkudziesięciu lat zajmuje dominującą pozycję. Jego abdykacja nie powinna więc zmienić sytuacji, zasadnicza grupa kardynałów i biskupów była mianowana przez niego i jego poprzednika, a kryterium nominacji była wierność konserwatywnym kwestiom, zwłaszcza takim, jak stosunek do antykoncepcji, aborcji, ewentualnie negatywny stosunek do teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej itd. Mamy więc cały najwyższy zarząd Kościoła z wyboru konserwatywnych przywódców.

Jednak każda taka zmiana jest wstrząsem dla kurii rzymskiej.

Najwyżsi urzędnicy nie wiedzą czego się spodziewać, zmiany mogą być poważne, zwłaszcza w świetle wielu informacji o walkach frakcyjnych w Watykanie, wycieku dokumentów itp., skandali, nad którymi nie ma już żadnej kontroli. Nawet więc konserwatywne konklawe zechce pewnie wybrać kogoś, kto zrobi porządek w kurii, być może wprowadzi jakąś przejrzystość (choć transparentność to jak woda święcona dla diabła w takiej hermetycznej organizacji, swoistym elitarnym męskim klubie). Będzie więc tak czy inaczej nowe otwarcie. Ważny też jest wiek nowego papieża, młodszy będzie miał pewnie ambicje coś zrobić, mając perspektywę kilkunastu lat pracy. Starszy, 80-latek, pewnie kontynuowałby strategię Benedykta.

Czy możliwa jest jakaś zasadnicza zmiana ideowa? Zwycięstwo liberalnego papieża? Mało prawdopodobne, ale konklawe to jednak trochę jak gra w kości. Wybrany nie jest zasadniczo do niczego zobowiązany, a więc nawet ktoś od zawsze konserwatywny – mając pewną większą swobodę – może się okazać zainteresowany głębszymi reformami. Tak było w przypadku Jana XXIII. Kościół dziś to Ameryka Południowa, Afryka. Wybór papieża z tamtych krajów zmieniłby perspektywę, która dziś jest europocentryczna. Kościół widziany jest i rozumiany wyłącznie jako Kościół europejski, włoski, niemiecki itd. Podsumowując, prawdopodobne są głębsze zmiany w funkcjonowaniu zarządu Kościoła katolickiego, wydają się one być pilne i nie do uniknięcia.

Kościół dotarł bowiem do końca ślepej uliczki, i nie ma już gdzie się chować, traci autorytet, jego głos przestaje być słuchany i mieć znaczenie międzynarodowe. Nie panuje nad swoimi kadrami, traci coraz bardziej możliwość formacji ideowej kandydatów na stanowiska. Potrzeba niewątpliwie nowego otwarcia. Dawno nie mieliśmy tak ciekawej sytuacji.

www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20130211/bartos-abdykacja-benedykta-xvi-czas-na-nowe-otwarcie
Obserwuj wątek
    • grzespelc Szatan górą 11.02.13, 17:51
      Abdykował Benedykt, a prokuratura ogłosiła, że zderzenie Tupolewa z brzozą nastą;piło na wysokosci 666 cm. Łehehehe smile Ave satan!
    • diabollo Re: Kato Zabobon będzie miał nowego Cesarza 11.02.13, 20:39
      A tak poza tym, to panu Ratzingerowi należy się szacuneczek za tę decyzję.
      W sumie decyzję świadczącą o dystansie do własnego ego i rzeczywistości.
      Brawo Herr Ratzinger!

      Jak wiadomo Największego W Dziejach Polaka, Słońce Polskich Tatr, pana Wojtyłę, z cesarskiego stolca musieli dopiero znieść nogami do przodu.

      Kłaniam się nisko.
      • diabollo Re: Kato Zabobon będzie miał nowego Cesarza 11.02.13, 20:54
        A poza tym, to pozwolę sobie napisać o moich pragnieniach co do następnego papieża.

        Oczywiście, jako ateista i gorący zwolennik Cywilizacji Śmierci, powinno mi to wisieć, ale nie wisi.

        Jak trzydzieści pięć lat temu wybrali "Fajnego Papieża", to Polska do dzisiaj nie może złapać jakiejś rozsądnej równowagii ideowej. Zatem nawet jak moje pragnienia, gówno znaczą, to temat musi zajmować.

        Zatem pragnąłbym znowu kogoś tak bezbarwnego i bez charyzmy jak Herr Ratzinger. Najlepiej tak samo pancernego i z równie zakutą pałą.

        Dla Polski (gdzie katolicki zabobon jest dominującą, rządzącą ideologią) i jej, daj Baalu, rozwoju społecznego, taki papieski układ byłby optymalny.

        Kłaniam się nisko.
        • grzespelc A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 01:04
          ...żeby był Murzynem. A czy będzie z Afryki, czy np. ze Stanów to już mi wszystko jedno.

          Ciekawe, co wtedy zrobią nasi katorasiści.
          • diabollo Re: A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 08:02
            Hehehe, to byłoby rzeczywiście niezłe. Nawet ktoś pokroju pana Godsona (chociaż ten to chyba protestant, czy już się przechcił na kato?).

            PISS musiałby ogłosić "koniec cywilizacji białego człowieka" w katolickim zabobonie.

            Ale właśnie dlatego coś takiego się nie zdarzy.
            Biały, europejski, z oddziału intensywnej geriatrii, skrajny konserwatysta, "strażnik doktryny".
            To mój ideał, no i faworyt.

            Kłaniam się nisko.
            • diabollo Re: A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 08:13
              diabollo napisał:

              > Biały, europejski, z oddziału intensywnej geriatrii, skrajny konserwatysta, "st
              > rażnik doktryny".
              > To mój ideał, no i faworyt.
              >
              > Kłaniam się nisko.

              Pozwolę sobie jeszcze się bezwstydnie pochwalić, że przy okazji ostatniego konkursu na CEO Kościoła Gin-Kat, a chyba było to jeszcze na forum czcigodnej Oko_Jerza, obstawiłem pana Ratzingera i udało mi się trafic bez pudła.

              Kłaniam się nisko.
              • uff.o Re: A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 16:08
                a ja uważam że starogwardzista odchodzi bo naciski 'pragmatystów' w Łonie stały się niemożliwe do kontrolowania. A nie chcąc im ulec zabiera swoją epokę odwrotu od Soboru II w zacisze klasztorne. Gdyby miał armię to pewnie pogadałby z generałami, a potem pościnał głowy nieposłusznym, wedle Głosu Ducha Świętego. Co nie znaczy że nie będzie on wyciągał swoich macek i wpływów na KK z owego kontemplacyjnego 'zacisza'. Ale w związku z tą całą sytuacją, wydaje się, i taką też mam nadzieję, iż jest spora szansa na modernizację i racjonalizację KK. Na ile pozorowaną. zobaczymy. A być może faktycznie jest człowiek schorowany i piłeczkę przejmą jeszcze bardziej konserwatywni piłkarze, którzy doprowadzą KK ekspressowo do całkowitej ruiny. 'Reformatorzy' (krypto-geje jakby nie było, którzy mają chyba serdecznie dość kryptowania i katakumbowania) jak dobrzy lekarze 'miłosiernie' przedłużyliby drgawki agonalne pacjenta. A druciarze i betoniarze nachapaliby się resztek i plwocin archaicznego autorytetu, władzy i prze-pychu, wpędzając KK do śleppego zaułka, gdzie masa dokonałaby linczu, lub egzekucji jak na ostatnim rosyjskim carze (Już teraz w mediach słyszę głosy młodych baranków z KK iż nie wiedzą co robić, bo czują się porzuceni. Czyli, ...zdradzeni? No tak Papa pokazał milionom tylną stronę Księżyca, albo mówiąc terminologią palikotową, zgwałcił stado cnotliwych baranów). W każdym razie zakręt cywilizacyjny trwa. Co dzień jakaś bombka. Jak nie Palikot anty-gwałciciel, to zużyta Papa, albo Koreańskie fajerwerki. Zupełnie jak te wybuchy na słońcu odbijane jak w lustrze na ziemskim padole w relacjach międzyludzkich na skalę kolektywną. Najbardziej wnikliwym obserwatorem KK był jednak chyba Fellini. Przypomina mi się jego Rzym i pokaz mody watykańskiej. I jeszcze na koniec, ośmielę się sprzeciwić twierdzeniom, padającym publicznie z ust pewnych purpurowców i kup biskupich, które zawsze ochoczo, przy każdej okazji, usiłują zawłaszczyć tym co jakościowo najlepsze i najszlachetniejsze, lub popularne wśród ludu, podszywając się czy to pod proroka, Jezusa czy Boga samego, decydując za nich i o nich, iż papież-abdykant to jakiś...mistyk wielki, który odchodzi w izolację od świata aby zanurzyć się w głębię kontemplacyjną. Być może dzięki takim warunkom odosobnienia, skupieniu na refleksji, etc., stanie się on jakimś mistykiem, wszystko możliwe, ale jak dotąd, z jego wypowiedzi, czy publikacji nie widać niczego takiego. Może jest on filozofem, choć w porównaniou do JPII raczej miernym i mizernym, ale do mistyka to mu jeszcze daleko. Mistycy, w przeważającej większości, to przede wszystkim osoby nastawione indywidualistycznie, rewolucyjnie i anty-doktrynalnie, otwarci na inność,etc. A takich cech to schodzącemu z podestu papieżowi raczej brakowało, chyba że skrzętnie je ukrywał z sobie wiadomych powodów. Raczej zapisał się w mojej pamięci i odczuciu jako ultra-konserwatysta, biorący czynny udział w tuszowaniu najciemniejszych, niemoralnych czynów domniemanych przedstawicieli apostołów, Jezusa i pośredników między tym co boskie a tym co ludzkie, czyli anty-mistyk. I wcale jego zejście tronu nie wzbudza we mnie żadnego szacunku, ani zdziwienia. Wszystko mi już jedno co tam w tym trupim, starczym Ogrójcu się dzieje.
                • grzespelc Re: A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 16:45
                  > mam nadzieję, iż jest spora szansa na modernizację i racjonalizację KK.

                  A ja mam nadzieję, ze takiego zagrożenia nie ma.

                  > zkę przejmą jeszcze bardziej konserwatywni piłkarze, którzy doprowadzą KK ekspr
                  > essowo do całkowitej ruiny.

                  I o to chodzi.
                  • uff.o Re: A ja chcę koniecznie... 12.02.13, 19:15
                    nie mam nic przeciwko zrujnowaniu KK, ale obawiam się że ta ruina, szczególnie ta gwałtowna, pociągnęłaby za sobą ruinę psychiczną sporej części społeczeństwa, które czując się zagubione i zniechęcone znalazłoby oparcie ideologiczne u różnych ekstremalnych idiotów i oszołomów pokroju Rydzyka, którzy na razie są jednak wybrykami marginalnymi. Ekstremę religijną pod płaszczykiem politycznym widać wszak w postaci PIS-u, a dalsza ruina KK chyba raczej zradykalizowałaby środwiska religijne. Przynajmniej na jakiś czas. To byłoby porządne tąpnięcie w mentalności masowej. Tym bardziej że gdzie mają iść, do komuny? Przecież tam też biją. Tu biją po duszy, a tam po dupie. Dlatego myślę że społeczeństwo katolickie takie jak w Polsce, 'najbardziej maaterialistyczne na świecie' (Witkacy), nie jest gotowe na zrzucenie tej stetryczałej skórki udawanej religijności (o duchowości nie wspominając), która dawała im jakąś tam, mniej lub bardziej pozorną, ale konkretną stabilizację psychiczną. Erozja, korozja i podmywanko KK są chyba jeszcze niezbędne. Ale prędzej czy później ostatnią deską ratunku będzie zwrot ku Reformie liberalnej. A znakiem tego będzie niewątpliwie papież Afro, Latino, etc. Maseczka odnowy. No i wiekowo bardziej rozruchany musi być ten namiestnik. Wszak Jjesus to był młodzieniaszek, a nie kwękająca kupa z trupa biskupa. Tak jak sypnęła się komuna, podobna wizualizacja będzie miała miejsce z farbowanymi lisami kościelnymi. Ale i owszem, też jak z komuną, może to nastąpić nagle. Długie, wiekowe narastanie napięcia, aż do znużenia, aż nagle trzask prask i nie ma odwrotu. Jeszcze parę ostro nagłośnionych afer, książek o pedofilii księży w KK i księża, ci niewinni ma się rozumieć, bo zawsze cierpią ci niewinni, a nie ci cwani, będą wieszani na latarniach. Gniew ludu dopiero narasta.

                    grzespelc napisał:

                    > > mam nadzieję, iż jest spora szansa na modernizację i racjonalizację KK.
                    >
                    > A ja mam nadzieję, ze takiego zagrożenia nie ma.
                    >
                    > > zkę przejmą jeszcze bardziej konserwatywni piłkarze, którzy doprowadzą KK
                    > ekspr
                    > > essowo do całkowitej ruiny.
                    >
                    > I o to chodzi.
            • diabollo Re: A ja chcę koniecznie... 13.03.13, 23:30
              diabollo napisał:

              > Biały, europejski, z oddziału intensywnej geriatrii, skrajny konserwatysta, "st
              > rażnik doktryny".
              > To mój ideał, no i faworyt.
              >
              > Kłaniam się nisko.


              No, tym razem chyba nie do końca trafnie.
              Wprawdzie z pochodzenia Włoch, ale przecież Argentyńczyk.

              Wbrew mitom Polaków o sobie samych i wielkich cierpieniach za junty Jaruzelskiego, Argentyna miała w zbliżonym czasie naprawdę juntę wojskową, która popełniała prawdziwe i wielkie zbrodnie, np. ludobójstwo.
              Tamtejszy Kościół Katolicki - jak to zwykle bywa - z faszystowskimi prawicowymi zbrodniarzami delikatnie mówiąc - współpracował, a jednocześnie katoliccy księża zwolennicy tzw. "teologii wyzwolenia" - czyli próby połączenia ideologii katolickiej i marksistowskiej potępionej przez pana papieża Wojtyłę - no, więc ci księża od "teologii wyzwolenia" byli przez reżim i wpółpracujące z reżimem faszystowskie bojówki mordowani.

              Oczywiście pan Bergogio, dzisiaj wybrany na papieża awans na stopień kardynała dostał - jakże by inaczej od pana Wojtyły.

              Krótko mówiąc - pan Bergogio, jak cała Argentyna jest chyba cokolwiek bardziej skomplikowany - i miejmy nadzieję może lepiej rozumiejący złożoności świata - niż dajmy na to prosty niemiecki młotek ze stali Thyssenkrupp, pan Ratzinger, ewentualnie prosty jak "Barka" i "kremówki" a la pan Wojtyła.

              Kłaniam się nisko.
        • gaika Re: Kato Zabobon będzie miał nowego Cesarza 13.02.13, 22:20
          diabollo napisał:


          > Zatem pragnąłbym znowu kogoś tak bezbarwnego i bez charyzmy jak Herr Ratzinger.
          > Najlepiej tak samo pancernego i z równie zakutą pałą.
          >
          > Dla Polski (gdzie katolicki zabobon jest dominującą, rządzącą ideologią) i jej,
          > daj Baalu, rozwoju społecznego, taki papieski układ byłby optymalny.

          Na pewno kardynałowie Nycz i Dziwisz, jako uczestnicy przyszłego konklawe, będą się starać o realizację Twojego pragnienia. Ponieważ KK jest atakowany przez wrogie siły laickie, pewnie wybiorą jakiegoś (zakutego)wojownika.
    • uff.o Re: Kato Zabobon będzie miał nowego Cesarza 11.02.13, 21:20
      kto wie, kto wie...tamtejsze kliki mafijne (biskupio-kardynalskie) mogą wystawić na świecznik jakiś parawan liberalny. Pożyjemy, obaczymy. Tymczasem ex-papa może wreszcie oddać się dowolnie swojej wiernej kochance, Filo Zoofii. No i niech sobie poszczytuje intelektualnie.
    • diabollo Ojciec odchodzi 25.02.13, 08:08
      Agata Bielik-Robson

      Możecie sobie wyobrazić poruszenie, jakie zapanowało na moim wydziale teologicznym w Nottingham po tym, kiedy Benedykt XVI ogłosił abdykację. Nic takiego nie wydarzyło się od czasów jakiegoś tam Celestyna, który przepadł w otchłaniach kościelnego średniowiecza jako ten nieszczęsny, co to wyparł się największego daru Ducha Świętego, czyli władzy papieskiej (choć zdaje się niedobrowolnie), i sczezł marnie w lochach Watykanu. Ponieważ na moim wydziale większość teologów to anglikanie, ale tak zwani Wysocy, czyli w przeciwieństwie do ewangelikańskiego ludu (Low Church) bliscy rytuałowi katolickiemu, choć zdecydowanie bez rzymskiego przywództwa, decyzja papieża szalenie ich podekscytowała. Różne media wydzwaniały na wydział przez cały dzień, a moi koledzy z wypiekami na twarzy komentowali. W BBC od rana do wieczora gościli teologiczni eksperci z Oxfordu, Cambridge (i Nottingham, nie chwaląc się). Znów, przerzucając się z telewizji angielskiej na TVN 24, miałam okazję porównać poziom dyskusji, który, podobnie jak w przypadku małżeństw gejowskich, rozważanych przez brytyjskich parlament dwa tygodnie temu, wypadł zdecydowanie na korzyść Wysp. Gdy w polskich mediach bez wyjątku królowały sentymentalne laurki pożegnalne, słodsze od wadowickich kremówek, media brytyjskie zajęły się trzeźwą analizą kryzysu, jaki dotknął papieską władzę.

      Kryzys? W Watykanie? – to niemożliwe. Pierwszą reakcją polskiego katolika (a większość redaktorów w polskich mediach to polscy katolicy) na niepokojące wieści z centrum świata jest panika i wyparcie. To wszak niemożliwe, żeby ostatni bastion władzy świętej, naturalnej, wspartej w swym słusznym autorytecie przez samego Ducha, podlegał tym samym ziemskim tarciom i napięciom, co każda inna – zwykła, ludzka – forma władzy. To niemożliwe, by papież i jego kardynałowie byli tylko ludźmi, pogrążonymi w intrygach i grach o dominację, jak cała reszta świata. Katolicyzm od wieków oskarżany jest o to, że utrzymuje swoich wiernych w stanie zdziecinnienia, ale nigdzie diagnoza ta nie sprawdza się tak dobrze, jak w Polsce, gdzie istotnie papież funkcjonuje jako Figura Ojca widzianego zawsze z „żabiej perspektywy”: oczami dziecka miłośnie wpatrzonego w swego potężnego, nieskazitelnego rodzica. Dorosłość jednak polega na tym, że rodzic powoli staje się partnerem, a wraz z tym procesem zmienia się istota miłości: nadal się go kocha i szanuje, ale już bez tej namiętnej idealizacji, która wyklucza z figury ojcowskiej wszystko, co słabe i ludzkie. Niedorosłość z kolei to przede wszystkim niezdolność do tego właśnie, by zaakceptować ten rytuał przejścia. O tym, jak dalece polski katolicyzm jest zdziecinniały, można się było przekonać, kiedy po śmierci Jana Pawła II kardynał Dziwisz załamującym się głosem mówił, że czuje się tak, jakby umarł mu Ojciec, a on, jak bezradne dziecko, znalazł się na dnie dezorientacji, pozbawiony autorytetu i drogowskazu – i sądząc po tym, jak przebiegała narodowa żałoba po polskim papieżu, Papa –Wielkim Tacie, nie był on w tym lamencie odosobniony.

      Podobnie dziecinnie przebiegła w polskich mediach dyskusja na temat abdykacji Benedykta. Oprócz Tadeusza Bartosia, który jako jedyny chyba pokusił się o głębszą analizę tego niezwykłego skądinąd aktu, usiłując pokazać jego polityczne kulisy (ale i tak został zagadany przez prowadzącego rozmowę Kamila Durczoka), nie pojawił się nikt, kto byłby gotów podważyć oficjalną (dez)informację Watykanu, która za jedyną przyczynę rezygnacji papieża podawała jego zły stan zdrowia. Kolenda-Zaleska rozczulała się więc przez pół dnia nad tymże stanem zdrowia, a jedynym głosem „eksperckim” w tym zasłodzonym na śmierć spektaklu dziecinnej potulności i pokory była opinia samego brata Benedykta, który autorytatywnie potwierdził, że w całej tej sprawie chodzi tylko o niedomagania zdrowotne.

      Czyżby? Wystarczyło posłuchać kilku ekspertów na BBC, by szybko wyrobić sobie zupełnie odmienne zdanie. W ich opinii abdykacja papieża, zasłonięta – jak zwykle w watykańskiej mowie-trawie – wymówkami zdrowotnymi, ma wymowę jak najbardziej polityczną. Benedykt, jeden z najmniej popularnych papieży ostatnich czasów, postanowił odejść, ponieważ jego wizja władzy watykańskiej – mocno scentralizowanej i autorytarnej – nie spotkała się z dostatecznym poparciem nie tylko kościoła powszechnego, ale nawet jego najbliższego otoczenia, czyli rzymskiej kurii. To nie przypadek, że na kilka dni przed ogłoszeniem abdykacji ważna postać kurii, kardynał Paglia, wystąpił z orędziem na rzecz związków partnerskich, popierającym nowe ustawy w Wielkiej Brytanii i Francji, a tym samym wprost wymierzonym przeciw konsekwentnie antygejowskiej polityce samego Benedykta. To nie przypadek, że przez ostatnie kilka miesięcy tyle było wokół papieża skandali – a to z jego osobistym kamerdynerem, a to z kolejnymi przeciekami tajnych dokumentów. Był to wyraźny znak, że bolid B16 utracił sterowność i odtąd zaczyna dryfować na nieprzyjaznym sobie morzu. Nie mogąc przeforsować swojej militarno-autorytarnej wizji kościoła, Benedykt postanowił wycofać się, zanim jeszcze nie utracił władzy zakulisowo.

      CDN...
      • diabollo Re: Ojciec odchodzi 25.02.13, 08:09
        Więcej, postanowił wycofać się z hukiem, by pozostawić Kościół, instytucję, którą jeszcze przed chwilą reprezentował, w stanie oskarżenia – jako niereformowalną, upadłą i dogłębnie niedoskonałą, w istocie skażoną tym samym złem, co cała nowoczesno-liberalna rzeczywistość, z którą dotąd za jej pomocą walczył. Odchodząc, uraczył nas jeszcze mową pożegnalną, której nie powstydziłby się żaden Manichejczyk: ja, ostatni sprawiedliwy w tej liberalnej Sodomie, składam broń, ponieważ nawet Kościół nie okazał się dostatecznie czysty, by się jej przeciwstawić. Świat ogarnęła „choroba dekonstrukcji”, w której wszystko, co stałe, wyparowuje, a wszystko, co święte, ulega profanacji – i nawet Kościół katolicki, najsolidniejsza dotąd opoka światowego tradycjonalizmu, nie oparła się tej pokusie. Oczywiście, Benedykt powiedział tylko to pierwsze, tego drugiego nie – ale to ciche, nie wyrażone wprost oskarżenie pod adresem własnej instytucji, jest w istocie sednem jego decyzji o odejściu.



        Nie ma zresztą powodu, by nadmiernie się z tej decyzji cieszyć, ponieważ nic ona nie oznacza w kwestii rzekomego powrotu Kościoła Otwartego. Benedykt, choć manichejski do imentu (naprawdę, wbrew tomistycznej doktrynie, jaką katolicyzm oficjalnie wyznaje, dogłębnie nieufny wobec bytu), był jednak w swoim manicheizmie przewrotnym idealistą, walczącym z ziemskim zepsuciem świętej instytucji. Być może więc po jego odejściu będzie tylko gorzej: żadnego otwarcia, a jedynie kontynuacja wszystkich odziedziczonych po ostatnich trzech papieżach konserwatywnych trendów, tyle że już bez tego ponurego błysku w oku, który mesmeryzował nawet najbardziej zaciętych przeciwników Ratzingera.

        www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130224/ojciec-odchodzi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka