diabollo
30.12.13, 11:12
Piekło przed nami
Jacek Żakowski
Trudny rok nas czeka, proszę państwa. Męczący, wymagający, emocjonujący i decydujący.
Wiadomo, że 2014 r. zaczyna wyborczy maraton. Nie będą to najważniejsze wybory, ale będą ważne. Europejskie - bo w następnej kadencji Unia musi zdecydować, co z sobą dalej robić, i będzie to miało wpływ także na nas. Wybory samorządowe - bo w samorządach partie mają najważniejsze finansowe i kadrowe rezerwy.
Jedne i drugie wybory są jednak ważne przede wszystkim dlatego, że wyznaczą tendencję przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. Kto w 2014 r. wygra, ten dalej będzie miał z górki. Bo politycy, sponsorzy, media i wyborcy ciążą ku zwycięzcy. A w 2015 r. stawką będzie pełnia władzy w kraju. Ona sprawia, że na politycznej scenie już trwa nerwowa krzątanina.
Prawica PiS-owska podgrzewa swoje wielkie paranoje. O układzie już się mówić nie da, więc jego miejsce zajmuje konstrukcja opisana w książce "Resortowe dzieci". W nim wszyscy "obcy" są o coś pomawiani. Tym razem nie musi to być nic konkretnego jak w przypadku lustracji. Współautor Jerzy Targalski wyjaśnia w "Gazecie Polskiej Codziennie", że wystarczą "powiązania ideowe i mentalne".
Z kolei Antoni Macierewicz podgrzewa smoleńską narrację, w której przyczyną katastrofy był wybuch w powietrzu. A biskupi wskoczyli na genderowego konia. Będą na nim pędzili, wznosząc okrzyki przeciw "holocaustowi aborcji" i "propagandzie gejowskiej". Ale to tylko przygrywki. W decydującym momencie cała formacja otrzyma wsparcie Władimira Putina. Prezydent Rosji wie, kiedy skończyć śledztwo i oddać Polsce wrak, by osiągnąć zamierzony efekt.
Prawica balcerowiczowska, której polityczny sztandar dźwiga Jarosław Gowin, też szybko się rozkręca. W jej strategii miejsce katastrofy smoleńskiej zajmują zmiany w OFE; miejsce "resortowych dzieci" - socjaliści; a miejsce Episkopatu - Fundacja Obywatelskiego Rozwoju. Poza tym treść, forma, ostrość, dynamika histerii są podobne. Im wybory bliżej, tym więcej ukrytych socjalistów, czyli w istocie faszystów (jak aborcja, to "w istocie holocaust").
Bo faszyzm okazuje się odmianą lewicy, jak przekonuje Jonah Goldberg w poprzedzonej entuzjastycznym wstępem Leszka Balcerowicza książce "Lewicowy faszyzm". Faszystowski jest tu "New York Times", studencki ruch lat 60., Barack Obama. Donald Tusk oczywiście też, choć o nim Goldberg milczy. Wedle tej narracji nad Polską wisi faszystowskie widmo, bo - jak ujął to w piątkowej "Wyborczej" Wojciech Maziarski - "neosocjalizm zalewa nasze mózgi". Zabójcze zło, jak u Targalskiego, czai się w ukrytych "powiązaniach ideowych i mentalnych".
W ten sposób dwa nurty wyrazistej prawicy zbliżają się do siebie i do stworzenia wspólnej alternatywy dla przyszłego rządu z udziałem PO (oraz PSL lub SLD). Jarosław Kaczyński mówi "Faktowi", że "z Gowinem można budować nową Polskę". Szykuje się wspólna krucjata przeciw "faszyzmowi" (lewicy) i "holocaustowi" (gender).
Problem jest tym poważniejszy, że kruszy się obóz rozsądku. Nawet Bronisław Komorowski szuka sobie miejsca w pół drogi między centrum a integrującym się obozem prawicy. Celem prezydenta jest reelekcja, która zamknie PiS-owi drogę do pełni władzy. To wiele usprawiedliwia, bo wymaga poparcia wyborców niechętnych Tuskowi.
Ale prezydent idzie krok dalej. Krytykując Tuska w sprawie OFE, sentymentalnie wraca do swego udziału w rządzie Jerzego Buzka - ostatnim, który łączył oba nurty wyrazistej prawicy. To zachęca wyborców Platformy, by przemyśleli swój wybór, wywołuje napięcie w PO wciąż liżącej rany po partyjnych wyborach i zwiększa szanse PiS na odzyskanie władzy.
Siły są wyrównane. O wyniku może decydować przypadek, ale jedno wydaje się pewne - czeka nas polityczne piekło tego roku. Trzeba będzie się bardzo postarać, byśmy w nim nie utkwili na dłużej.
wyborcza.pl/1,75968,15199749,Pieklo_przed_nami.html