diabollo
04.03.14, 07:52
Edwin Bendyk,
Do jakiej klasy społecznej należysz?
Polska klasowa
Podział na klasy tworzy coraz trudniej porozumiewające się światy, oddzielone od siebie niczym zamknięte osiedla. Przemianami społecznymi w Polsce rządzi reguła św. Mateusza, głosząca, że bogatym będzie dodane.
Maciej Słomczyński, socjolog z Polskiej Akademii Nauk i Ohio State University w Stanach Zjednoczonych razem z prof. Krystyną Janicką rozpoczęli w 1988 r. program naukowy POLPAN, zakrojone na szeroką skalę badania struktury społeczeństwa, które są regularnie powtarzane na tej samej grupie respondentów. Kiedy projekt ruszał, nikt nie przewidział, że kolejna, zaplanowana za pięć lat edycja będzie już analizować kraj po wielkiej transformacji. Szczęśliwy przypadek spowodował jednak, że proces przechodzenia od socjalizmu do kapitalizmu został niejako socjologicznie sfilmowany. Z kolejnych, powtarzanych co pięć lat badań powstają następne odcinki serialu, który najlepiej zatytułować „Gra w klasy”.
Wniosek podstawowy: w Polsce od początku transformacji systematycznie rośnie rozwarstwienie społeczno-ekonomiczne. Najlepiej usytuowane 15 proc. Polaków poprawiło swoją kondycję materialną między 1998 a 2006 r. średnio ponaddwukrotnie. 15 proc. najbiedniejszych w 1988 r. – zbiedniało jeszcze o połowę.
Rozjechały się bieguny, ale jednocześnie wzmocnił środek. W 1992 r. 70 proc. Polaków, jak wynika z innych już badań („Diagnozy społecznej” realizowanej przez prof. Janusza Czapińskiego, psychologa społecznego z Uniwersytetu Warszawskiego), twierdziło, że nie wystarcza im pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb – w 2011 r. problem ten miało już „tylko” 26 proc. „Diagnoza” pokazuje, że proces wzrostu nierówności w Polsce, które w 2003 r. należały do najwyższych w Europie, po 2005 r. zmienił łagodnie kierunek i dysproporcje zaczęły się zmniejszać.
Ostrożnie z zachwytem, studzi radość dr Maciej Gdula, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Pamiętajmy, że w tym czasie wstąpiliśmy do Unii Europejskiej. Dwa miliony Polaków wyjechało w poszukiwaniu lepszego losu za granicę. A ci, co zostali, skorzystali na unijnym wsparciu finansowym. Inwestycje w infrastrukturę dały zatrudnienie robotnikom niewykwalifikowanym, a Wspólna Polityka Rolna pomogła wsi. Najwięcej zyskały więc grupy znajdujące się u dołu drabiny społeczno-ekonomicznej, co od razu wychwyciły pomiary nierówności.
Trwamy w podziale
Niestety, nic się nie zmieniło pod względem strukturalnym, przekonuje prof. Słomczyński. Wolnorynkowy kapitalizm, nawet jeśli zapewnia wzrost zamożności wszystkim, to bardziej sprzyja uprzywilejowanym. Oczywiście, nierówności społeczno-ekonomiczne istnieją wszędzie, z Kubą i Koreą Północną włącznie. Wielu ekonomistów postrzega je pozytywnie, uznając za motor napędzający rozwój gospodarczy. Bogaci chcą mieć jeszcze więcej, więc inwestują i jednocześnie dużo wydają na konsumpcję, co daje pracę biedniejszym. Biedniejsi chcą wspiąć się po szczeblach społecznej drabiny, więc inwestują w siebie i dzieci, bo to zwiększa szansę na sukces. Ta wiara silnie towarzyszyła nam w pierwszych latach transformacji. Ale czy dzisiejsza Polska jest krajem, w którym o miejscu w strukturze społecznej decydują przede wszystkim osobiste zdolności i zasługi?
Odpowiedzi dostarczają wspomniane badania POLPAN, które w edycji w 2003 r. wprowadziły także… pomiar inteligencji respondentów. Okazało się, że osoby o najniższych wynikach, lecz plasujące się wyżej w strukturze społecznej, uzyskały w latach 1988–2003 średni przyrost dochodów na poziomie 760 zł, a tak samo mało inteligentni, ale z dołu społecznej drabiny poprawili swój status jedynie o 67 zł. Osoby o najwyższych wynikach w teście inteligencji Ravena, lecz także ze społecznego dołu, zdołały wyrwać w tym czasie 650 zł, a więc i tak mniej niż ci mniej inteligentni, ale lepiej społecznie ustawieni.
CDN...