Pamiętam wiele uroczystości, manifestacji, apeli, na których obecność była obowiązkowa. Pamiętam, że mimo to, a może właśnie dlatego Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatnio. Oczywiście tak dostatnio, jak rosła. A dziś, gdy uczniowie mają obowiązek obowiązkowo być na mszy świętej ku czci, to ludzie małej wiary podnoszą larum. I co? Na szczęście gówno, ponieważ nasza władza nie klęka przed byle rodzicem, nie daje się zastraszyć, nie ustępuje krzykaczom i też się modli o lepsze jutro.
Jak widać nie żałowano publicznego grosza i wysłano po dzieci autobusy. A zgodnie z przepisami ustawy - Karta Nauczyciela, dyrektor szkoły w przypadku zobowiązania nauczyciela do prowadzenia zajęć w dniu wolnym od pracy ma obowiązek udzielenia mu innego dnia wolnego od pracy. W szczególnie uzasadnionych przypadkach nauczyciel zamiast dnia wolnego otrzymuje odrębne wynagrodzenie. Bowiem lepiej, żeby w pracowni komputerowej nie było komputera niż dziecka nie było na mszy. A przykład idzie z góry - państwo zostawili i do stolicy polecieli. Nie ma ważniejszych spraw niż czołobitność. To dzięki bogu za wstawiennictwem świętego od września będzie nowy, darmowy podręcznik na miarę XIX wieku. Zarobią odpowiedni ludzie, a nie jacyś przypadkowi wydawcy i autorzy.
Przepisy prawa oświatowego nie zawierają regulacji pozwalających dyrektorowi szkoły na organizowanie w niedziele obowiązkowych zajęć niezwiązanych z realizacją podstawowych zadań szkoły - wyjaśnia Joanna Dębek, rzeczniczka prasowa MEN. Ale po żmudnym dochodzeniu wszelkie możliwe organa państwowe dojdą do wniosku, że nie zawierają także regulacji nie pozwalających dyrektorowi szkoły na organizowanie w niedziele obowiązkowych zajęć niezwiązanych z realizacją podstawowych zadań szkoły. Więc wszystko jest w najlepszym porządku.
Tak to jest, gdy zarobki nauczycieli nie zależą od tego, czy dobrze nauczają, jak pracują i co robią, tylko są płacone na starej sprawdzonej turbokapitalistycznej zasadzie - czy się klęczy, czy plackiem leży, to Karta Nauczyciela gwarantuje wypłatę co miesiąc.