diabollo
01.09.14, 08:07
Aptekarka: ma pani receptę na tabletkę 'dzień po'? Nie powinnam pani tej recepty oddać!
Czytelniczka
Tego dnia wróciłam wcześniej do domu. Czekał tam na mnie niespodziewanie mąż. Synek w żłobku. W łazience powitała mnie wanna z pachnącą wodą. I zdarzyło się. Był seks, którego miało nie być. Nie było za to gumki, która powinna była być.
Zła na siebie, bo taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Od zawsze uważam, że dzieci powinny rodzić się chciane. Niekoniecznie zaplanowane, ale chciane. Gdybym teraz zaszła w ciążę, nasze by takie nie było.
Uzbrojona w receptę, spokojna, pomaszerowałam do apteki. W pierwszej - wyniosłe, pogardliwe spojrzenie farmaceutki : "Nie ma. Ale mogę pani zamówić, tylko to, zdaje się, nie wchodzi w grę". Uśmieszek.
A niech Cię. Na szczęście to duże osiedle, apteki jedna na drugiej.
Apteka nr 2 (wpadam w lekkim pośpiechu, bo już dość późno, za pół godziny muszę być w pracy, nie mam czasu się rozglądać), podaję receptę, łagodny uśmiech zmienia się nagle w gniewny grymas: "Krzyża pani nie widzi?". Rzeczywiście, na ścianie wielki, drewniany krzyż z obliczem Chrystusa w koronie cierniowej. "U nas TAKICH preparatów pani nie kupi. Właściwie, chcąc mieć sumienie za nas obie, nie powinnam pani tej recepty oddać".
Wyrzuciłam z siebie tylko: "Bardzo proszę, niech ją pani zatrzyma. Do widzenia". Tu mały triumf, bo panią zatkało. Wyszłam.
Apteka nr 3. Zaczęłam od dokładnych oględzin. Krzyża brak. No dobrze. Po doświadczeniach z dwóch pierwszych miejsc zapominam, że dysponuję prawidłowo wypełnioną receptą na w pełni legalny, bezpieczny środek, nieśmiało , jakby po kryjomu podaję świstek farmaceutce. Tym razem trafiłam. Bez mrugnięcia okiem dziewczyna w moim wieku podaje mi kartonik, kasuje, z firmowym uśmiechem żegna się.
Ulga.
Przez Polskę przetacza się obecnie dyskusja o klauzuli sumienia, deklaracji wiary, wyższości prawa boskiego nad ludzkim. Nigdy jednak jej reperkusje nie dotknęły mnie aż tak osobiście.
Nie chcę się czuć jak puszczalska degeneratka, gdy kupuję produkt, do którego zakupu mam pełne prawo. Nie chcę , żeby ktoś traktował mnie jak małą dziewczynkę i decydował za mnie. Nie chcę, żeby aptekarka czuła, że ma prawo "mieć sumienie za nas obie".
Jestem ateistką, której do głowy by nie przyszło, by obrażać cudzą wiarę, cudzą wspólnotę wyznaniową czy przekonania.
Jestem lekarką, która nigdy nie będzie wciskać katoliczce antykoncepcji czy przekonywać do in vitro.
Jestem kobietą, która nie chce, by ktoś miał prawo decydować, jak ma żyć, jak ma myśleć i jakie decyzje podejmować.
wyborcza.pl/1,96025,16497434,Aptekarka__ma_pani_recepte_na_tabletke__dzien_po__.html#TRNajCzytSST