Dodaj do ulubionych

Homodylemat synodu w Watykanie

14.10.14, 07:27
Homodylemat synodu w Watykanie

Tomasz Bielecki

Uczestnicy synodu o rodzinie, który zwołał papież Franciszek, potrafią dopatrzyć się pozytywów nawet w związkach gejowskich. To jaskółka rewolucji duszpasterskiej czy tylko Franciszkowe "ocieplanie tonu"?

Synod, na którym najgorętszym tematem jest zakaz udzielania komunii rozwodnikom w ponownych związkach, dobiegł w poniedziałek półmetka. Podsumowanie - zamkniętych dla mediów - debat z pierwszego tygodnia wygłosił węgierski kardynał Péter Erdo, a Watykan opublikował jego tekst.

O ile w sprawie komunii dla rozwodników nie ma sensacji (uczestnicy synodu są najwyraźniej dość mocno podzieleni), to zaskakują sformułowania o homozwiązkach. Erdo stwierdza, że istnieją przypadki, w których wzajemna pomoc ("aż po poświęcenie się") stanowi cenne wsparcie w życiu partnerów. Ta deklaracja jest rzecz jasna obwarowana zastrzeżeniami, że duszpasterze nie mogą być poddawani naciskom "inspirowanym ideologią gender", czyli zmierzającym do legalizacji małżeństw homoseksualnych.

Kościół w swym oficjalnym nauczaniu nie uznaje za grzech homoseksualizmu jako orientacji seksualnej (lub w kościelnym języku "skłonności"), lecz wzywa gejów i lesbijki, by za swą "skłonnością" nie podążali, czyli zachowali abstynencję seksualną.

Choć słowa kardynała Erdo o pozytywach w przynajmniej niektórych homozwiązkach mieszczą się w tonie dokumentów np. francuskiego episkopatu, to w Watykanie są zupełną nowością.

Wcześniej na szczytach Kościoła można było usłyszeć o "wewnętrznym złu" bądź "nieuporządkowaniu" wbudowanym we wszystkie homozwiązki. Nawet słynne pytanie Franciszka: "Kimże ja jestem, by ich osądzać?", nie wykraczało poza katechizmowe rozróżnienie między niezawinioną orientacją (której nie można "osądzać") a decyzją gejów, co z nią zrobić.

Watykan jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II ogłosił instrukcję dla katolickich polityków, w której wzywa do przeciwstawiania się prawnemu wsparciu dla par homoseksualnych, i to nie tylko małżeństw. Jednym z argumentów było unikanie publicznego zgorszenia, np. przydzielenie wspólnego mieszkania komunalnego parze mężczyzn. Deklarację kardynała Erdo można odczytać jako odejście od tego surowego stanowiska - zdecydowane "nie" dla homomałżeństw, ale zarazem dostrzeżenie pozytywów, czyli tym samym wytrącenie samemu sobie z ręki argumentów przeciw związkom rejestrowanym na bazie prawa świeckiego.

Sęk w tym, że wnioski co do duszpasterskiej rewolucji mogą się okazać bardzo pochopne. Po pierwsze, obecny synod to tylko wstęp do drugiego, większego synodu o rodzinie za rok. Po drugie, konserwatywne skrzydło jest gotowe ostro bronić status quo. Gdy katolickie małżeństwo opowiedziało na synodzie o katolickich znajomych, którzy zaprosili na święta syna z partnerem, oberwało im się od co najmniej jednego z kardynałów. Po trzecie, wszystkie decyzje i tak należą do Franciszka. I dziś nikt nie da głowy, że papież pójdzie na złagodzenie sprzeciwu Kościoła wobec związków rejestrowanych. Z różnych jego wypowiedzi - i jako papieża, i sprzed konklawe - można wysnuwać sprzeczne wnioski.

wyborcza.pl/1,75477,16798666,Homodylemat_synodu_w_Watykanie.html
Obserwuj wątek
    • podjadek57 Re: Homodylemat synodu w Watykanie 14.10.14, 14:28
      Ucho od śledzia, szanowni
      • diabollo Re: Homodylemat synodu w Watykanie 14.10.14, 17:02
        podjadek57 napisał:

        > Ucho od śledzia, szanowni

        Czcigodny Podjadku, hehehe, chyba najtrafniejszy komentarz, jaki można było sobie wyobrazić.

        Kłaniam się nisko.
    • diabollo Synod rozprawia się z kościelnym 'językiem z innej 14.10.14, 17:16
      Synod rozprawia się z kościelnym 'językiem z innej planety'. Nie dziwi, że nasi biskupi wzięli to do siebie

      Michał Wilgocki

      Nie może dziwić sprzeciw abp. Stanisława Gądeckiego wobec dokumentu podsumowującego dotychczasowe rozmowy na watykańskim Synodzie o rodzinie. Spora część obradujących tam biskupów ma chęć rozprawić się z kościelnym "językiem z innej planety" albo retoryką, która odrzuca ludzi od Kościoła. Brzmi to niemal wprost jak zarzut wobec niektórych polskich biskupów.

      - Jakie jest zdanie polskiego Episkopatu w sprawie komunii dla rozwodników? - zapytał w ubiegłym tygodniu dziennikarz abp. Marka Jędraszewskiego, zastępcę przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

      Hierarcha odparł, nieco obrażony, że za tym pytaniem stoi próba skonfrontowania Episkopatu z Synodem. Czyli, w domyśle - dziennikarze po raz kolejny chcą postawić tezę, że polski Kościół nie jest Kościołem papieża Franciszka.

      Wczoraj do konfrontacji ostatecznie doszło. Abp Stanisław Gądecki na antenie Radia Watykańskiego ostro skrytykował dokument podsumowujący dotychczasowe obrady Synodu. Nie mogło być inaczej, skoro dotychczasowe ustalenia brzmią jak lista uwag do hierarchów w Polsce.

      Uwaga pierwsza: niezrozumiały język

      Australijskie małżeństwo Ron i Mavis Pirola, jedno z wielu, którego świadectwa biskupi wysłuchali podczas Synodu, miało wyznać, że choć oboje są katolikami, w ogóle nie czytają dokumentów Kościoła, bo są pisane językiem "z innej planety".

      Abp Diarmuid Martin z Dublina miał z kolei, według relacji "Tygodnika Powszechnego", nazwać kościelną nowomowę "językiem odczłowieczonym", a kontakt hierarchów z wiernymi "dialogiem jednokierunkowym".

      Niektórzy biskupi mieli też twierdzić, że używanie takich sformułowań jak "mentalność antykoncepcyjna" czy "życie w grzechu" odstrasza ludzi.

      Dla porównania - cytat. Abp Stanisław Gądecki, tuż przed rozpoczęciem Synodu, "Nasz Dziennik": - Mentalność antykoncepcyjna i rozpowszechniony indywidualistyczny model antropologii powodują znaczny spadek demograficzny.

      Przykładem wypowiedzi "z innej planety" są też słynne już słowa o sprzątaniu, chłopcach, dziewczynkach i gender. Hierarcha chciał przekazać, że - według niego - edukacja równościowa prowadzi do promocji homoseksualizmu. Powiedział to jednak w sposób tak złożony i zawiły, że niektórzy zrozumieli, że chłopców nie powinno się uczyć sprzątania po sobie.

      Uwaga druga: oceniająca retoryka

      Abp Denis Hart z Melbourne mówił na Synodzie: - Wyrażenia takie jak "nieuporządkowany" czy "wewnętrznie zły" są prawdziwe, ale można to przekazywać inaczej, z miłosierdziem i z jednoczesnym uświadamianiem ludziom, że w każdych okolicznościach są szanowani i kochani przez Kościół.

      Wtóruje mu kard. Walter Kasper z Niemiec, główny inicjator rewolucji związanej z komunią dla rozwodników. Zaproponował on, żeby wobec rozwiedzionych w powtórnych związkach nie używać terminu "cudzołożnicy", ponieważ starają się żyć w sposób odpowiedzialny, a takie określenie byłoby obraźliwe.

      Inne z małżeństw, które przemawiało na Synodzie, opowiedziało o tym, że ich znajomi stanęli kiedyś przed dylematem - czy zaprosić partnera swojego syna na Boże Narodzenie. Po wielu dyskusjach na święta do rodziny przyjechali obaj panowie. Małżeństwo poradziło kardynałom i biskupom, że podobnie może być w życiu parafialnym.

      Wśród wypowiedzi polskich biskupów trudno co prawda znaleźć tak radykalne słowa, jak słowa kardynała Fernando Sebastián Aguilara z Pampeluny, który homoseksualizm nazywa "niedorozwojem". Mało tego - niektórzy hierarchowie o homoseksualizmie mówią z wielka troską. Np. abp Józef Kowalczyk, były prymas Polski, w sierpniu ubiegłego roku powiedział "Rzeczpospolitej": - Kościół nie odwróci się od środowisk gejowskich. Znam ludzi o skłonnościach homoseksualnych, którzy są bardzo wartościowymi ludźmi, ale nie pochwalam i nie akceptuję praktyk seksualnych osób tej samej płci.

      Ale przypomnijmy list Konferencji Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 roku

      CDN...
      • diabollo Re: Synod rozprawia się z kościelnym 'językiem z 14.10.14, 17:16
        "Kościół w żaden sposób nie zgadza się na poniżanie osób o skłonnościach homoseksualnych, ale równocześnie z naciskiem podkreśla, że aktywność homoseksualna jest głęboko nieuporządkowana oraz że nie można społecznie zrównywać małżeństwa będącego wspólnotą mężczyzny i kobiety ze związkiem homoseksualnym" - piszą biskupi.

        Kilka tygodni wcześniej abp Henryk Hoser w wywiadzie rzece "Bóg jest większy" stwierdził: "Jeśli mam pretensje do homoseksualizmu, to za to, że zabił on ideę przyjaźni między mężczyznami albo kobietami - całkowicie ją zerotyzował". Jego rzecznik Mateusz Dzieduszycki mówił z kolei w tym roku (zapewne za przyzwoleniem biskupa), że homoseksualiści ze względu na niezdrowy tryb życia żyją 20 lat krócej niż inni ludzie.

        Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet jeśli hierarchowie i ich podwładni tak myślą i zdania nie zmienią, mogliby "przekazać to inaczej, z miłosierdziem".

        Uwaga trzecia: stawianie akcentów

        Abp Paul-André Durocher, przewodniczący kanadyjskiego Episkopatu, pierwszego dnia mówił na Synodzie tak:



        "Prawdą jest, iż we współczesnym świecie rodziny i małżeństwa narażone są na wiele zewnętrznych niebezpieczeństw, które je osłabiają. Ale w tym współczesnym świecie żywe są także rzeczywistości pozytywne: równe i partnerskie relacje małżonków, walka z przemocą wobec dzieci i kobiet w rodzinach, dostrzeganie roli ojca w rozwoju dziecka, budowanie przestrzeni wzajemnej i równoprawnej komunikacji. To wszystko jest dobre, powinno być uznawane i doceniane przez ludzi Kościoła" (cytat za "Tygodnikiem Powszechnym").

        Polski Episkopat akcenty stawia zupełnie inaczej. Przykładem może być wypowiedź biskupa Artura Mizińskiego, sekretarza KEP na temat konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, nad którą pracuje Sejm.

        - Episkopat sprzeciwia się jakiejkolwiek przemocy wobec człowieka, a szczególnie w relacji do osób słabszych. W konwencji są jednak sformułowania nie do zaakceptowania. Podstawowym jest lansowana teza, że religia jest źródłem przemocy. A także stwierdzenie o redefiniowaniu płci. Pod tym szlachetnym, nośnym tytułem są takie tezy. Uwrażliwiamy katolików, że takie treści są tam przemycane - mówił biskup.

        "Konwencja zbudowana jest na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować" - głosi z kolei oświadczenie Episkopatu z grudnia 2012 roku.

        Oczywiście nadużyciem byłoby uznanie wypowiedzi abp. Durochera za głos poparcia dla konwencji. Ale w obliczu jego słów jej stanowcze odrzucenie przez Episkopat rodzi pytanie - czy biskupi, z nadmiernej troski o rodzinę, nie czynią jej krzywdy, wylewając dziecko z kąpielą?

        Kościół Franciszka nie dla Polski? Ostrożnie

        Nie może więc dziwić reakcja abp. Gądeckiego na to, co do tej pory działo się w Watykanie. Ale synod jest dopiero na półmetku, silny głos ma także skrzydło konserwatywne. Jeszcze przed synodem w sprawie małżeństwa i komunii dla rozwodników wypowiadał się ostro prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Gerhard Müller. Wraz z pięcioma innymi kardynałami wydał książkę, w której sprzeciwia się jakimkolwiek zmianom w nauczaniu Kościoła. Jeden z nich, kard. Raymond Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, tak powiedział o podsumowaniu Synodu: "Dokument ten pozbawiony jest solidnych podstaw w Piśmie Świętym i Magisterium".

        Samo zaś nadzwyczajne zebranie biskupów jest preludium do zgromadzenia zwyczajnego w październiku przyszłego roku. Ewentualne decyzje z mocą sprawczą zapadną właśnie wtedy, a do tego czasu wiele może się wydarzyć.

        Wygląda na to, że pełne wnioski na temat Kościoła Franciszka w Polsce będzie można formułować dopiero w grudniu. Wtedy światło dzienne ujrzy coroczny list Episkopatu o rodzinie, rozsyłany do wszystkich parafii. Biskupi zdradzili, że mieli już gotową jego treść, ale wstrzymali się z jej akceptacją, żeby poczekać, co zostanie ustalone na Synodzie. Katoliccy homoseksualiści i rozwodnicy w nowych związkach z Polski muszą więc cierpliwie poczekać do grudnia, żeby przekonać się, czy nadal są "cudzołożnikami" albo "ludźmi wewnętrznie nieuporządkowanymi".

        Pierwszy pozytywny sygnał dostali już dzisiaj w rozmowie "Tygodnika Powszechnego" z bp. Grzegorzem Rysiem o dokumencie roboczym na przyszłoroczny Synod.

        - W "Instrumentum laboris" napisane jest, że Kościół będzie się zawsze sprzeciwiał uznaniu związków homoseksualnych za małżeństwa i prawnie przyznanej adopcji dzieci parom homoseksualnym. Ale jest też napisane, że jeśli taka para prosi o chrzest dla dziecka, należy go udzielić, czyniąc wszystko, żeby pomóc tej parze, tak jak każdej innej, wychować to dziecko po chrześcijańsku. Czyli nie ma stwierdzenia, że ludzie, którzy żyją w stałym związku homoseksualnym, nie są w stanie wychować dziecka po chrześcijańsku. Ukazane jest, że mają trudność, ale inni też mają inne trudności. Tak jak się innym pomaga w wychowywaniu dzieci, tak tym też należałoby pomóc, i to jest zadanie wspólnoty - mówi bp Ryś.

        wyborcza.pl/1,75968,16800739,Synod_rozprawia_sie_z_koscielnym__jezykiem_z_innej.html
        • diabollo Re: Synod rozprawia się z kościelnym 'językiem z 14.10.14, 17:19
          Zatem jak to ktoś skomentował: chodzi zatem tylko o "język", czyli retorykę, propagandę czy jak to się dzisaj mówi "piar", a nie o zmianę treści.
          A i tak brzuchaci biskupi w Polsce wpdadli w niebezpieczne drgawki...

          Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka