diabollo
25.01.16, 07:28
Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda
Rafał Wnuk
Mit, jakoby Brygada Świętokrzyska przedostała się na Zachód, klucząc w przesuwającym się pasie przyfrontowym narażona na ataki Niemców bądź Sowietów, nie ma nic wspólnego z prawdą. Przeszli na teren Czech pod opieką Niemców i ani przez chwilę nie walczyli z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej.
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej
W reklamie hagiograficznej powieści "Legion" Elżbiety Cherezińskiej o Brygadzie Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych czytamy: Mieli być wyklęci. Okazali się zwycięscy. Walcząc z Sowietami i Niemcami, dawali dowody, że państwo polskie trwa - karze przestępców, likwiduje zdrajców, chroni ludność i przygotowuje kadry dla niepodległego kraju. Byli solą tej ziemi, wyrośli w polskich lasach - liczyli tylko na siebie. Nie mieli broni ani z Londynu, ani z Moskwy. Ich jedynym orężem była odwaga.
To główne elementy złotej legendy żołnierzy NSZ i Brygady Świętokrzyskiej, według której byli rycerzami bez skazy walczącymi jednocześnie z III Rzeszą i ZSRR, chroniąc bezbronnych cywilów i stojąc na straży niepodległego państwa. Zgodnie z tym mitem NSZ przewyższał organizacje tworzące Polskie Państwo Podziemne oraz Armię Krajową starającą się unikać walk z komunistami. Artykuły o Brygadzie Świętokrzyskiej często noszą tytuły w stylu "Jedyni sprawiedliwi" czy "Najbardziej wyklęci z wyklętych". Wielu młodych ludzi zakłada T-shirty z napisem "NSZ - chwała bohaterom" i emblematem Brygady, która dla części Polaków stała się symbolem heroicznego patriotyzmu i ucieleśnieniem tego, co najlepsze w tradycji prawicy. W wielu głowach zadomowiła się fraza: "Bohaterowie z AK i NSZ", zrównująca na poziomie semantycznym obie organizacje. W oparciu o mity przeszłości rozmaite ruchy społeczno-polityczne budują tożsamość grupową oraz wspólnotę wartości. To rzecz normalna. Źle się jednak dzieje, gdy mit opiera się na wyobrażeniach oderwanych od faktów, a tak właśnie jest w przypadku Brygady Świętokrzyskiej.
Polska ONR-ABC
Zanim opowiemy o dokonaniach Brygady, cofnijmy się do 1934 r., kiedy to w ramach Stronnictwa Narodowego (SN) powstała tajna Organizacja Wewnętrzna, zdominowana przez młodych, skrajnie prawicowych radykałów. Lucyna Kulińska, historyczka i apologetka NSZ, określiła ją jako "ściśle zakonspirowany związek typu mafijnego". To właśnie krytyczni wobec demokratycznych tradycji SN członkowie tej grupy dokonali rozłamu w partii i w kwietniu tamtego roku powołali Obóz Narodowo-Radykalny (ONR). Ruch ten, podważający podstawy prawne II RP i stosujący przemoc, został bardzo szybko zdelegalizowany, a wielu oenerowców trafiło do obozu w Berezie Kartuskiej. W 1935 r. w ONR nastąpił rozłam na ONR "Falanga" i zdominowany przez członków Organizacji Wewnętrznej ONR "ABC".
O programie ONR "ABC" Kulińska pisze tak: Była to ideologia socjalnarodowa, jak określali ją sami twórcy. (...) Ustrój ten przewidywał zlikwidowanie różnic klasowych, a na to miejsce zjednoczenie całego narodu wokół ideologii Organizacji Wewnętrznej. Jednym z najważniejszych punktów programu OW było wyeliminowanie i likwidacja mniejszości narodowych. Za mniejszości najbardziej niebezpieczne i wrogie uznano Niemców, Ukraińców i Żydów. (...) Mieli być ustawowo wysiedleni poza granice, a jednostki znane z działalności na szkodę narodu miały być zlikwidowane. (...)
Kierownicze stanowiska w państwie mogliby obejmować wyłącznie członkowie Organizacji Wewnętrznej potrafiący udowodnić czysto polskie, w sensie rasowym, pochodzenie cztery pokolenia wstecz. Oni mieli decydować o selekcji ludzi na wyższe stanowiska i tworzeniu z nich elitarnej hierarchii. W przyszłym państwie nie było mowy o uznawaniu jakiejkolwiek partii, stowarzyszenia czy organizacji społecznej. Nie zamierzano też tolerować rozwoju społecznego czy kulturalnego innych narodowości - pisał Rafał Sierchuła, badacz IPN, któremu trudno zarzucać uprzedzenia do ONR lub NSZ.
Z AK w żadnym razie
Wybuch II wojny światowej nie zmienił poglądów ludzi ze środowiska ONR "ABC". Po klęsce wrześniowej jej liderzy przeszli do konspiracji i byli określani Grupą "Szańca", od tytułu swojego najważniejszego pisma. Odmówili podporządkowania się rządowi na uchodźstwie, a ich zbrojna bojówka - Organizacja Wojskowa Związek Jaszczurczy - nie scaliła się z AK, jedyną organizacją uznawaną za konspiracyjne Wojsko Polskie.
W końcu 1942 r. członkowie Związku Jaszczurczego oraz rozłamowcy z Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) powołanej przez konspiracyjne SN utworzyli Narodowe Siły Zbrojne. Bardzo szybko zaczęła się rywalizacja o kontrolę nad NSZ pomiędzy grupą wywodzącą się z NOW i skłaniającą się do podporządkowania AK a ludźmi ze Związku Jaszczurczego odrzucającymi porozumienie z władzami Państwa Podziemnego.
Na początku 1944 r. reprezentujący ugodowców Zbigniew Stypułkowski podpisał w imieniu NSZ umowę scaleniową z AK, co wywołało sprzeciw Związku Jaszczurczego. W kwietniu 1944 r. osoby z tego kręgu postanowiły siłą przejąć władzę nad NSZ i unieważnić ustalenia Stypułkowskiego. Wykorzystali śmierć komendanta głównego NSZ płk. Tadeusza Kurcyusza i wydali kilka antydatowanych i fałszywych rozkazów podpisanych rzekomo przez zmarłego. Ustanawiały one nowym dowódcą NSZ rotmistrza Stanisława Nakoniecznikowa (na którym ciążył wydany przez AK wyrok śmierci za dezercję) i przekazywały organizację pod kontrolę osób ze Związku Jaszczurczego. Co więcej, rozłamowcy porwali płk. Albina Raka, którego komendant główny AK wyznaczył na dowódcę NSZ i pełnomocnika ds. scalenia. Przystawili mu pistolet do głowy i zmusili do podpisania zrzeczenia się dowództwa nad NSZ, odwołania rozkazów scaleniowych i złożenia samokrytyki. Wypuszczony na wolność natychmiast unieważnił wymuszone decyzje.
Powstałą po rozłamie konspirację określa się mianem NSZ-ONR. Jej przywódcy postanowili też pozbyć się głównych oponentów i wkrótce doszło do skrytobójczych mordów oficerów NSZ, którzy przeszli do AK. Obsesja zdrady i tropienie "piątej kolumny" doprowadziły do tego, że również Nakoniecznikow został oskarżony o sprzyjanie komunistom i zastrzelony.
CDN...