gaika
16.04.16, 11:34
- Rządzi nami człowiek, który prócz braku "cywilizacyjnych kwalifikacji" ma głowę zwróconą do tyłu - mówi prof. Radosław Markowski, politolog z Uniwersytetu SWPS.
AGNIESZKA KUBLIK: Ostrzegał pan: wybory parlamentarne 2015 zdecydują, czy w Polsce uchowa się demokracja, czy nie. Teraz może pan powiedzieć „a nie mówiłem”.
PROF. RADOSŁAW MARKOWSKI: Mam dwie natury: badacza i obywatela. Wolałbym pomylić się jako naukowiec i mieć satysfakcję jako obywatel. Jest odwrotnie. Podkreślmy jednak: w październiku 2015 r. odbyły się wolne i uczciwe wybory, w których koalicja PiS i dwóch mniejszych partii wygrała. Ma więc legitymację do zarządzania krajem, nie ma natomiast prawa zmieniać porządku konstytucyjnego RP. Owe 5 mln 712 tys. głosujących na listę PiS to niecałe 19 proc. uprawnionego elektoratu i mniej niż 38 proc. aktywnie głosujących. A więc o wiele, wiele za mało, by przemawiać w imieniu „całego narodu”.
Faktycznie: w trzech poprzednich wyborach zwycięska partia dostawała więcej, jednak nie przekładało się to na jednopartyjną większość parlamentarną.
- Tym razem mieliśmy aż 16 proc. zmarnowanych głosów (poprzednio 4 proc.), i to zadecydowało. Niestety, owe uczciwe i wolne wybory mają nieuczciwe i zagrażające wolności konsekwencje, bo taką - podkreślmy - świadomą decyzją Kaczyńskiego jest ostentacyjne i zamierzone łamanie konstytucji i praworządności.
To ma wystraszyć płochliwych, bo systemy takie jak PiS-owski opierają się na zarządzaniu strachem, pokazowym, acz selektywnym karaniu prawdziwych lub sfingowanych przypadków, nakręcaniu psychozy zagrożenia zewnętrznego itd. Mamy zawieszoną demokrację i niedziałający jeden z jej filarów - nadzór prawny nad działaniami egzekutywy. Potwierdzają to wszystkie polskie autorytety prawnicze oraz międzynarodowe, nawet filary prawicowej myśli i ideologii w Polsce, jak prof. Adam Strzembosz. Polityczna wola jednego człowieka, który przed nikim i niczym nie odpowiada, jest ważniejsza niż kultura prawna.
Jako obywatele musimy sobie zadać pytanie: wobec kogo mamy być lojalni - konstytucji czy władzy partyjnej? Podobne pytanie chyba zadają sobie przedstawiciele resortów siłowych, oficerowie wojska polskiego, policjanci, którzy niebawem znajdą się na ulicach, a może to być obecność mniej klarowna niż wtedy, gdy hordy kiboli rzucą kamieniami. Po drugiej stronie będą starsi ludzie, kobiety, ci, którzy nawet w takich sytuacjach nie depczą trawników.
Kaczyński zdaje sobie z tego sprawę. I pewnie się nie myli, że wystarczy mu manipulować tymi 5 czy 6 mln Polaków, by przy frekwencji ok. 50 proc. rządzić po wsze czasy. Bo PiS tworzy bardzo skutecznie całą nową rzeczywistość. I z wielką przykrością stwierdzam, że część Polaków się na to nabiera. Ale skoro Polak nie czyta - nowe badania Biblioteki Narodowej pokazują, że 63 proc. w ciągu roku nie ma nawet jednej książki w ręku - to taka manipulacja jest po prostu skuteczna. Nasze dane Polskiego Generalnego Sondażu Wyborczego pokazują, że odsetek ten wśród elektoratu PiS jest znacznie wyższy niż wśród elektoratów innych partii, podobnie jak uczestnictwo wyborców PiS w kulturze.
Wielki problem polega na tym, że za zlepkiem konfabulacji, kłamstw o ostatnich latach i w ogóle o ostatnim 25-leciu, nie usłyszeliśmy w ogóle wizji tego, do czego PiS zmierza. Wszystko jest definiowane negatywnie: UE, liberalna demokracja, elity polityczne, ale ani słowa - w każdym razie sensownego słowa - o tym, co chcą zbudować.
Co się z ich wypowiedzi wydobywa, to obraz osamotnionej Polski, która nie potrzebuje Unii, Niemców, w ogóle nie wiadomo, z kim i dokąd mamy zmierzać. Wygląda na to, że chodzi o samoizolację Polski i przywrócenie tu "patriotyzmu, religijności i modlenia się o gospodarczy cud".
W wyborach w 2015 r. Polacy nie zagłosowali za zmianą?
- Nie. Z licznych badań wynika, że Polakom nic w głowach się nie poprzestawiało. Polacy byli do ostatnich tygodni 2015 r. euroentuzjastami, coraz bardziej zadowolonymi z wszystkich aspektów życia.
Tylko nie z polityków.
- 70 proc. jest zadowolonych z tego, jak działa władza lokalna, ale z 33 do 40 proc. przybyło tych, którzy twierdzą, że władza jest arogancka. To ostatnie to efekt "ośmiorniczek u Sowy" i nieskrępowanej niczym propagandy zaprzeczania wszystkim rzetelnie zgromadzonym - zarówno przez krajowe, jak i międzynarodowe instytucje do tego powołane - danym o rozwoju naszego kraju.
Polacy podążają w kierunku narodowo-chrześcijańskiego konserwatyzmu, nacjonalizmu?
- No właśnie. Pierwszy dowód, że sianie nienawiści wobec europejskiego otoczenia przynosi efekty, jest zawarty w komunikacie CBOS o stosunku Polaków do innych narodów. W stosunku do identycznego badania z jesieni 2015 r. niechęć Polaków do wszystkich z kilkudziesięciu narodów, o które pytano, pogorszyła się, czasami znacznie, czasami mniej, ale jest to uniwersalne zjawisko. Takie są efekty czterech miesięcy siania propagandy niechęci do innych narodów.
Mówił pan, że PiS może rządzić po wsze czasy. Jak?
- Po pierwsze: apatia i prywatyzacja życia. Niestety, konsumpcyjny kapitalizm i urynkowienie naszego życia temu sprzyjają, za chwilę się okaże, że przy nieskrywanym celu PiS, jakim jest szerokie zastraszanie większości społeczeństwa, ludzi gotowych bronić demokratycznych pryncypiów będzie ubywało. Przeważyć mogą drobnomieszczańskie cechy pilnowania swoich interesów.
Po drugie: nie można wykluczyć rozpowszechnienia się mechanizmu "pasażera na gapę" - oglądania się na innych, by coś zrobili.
Po trzecie: nieskutecznie zachowuje się opozycja. Nie rozumie, że naprzeciwko nie ma oponenta politycznego, z którym można szukać kompromisu, ale znajduje się tam wróg polityczny dążący do tego, by opozycję skompromitować i zniszczyć literalnie. Widzą, na przykład Ryszard Petru, jakieś "światełka w tunelu". Przyznam się, że ja akurat widzę wielki tunel na końcu gasnącego światełka.
Po czwarte: część popularnych publicystów i komentatorów też zachowuje się tak, jakby w Polsce nie była naruszana Konstytucja RP, ale jedynie były omijane mniejszej wagi normy polityczne, z jakimi miewamy do czynienia pod każdą szerokością demokratyczną. Wiele z publicznie obecnych osób wykonało zresztą gigantyczną pracę na rzecz PiS, neurotycznie odnosząc się do rządów poprzedniej koalicji PO-PSL.
Po piąte: przy monopolizacji mediów i wsparciu Kościoła stworzona zostanie ideologiczna mieszanka nacjonalizmu i religijnego fundamentalizmu, wsparta militarystyczną retoryką. To nie przypadek, że partia uzurpująca sobie prawo przemawiania w imieniu narodu tak się go perspektywicznie boi, że organizuje jednostki militarne, bo wie, że wcześniej czy później ulica będzie decydowała o tym, co się z nią stanie.
Rola Kościoła w tym wszystkim to oddzielna i zarazem fundamentalna kwestia. Wszedł on na drogę budowania państwa teokratycznego, awersji do prawa pozytywnego, socjalizowania do pogardy dla nauki, empirii, porządku konstytucyjnego prawa i przedstawiania się jako depozytariusza prawdy objawionej oraz prawa naturalnego, jakoby wyższego od stanowionego.
Skoro tak, to z biegiem czasu, podczas następnych wyborów
- Jakich wyborów? Pani zakłada, że będą normalne, uczciwe wybory? Ja myślę, że nie. I proszę to zanotować wężykiem.
???
- Zapisaną w konstytucji "proporcjonalność" wyborów można różnie zmanipulować. PiS może uchwalić nową ordynację wyborczą, która da im wygraną. Można tak zmienić okręgi wyborcze, np. we wschodniej Polsce, że PiS dostanie tyle głosów, że wystarczy, niezależnie jak reszta Polski zagłosuje.
Nawet Orbán tego nie zrobił.
cdn.