LOL czyli Lucifer Our Lord

02.12.17, 17:04
Podczas gdy Kościół jest awangardą umysłowego proletariatu i ciężko pracuje na niwie, nie stroniąc od niedzielnego handlu fałszywymi towarami, inteligencja poszukuje innego narodu, ponieważ ten co jest, jest ni priczom. Teraz życie stało się lepsze, więc określenie ni priczom jest anachronizmem. Makaronizmy mamy anglosaskie, super-duper, i bez nich bylibyśmy jak bez ręki, nie było rady trzeba było zrecyklingować ojczysty język, żeby się trochę uasertywnić. Nawet Kościół matka nasza ostrzega przed skrótem LOL, który tłumaczy jako Lucifer Our Lord.

Demokracja, to wspólnota ludzi, którzy potrafią się dogadać, więc niektórzy mówią, że to nie dla nas, dodając czasem po zastanowieniu się, że okazjonalnie dogadać się można i nieco ciszej: „jakby co, to daj znać”.

„Uczelnie ukrywają tę cudowną metodę nauki języków” – czytam w amerykańskiej gazecie, a potem widzę ją w czołowej gazecie polskiej. Nie otwieram tej reklamy z samego obrzydzenia. Z jakiegoś powodu dziwi mnie, że szacowne gazety (nie, nie tylko te w naszym polskim zaścianku) z zapałem zamieszczają te świństwa, dziwi mnie, że uczelnie nie połączą swoich sił i nie wystąpią do sądu przeciw publikującej to gazecie o odszkodowanie, podobnie jak w przypadku reklam różnych „cudownych” diet, leków na raka i innych, które reklamują się pod hasłem: „lekarze jej nienawidzą”, lub „lekarze ukrywają” itp. Reklama jest oparta na świadomym kłamstwie, zniesławianiu, podważaniu zaufania do instytucji oświatowych, do medycyny, do nauki. (Kto wie, czy nie byłby to dobry sposób na dofinansowanie nauki i służby zdrowia.)

Czy problem powinien być częścią dyskusji o granicach wolności słowa, o etyce handlowej, a może o psychologii społecznej?

Każdego dnia widzimy w mediach kilka do kilkunastu „informacji” o których doskonale wiemy że są kłamstwem. Wiemy, że żadna uczelnia niczego nie ukrywała, jak również, że reklamujący doskonale o tym wie, a wreszcie, że gazeta powiela za pieniądze ewidentne kłamstwa, bo to przynosi zysk. Nikt nie ma do nikogo pretensji, a my, jako czytelnicy nigdy nie protestujemy, że nieustannie jesteśmy narażeni na obrzydliwe i kłamliwe teksty. Czy znaczy to, że większość uważa to za akceptowalne i moralne praktyki? Prawdopodobnie po prostu odmawiamy zauważania, że coś jest nie tak, uznając to za część kultury, nie myśląc o tym, że to jest właśnie kultura słowa, którą nasiąkliśmy i którą nasiąkają nasze dzieci. Otacza nas kultura kłamstwa, kłamstw Kościoła, kłamstw polityków, kłamstw w podręcznikach, kłamstw w mediach i wszechobecnych kłamstw w reklamach. Te ostatnie prezentowane są dumnie i bez żadnych osłonek.

Kiedy pytam ludzi, jak reagują na te reklamy, spotykam się ze wzruszeniem ramion i wyjaśnieniem, że to tylko chwyt reklamowy, że przecież nikt tego nie traktuje poważnie. Naprawdę? Czy może istnieć związek między tymi „niewinnymi” podłymi kłamstwami, a popularnością ruchów antyszczepionkowych, atrakcyjnością kłamstw o GMO, coraz bardziej powszechnym przekonaniem, że wszyscy wszystkich oszukują i wszyscy kradną, a wreszcie, że parlamentaryzm to system wzajemnego okłamywania się?

Być może dałoby się to zbadać, było sporo badań na temat podatności na teorie spiskowe, do których, jak twierdzą psycholodzy, mamy naturalną skłonność, a na którą jedynym skutecznym lekarstwem jest wdrażanie od dziecka do krytycznego myślenia. Konieczny jest racjonalny sceptycyzm, tymczasem i dorośli, i dzieci żyją w środowisku sceptycyzmu paranoicznego. Być może należy wręcz zwracać dzieciom uwagę na te reklamy, wyjaśniając cierpliwie, że lekarze nie nienawidzą „jej”, że wręcz 99,9 procent nigdy nie słyszało o istnieniu tej kretynki, ani setek jej podobnych. Te reklamy to koń trojański kultury nieufności.

Demokracja wymaga elementarnego zaufania ludzi do siebie, połączonego z całą siecią instytucji kontrolujących i wyłapujących pasażerów na gapę. Ponieważ władza korumpuje, politycy muszą się znajdować pod nieustanną kontrolą opinii publicznej, a tu szczególną rolę teoretycznie powinny pełnić media. Które media? Te utrzymujące się z reklam głoszących, że uczelnie ukrywają jakąś metodę nauki języków, a lekarze darmowe i rewelacyjnie skuteczne lekarstwa? Jeśli nie świadomość, to podświadomość będzie krzyczała, że więksi oszuści i naciągacze przebrali się za strażników mniejszych oszustów i ludzi przyzwoitych. Utrzymujące się z tego rodzaju reklam media (zapewne chcąc wyrobić sobie markę instytucji tropiącej nieuczciwość), propagują szczególną nienawiść do korporacji. Wchodząc do dowolnej redakcji, bez trudu zobaczymy, że większość sprzętu jak i technik którymi te media się posługują to rzeczy wyprodukowane przez korporacje, natomiast większość idei, które zupełnie nie ułatwiają nam życia, a nawet wręcz przeciwnie, to idee wyprodukowane przez religie i media. Chęć zysku nie jest sama w sobie zła, złem jest kłamstwo, oszustwo, nierzetelność, a w tym religie i media są znacznie lepsze od korporacji. Korporacje, które produkowałyby marny, nikomu niepotrzebny towar poszłyby z torbami. Gdyby klienci tak przebierali w dostarczanych przez media informacjach, jak przebierają w towarach na półkach, media bankrutowałyby jak producenci krzemiennych narzędzi. Dzięki nauce żyjemy w luksusie, jakiego ludzkość nigdy nie doświadczyła. Można bez trudu wyliczyć ilu niewolników potrzeba by było do zbudowania, ogrzania, oświetlenia, i zaopatrzenia w wodę małego mieszkania. Jakość tych krezusowych usług dostarczanych przez niewolników byłaby nadal kiepska, bo w tym mieszkaniu byłby przeciąg, mimo przeciągu byłby smród dymu, światło byłoby marne, a na ciepłą wodę trzeba by zawsze czekać. To jednak co jest najważniejsze, to że ci, którzy byliby tymi niewolnikami, są dziś Krezusami. Korporacje dostarczają nam pralek, kuchenek elektrycznych lub gazowych, mikrofalówek, robotów kuchennych, odkurzaczy i innych rzeczy, czyli tego wszystkiego, co w biskupich i świeckich kazaniach nosi nazwę konsumeryzmu.

Należymy do narodów opóźnionych w rozwoju, chcemy zarabiać jak Irlandczycy, mieć takie samochody jak Niemcy i taką demokrację jak Anglicy. Krótko mówiąc od stuleci chcielibyśmy dogonić i przegonić. Idea zacna, problem ze strategią.

Idem per idem, to łacińska nazwa logicznego błędu polegającego na definiowaniu pojęcia tym samym pojęciem lub jego synonimem. Innymi słowy, błędne koło lub jak kto woli chodzenie w kółko. Zazdrościmy innym zamożności, ale również tego, że inni w mniejszym stopniu żyją zazdrością, że gdzieś dalej życie jest bardziej „normalne”. Czasem zdajemy sobie sprawę z tego, że demokracje produkują więcej zamożności, rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że demokracja wymaga wzajemnego zaufania, że nie da się zbudować prawdziwej demokracji bez rozprawy z kulturą wszechobecnego kłamstwa, która nieodmiennie produkuje postawy powszechnej podejrzliwości.

W tworzeniu tej kultury Kościół odegrał ogromną rolę, demagogia „miłości bliźniego” ubogacona tradycją wzywania do nienawiści do Żydów, do masonów i cyklistów, z nienawiścią do Owsiaka i do każdego, kto nie jest bezmyślnym klakierem kleru; niestety lewica, z jej ideologią walki klasowej i nienawiści do każdego, kto osiąga sukces produkując rzeczy potrzebne innym, pilnuje, żeby tradycja szczucia nie podupadła. Mamy dziś „demokratę” Kaczyńskiego z jego zdradzieckimi mordami i demokratów w opozycji krzyczących „razem” ale osobno.

Czy ta kultura kłamstwa, podejrzliwości i nienawiści jest największą przeszkodą na drodze do demokracji? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Wiemy, że jest i że nie zaczęliśmy się jeszcze zastanawiać jak wyhamować obroty błędnego koła.

https://www.listyznaszegosadu.pl/upload/article/bild/9756/719867/az-chce-sie-powiedziec-lol-strzez-sie-przestan-uzywac-skrotu-lol-to-skrot-od-lucifer-our-lord-szatan_s

PS. Na wszelki wypadek wyjaśniamy: LOL to skrót od angielskich słów „Laughing Out Loud”. Dosłownie oznacza to „Śmieję się na głos”.

Źródło.
    • diabollo Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 03.12.17, 10:21
      Pozwolę sobie na brawurową tezę w języku polskim: demokaracja brytyjska jest chujowa.

      Kłaniam się nisko.
      • oby.watel Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 03.12.17, 10:43
        Brawurowe tezy, których nie trzeba w żaden sposób uprawdopodobniać są i odkrywcze i świadczą o niebywałej przenikliwości. Z brawurowych tez też słynie PiS. A ponieważ opozycja też, więc świetlana przyszłość przed nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
        • diabollo Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 03.12.17, 20:21
          Z demokracją, która urodziła Brexit od czapy, a ludzie nie mieli pojęcia za czym głosują jest coś nie teges, prawda?

          To komentator brytyjskiej demokracji powiedział, że gdyby wybory miały coś zmienić, to by ich nie przeprowadzano.

          Kłaniam się nisko.
          • oby.watel Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 03.12.17, 20:33
            Istotą demokracji jest to, że niezbyt rozgarnięta większość wybiera spośród swojego grona najbardziej rozgarniętych, najmądrzejszych, uczonych. W plemionach prymitywnych głos decydujący miała rada starców. Dlatego, że byli mądrzy i doświadczeni. Gdy większość nierozgarniętych wybiera ze swojego grona najgłupszych, to nie system jest zły, tylko głupcy zgłupieli do reszty.

            Jeśli chodzi o brexit, to zważ, że nikt nie blokował dostępu do informacji. A czołowi politycy kłamali w tej sprawie. Dlaczego tych kłamstw nikt nie napiętnował? Dlaczego nie przeprowadzono porządnej akcji uświadamiającej? To wina systemu czy polityków? A?
            • oby.watel Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 03.12.17, 20:47
              W temacie i na czasie.
    • diabollo Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 04.12.17, 20:58
      A poza tym (demokracją brytyjską) to się z Tobą zgadzam. Kłamstwo w służbie zysku.
      Może gdybyś rozwinął tę refleksję dalej, to zostałbyś lewakiem. I zrozumiał, że tak właśnie działa dziki kapitalizm.
      Nie tylko kłamstwo, ale w ogóle zysk uświęca środki. I taka sytuacja jest na dłuższą metę destrukcyjna gospodarczo i społecznie.

      Kłaniam się nisko.
      • oby.watel Re: LOL czyli Lucifer Our Lord 04.12.17, 21:57
        Pewnie bym został, gdyby lewacy nie kłamali równie bezczelnie.
Pełna wersja