diabollo
08.08.18, 13:53
wyborcza.pl/7,75968,23764068,kler-smarzowskiego-szkoda-by-bylo-gdyby-wyszedl-z-tego-botoks.html
Katarzyna Wężyk
"Kler" Smarzowskiego. Szkoda by było, gdyby wyszedł z tego "Botoks 2: Pod sutanną"
Jest pierwszy zwiastun "Kleru" Wojciecha Smarzowskiego. Reżyser, który znany jest z tego, że nie boi się zaglądać zarówno w najmroczniejsze ("Wołyń", "Róża"), jak i najbardziej obrzydliwe ("Wesele", "Pod mocnym aniołem") zakamarki ludzkiej duszy, tym razem robi wiwisekcję Kościoła.
Sądząc po (już usuniętym z sieci) zwiastunie, nie bawi się przy tym w przesadne subtelności. Jeśli głównym przesłaniem filmu ma być to, że polski kler interesuje wyłącznie kasa, siedem grzechów głównych (pycha, chciwość, nieczystość, łakomstwo, zazdrość, gniew, lenistwo) księża znają równie intymnie i z własnego doświadczenia jak co bardziej ponętne parafianki, a wódka w zakrystii leje się częściej niż na weselu córki Wojnara, to widz przyswaja je sobie tak pod koniec pierwszej minuty.
Być może do zwiastuna wybrano najmocniejsze fragmenty. Bo szkoda by było, żeby z tak ważnego tematu jak rola Kościoła katolickiego w Polsce i to, co naprawdę dzieje się za świątobliwą fasadą tej potężnej instytucji, powstał bardziej „Botoks 2: Pod sutanną” niż „Dom naprawdę zły”.
Ale i tak bardzo dobrze, że „Kler” trafia do kin. Wpisuje się w przemiany kulturowe (OK, nazwijmy rzecz po imieniu: wojnę kulturową), które większość społeczeństw Zachodu przeszła na przełomie lat 60. i 70., Hiszpania po upadku reżimu Franco, a Irlandia po pedofilskich skandalach w tamtejszym Kościele. U nas trwają one tak naprawdę od początku rządów PiS, bo bunt przeciwko biskupom wtrącającym się w każdą sferę życia, w tym zwłaszcza w te najbardziej intymne, został u nas odłożony w czasie przez tzw. piękną kartę Kościoła w czasie komunizmu, od której przez ćwierć wieku Episkopat odcinał potężne kupony w postaci ustawy antyaborcyjnej, komisji majątkowej, religii w szkołach, krzyża w każdej instytucji publicznej i kropidła przy otwieraniu każdej drogi.
Dopiero kiedy Kościół, pewien sojuszu tronu z ołtarzem, umościł się cieplutko na pozycji najwyższego arbitra i zaczął przykręcać śrubę, coś pękło. Niektóre owieczki zaczęły się odgryzać.
Rośnie liczba apostazji, maleje frekwencja na mszach i liczba powołań, a na demonstracjach pojawiają się coraz bardziej radykalne antyklerykalne postulaty, w tym żądania rozliczenia pedofilów w sutannach i kryjących ich zwierzchników. Walka przeniosła się na podwórko Kościoła, gdy pod koniec czerwca na budynkach kościelnych w Warszawie, a miesiąc później na dzwonnicy w Drohiczynie pojawiły się hasła: „Mordercy i pedofile”, „Rwanda – pamiętamy”, „Oto ciało moje i krew moja – wara wam!”, „Dość piekła kobiet”, „Pokora wobec biskupa to pańszczyzna. Miej odwagę być wolnym!”, „Kościół to wspólnota wiary, nie – interesów”, „Oto dom Pychy i Chciwości”, „Oto ciało moje i krew moja – wara wam! Mitochondrialna Ewa”.
W niedzielę OKO.press opublikowało manifest „Mitochondrialnej Ewy”, czyli grupy anonimowych antyklerykalnych aktywistów.
Tekst, podobnie jak „Kler” Smarzowskiego, nie bierze jeńców. „Ewa” – choć autorzy przyznają, że w akcjach uczestniczy więcej Adamów („feministek płci męskiej”) – występuje przeciw „powszechnej i nachalnej, a nierzadko też brutalnej uzurpacji autorytetu poza sferą kultu religijnego dokonywanej nagminnie przez Kościół instytucjonalny”.
Kościół, uważają, jest „zagubiony w chciwej pogoni za doczesnością: politycznymi wpływami i bogactwem materialnym”, a do tego pielęgnuje „patologiczną relację poddaństwa” między wiernym i kapłanem – przedłużenie podobnego stosunku władzy między chłopem pańszczyźnianym i panem feudalnym. Ponadto zawłaszcza kolejne sfery życia publicznego, wpływa na prawa i politykę nominalnie świeckiego państwa, bezwstydne bogaci się kosztem światopoglądowo niejednorodnej wspólnoty – podsumowując, uskutecznia „bezwzględny marsz ku kościelnemu samodzierżawiu”.
CDN...