diabollo
17.10.23, 07:29
Orliński: Orał Musk, zaorzą i Muska. Wchodzą regulacje, które radykalnie odmienią internet
DUŻY FORMAT
Wojciech Orliński
Jedyną firmą, która konsekwentnie odmawia współpracy z Unią Europejską, jest Twitter. Zapewne będzie to więc pierwszy VLOP ukarany przez Unię.
W tym roku weszły w życie nowe unijne regulacje DSA i DMA. Przepraszam, że znów do tego wracam, ale moim zdaniem media poświęcają temu za mało uwagi – a te regulacje radykalnie odmienią internet.
Jesteśmy w okresie przejściowym, który Unia dała największym firmom internetowym na dostosowanie się do nowych wymogów. Od lutego 2024 portalom za ich naruszanie grożą surowe kary finansowe oraz zakaz działania na terytorium UE.
W unijnym żargonie firmy te nazywane są VLOP (Very Large Online Platform – Bardzo Duża Internetowa Platforma) albo VLOSE (Very Large Online Search Engine – Bardzo Duża Internetowa Wyszukiwarka). W kwietniu Unia ogłosiła listę, na której znalazło się 19 VLOP-ów, m.in. Ali Express, Amazon, Apple, Facebook, TikTok, Twitter (od lipca pod nazwą X) i YouTube, oraz 2 VLOSE – Bing i Google.
O ile mi wiadomo, prawie wszystkie portale z tej listy współpracują w tej sprawie z Unią. Dla przeciętnego użytkownika najbardziej spektakularnym przejawem tej współpracy jest ukrywanie treści uznanych za dezinformację i usuwanie kont tę dezinformację szerzących (widoczne zwłaszcza na Facebooku i YouTubie).
Są też przejawy mniej widowiskowe. Po dekadach forsowania specjalnych wtyczek (za specjalne ceny) Apple ugięło się przed Unią i w najnowszym iPhonie już pokornie oferuje standardowe USB.
Z kolei Facebook wstrzymuje na terenie Unii premierę swojego serwisu Threads, obmyślanego jako konkurencja dla Twittera, bo DMA zakazuje wykorzystywania przewagi w jednej branży do promowania się w innej.
Jedyną firmą, która konsekwentnie odmawia współpracy z Unią Europejską, jest Twitter. Zapewne będzie to więc pierwszy VLOP ukarany przez Unię.
Na razie Komisja Europejska wysyła właścicielowi Twittera Elonowi Muskowi kolejne ostrzeżenia. W zeszłym tygodniu dotyczyło obecności na tej platformie dezinformacji dotyczących ataku Hamasu na Izrael, parę miesięcy wcześniej – obecności propagandy rosyjskiej.
Odpowiedzi Muska na razie są lekceważące. Twierdzi, że nie widzi żadnej propagandy, domaga się przykładów.
Wywołuje tym chór zachwytu swoich wielbicieli. „Ale pokazał tym eurokratom! Zaorał ich!".
Tylko co Elon Musk zrobi, gdy Unia rzeczywiście nałoży na niego te drakońskie kary – a może to zrobić już za cztery miesiące? Z podkulonym ogonem przyjdzie prosić o łaskę – „no co wy, nie znacie się na żartach, nie blokujcie mi dostępu do unijnego rynku".
Zapewne spróbuje odwołać się do sądu. Ale sąd powie wtedy: „Były ostrzeżenia? Były!". Nawet najlepsi prawnicy świata wtedy Muskowi nie pomogą, nie tacy giganci już przegrywali procesy z Komisją Europejską.
Gdy śledzę reakcje internautów, widzę, że z powodu niewiedzy na temat DSA i DMA zadają elementarne pytania typu „dlaczego tylko do Muska wysyłają takie pisma". Odpowiedź jest banalna – bo inne firmy albo nie figurują na liście VLOP/VLOSE, albo współpracują z Unią, żeby uniknąć kłopotów w przyszłym roku.
Bywają pytania filozoficzne: czy to wszystko nie jest sprzeczne z wolnością słowa? Nie, bo przecież nie ma przymusu korzystania z VLOP/VLOSE.
Te regulacje nie dotyczą „Gazety Wyborczej" ani w ogóle żadnego europejskiego medium. Stety lub niestety, żadne nie jest dostatecznie duże, żeby trafić na listę VLOP.
Bywają pytania techniczne: czy da się Twittera odciąć od Unii? Oczywiście, że się da! Nie chodzi przecież o stworzenie blokady niemożliwej do ominięcia.
Tylko nieliczna garstka internautów ma ochotę na takie zabawy. Zatem w razie wprowadzenia takiego zakazu Twitter stanie się w Polsce domeną hobbystów, a więc przestanie mieć wpływ na polską politykę (co już samo w sobie byłoby dobrodziejstwem).
Tak naprawdę jednak wystarczy sam zakaz działalności, bez faktycznej blokady. Sam taki zakaz oznacza utratę reklamodawców – nie tylko dla samego Twittera, ale także dla produkujących się tam komercyjnych influencerów.
Groźba utraty kontraktów reklamowych jest praprzyczyną afery w środowisku youtuberów. Chamstwo i seksizm kiedyś w tym serwisie potrafiły przynieść fortunę, ale od lutego 2024 to się zmieni. To ostatni dzwonek, by demonstracyjnie przejść na „jasną stronę mocy" (zwłaszcza dla tych, którzy sami mają coś za uszami).
Zmiany wymuszone przez DSA i DMA będą zmianami na lepsze. Ja żałuję tylko, że podobnych regulacji nie wprowadzono wcześniej – i że te wprowadzone nie idą jeszcze dalej.
Jeśli ktoś chce w internecie chwalić Hamas i Putina, straszyć szczepionkami albo spiskiem Sorosa, propagować teorię płaskiej Ziemi albo Wielkiej Lechii, nadal będzie mógł to sobie robić w mniejszych serwisach. Albo po prostu na własny koszt.
W kapitalizmie od stu parudziesięciu lat obowiązuje zasada „dużemu wolno mniej". Stragan z pietruszką ma więcej swobody niż sieć hipermarketów. Czas najwyższy, żeby ta zasada objęła także internetowych gigantów.
***
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,30296590,orlinski-oral-musk-zaorza-i-muska-wchodza-regulacje-ktore.html