witka6
07.01.04, 16:07
Kocham alkoholika. To miłość, która wyniszcza mnie fizycznie i psychicznie.
Wciąż martwię się czy już wypił, bo często zaczyna dzień od wódki, czy
pójdzie do pracy, czy wróci trzeźwy czy pijany, o której godzinie? Nie
potrafię normalnie funcjonować, wszystko leci mi z rąk, zaniedbałam rodzinę i
znajomych, bo jedyne co teraz muszę to martwić się o to w jakim on jest
stanie. Coraz częściej spędzam samotne popołudnia i wieczory i płaczę w
ręcznik bo albo go nie ma, albo śpi bo wypił (teraz też). Nie pamiętam kiedy
byłam tak samotna. A jeszcze niedawno - gdy jego picie było chyba w miarę
kontrolowane - myślałam że mogę przenosić góry. Dziś, a właściwie od paru
miesięcy nie chce mi się żyć, nie popełnię samobójstwa bo nie mogłaby tego
zrobić rodzicom, ale są dni kiedy myślę żeby umrzeć, żeby przestało to tak
boleć. Chciałam być z nim, ale teraz wiem że może bardziej nie chcę być sama
(choć przecież jestem), spędziłam z nim tyle lat a nie wiem nawet czy go
kocham, czy boję się że już nikt mnie nie zechce. Czuję się jakbym miała 100
lat, a mam dopiero(?) 30-stkę. Łączy nas wiele wspólnych lat, znajomych,
wspomnień, dzieli jego alkoholizm, mój żal, jego depresja (bo podobno dlatego
pije, ale do psychiatry nie chce pójść). W nic już nie wierzę, nie czekam na
cud. Potrzebuję tylko spokoju. Obwiniam siebie za swoje braki, gdybym była
ładniejsza i mądrzejsza, może on byłby szczęśliwszy i nie szukał szczęścia w
alkoholu. Chciałam iść z nim dzisiaj do kina, ale on wolał się napić i się
napił gdy byłam w pracy. Coraz cześciej widzę w wyobraźni swoją wyprowadzkę
ze wspólnie kupionego mieszkania, zostawiającą mu wszystko to co razem
kupiliśmy. Już chyba nie urodzę dziecka choć tak bardzo marzyłam o normalnej
rodzinie, z dwójką dzieci, nie pragnęłam luksusów tylko miłości i ciepła a
mam tylko siebie i ten komputer z internetem, którego może niedługo już też
nie będę mieć. Czemu ludzie urządzaja sobie takie piekło.