katia3.2.1
13.11.09, 15:29
Piszę po raz drugi. Pierwszy post się skasował. Dobijające. Piszę, też nie
pierwszy raz. Wciąż szukam. Ostatnio mi się pogorszyło, więc może dlatego znów
trafiam tutaj. Zmagam się z chorobą od ośmiu lat. Leki brałam kilka miesięcy.
Lekarz odstawił mi je dwa lata temu i "oddał" w ręce psychoterapeuty.
Powiedział, że nie potrafi mi pomóc. Tabletki nie skutkowały (poza objawami
ich brania, takimi jak np. ospałość). Psychoterapia mogłaby skutkować, gdyby
nie częstotliwość spotkań (raz na miesiąc). Były rzadko, a czas między nimi
wypełniała choroba. Któregoś razu musiałam odwołać spotkanie, i przeniosłam je
gdzieś do dalekiej przyszłości. Na tym się skończyło. Straciłam kontakt z
psychoterapeutą. Te osiem lat to osiem lat ciągłego umierania. Obawiam się, że
do śmierci ostatecznie nie dojdzie. Proszę o pomoc, jeśli ktoś może. Napisałam
niewiele, bo nie wiem, co jest istotne dla problemu, o czym jeszcze powinnam
powiedzieć.