another_story
14.02.10, 19:14
Pewnie było już sporo takich wątków, ale nie chce mi się szperać.
Zastanawiam się coraz poważniej nad pójściem do szpitala. Czuję się
wrakiem człowieka - do tego stopnia, że nie mam nawet siły stukać w
te cholerne klawisze. Wszystko mi się rozsypało. Ja sama się
rozsypałam. Jeśli tak dalej pójdzie, mogę się pożegnać ze
studiowaniem (w tej chwili powtarzam trzeci rok), a nie mam bladego
pojęcia, jak poradzę sobie na tzw. rynku pracy bez wykształcenia i z
kilkuletnią dziurą w życiorysie. To znaczy... czuję, że w ogóle
sobie nie poradzę. Boję się. I jestem z tym zupełnie sama.
To była część lamentacyjna. Teraz konkrety. Na jakiej właściwie
zasadzie można się "przyjąć" do psychiatryka? Wystarczy skierowanie?
(Z uzyskaniem go będę mieć zresztą kłopot, bo chodziłam do różnych
lekarzy i nie wiem, który z nich byłby najbardziej skory uznać mnie
za godną hospitalizacji.) I czy mogłabym bez większych problemów
wypisać się na własne żądanie, gdyby mi się bardzo nie podobało...?
Przez cały czas mam oczywiście na myśli oddział zamknięty; na
dzienny się teraz chyba nie nadaję, nie umiałabym się zmobilizować
do codziennego biegania tam.
Nie zrozumcie mnie źle: nie robię sobie żadnych nadziei na to, że
szpital psychiatryczny rozwiąże wszelkie moje życiowe problemy. Ale
może chociaż leki umieliby mi jakoś sensownie dobrać?
Nic już nie wiem, padam na twarz ze zmęczenia.