Dodaj do ulubionych

jest źle;(

16.10.10, 23:46
jest źle...czuję, że nie ma sensu chodzić po tym świecie...nie mam po co wstać rano...nie mam żadnej motywacji....czy tak będzie już do końca życia...czy utrata miłości musi tak boleć...kiedy wreszcie będzie ok...nie mam już siły czekać...
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: jest źle;( 17.10.10, 01:58
      Zwykle to co nazywa sie potocznie miloscia jest projekcja naszych wlasnych
      uczuc na druga osobe, naszych fascynacji, piekna, podziwu, itp.
      Kiedy przypisujemy te cechy drugiej osobie pozbywamy sie ich, nie naleza
      wiecej do nas a do drugiej osoby. Dlatego chcemy ta osobe bo ona to
      wszystko ma a co tak bardzo jest potrzebne.
      Kiedy taka osoba odchodzi zabiera nam to co jej przypisalismy i wtedy
      czujemy sie fatalnie bo stracilismy wszystko co mielismy najlepszego.
      Nie stracilismy, nikt Ci tego nie odebral, wszystko masz tylko musisz
      zdac sobie z tego sprawe gdzie jest Twoj problem.
      Razem z uczuciem straty pojawia sie depresja bo to uczucie jest dominujacym
      uczuciem w depresji. Ma w sobie wiele zalu, za tym co sie utracilo, strachu
      ze nigdy tego co mielismy nie odzyskamy.
      Nic nie stracilas, caly swiat jest przed toba jesli to zrozumiesz.
      Serdeczne pozdrowienia.




      Serdeczne pozdrowienia.
      • canoine Re: jest źle;( 17.10.10, 18:24
        zdarza Ci się nawet napisać coś rozsądnego, ale tym razem to zdecydowanie Ci nie wyszło.
        pozdrawiam także.
        • mskaiq Re: jest źle;( 18.10.10, 09:54
          Oprocz negatywnej projekcji istnieje rowniez projekcja pozytywna Canoine.
          Kiedy ktos rzutuje na kogos swoje pozytywne cechy np poczucie wartosci to
          rezygnuje z czesci wlasnych dobr i umiejscawia je w drugiej osobie.
          Taki czlowiek czuje sie gorszy, malo wartosciowy bo zna kogos kto jego
          zdaniem o wiele bardziej wartosciowy niz on i wtedy bardzo bardzo oslabia
          wlasne poczucie wartosci.
          To samo sie dzieje z wieloma osobami ktore sa zakochane. Czesto, nieswiadomie
          obdarzaja obiekt uczucia swoimi najlepszymi cechami takimi jak uroda, madrosc,
          dobroc, itp a nastepnie czcza te cechy u tej osoby.
          Sam kochalem taka miloscia i widzialem innych ktorzy robili to samo. Kocha sie
          wtedy wlasna projekcje, wlasny ideal ktory nie istnieje.
          Zwykle zwiazek oparty na takiej milosci nie trwa dlugo bo ta nieistniejaca,
          wyprojektowana osoba w rzeczywistosci nie jest wcale taka madra, ani taka
          dobra ani taka piekna.
          Kiedy ideal przestaje istniec zwykle ludzie rozchodza sie, akceptuja pomylke,
          odzyskuja siebie i swoje przypisane cechy.
          Gorzej kiedy ktos zerwie a my nadal kochamy. Wtedy osoba taka zabiera nam
          wszystkie te cechy bo nadal jest ona najlepsza, najpiekniejsza, najmadrzejsza,
          itp.
          Wowczas jest nam bardzo zal tego co stracilismy, strata wydaje sie byc ponad
          wyobrazenie ludzkie, bo stracilsmy wszystko co mialo dla nas wartosc, cos
          najpiekniejszego, najlepszego, idealnego. Ale tak naprawde to nic nie stracilismy,
          bo stracilismy zludzenia ktore nie byly wiele warte.
          Taka jest sila naszej nieswiadomosci Canoine. Czasem nie chce sie wprost w to
          wierzyc ze w tak dziwny sposob sie zachowujemy.
          Serdeczne pozdrowienia.

    • mskaiq Re: jest źle;( 17.10.10, 02:00
      Zwykle to co nazywa sie potocznie miloscia jest projekcja naszych wlasnych
      uczuc na druga osobe, naszych fascynacji, piekna, podziwu, itp.
      Kiedy przypisujemy te cechy drugiej osobie pozbywamy sie ich, nie naleza
      wiecej do nas a do drugiej osoby. Dlatego chcemy ta osobe bo ona to
      wszystko ma a co tak bardzo jest potrzebne.
      Kiedy taka osoba odchodzi zabiera nam to co jej przypisalismy i wtedy
      czujemy sie fatalnie bo stracilismy wszystko co mielismy najlepszego.
      Nie stracilismy, nikt Ci tego nie odebral, wszystko masz tylko musisz
      zdac sobie z tego sprawe gdzie jest Twoj problem.
      Razem z uczuciem straty pojawia sie depresja bo to uczucie jest dominujacym
      uczuciem w depresji. Ma w sobie wiele zalu, za tym co sie utracilo, strachu
      ze nigdy tego co mielismy nie odzyskamy.
      Nic nie stracilas, caly swiat jest przed toba jesli to zrozumiesz.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • lucyna_n Re: jest źle;( 17.10.10, 16:02
      no to nie czekaj, tylko zrób coś.
    • 2122joan Re: jest źle;( 27.10.10, 05:17
      Nie jestes sama ...Ja mam juz dosc jestem zmeczona zyciem , nie mysle o przyszlosci bo i po co??? Nic mi sie nie udaje .Po pierwsze moje malrzenstwo to ruina juz nawet niema co ratowac ja go nie kocham on mnie tez.Raczej bym napisala ze moj m. mnie nienawidzi to by bylo trafniejsze...mam dwujke dzieci....a ja mysle zakonczeniu swojego zycia...Mam juz dosc jego wyzwisk ,szarpaniny ponizaniaa niemam odwagi odejsc.Niemam sily o tym nawet myslec .Najlatwiej sie zabic...po tym tylko cisza ....tylko co z moimi dziecmi niewybacza mi tego.
      • lucyna_n Re: jest źle;( 27.10.10, 11:25
        no spapralabyś im życie dokumentnie
        czy nie lepiej się rozstać i zacząć swoje życie budować od nowa?
        przecież nie masz nic do stracenia a wszystko do zyskania, tylko musisz jakoś przełamać bierność
        czy dzieci nie są dość silną motywacją? nie obchodzi Cię to że wychowywane w takiej atmosferze będą miały w przyszłości problemy z psychiką i prawie na 100% wylądują u psychiatry?
        • 2122joan Droga Lucyno 29.10.10, 04:37
          Wiem ze najlepiej w mojej sytuacji sie poprostu rozstac z ojcem dzieci, tak wiem o tym ze zycie w takiej atmosferze "rodzinnej" jest zatruwajace dla dzieci (dla kazdego bylo by).Sama pochodze z takiej rodziny to wiem co to jest.Problem w tym ze przez "meza" calkowicie stracilam odwage,nie mam juz pewnosci siebie, zle o sobie mysle.I jestem cholernie tym wszystkim juz zmeczona ....mam dosc.Mysli o zakonczeniu zycia mam juz bardzo dlugo nawet jako nastolatka myslalam o tym.Teraz coraz czesciej walcze z tym bo mam dzieci ktore bardzo kocham.Tylko nie wiem jak dlugo dam rade...Sa dni gorsze i lepsze ( w mojej glowie) bo nie w mim malzenstwie tam jest coraz gorzej.Tylko jak sie do tego odejscia (rozwodu) zabrac?






          zabrac???
          • evee1 Re: Droga Lucyno 29.10.10, 06:01
            > Tylko jak sie do tego odejscia (rozwodu) za brac?
            Przede wszystkim udac sie na terapie, ktora bedzie miala na celu odbudowanie poczucia wlasnej wartrosci, pewnosci siebie, a takze, jezeli jest to potrzebne, pozbycia sie poczucia winy za nieudane malzenstwo i odejscie. Bez tego odejscie od meza bedzie nieslychanie trudne, jezeli nie niemozliwe.
            Z partnerem powinno sie byc nie dlatego, ze sie nie ma innego wyjscia, tylko dlatego, ze jest z ta druga osoba dobrze i chce sie z nia byc, co niekoniecznie musi byc latwe ;-).
          • lucyna_n Re: Droga Lucyno 29.10.10, 11:53
            Będąc w Twojej sytuacji szukałabym pomocy psychologa
            możesz sobie tak na tej bierności ciągnąć jeszcze sto lat mając taką wymówkę/powód.
            Nikt tego za Ciebie nie zmieni, sama musisz, i sama możesz.
            Masz garba w postaci dzieciństwa spapranego nie rób tego samego swoim dzieciom, bo jak ktoś ma świadomość konsekwencji i nawet nie próbuje nic robić to niewybaczalne.
            I nie mowię że to jest lekko łatwo i przyjemnie, bo nie jest
            Urodzilaś dzieci, jesteś za nie odpowiedzialna i masz wobec nich obowiązki, czy ci się to podoba czy nie, co one winne że Ci się w życiu nie ułożyło tak jakbyś chciała?
            Należy tutaj też o roli ojca wspomnieć, no bo w końcu te dzieci to Ci z deszczem nie spadły i ktoś tu powinien brać tak samo odpowiedzialność za ich dobrostan, no ale skoro piszesz że taki felerny się trafil no to co zrobić?
            • mikos37 Re: Droga Lucyno 15.11.10, 22:37
              mskaiq - to chyba najbardziej trafna definicja miłości jaką kiedykolwiek usłyszałem lub przeczytałem! Ujełaś sedno sprawy o tzw poczuciu miłości ;-)
              • lucyna_n Re: Droga Lucyno 16.11.10, 00:01
                Kopernik też była kobietą!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka