nastka_in_the_night
19.05.11, 00:03
Od 4 lat mieszkam z ojcem mojego 5,5 letniego dziecka. 1,5 roku temu wzięliśmy ślub. Od pewnego czasu jego zachowanie staje się nie do zniesienia. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, ani nawet nie zamierzał, ale jego stosunek do mnie jest tak chamski i czasami wulgarny, że nie jestem w stanie nad sobą zapanowac i po prostu krzyczę na niego, co przy dziecku nie jest wskazane. Poza tym, traktuje moją rodzinę jak byle jakich koleżków. Nie szanuje w ogóle mojej mamy, każdy prezent od mojego brata i bratowej dla córeczki jest źle trafiony, krytykuje ich przy byle okazji. Natomiast jego rodzice wychwalani są pod niebiosa. Zawsze, gdy jesteśmy u nich wszystko jest w jak najlepszym porządku, a przy mojej mamie wygarnie mi wszystko co mu leży na wątrobie. I nie mam prawa do przyjaciół. Każde moje wyjście bez niego kończy się kłótnią. Nawet wieczór panieński zorganizowany przez moje kochane sąsiadki potrafił mi spieprzyc. Każdy telefon od koleżanki, każdy sms jest przez niego traktowany wrogo, jak gdyby każdy był przysyłany od kochanka żeby się umówic. Nie jestem kobietą atrakcyjną. Mam nadwagę, nieładne zęby i przylizaną fryzurę, bo nie stac mnie na fryzjera, dentystę i eleganckie ciuchy, tak że faceci się za mną nie oglądają, ani ja nie mam ochoty na żadne flirty i romanse. Ale to nie ważne, on jest zazdrosny, jakbym bym była boginią seksu i każdy miał na mnie ochotę. Jego cieszy mój widok przy garach, ze szmatą w ręku, z odkurzaczem, wtedy jest szczęśliwy, jak siedzę w domu. A czy to jest grzech wyjśc do koleżanki na kawę? Okazuje się, że tak, bo powiedziałam, że przyjdę o 20.00, a przyszłam o 20.30. I afera gotowa. Przykładów jego despotyzmu mogę podac bardzo dużo, i wiem, że będzie jeszcze więcej, dopóki czegoś nie zrobię. Ale co zrobic z człowiekiem, który nie da sobie pomóc? Proponowałam mu wizytę u psychologa, dla nas obojga. Pomyślałam, że może fachowiec mu przetłumaczy, że coś z nim jest nie tak, ale się nie zgodził. Rozwód? Po pierwsze już jestem po jednym rozwodzie, a po drugie, chcę, żeby dziecko miało ojca w domu. Tylko czy za wszelką cenę? Dziecko jest mądre i widzi co się dzieje. Też nie za bardzo jest za tatusiem. Nie wiem, czy go jeszcze kocham, ale nie mogę z nim wytrzymac. Jest mi cholernie ciężko się z nim dogadac. Lubi zmyślac, udawac strasznie chorego, kłamie, zawsze jest okropnie zmęczony po pracy... ja nie mam prawa do zmęczenia, ponieważ założyłam własną działalnośc i robię to o czym zawsze marzyłam. Jak każda kobieta mam drugi etat w domu, ale facet tego nigdy nie zauważy. Mam dośc takiego życia. Czasami nie chce mi się wracac do domu. Siedzę w pracy dłużej, żeby jak najmniej czasu z nim spędzic. Tylko, że jest dziecko. I do córeczki muszę wrócic. Czasami nachodzą mnie czarne myśli. Jadę autem do pracy, on jak zwykle mnie wkurzył, i jedzie tir z naprzeciwka. Mam ochotę zjechac na lewy pas, i wszytkie problemy by zniknęły. Naprawdę już kilka razy miałam ochotę to zrobic. Nie zrobiłam tylko ze względu na dziecko. Takiego upokorzenia i nękania psychicznego w życiu nie przeżyłam. Jest mi tak cholernie ciężko, że naprawdę nie wiem co robic. Każdy dzień jest próbą zmagania się ze stresem i z nerwami. Wszystko odbija się na moim zdrowiu, na mojej pracy, która wymaga spokoju, i na dziecku, które cierpi najbardziej, widząc non stop kłócących się rodziców. Czy jest sens za wszelką cenę ciągnąc to wszystko? Nie wiem, pomóżcie....