Dodaj do ulubionych

terapia - prosze o opinie

20.10.11, 10:42
Witam,

Osiem lat temu, gdy poznalam mojego meza, mial depresje. W wyniku naszego zwiazku zostala ona przytlumiona, a ja bylam zbyt mloda i glupia, zeby go wyslac do lekarza. Po prostu cieszylam sie, ze nie ma juz mysli samobojczych i ze ogolnie lepiej mysli o sobie. Byl radosny i szczesliwy. W zeszlym roku nastapil nawrot, ktorego nie zauwazylam. Bylam w ciazy, opiekowal sie mna tak wspaniale, ze nie przyszlo mi do glowy, ze znow sie ze soba zmaga. W tym roku urodzilam dziecko, po ciezkim porodzie dlugo dochodzilam do siebie, poza tym bylam strasznie padnieta i zmeczona zajmujac sie dzieckiem. W tym czasie jego praca zaczela wymagac wyjazdow sluzbowych, ciagle nie bylo go w domu, to po trzy dni, to po cztery, to tydzien i tak przez caly czas. Przez co ja bylam zmeczona jeszcze bardziej bedac z noworodkiem, a potem niemowlakiem 24g/h i jak przyjezdzal na dwa, trzy dni do domu, to marzylam tylko o tym, zeby zajal sie dzieckiem i zeby odpoczac. Przez to w ogole nie zauwazylam symptomow, ze cos sie zlego z moim mezem dzieje.

Jak maly mial piec miesiecy, projekt meza sie skonczyl, a nastepny nie wymagal juz tak dlugich wyjazdow, bylo to po dwa, trzy dni i o wiele blizej od domu. Cieszylam sie, ze teraz juz bedzie czesciej w domu, bo strasznie za nim tesknilam, poza tym zaczelam w koncu powoli regenerowac swoje sily fizyczne i psychiczne, wiec mialam nadzieje, ze w koncu zaczniemy bardziej unormalizowane zycie. Ale moj maz nagle oswiadczyl, ze chce nas zostawic. Ze chce rozwodu, ze nie jest szczesliwy, ze w ciagu roku znajdzie sobie nowa zone i zrobi jej dziecko i bedzie mial szczesliwa rodzine. Oczywiscie chce przy tym byc tez dobrym ojcem dla naszego synka, ktory bedzie szczesliwym dzieckiem, bo i tak bedzie wiedzial, ze jego ojciec go kocha.

Moj maz jest przekonany, ze nie moze ze mna byc i z naszym dzieckiem, bo to ja wpedzilam go w depresje. Dodam przy tym, ze bardzo sie kochalismy, wiem, ze bylam miloscia jego zycia (zreszta on moja tez), klocilismy sie, czasami o drobiazgi, ale przeciez wszyscy sie kloca, ja bylam bardzo szczesliwa, mamy duzo wspolnego, umiemy rozmawiac godzinami na przerozne tematy, jestesmy (bylismy?) bardzo dobrymi przyjaciolmi, wiemy o sobie rzeczy, ktorych nikt inny nie wie, moglismy sobie ufac i powiedziec wszystko - generalnie zawsze uwazalam, zejestesmy stworzeni dla siebie i ze jestesmy dobrym malzenstwem. Wiedzialam, ze ma kompleksy, ze czuje sie niedowartosciowany cokolwiek bym nie robila czy mowila, ale nigdy nie przypuszczalam, ze rzuci wszystko i postanowi odejsc, bo woli byc sam, i to jeszcze w takim momencie naszego zycia.

Tyle tytulem wstepu.

Ogolnie przerazona stanem jego psychiki (niezaleznie od tego, co robi bardzo go kocham i martwie sie o niego) namowilam go na terapie u psychologa. Niestety nie wiem, do jakiego lekarza chodzi. I stad moje pytania: Czy to normalne przy terapii, ze psycholog mowi mu,

wyprowadzil sie z domu, od swojej rodziny, od zony i dziecka? (bo to bylo powodem, ze jednak zdecydowal sie wyprowadzic tydzien temu i nas juz calkiem zostawic; co prawda wczesniej i tak rzadko nocowal, bo mial wciaz sluzbowe wyjazdy, ale zawsze, a teraz to juz w ogole go nie ma);

zeby odwiedzial dziecko raz w tygodniu? (zeby sie przyzwyczajal, ze bedzie je widywal raz w tygodniu, bo tak to przeciez bedzie po rozwodzie);

zeby myslal tylko o sobie, nie patrzac na uczucia i potrzeby innych? Zeby mial wszystkich innych gleboko gdzies, robil tylko to, na co ma ochote, tylko to, co mu sprawia przyjemnosc? Zeby nie mial wyrzutow sumienia, tylko byl totalnym hedonista (i nie mowie tu tylko o sobie, ale tez o rodzicach i przyjaciolach);

zeby wycofywal sie, gdy tylko pojawia sie jakies trudnosci, nieprzyjemnosci, zeby unikal trudnych sytuacji.

Czy jest to tylko pierwszy etap terapii, czy tak ma juz wygladac jego zycie? Dlaczego psycholog nie pomaga mu jakos odnalezc sie w swojej rodzinie, tylko mam wrazenie, ze skupia sie na pomocy mu w zyciu po rozwodzie? Zeby nie czul sie zle z tym, ze zostawia zone z malym dzieckiem? Dlaczego psycholog nie rozumie, ze on ma zaburzone poczucie odbierania swiata i przedstawia wiekszosc sytuacji nie takich jakie bylo, ze on cierpi na pewne paranoje, ze wierzy w rzeczy, ktorych nie bylo albo byly inne niz sobie wyobraza? Ze on nie byl w stanie odebrac moich pozytywnych intencji i (jak sie okazalo) wiele razy odbieral cos pozytywnego lub neutralnego dla niego jako negatyw, jako atak w niego?

Nie mam pojecia, jak wyglada taka terapia majaca wyleczyc depresje, dlatego prosze o opinie kogos doswiadczonego w tego typu sytuacjach. Czy depresje da sie w ogole wyleczyc? Czy on bedzie w stanie kiedys zrozumiec, ze nie jestem jego wrogiem, ze go kocham i ze zawsze chcialam dla niego jak najlepiej?
Obserwuj wątek
    • sisterofnight85 Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 11:39
      Psychologiem łatwo manipulować, gdy zna opinię tylko jednej ze stron.
      Jak twoj mąż poszedl do niego po porade jak zaczać nowe życie to owszem, mowi mu to co mowi. Gdyby poszedl ratowac swoje malzenstwo pewnie rady psychologa brzmialyby inaczej.

      Tak z innej beczki: mi się od razu w oczy rzuciło to, że może nie widziałaś jego zmęczenia pracą a tylko swoje dzieckiem. Wracał z wyjazdow to chyba też był zmeczony a ty mu podtykałas dziecko, a on kiedy miał zatem odpoczac?
      • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 12:09
        Tesknil za dzieckiem i chcial sie nim zajmowac. Natomiast zle zrobilam, ze zostawialam go samego z dzieckiem, a nie spedzalam z nimi czasu we trojke, ale potrzebowalam czasu bez dziecka. Potrzebowal tez mojej bliskosci, a ja nie bylam wtedy w stanie mu jej dac. Np. w nocy chcial sie przytulac (nie mowie o seksie, tylko o przytuleniu), a ja marzylam tylko, zeby wygodnie sie polozyc i zasnac, bo byla szansa na jedna czy dwie godzinny nieprzerwanego snu, zanim trzeba bedzie znowu wstac do dziecka. Wiem, ze powinnam zacisnac zeby i sie zmusic, ale nie mialam pojecia, ze to poglebia jego stan. Wiedzialam, ze oddalamy sie od siebie, ale myslalam, ze wszystko wroci do normy, gdy on w koncu przestanie tak wyjezdzac, a ja nie bede az tak padnieta. Przetrwalismy i przezylismy razem wiele, naiwnie myslalam, ze nasza relacja jest silna, ze damy rade, ze teraz jest czas, zeby sie skupic na dziecku i potrzebowalam tez tych paru miesiecy, zeby sie skupic na sobie. Jestem swiadoma swoich bledow, ale chcialabym nad tym pracowac i naprawic to, co sie zepsulo. On mowi, ze jeszcze w lipcu byla szansa, a teraz (tzn. od drugiej polowy sierpnia, gdy mi powiedzial, ze chce jak najszybszego rozwodu) juz nie.

        Czyli rozumiem, ze raczej psycholog nie pomysli, ze on zle sie czul w malzenstwie i tak mocno wszystko odbieral rowniez przez swoja depresje (zdiagnozowala mu depresje na powaznym juz poziomie) i nie pomoze mu zrozumiec pewnych spraw, nie da mu do zrozumienia, ze moze popelnia blad zostawiajac wszystko za soba? Po prostu klient przychodzi z takim a nie innym nastawieniem, wiec sprzedajemy mu taki, a nie inny produkt? I terapia polega na tym, zeby poprawic samopoczucie klienta (psycholog dostaje grube pieniadze za godzine sesji), zupelnie nie baczac na jego bliskich?
        • sisterofnight85 Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 15:54
          Zupełnie nie oceniam tego ile i jak spędzałaś czas z mężem, dzieckiem. To tylko tak mi przyszło na myśl, ale nie ma to za wiele wspólnego z nagłą chęcia odejścia od ciebie i raczej niczego nie tłumaczy.
          Spotkalam psychologa, u ktorego do woli moglam sie wyzyc na swojego chlopaka. Po czasie zauwazylam, ze w sumie nie robimy nic poza obgadywaniem go i nastawianiem mnie przeciwko niemu jeszcze bardziej. Tak wiec...
    • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 12:08
      To psycholog czy psychoterapeuta? - bo to ogramna różnica

      Psychoterapeuta nie może mówić mu co ma robić

      To wbrew jakimkolwiek standartom, jakimkolwiek zasadom.
      Więc jeżeli mąż takie rzeczy mówi to mozliwosci są trzy:

      1. albo Cię oszukuje, nie chce piowiedzieć, że to jego i wyłącznie jego pomysły pomysły (nie mające z psychoterapią nic wspólnego) i zasłania się psychoterapeutą
      2 albo psychoterapeuta jest niekompetentny i łamie zasady
      3 albo terapeuta mu takich rzeczy nie mówi natomiast on sam pod wpływem terapii do takich wniosków dochodzi


      Poza tym nie wiesz nic na temat tego jak wyglądają sesje i czym na nich mąż się zajmuje (poza tym co sam Ci chce powiedzieć)

      Myslę, że przeceniasz rolę psychoterapeuty.
      To są wybory Twojego męża i tylko jego (byc może piodyktowane chorobą, tego nie wiem)

      Inna sprawa, że jak ma poważne zaburzenia (nie wiem na ile poważne, Ty też nie jesteś w stanie tego ocenić) to nic dziwnego, że się zachowuje tak jak się zachowuje.

      Czy to się zmieni?
      Trudno być jasnowidzem.
      Jego decyzje to wyłącznie skutek depresji to tak.

      Skąd wiesz jaką mąż ma diagnozę (poza tym co mąż Ci powiedział).

      Mówienie, że ma się depresję jest o wiele łatwiejsze niż przyznanie się do innych zaburzeń.
      Depresja już przestała się już w społeczeństwie wiązać ze stygmatyzacją.

      Tak sobie myslę (to będzie taka luźno rzucona uwaga) , że może być i tak, że to Ty masz zaburzone poczucie odbierania świata i nie widziałaś wcześniej, że związek Ci się sypie? Tak też bywa.


      A tak przy okazji - z jakiej formy terapii mąż korzysta?


      • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 12:18
        A poza tym jest taka bezwzględnie obowiązująca, żelazna zasada.

        W czasie depresji nie wprowadza się żadnych poważnych zmian w swoim życiu, szczególnie tych nieodwracalnych (jak rozwód, zmiana pracy itp.) i kazdy psychoterapeuta informuje o tej zasadzie
        pacjenta.

        Wygląda na to, że nic nie wiesz o terapii męża.
        Nie wiem skąd znasz diagnozę i czy ta diagnoza jest dalej aktualna.
        Słowem niec nie wiesz.
        Wiem, że cierpisz.
        Ale nie pozostaje Ci nic innego jak czekać na rozwój wypadków.
      • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:06
        Masz racje, wiem tylko to, co mi mowi i na tym sie opieram. Probuje sobie poskladac jakos te kawalki, o ktorych mi mowi. Zawsze wierzylam w to, co mowi bezgranicznie, bylismy najlepszymi przyjaciolmi i nadal rozmawiamy. Nie wiem, do kogo konkretnie chodzi, wiec nie wiem nic o kompetencjach tej pani. Wiem, ze przyjmuje prywatnie, ma gabinet w swoim domu, zajmuje sie segmentem ludzi z problemami takimi jak menadzerowie, prezesi, sportowcy, itp., ci co posiadaja pieniadze, bierze za godz. 250 zl, co jak sobie porownalam z cenami pojawiajacymi sie na forum, jest bardzo droga stawka. Ma wieloletnie doswiadczenie. Chcialabym jej ufac, bo bardzo mi zalezy, zeby moj maz wyszedl z tej choroby, znowu wrocily mysli samobojcze, a juz nie mam na niego wplywu. Zreszta moim zdaniem nie pozwala sobie byc szczesliwy, szuka szczescia tam, gdzie go nie dostanie.

        Tak jak pisalam, zawsze wierzylam w to, co mowi, ale ostatnio odkrylam, ze mnie oklamuje, wiec nie moge do konca mu wierzyc. Musze mu wierzyc, ze chodzi na ta terapie, nie mam zadnego dowodu. To, co wiem na pewno, to ze nie wplatal sie (jeszcze) w zaden romans i ze nie zostawia mnie dla zadnej kobiety.

        Nie wiem, czy to psycholog czy psychoterapeuta. Rozumiem, ze depresje powinien leczyc psychoterapeuta, tak?

        W kazdym razie, z tego co piszesz, to sklanialabym sie do tego, co jest zawarte w pkt trzecim. Przez pierwszy miesiac bodajze skarzyl mi sie, ze ciagle mowi i mowi, a psycholog tylko slucha i ze kaze mu mowic to samo po cztery razy. Ja mu na to, ze musi poznac cala sytuacje i ze moze zdarza mu sie mowic o tym samym w rozny sposob, dlatego kaze mu powtarzac. Niedawno dopiero tez mu zaczela mowic, no i wlasnie poradzila mu sie wyprowadzic z domu, odwiedzac syna raz w tygodniu (zeby sie przyzwyczajal, bo przeciez po rozwodzie ja nie pozwole mu sie widywac czesciej z dzieckiem) - mowi, ze tego nie bedzie robil i wpada do nas co dwa, trzy dni; i ze nie ma robic nic dla innych tylko wszystko dla siebie (i nie mowie tu o moim malzenstwie ale wlasnie tez o przyjacielach czy rodzicach), wiec on mowi, ze ma wszystkich gdzies i nie chce zadnych kontaktow z nikim utrzymywac.

        Zawsze mial niskie poczucie wlasnej wartosci i bardzo mocno wszystko odczuwal. Jak zdolowanie to w jego wykonaniu byl to koniec swiata, jak ktos go obrazil, to byl strasznie dotkniety, jak sie denerwowal, to byla wielka agresja i wybuchala wojna swiatowa. Emocje szybko naplywaly, byly niezwykle silne i bo wielkim wybuchu rownie szybko sie wyciszal. Bral wszystko do siebie, wszystko interpretowal jak atak na siebie. Jak stalam przed otwarta szafa i mowila glosno, ze nie mam co ubrac, on rozumial to w ten sposob, ze mam do niego pretensje i go nie doceniam. Jak mowilam mu przez telefon, ze czasami mam dosyc dziecka i mnie ono meczy, to rozumial to w ten sposob, ze nie kocham wlasnego dziecka i nie chce go miec. To, ze chcialam przed ciaza odczekac, az moj organizm oczysci sie z antykoncepcji - dla niego to bylo, ze nie chce z nim dziecka i jak w kocnu zaszlam w ciaze to tylko dlatego, ze mnie do tego musial zmusic (niedawno dowiedzialam sie o tych interpretacjach). Jego przyjaciele caly czas mysla, ze moje dziecko nie jest przeze mnie chciane i planowane. Takich roznych rzeczy jest mnostwo. Mialam nadzieje, ze psycholog mu wytlumaczy, ze swiat nie jest taki wrogi i ze nie wszystko sie kreci wokol niego.

        Co do diagnozy - nie od razu sie pryznal, ze jednak chodzi do psychologa. Powiedzial, ze poszedl dla swietego spokoju, bo mu marudzilam. I jeden z jego blizszych przyjaciol, ktory wrocil na jakis czas z zagranicy, gdzie od kilku lat mieszkal, jak odkryl w jakim jest stanie, tez mu o tym mowil, ze psycholog jest dla ludzi, ze nie ma tego traktowac jak jakas mode, tylko ze to normalny lekarz, ktory akurat leczy psychike. On mu polecil wlasnie ta pania. Znal ludzi, ktorzy do niej chodzili i uwaza, ze jest dobra. Niestety nie mam z tym jego przyjacielem kontaktu, delikatnie mowiac nie jestesmy w najlepszych stosunkach. W kazdym razie oczywiscie o diagnozie dowiedzialam sie od meza - bardzo zaawansowana depresja. Przy okazji uslyszalam, zebym czasami nie spodziewala sie, ze wykorzystam to przeciwko niemu w sadzie, bo on potrafi rozwiazac te testy tak, ze nie wykryja u niego depresji.

        Zreszta moj maz jest piekielnie inteligentny. Moze mna manipulowac. Ale jestem przekonana, ze jest chory, ze nie umie przyjac pozytywnych rzeczy, jest przystojny, kobiety za nim szaleja, do tego z sukcesami zawodowymi, ma wspaniale dziecko, ja tez jestem niczego sobie, a uwaza swoje zycie za beznadziejne. Uwaza siebie za beznadziejnego. Poza tym uwaza, ze cale zycie robil wszystko dla innych i ze teraz czas na niego, nie bedzie na innych patrzec, teraz on bedzie najwazniejszy.

        Co do mnie - oczywiste teraz jest, ze zylam w innym swiecie niz tym, jaki byl on w rzeczywistosci. Nie chodzi nawet o to, ze przegapilam pewne sygnaly (dopiero teraz je widze), ale ze zylam jak w bajce, bedac szczesliwa, czujac sie kochana i sama kochajac. Dwa i pol roku temu mielismy kryzys (pierwszy prawdziwy kryzys w naszych zwiazku), ale wyszlismy z niego i potem bylo wspaniale. Przynajmniej tak mi sie wydawalo, ze wyszlismy, bo okazalo sie, ze chyba tylko ja wyszlam, bo tamte pare miesiecy wciaz tkwia w moim mezu. Czas ciazy byl cudownym czasem, potem pierwszy miesiac po porodzie, zanim zaczal wyjezdzac, tez bylismy prawdziwa rodzina. Oczywiscie, ze sie obwiniam i nie moge odzalowac mojej slepoty.

        Nie mowie, ze bylam cudowna zona, bo najwyrazniej nie bylam, ale czy terapeuta nie zdaje sobie sprawy, ze to co mowi moj maz jest tylko jego wersja i ze nie do konca jest to prawda? Ze jest to bardzo subiektywne i podyktowane do tego postrzeganiem swiata wlasnie w depresji? Martwi mnie wlasnie ta terapia, bo wiazalam z nia duze nadzieje. Natomiast mimo, ze tabletki i spotkania zaczynaja chyba dzialac, bo psychicznie moj maz jest spokojnieszy, to w ogole nie bierze pod uwage tego, ze moze byc jeszcze kiedykolwiek moim mezem. Jakby na terapii tylko pracowal nad tym jak ma sobie ulozyc zycie po rozwodzie i jak bez wyrzutow sumienia zostawic zone z niemowlakiem.

        • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:41
          właśnie się dopiero teraz zorientowałam - mąż bierze jakieś tabletki?
          czyli leczy się psychiatrycznie u psychioatry? (psychoterapeuta to nie lekarz, nie może przepisywać leków)! wygląda na to, że nie znasz całej prawdy
          • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:47
            No wlasnie ja sie nie znam na tym wszystkim, na tych roznicach. Generalnie w rozmowach uzywamy slowa "psycholog", nie przywiazywalismy chyba jakiegos znaczenia do nazewnictwa.

            Bierze tabletki. Musi pilnowac dokladnie pory brania. Bral trzy razy dziennie, od kilku dni dawka zmiejszona na dwa razy dziennie.

            A propos to mam jeszcze pytanie: czy jest mozliwe, zeby przepisala mu marihuane do kupienia w aptece, aby pomogl sobie sie wyluzowac? Bo wg meza tak bylo. Czy to jest normalne postepowanie?
            • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:49
              I owszem, duzo nie wiem. Po raz pierwszy w zyciu nie wiem, co robi moj maz i jak wyglada jego zycie. Dostaje strzepki informacji i na tej podstawie musze bazowac. Ciesze sie, ze w koncu zdecydowalam sie podzielic tym z kims innym.
            • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:51
              marihuanę??
              nie ma takiej mozliwości!
              póki co to nie tylko za sprzedawanie jej ale nawet za posiadanie w niewielkiej ilości narkotyku grozi nawet więzienie! Mieszkasz w Polsce? (bo prawo w innym kraju może być inne)

              aisog !
              to wszystko jest jakaś totalna ściema!
              • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 16:41
                Tak, zdaje sobie sprawe, ze od jakiej ilosci (bardzo malej) jest to karalne. Dlatego wlasnie pytam czy nie ma wyjatkow. On twierdzi, ze dostal to na recepte, leczniczo, do wykupienia w aptece.
                • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 17:26
                  Bzdura.
                  Nie wierz mu.
                  Skoro w tym Cię oszukuje (licząc, że jesteś naiwna) to pewnie nieprawdę mówi też w innych sprawach.

                  Prowadzi z Tobą jakąś grę.
                  Ale po co, dlaczego?
                  • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 18:37
                    No wlasnie nie wiem.
                    Ranienie innych jest jego metoda samoobrony, jak tylko czuje sie zagrozony, to wtedy potrafi powiedziec bardzo przykre rzeczy.
                    Jednoczesnie, ja ma przyjechac, pyta, czy zrobic mi jakies zakupy, wyrzuca smieci, jak widzi pełne worki, w ostatni weekend wyszorowal mi kabine prysznicowa i brodzik....
                    Ma swietny kontakt z dzieckiem.
                    Codziennie dzwoni, rozmawiamy, nadal rozmawiamy na rozne tematy... zawsze umialam go rozgrysc, a teraz jestem w kropce.
                    Nie wiem, po co mnie oszukuje i to jeszcze w taki pokrecony sposob.
                    • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 20:50
                      powiem Ci że z tą maryśką to już pojechał po bandzie, może to i lepiej że sam odszedł, na dłuższą metę życie z kimś kto do tego stopnia kręci, kłamie, zwyczajnie Cię oszukuje to chyba i tak zamieniłoby się w koszmar. Smutne to wszystko, ale chyba nei za wiele możesz w tej sytuacji zrobić. On nie jest z Tobą szczery to na 100%, obawiam się że to co jeszcze ukrywa może się okazać bardzo przykre. Trudna sytuacja, szczerze Ci współczuję, co więcej jego zachowania depresja nie tłumaczy. W tej układance nic nie pasuje, wszystko trzeszczy w szwach i jest mocno naciągane. ja na Twoim miejscu pomyślałabym o jakichś zabezpieczeniach prawnych żebyś w razie czego nie została z dzieckiem na lodzie z jego długami np. To przykre ale niestety możliwe.
    • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 12:44
      Teoretycznie psychoterapeucie nie wolno mówić takich rzeczy, ale w praktyce, kurcze nie wiem, może tak mu jakoś jednostronnie przedstawił fakty że usłyszał coś co odebrał jako sugestię do takich decyzji. Bardzo trudno tu cokolwiek powiedzieć, to tylko relacja, a jak tam z nim jest naprawdę to wie tylko on i ten niby terapeuta. Czy on wogóle się leczy to też jest jak dla mnie pod wielkim znakiem zapytania, może tylko mówi że się leczy a tak naprawdę słucha forumowych rad np.
      • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:44
        Czyli tak czy owak cos jest nie tak, nie powinno tak byc?

        Ja zawsze bylam najblizsza mu osoba, ktorej mogl ufac, powiedziec wszystko, przy ktorej mogl plakac, mogl byc soba. Wydalo mi sie dziwne, zeby terapeuta namawial go do rozpoczecia nowego zycia bez nikogo z przeszlosci. Do zamieszkania samemu, gdy nie potrafi funkcjonowac, gdy ma mysli samobojcze. Zreszta nikt teraz dokladnie nie wie, gdzie teraz mieszka.
        • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:17
          na mój nos coś tu jest bardzo, ale to bardzo nie tak.
    • magnolia77 Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 12:50
      Mąż ucieka przed odpowiedzialnością, tak jak ja....w depresji
      Nie wiem jak to jest na terapii, wiem,że byłam kiedyś na warsztatach hellingerowskich , bardzo uczące, pokazują problem i jakby naprowadzają na zmianę losu, pokazują co jest dla nas najlepsze. Jeśli najlepiej będzie wziąć rozwód to znaczy,że tak jest najlepiej dla Was oboje. Myślę,że ustawiania rodzinne tj.hellingerowskie pokażą Wam jak dalej postępować z przyszłością, myślę,że WSPÓLNIE będziecie razem po tym piekle.

      W wyszukiwarce wpisz ustawiania rodzinne tj.hellingerowskie , poczytaj, zdecyduj. Wasza miłośc wszystko pokona, ja mam podobnie..........
      • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:37
        Bert Hellinger to szarlatan, należy unikać ustawień rodzinnych jak ognia.
    • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:38
      Dziekuje Wam wszystkim za odpowiedzi.

      Bardzo kocham mojego meza i chce dla niego jak najlepiej, chce zeby przestal sie dusic sam ze soba, zeby mogl normalnie funkcjonowac, jest bardzo wartosciowym czlowiekiem i zeby mial tego swiadomosc, zeby nie jechal samochodem i nie pragnal sie w inny samochod albo w sciane..

      Ale jednoczesnie nie wyobrazam sobie zycia bez niego. Duzo razem przeszlismy i bylismy bardzo szczesliwi. Nikt mnie nie kochal tak jak on, nie wiem czy to mozliwe, zeby teraz mu nagle przeszlo? Jeszcze pare miesiecy temu byl moim mezem, a teraz swiat mi sie zawalil. Do tego mamy to dziecko, ktore jest naprawde wspaniale. Ktorym to dzieckiem musze sie opiekowac i byc dla niego radosna i usmiechnieta.

      Jeszcze niedawno bylo wspaniale, mielismy wspolne plany i marzenia. Ale te jego wyjazdy sluzbowe oraz moje zmeczenie i frustracja przy niemowlaku, to nas w jakis sposob niepostrzezenie (dla mnie) dobilo. Plus nowe, bardzo odpowiedzialne projekty w pracy.

      Strasznie mi szkoda tego mojego meza, bo naprawde mu sie w zyciu uklada i ma wszelkie podstawy, zeby czuc sie szczesliwym, ja bym byla szczesliwa na jego miejscu, zreszta bylam szczesliwa na swoim miejscu i dumna, ze mam takiego meza i nie przyszlo mi do glowy, ze jest coraz bardziej nieszczesliwy.

      Najgorsze jest to, ze zawsze umialam wyczuc jego nastroje, to jak sie czuje, a okazuje sie, ze w ciazy mi sie ten radar jakos przestal dzialac.

      To dziwne co czytam tu, ze przy depresji (a jestem przekonana, ze sama diagnoza jest sluszna) nie powinno byc powaznych zmian. Bo jego decyzje wywracaja nam wszystkim zycie do gory nogami, nie tylko mi i dziecku, nie tylko jemu, ale i naszym rodzicom, przyjaciolom. Moze faktycznie jest tak, ze to sa jego wnioski po poczatku terapii, gdzie przede wszystkim sie otwieral i mowil, i mowil. Nie wiem. Ale dochodze do wniosku, ze musze sie dowiedziec do kogo chodzi i czy naprawde chodzi, miec pewnosc na 100%.

      Na razie nie pozostaje mi nic innego jak czekac na rozwoj wypadkow. Tak czy owak musze sie podporzadkowac temu, co on chce, bo po macierzyskim nie przedluzono mi umowy i obecnie jestem bez pracy, nie jestem w stanie utrzymac sie bez niego, a jest jeszcze dziecko. Szantazuje mnie np., ze zostane bez mieszkania. Wiec utrzymuje z nim przyjacielskie stosunki, pozwalam przychodzic do domu, kiedy chce, zajmowac sie dzieckiem, kiedy chce i jak chce, rozmawiam z nim, kiedy dzwoni. Jestem zawsze mila, nie reaguje, gdy np. denerwuje sie i zaczyna obrazac mnie bez powodu. Nie robie zadnych fochow za to, ze sie wyprowadzil tydzien temu z domu. Nie atakuje go, ze jest taki czy owaki, ze mnie zostawia. I to do tego wlasnie teraz. Staram sie, zeby byla mila atmosfera, jak sie spotykamy. Tylko, ze to nic nie daje. Nic nie zmienia. W sumie nie wiem, jak mam sie zachowywac w tej sytuacji.

      Jak bym wiedziala, ze ma to wszystko sens, to jestem w stanie przetrwac wszystko, jego nieobecnosc, jego slowa... Ale jak terapia go tylko utwierdzi w swoich decyzjach to nie wiem...

      Z tego, co mi przekazal, to w przyszly weekend wyjezdza z ta pania psycholog na jakies weekendowe warsztaty. Jakis pomysl, co to moze byc?
      • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:43
        cholera, to raczej romans niż terapia, albo jakaś sekta pieruńska.
        • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 13:47
          To podobno jakies grupowe wekendowe spotkanie terapeutyczne
          • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:16
            Te teksty które usłyszał o odcięciu się od rodziny, o skupieniu tylko na sobie i te jakieś dziwne grupowe spotkanie wyjazdowe to mi tak sektą na kilometr zaleciało. W zwykłej psychoterapii takie cuda na kiju nie są organizowane. To wszystko brzmi szczerze mówiąc bardzo niepokojąco.
            • 2maya Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:29
              1. Wyjazd weekendowy !!?? Nie wierzę w warsztaty.
              2. Znaleźć kobietę, do której chodzi. Nie jest to niemożliwe. Macie wspólnych znajomych, przyjaciół. Jego rodzina? Rodzeństwo? Kumple od piwa? W internecie znajdziesz wszystko!
              3. Wysłać do innego specjalisty
              4. Walczyć o Was, jeśli faktycznie byliście tacy szczęśliwi.
              5. Wydaje mi się, że to wszystko dziwnie pachnie, tzn dla mnie jak science fiction, psycholog mojej mamy (kiedy chorowała) chciał mnie poznać. Psychoterapeuta również. Lekarz też. Wszyscy byli w stałym kontakcie z tatą.

              • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:43
                > 1. Wyjazd weekendowy !!?? Nie wierzę w warsztaty.

                czyli generalnie nie organizuje sie takich rzeczy

                > 2. Znaleźć kobietę, do której chodzi. Nie jest to niemożliwe. Macie wspólnych z
                > najomych, przyjaciół. Jego rodzina? Rodzeństwo? Kumple od piwa? W internecie zn
                > ajdziesz wszystko!

                On wie, ze w internecie znajde wszystko, a nawet wiecej, bo jestem dobra w te klocki, wiec jakby co, to na pewno dobrze to ukrywa. Nikt nie wie, gdzie dokladnie teraz mieszka, rodzice chcieli go odwiedzic, ale mowi, ze nie chce, bo sie wstydzi tego jak mieszka, a poza tym nie ma ochoty ich widziec, a teraz robi tylko to, na co ma ochote. Bliscy kumple, ktorzy znaja sytuacje, spotkali sie z nim dwa razy, chca isc z nim na mecz w najblizszy weekend, bo czesto razem chodzili, on nie ma teraz ochoty, wiec sie nie spotka. Na pewno nikomu sie do niczego nei przyzna, jak nie chce, zebym sie dowiedziala, bo wie, ze wtedy sie dowiem. Brat duzo starszy mieszka daleko ze swoja rodzina.

                > 3. Wysłać do innego specjalisty

                Nie bedzie chcial, nie poslucha, predzej powie, ze zrezygnowal przeze mnie z terapii.

                > 4. Walczyć o Was, jeśli faktycznie byliście tacy szczęśliwi.

                Pasowalismy do siebie jak malo kto.

                > 5. Wydaje mi się, że to wszystko dziwnie pachnie, tzn dla mnie jak science fict
                > ion, psycholog mojej mamy (kiedy chorowała) chciał mnie poznać. Psychoterapeuta
                > również. Lekarz też. Wszyscy byli w stałym kontakcie z tatą.

                To ciekawe co piszesz. Ja mam wrazenie, jakby jego psycholog pomagala mu rozstac sie ze mna, chociaz to rozstanie de facto trwa od niecalych dwoch miesiecy, a tak naprawde to wyprowadzil sie tydzien temu. Tak jakbysmy my, ja i dziecko, w ogole nie byli wazni.
            • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:34
              dziekuje Ci bardzo, nie pomyslalam o tym
              postaram sie jakos to sprawdzic
            • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:36
              To wszystko jest jakieś dziwne.

              Nie bardzo się to wszystko trzyma kupy.
              Depresja nie wygląda mi na depresję.
              Psychoterapia nie wygląda na psychoterapię.

              Ja tam sobie myślę, że aisog nie wie za wiele o tym co tak naprawdę z mężem się dzieje.

              aisog!
              jeżeli mąż ma depersję i to z myslami samobójczymi powinien być leczony również psychiatrycznie (nie tylko psychoterapią) i to psychiatra stawia diagnozę, a nie psycholog!

              każdy psycholog czy psychoterapeuta ma obowiązek go do psychiatry skierować
              (inna sprawa, że psychiatra teoretycznie może stwierdzić, że wystarczy psychoterapia, choć trudno mi sobie przy myslach samobójczych wyobrezić)

              a jeżeli jego psychoterapeuka tego nie robi to już sama nie wiem co mam o tym myśleć:

              1. albo jest niekompetentna
              2. albo czuje się bezkarna (kto by takiej podskoczył!) i postępuje wbrew przyjętym standartom
              3. albo mąż nie ma żadnej depresji tylko problemy z sobą które kwalifikują się do leczenia wyłącznie psychoterapią (np. zaburzenia osobowości)

    • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 14:55
      Jestem jeszcze bardziej zaniepokojona niz bylam, ale przynajmniej moge bardziej ukonkretnic moje niepokoje i wiem, ze to, ze mnie to wszystko martwi nie jest jakims moim urojeniem, tylko sa podstawy, zeby uznac cala sytuacje za dziwna. Bardzo dziekuje za wszystkie posty, mam teraz duzo do przemyslenia, pewnie bede to wszystko jeszcze czytac wiele razy.
      • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 15:20
        i jeszcze jedno

        jeżeli on pracuje a nie macie rozdzielności majątkowej wszystkie pieniądze jakie on zarobi są wspólne!!!

        nawet nie mając rozwodu i z możesz wystąpić o alimenty na dziecko (jeżeli dobrze zarabia będą spore)

        w tej sytuacji możesz też domagać się od niego pieniędzy na swoje własne utrzymanie
        (teoretycznie może powiedzieć, że uważa, że powinnaś pracować ale myslę, że jak masz małe dziecko to sąd jakby co stanie po Twojej stronie)

        wiem, że nie chcesz z nim wojny
        ale wygląda, że to on ją rozpoczyna
        zresztą to o czym piszę to nie wojna ale upominanie się o sprawiedliwość

        • aisog Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 16:55
          (Nie mamy rozdzielnosci)

          Powiedzial, ze bedzie mi pomagac do roku, a potem juz mam sobie radzic sama. Ten rok sie rozpoczal wraz z aktualnym miesiacem. Ze jak bede z nim rozpoczynala jakas wojne, to w ogole nie bedzie mi pomagac, ze jest w stanie zrezygnowac ze swojej pracy, bo mu w sumie juz nie zalezy i wykazac, ze nie ma zadnych dochodow.

          Z tym, ze ja nie chcialabym zaczynac z nim zadnej wojny, ani sie klocic, to sie tylko odbije na dziecku, zreszta nie chce teraz tez, zeby cokolwiek zaszlo za daleko. Nie wiem, jak to bedzie, gdy to pojdzie dalej, ale na razie staram sie nie myslec ani o swoje dumie, ani o zranieniu, itp. Nie wyobrazam sobie zadnych sadow ani rozpraw. Wiem, ze jest dobrym czlowiekiem i ze to jak sie teraz zachowuje, to nie jest prawdziwy on. Nie do konca rozumiem, co sie z nim dzieje i dlaczego sie tak zachowuje. Staram sie nie brac tego do siebie i tlumaczyc sobie, ze jest chory. On jakby sie totalnie teraz pogubil i musze sie dowiedziec dokladniej co i jak.

          To, co piszesz, to ostatecznosc i mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie.
          • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 17:23
            Tak nie zachowuje się człowiek w depresji!

            To, ze Cię rani, że Cię oskarża, że Ci grozi nawet tego absolutnie nie mozna tłumaczyc depresją!
            Każdy Ci to powie!

            Może i ma depresję, ale jako dodatek do innych problemów - zaburzenia osobowości, narkotyki? sama już nie wiem...
            • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 20:59
              też nie widzę tu depresji jako wytłumaczenia
          • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 20:58
            Musisz myśleć mądrze, nie sercem a rozumem, nawet dobrych ludzi sekty pozbawiają całego majątku a współmałożnka pogrążają w długach. Co jeśli on właśne w takie coś trafił? nie wyplączesz go z tego tonąc w długach. Pomyśl proszę o zabezpieczeniu prawnym, masz dziecko, ono musi być teraz na pierwszym miejscu, emocje i senymenty odłóż na bok. Jego zachowania nie można tłumaczyć chorobą, w każdym razie nei depresją. On z tego co piszesz jest w tej chwili sklonny do podejmowania radykalnych zmian, i ryzykownych decyzji. Jeżeli jesteś od niego w pełni zależna to uważaj, bo to równia pochyła. Zamiast myśleć o nim niech Ci się jak najszybciej włączy czerwone światło ratowania siebie, jak na moj gust możesz się znaleźć w opałach. Czy masz jakieś wsparcie w rodzinie, czy ktoś jest w stanie Ci pomóc w razie czego? Czy mieszkanie jest Twoje? Czy kiedy on przestanie Cię wspierać finansowo jesteś w stanie samodzielnei się utrzymać? Nie odpowiadaj tutaj, odpowiedz sobei sama na te pytania. To ważne, bądź roztropną kobietą, proszę.
            • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 21.10.11, 13:16
              Podpisuję się pod tym co napisała lucyna_n.

              Od siebie dodam, nie obawiaj się, że to, że zadbasz o zabezpieczenie Ciebie i sdziecka popsuje stosunki miedzy wami.

              Jeżeli rzeczywiści to jakiś stan przejściowy, z którego Mąż wyjdzie to napeno zrozumie Twoje postępowanie i nie będzie miał o to pretensji ani żalu .

              Jeżeli natomiast sprawa polega na tym, ze własnie pokazał swoje prawdziwe oblicze to niestety związek nie ma szans i bedziesz zadowolona, że zawczasu zadbałaś o interesy swoje i dziecka.

              Mogłabyś ewentualnie sama podjąć ryzyko czekania na to, że mąż do Ciebie wróci i nie robienia niczego w kierunku zabezpieczenienia biorąc pod uwagę różne scenariusze. Twoje życie, Twoja sprawa. Ty będziesz ponosić konsekwencje,

              Ale masz dziecko i pomyśl o nim.
              Twoje decyzje dotyczą i jego.
              Nie tylko Ty będziesz ponosić konsekwencje swoich decyzji.



              • awanturka Re: terapia - prosze o opinie 21.10.11, 13:22
                Jeżeli byś chciała rady jakie środki możesz podjąć, żeby się zabezpieczyć to napisz na priv (awanturka@gazeta.pl). Mam w tym względzie jakieś doświadczenie (nie zajmuję się tym zawodowo), z paroma sytuacjami tego typu sytuacjami zetknęłam się w życiu.
                Nie wszystko wiem, ale w razie czego wiem gdzie powinnaś się zwrócić po pomac i radę.
        • lucyna_n Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 20:52
          o tym samym pomyślalam
          jak ta sekciara pseudoterapeutka wyssie z niego kasę, albo wyludzi jakieś zapisy, kredyty? to się zdarza, ja bym chyba w tej chwili najpierw zabezpieczyła byt własny i dziecka, a dopiero potem próbowała ewentualnei dociec co się dzieje naprawdę i czy da się jeszcze jakoś temu facetowi pomóc, itd.
          • 2maya Re: terapia - prosze o opinie 20.10.11, 22:22
            Podpisuję się pod lucyną_n i awanturką. Koniecznie i natychmiast zabezpiecz się przed krachem finansowym i długami.

            Moim amatorskim zdaniem, nie ma tu żadnych objawów depresji - tylko jakaś wielka machloja. Gdyby to był tylko romans to chyba najmniejsza katastrofa, ale zalatuje tak jak dziewczyny piszą sektą.

            Dopiero teraz doczytałam o marihuanie. Zmroziło mnie. Jakbym czytała jakąś powieść sf. W Polsce za samo posiadanie marihuany grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Jeśli Twój małżonek utrzymuje, że kupił ją na receptę w aptece to albo jest po praniu mózgu albo postradał zmysły. Człowiek dorosły, wyedukowany, pracujący przy projektach może nie wiedzieć, że posiadanie marihuany to przestępstwo, ale na pewno wie, że nie sprzedaje się jej w aptece. (z mojej wiedzy w żadnym kraju nie ma recept na marihuanę).

            Być może wpadł już w jakieś sidła w trakcie swoich długich wyjazdów, a teraz widzisz tego efekty.



    • ismiesznoistraszno Re: terapia - prosze o opinie 21.10.11, 10:33
      > Czy to normalne przy terapii, ze psycholog mowi mu,
      >
      > wyprowadzil sie z domu, od swojej rodziny, od zony i dziecka? (bo to bylo powod
      > em, ze jednak zdecydowal sie wyprowadzic tydzien temu i nas juz calkiem zostawi
      > c; co prawda wczesniej i tak rzadko nocowal, bo mial wciaz sluzbowe wyjazdy, al
      > e zawsze, a teraz to juz w ogole go nie ma);
      >
      > zeby odwiedzial dziecko raz w tygodniu? (zeby sie przyzwyczajal, ze bedzie je w
      > idywal raz w tygodniu, bo tak to przeciez bedzie po rozwodzie);
      >
      > zeby myslal tylko o sobie, nie patrzac na uczucia i potrzeby innych? Zeby mial
      > wszystkich innych gleboko gdzies, robil tylko to, na co ma ochote, tylko to, co
      > mu sprawia przyjemnosc? Zeby nie mial wyrzutow sumienia, tylko byl totalnym he
      > donista (i nie mowie tu tylko o sobie, ale tez o rodzicach i przyjaciolach);
      >
      > zeby wycofywal sie, gdy tylko pojawia sie jakies trudnosci, nieprzyjemnosci, ze
      > by unikal trudnych sytuacji.

      Nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka