mifune85
20.04.13, 23:18
Ostatnio zacząłem się nad tym zastanawiać bo od 3 lat popadam w depresje za każdym razem z innych powodów. Pierwszy raz 3 lata temu był wynikiem silnego stresu w wyniku bardzo silnego i nieoczekiwanego ataku paniki. Leczenie po kilku miesiącach dało efekty ale z agorafobią przez bardzo długi czas się męczyłem(trauma po tym została mi trochę do dzisiaj). Później był fajny okres kilku miesięcy kiedy miałem bardzo mało objawów ale długo to nie potrwało bo zaczęła się niedoczynność tarczycy i bezsenność(jedyny objaw który mnie do tej pory mijał). Po długim czasie udało mi się dojść do równowagi na całe 2 miesiące. Następne ponad pół roku to była albo huśtawka albo długi okres kiedy spałem po 2-3 godziny a czasami w ogóle. Byłem załamany bo ani chodzenie po lekarzach ani leczenie antydepresantami nie pomogło. Byłem już totalnie załamany ale zmiana leczenia dała w końcu efekty i ten rok zaczął się dla mnie bardzo dobrze bo w końcu dowiedziałem się co to znaczy się wyspać i mieć trochę energii. Oczywiście nie mogło to trwać długo bo od ponad miesiąca borykam się z objawami grypopodobnymi które nie mijają. Bardzo często mam stan podgorączkowy, gardło boli mnie bez przerwy i bardzo czesto również kości. Póki co psychicznie czuje się dobrze ale te objawy nie mijają i każdego dnia budze się ze strachem że to żadne przeziebienie tylko nawrót depresji w zupełnie innej formie. W ciągu dnia trochę się uspokajam bo psychicznie czuje się w porządku ale jak długo trwają te objawy tak długo nie zaznam spokoju. Nie wiem czy to wszystko się kiedyś uspokoi, choćby na okres dłuższy niż 2-3 miesiące:( Boję się że ten stres związany z przedłużającymi się objawami grypodobnymi w końcu znowu doprowadzi do regularnej depresji i co gorsza znowu do bezsenności. Zaraz ktoś pewnie zarzuci mi hipochondrię lub nerwicowy strach przed chorobą ale jedyną chorobą której się boję jest depresja(dlatego że jest najbardziej realna). Nie mam żadnych innych lęków, ani przed śmiercią ani przed chorobami a jedynie przed nawrotem depresji która w ostatnich latach zawładnęła całym moim życiem. Doszło już do tego że na przykład jeśli zmierze sobie temperaturę i mam stan podgorączkowy to się uspokajam bo oddalam od siebie myśli o nawrocie depresji. Ostatni rok był dla mnie fatalny bo jeszcze bardziej utraciłem zaufanie do własnej psychiki. Kiedy z wielkim trudem pozbęde się jednego czynnika wywołujacego depresję to pojawia się następny. Nie wiem czy ten cykl da się jakoś zastopować?
Musiałem się rozpisać bo męczy mnie to bardzo i mam nadzieję że komukolwiek będzie chciało się to przeczytać:)