Dodaj do ulubionych

Pozwólcie, że to tu umieszczę

15.08.04, 03:04
To jest tekst z tego konińskiego portaliku, skąd mi usuwają moje posty na ,
chyba, żądanie, nie moje wszak. Napisałam tam ostatni tekst- zaraz pewno
zniknie, więc umieszczam go tu. Może ON przeczyta jednak.

"Mialam w głowie i lata w niej jeszcze, pomiędzy jedną falą rozpaczy i
beznadziei, a kolejną, pomysł na książkę. Zaczęłam nawet coś skrobać - łatwo
mi to przychodzi, gdy jest choć odrobina wewnętrznego, zewnętrznego spokoju.
Nie mam jej od lat paru.
I jeszcze laptop. Mój maż obiecał mi nowszy komputer - jakiś z wyprzedaży,
ale nowszy, niż ten, który jest gruchotem już. Przeżył pracę w Wyborczej i w
tutejszym tygodniku, przeżył tyle dysput na różnych forach różnych portali -
polityka, religia, depresja, zdrowie, zwierzaki, ogród, aktualności,
telewizja, kino, Republika, Krystyna Janda, zakupy książek i płyt w Merlinie,
póki je On finansował - nie dałabym rady - 350 zł na miesiąc...? /- Na
ksiązki i płyty ci przecież nie będę załował - mówił i nawet sam mi do W-wy
książkę bardzo jedną upragnioną przeze mnie przywiózł, bym jak najszybciej ją
miała/ itd.  
Nie dostałam tego komputera od niego. Nie dostałam, bo...Nie dostałam, choc
byłam taka sama, nic złego nie zrobiłam, tak sie cieszyłam, że właśnie może
ten laptop się uda, a nie komputer... Bo to powinien być laptop - przy
skoliozie i cieśni kanałów nadgarstków laptop umożliwiłby mi pisanie pod
dowolnie ustawionym kątem monitora. Moja doktor, która też duzo pisze - jest
biegłą sądową i mówi, że nie dalaby rady pisać opinii o badanych, gdyby nie
miała laptopa.
Teraz, gdy nie mam nawet na jedzenie, czynsz, to co ja mam mówić o laptopie.
I gdy nie miałam od lat chocby miesiąca spokoju - bez zdarzeń czy wiedzy o
wydarzeniach o które nie pytałam nikogo - nie chcialam wiedzieć, bo znam
siebie i byłam pewna, że to mnie rozwali. Ostatnie wydarzenia pewno będą w
ogole o s t a t n i m i. Nie daję rady.
Książka miała byc dedykowana Najdroższemu Mężowi i Synowi - z miłością - ode
mnie.
Ponieważ moje teksty tutaj /przypominam - dotyczy portalu konin.lm.pl , a nie
gazety/kasowane, co czyni ten portal takim miałkim dość miejscem typu
"prowincjonalna ręka ręke myje", to już odchodzę.
Nikogo nie obrażałam, nie uzywałam wulgaryzmów, nie podawałam personaliów, a
na dodatek ja tu umieszczam wypowiedzi, a nie równoważniki czy jednozdaniowe
krzyki mające na celu kogoś opluć, popsuć piękno i dobro tego świata, którego
pełno jest i nikomu nie życzę, by juz z bólu, nawet tego nie mógł dostrzec,
nawet tym się troszeczkę, odrobinkę ucieszyć. Nikomu nie życzę. Może tylko
pół minutki tym, którzy tak mnie kaleczyli, choc byłam pokorą jedną wielką
wyciągającą rękę do zgody. Nie z zemsty te pół minutki, tylko, bym mogła
wierzyć, że nie zabijali mnie z okrucieństwa, ale dlatego, że nie wiedzieli,
jak strasznie to boli.
Nie miałam komu powiedzieć, jak bardzo mi cięzko i że jestem tuż przy granicy
śmierci, choć ostatnie lata odpychałam siebie sama prawie od tej granicy, jak
mogłam. Aż dosłownie - tragikomicznie - popsuły mi się ręce do pisania, nogi
do chodzenia...
To idę, jak obiecałam jednej z dwóch najbliższych mi na świecie osób.
Idę...Dla Ciebie Mój K.
Zawsze Oddana
a.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 15.08.04, 05:34
      Jest w Tobie Aidko wiele bolu i zyjesz nim. Tak nie mozna, z tego nie da sie
      wybudowac zycia. Nie wiem co robisz ale z tego co piszesz masz wiele talentow i
      zainteresowan. Trzeba do nich wrocic.
      Wtedy kiedy jestes slaba, zupenie przegrana, On nie zauwazy Ciebie, Jego
      reakcja moze byc tylko litoscia. Kiedy staniesz na nogi, kiedy staniesz sie
      silna Jego reakcja bedzie inna.
      Nie mozna zyc zalem, nie pozwalaj zalowi aby decydowal o Tobie. Zal dziala
      przeciwko nam, czujemy sie ofiarami losu, czasem potrafimy to przyjac jako
      nasza filozofie, to destrukcyjna filozofia.
      Serdeczne pozdrowienia.

      Zal
      • aidka Depresja - wiedza + autopsja + mądry lekarz i ...? 17.08.04, 00:12
        mskaiq napisał:

        ) Jest w Tobie Aidko wiele bolu i zyjesz nim. Tak nie mozna

        Jesteś mądrą, dobrą osobą.
        Ja wszystko wiem.
        Choruję od kilkunastu lat i na dodatek kończylam specjalistyczne studia
        związane z tymi sprawami.
        To, co mówisz, mówi moja psychiatra - nie dalej , jak dziś, sama zadzwoniła i
        powiedziala..
        I ja to mówię sama sobie.
        I nic.
        Bo nic jednak już nie jest do wygrania.
        Nikogo nie mam do kochania i nikt nie kocha mnie.
        Nie chcę obcych facetów.
        I nie mam bliskiej rodziny do kochania.
        Nie wiedziałam o tym, że męża mogę mieć jednego.
        Może, gdy się jest młodym i wychodzi za mąż - trwa taki związek ze 2 lata, to
        rozstać się można, przeboleć, coś od nowa zainicjować...
        Ja nie umiem.
        Mój mąż tak.
        Zrobił to, ma młodą "żonę", małe potomstwo jej, bo to też rozwódka.
        Nie pomyslałam, że wraz z nim, który zawsze będzie tak wążny, stracę kontakt z
        synem, z całą rodziną męża, jedyną, jaką miałam.
        Nienawidzą mnie.
        Myślę, że dlatego, bo potrzebny im mechanizm słodkiej cytryny i kwaśnych
        winogron, by móc mnie skreslić, tamtą przyjąc z uczuciem odebranym mnie i czuć
        się z tym dobrze.
        Mąż "rozwód" przeprowadził tak - opluł wszystko, co omówiliśmy, nakłamał, że
        zawsze będę , do końca mówić o nim mąż, o niej "żona", a o naszym "rozwodzie"
        "rozwód".
        Bo tak się nie robi.
        Tak robią inni.
        Czasem.
        Ale Krzysiu ?!
        Wiesz - ja mam w sobie te geny i ze strony matki i Ś.P. Taty. Wtedy nie
        wiedziałam, a teraz wiem - On cierpiał na nigdy nie leczoną depresję - już nie
        wiem - myli mi się czy pisałam, bo słaba jestem, ciągle zmeczona, ale ja tak
        dobrze i boleśnie pamietam to Jego siedzenie na starej kanapie, palenie jednego
        papierosa po drugim, jak Ś.P. Jacek Kuroń i patrzenie....w pustą przestrzeń
        ograniczoną wyłączonym telewizorem. Ktos kiedys powiedział, że "patrzenie w
        pustą przestrzeń, to szukanie osoby, która była i która już nigdy nie wróci"
        Tak było z moim Ś.P. Tatą - matka nas zostawiła, gdy w sumie byłam dzieciakiem
        jeszcze - najpierw mnie w sobie rozkochała szczując przeciw Ś.P. Tacie - nigdy
        do Niego "Tatuś" nie powiedziałam tylko "Jan". On był też winny -byłam malutka
        - mógl sam coś...Czuł się młody, miał powodzenie w pracy, u kobiet, ale moja
        matka okazala się jeszcze mniej odpowiedzialna. Dużo mówiła o tym, jak mnie
        kocha, ale te jej balangi i ja sama, taka mała, już wtedy neurotyczka z takim
        lękiem - jak mozna tak dziecko zostawiać, które cie prosi : - Nie idź mamusiu,
        nie zostawiaj mnie w domu samej...Jak można ?Ale ja ją kochałam potwornie i
        wtedy nie czułam tej strasznej krzywdy, gdy jeszcze mnie straszyła,
        szantazowała, za to, że płaczę, gdy wychodzi. Potem wiedziałam. czemu tak jest,
        że gdy w nocy musze wyjść do toalety, najpierw, za zgodą i zrozumieniem męża,
        budzilam go, on szedł pierwszy, zapalał po drodze wszystkie światła i czekał na
        mnie pod toaletą, by odprowadzic do łóżka tak, żeby to on ostatni gasił światło

        A potem, jak matka zostawiła mnie w sumie samą dla innego,bo Ś.P. Tata, już
        pracował w W-wie - ja wszystko wybaczałam. Chodziłam do niej i jej kochanka z
        którym pili i w ogóle...Chodziłam do niej i dostawalam histerii, gdy jej
        rodzina z Kołobrzegu przy mnie ją krytykowała. Byłam smarkata, a tłumaczyłam,
        że każdy ma prawo sie zakochać. Tylko dla Ś.P. Taty, był to zimny prysznic. Ze
        Szczecina jakis awans dostał do tej W-wy, z mieszkaniem - wtedy to było cos.
        Chyba nawet teraz też. Był po prawie, ale zajmował sie kulturą, ale nie jakis
        kaowiec - miał wiedzę i pięknie ją przekazywał...I taka byłam dumna, bo na
        któryms tam piętrze Pałacu Kultury urzędował.I tak go ciągnęło do domu... - jak
        naszybciej starał się wszystko załatwić z tym mieszkaniem, bo chyba wtedy
        przekonał się, jak matka jest dla niego ważna, że nie chce tych rozstań z
        powodu pracy. No własnie wtedy ona nas zostawiła i uruchomiła spust jakby. U
        mego Ś.P. Taty. Odtąd się zaczęły Jego stupory. Sam tak to nazywał.
        Ale nawet nie o tym głównie mówię, wspominając o jakichs dziedzicznych genach
        depresji - może bardziej o Jego siostrzeńcu, moim bracie - ten, który do
        Berlina taksówką ze Szczecina, ok. 700 tabletek - mieszanka dla trzech. Chciał
        umrzeć z klasą, więc w Hiltonie się zatrzymał. Łyknął to , zasnął, minął jakis
        czas i... obudził sie. Wpadł we wściekłosć, bo przygotowania zajęly tyle trudu.
        Dawka była taka, że badający go potem lekarze oniemieli. A chuchro to takie ten
        mój brat na dodatek. Wtedy zlapał za krzesło i chciał rozbić okno ze złości,
        ale i to okazało sie być nieefektywne - szyby były kuloodporne. Tragikomiczne.
        Drugi Brat, Ś.P. syn siostry mojej matki - czyli druga linia obciążona jakimś
        złym genem - skuteczne samobójstwo - 21 lat, nieleczona depresja, ignorowanie
        przez przyjaciół jego zapowiedzi, że pojedzie do W-wy i skoczy z najwyższego
        piętra Pałacu Kultury. Klepali go po plecach i odbierali to jak żart.
        Ja a moim i jego bratem /czyli braćmi ciotecznymi/ byliśmy młodsi pare lat. On
        nie umiał tańczyć - smiesznie mu to wychodziło. Mówiłam do niego czasem razem z
        drugim Jego bratem :- Krzysiu, pokaż, nam , jak tańczysz..Pokazywał i śmiał się
        razem z nami. Wtedy mógł i chciał. Nie był w depresji. Potem, w mieszkaniu moim
        w Szczecinie /ja uczyłam sie w Kołobrzegu - gdy matka poszła sobie z
        wynajmowanego domu, gdzie mieszkała z kochankiem i nie zostawila mi nawet
        adresu - prawie umarłam - przestałam chodzic do szkoły, a w drugim pokoju
        siedział w stuporze mój Ś.P. Tata, który po jej ucieczce z domu, zostawił
        karierę, W-wę, wrócił i już nigdy nie był szczęśliwy - chyba wtedy, gdy bywał,
        tak rzadko u mnie w Koninie i rozmawiał z moim synkiem. Jak to dobrze, że, nim
        umarł raptem na serce - 62 lata, a obiecywał, ze bedzie żył prawie 90, ale
        dobrze, że zdążyłam Mu powiedzieć, że wiedziałam, jak było mu cięzko, ciągle
        zmieniał pracę - był chory - wtedy nie tak łatwo było się leczyć - ale mimo to,
        każdego miesiąca, wysyłał mi pieniądze na studia w POznaniu. Prócz tego mialam
        stypendium i choc tej matki nie było, to dzięki Ś.P. Tacie, naprawdę byłam
        jedną z lepiej sytuowanych studentek. Tylko kiedy rzadko jechałam do Szczecina
        na weekend, to przywoziłam ciasta kupione w cukierni i udawałam przed
        koleżankami z pokoju, że to domowe. Bo one wciąż cos z domu dostawały,
        przywoziły....Ale Mu to powiedziałam. Zdązyłam, nim odszedł całkiem. Ś.P.
        Tacie. O tym, że tyle Mu zawdzięczam i że wiem, jak duzo go to kosztowało
        mobilizacji psychicznej, wysiłku... i Jan S.P. na to : - Gdzie tam...A co ja ci
        tam pomagałem...Nic...
        Ale ja mu jeszcze raz, że właśnie wiele i b. to doceniam. Ale "tato", to nie
        zdążyłam Do Niego zacząć mówić. Tylko na grobie teraz. Rzadko. Z Konina było do
        Szczecina daleko trochę, z W-wy dalej i już sił nie mam. Ale byłam w styczniu.
        Powiedziałam Mu, że już nie dam rady.
        Nie jestem w dole. Jestem w depresji. Teraz to galopuje - ja widze po kolei
        każdy punkt - najpierw sprawa sytuacyjna - mój mąż, który oszukał mnie
        rozwodząc się ze mną, oszukał we wszystkim, co było najważniejsze. Moja to też
        wina, bo nie mialam wyobraźni - nie wiem czemu, bo zawsze uważana byłam za
        posiadaczkę bogactwa fantazji itd.
        Ale to o inną wyobraźnie chodzi - na pewno wiesz o czym mówię.
        Ja widzę, że jest coraz gorzej, bo już taka klasyka... Coraz później daję radę
        wstać i robię to z takim wysiłkiem i niechęcią. Z podobną niechęcią tkwię w
        łóżku. I myślę o tym, że nie mam sił fizycznych, by się zabić, bo to wymaga
        organizacji. Stąd ta sprawa z tymi antydepresjakami - prawda ? Te pierwsze
        tygodnie niebezpieczne dla tych, którzy nie chcą życ i wtedy antydepresjaki ich
        mobilizują. Ma się siłę dźwignąć z łóżka, zgromadzić jakieś prochy obchodząc
        wszystkich psychiatrów w W-wie nakładając maske na twarz wciskając im bzdury o
        chwilowych klopotach w pracy czy domu. Zresztą. Wystarczy internista. Albo
        kupić porządną brzytwe czy co tam, by skutecznie przeciąć żyłę, a najlepiej
        tętnicę. Nie
        • aidka Re: Depresja - wiedza + autopsja + mądry lekarz i 17.08.04, 00:27
          Straciłam pozostalą część tego tekstu.
          Nieważne.
          Samobójstwo jest popelnić trudno, można się okaleczyć, albo podleczyć i chcieć
          żyć.
          Nikogo nie namawiam.
          Żyjcie i nie bąźcie jak niektórzy tu.
          Kiedys pisywałam tu na początku pod innym nickiem.
          Byłam silniejsa.
          I były tu osoby chore i te, które miały ogrom empatii i chciały pomóc.
          Dobrym słowem choć i faktycznie mądrymi radami, jak moja tu rozmówczyni
          /rozmówca?/
          Nie wiem czemu wkradło się tu zło.
          Nie daje rady czytać, tylko te tematy niektóre.
          Tak nie wolno.
          Nie wolno tak starsznie kaleczyc tych, którzy dosłownie ledwo przeżywają
          sekundy, a co o dniach mówić dopiero.
          Bądźcie dobrzy.
          ściskam
          dziękuję
          Alexandra Aida
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 17.08.04, 18:21
      Piszesz ze nikogo nie masz juz do kochania. Mysle ze tak nie jest. Jest nadal
      Twoj Syn i jego kochasz. Nie wiem dlaczego stracilas kontakt z Nim ale wiem ze
      taki kontakt mozesz odzyskac. On Ciebie tez potrzebuje, sama wiesz jak wazni sa
      rodzice dla dziecka a nawet dla doroslego dziecka.

      Napisalas bardzo pieknie o milosci do Swojej Matki. Milosc potrafi wybaczac
      dlatego akceptowalas ja taka jaka byla. Mysle ze bylo wiele zlych mysli
      zwiazanych z tym ze odeszla od Ciebie i od Ojca. Czy w dalszym ciagu masz zal
      do Niej za to co sie stalo?
      Mysle ze Ojca kochasz nie mniej niz Matke chociaz nigdy nie nazwalas Go Ojcem
      ale On i tak wiedzial ze Go kochasz.

      Piszesz duzo o genach i depresji wynikajacej z nich. Widzisz, ja mialem
      rowniez depresje. Dzisiaj juz jej nie mam chociaz moje geny nie ulegly zmianie
      i dlatego nie wierze ze to jest kwestia dziedziczna. Jest bardzo wiele osob
      ktorym udalo sie wyjsc z depresji i zwykle kazde opowiadanie o jej pokonaniu
      wiaze sie ze zmiana patrzenia na zycie i swiat wokol nas.
      Piszesz o snie, tez uciekalem przed moimi problemami w sen tyle ze nadmiar snu
      byl rowniez trudny do zniesienia.
      Najtrudniejsze dla mnie bylo uwierzenie ze moje zycie moze miec sens ze moze
      wydarzyc sie to co uwazalem ze jest malo prawdopodobne.
      Kiedy uwierzylem powoli zaczalem pokonywac moje slabosci. Na pocztku wydawalo
      mi sie ze to nie mozliwe, ze nie mam sil, ze jestem zbyt zmeczony i ze nie
      poradze sobie. Zasypialem gdziekolwiek usiadlem. Przestalem siadac, zmusilem
      sie do normalnych godzin snu. Pozniej stawialem sobie nowe cele do pokonywania.
      Szlo bardzo trudno ale nie zalamywalem sie, wiedzialem ze trzeba wrocic do
      normalnosci.
      Tutaj na forum wszyscy wiedza o moich pompkach, ja robie 70 pompek piec razy
      dziennie. To byla moja walka ze slaboscia, wiedzialem ze musze ja wygrac te
      pompki to moja determinacja. Zaczynalem od dwoch.
      Ze mna tez bylo zle mysle ze juz gorzej byc nie moglo. Wiele razy puszczalem
      kierownice samochodu jadac z duza predkoscia. Za kazdym razem wracalem, cos nie
      pozwalalo mi tego zrobic.
      Zadalas pytanie kim jestem? Jestem mezczyzna, mieszkam w Australi. Jestem
      rowniez po rozwodzie jak Ty. Ja postanowilem wrocic i wiem ze to byla najlepsza
      decyzja.
      Serdeczne pozdrowienia i pisz.



      • lucyna_n Pozwólcie, że to tu umieszczę, choc nie na temat. 17.08.04, 21:43
        Mskaiq ,
        jestes gosc!
        naprawde masz u mnie wielki szacunek, pompek nie daje rady ale juz troche zmienilam styl i
        nastawienie do zycia bo mnie przekonales ze warto i ze prochy to nie wszystko co mam:)
        i zebys wiedzial ze Twoje rady sa chyba najlepsze z calego tego bajzlu o nazwie Depresja.
        wielkie buzi dla Niezlomnego Mskaiq :*
        ;)))
        a Australia ma kolejny medal w plywaniu:))
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 18.08.04, 08:39
      Bardzo duzo zrozumialas Lucynko a takze wkladasz wiele wysilku aby z tego wyjsc
      i wyjdziesz. Serdeczne pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 18.08.04, 10:33
        :))
        jak mawia admiral naszej dryfujacej łajby "bo tak sie walczy z deprechą!"
        • aidka A ja nie dam rady... 19.08.04, 00:04
          Wolę, by mi obcięto rece, nogi, ale nie chcę sie tak czuć, ani sekundy.
          Teraz lepiej, ale po obudzeniu...
          Boże czy Kto Tam jest Gdzieś - za duzo na jedną osobę.
          Tak nie wolno robić...
          Dziedziczne czy nie....
          Jak tendencja do, np., uzależnień chyba...
          Dziedziczne w tym sensie, że są predyspozycje.
          To na pewno.
          Same geny depresji - nie wiem i specjaliści chyba też nie.
          Ale o raku wiedzą, że tak.
          Przy sprzyjających okolicznościach zewnętrznych, braku , jak na to mowię,
          `naciśnięcia` na spust przez niekorzystne `zewnętrze` - nie musi nigdy sie
          ujawnić - depresja czy hazard, alkoholizm, inne...
          Ale jeśli są predyspozycje, coś w środku, co czyha, to, gdy świat zaatakuje, to
          czyhające się wynurza i też atakuje zacierając złe łapska dusi cię, ąż już nic
          - mówić, płakać, jeść, spać, cieszyc się - nic. Wszystko z ciebie wydusza.

          Postanowiłam nie spać wcale, by nie budzic się, bo wtedy jest atak tak
          straszny, że nie umiem opisać tego komuś, kto nie ptrzezył...
          Wiedziałam - to irracjonalne. Kiedys i tak zasnę, a poza tym brak snu mnie
          osłabia. Ale nie spałam i nie spałam...
          Naprawdę się starałam - tak sie boje wychodzić, a nawet się ubralam. Calą noc
          nie spałam, nie płakałam, lepiłam z gliny, malowałam to, co już poulepiałam z
          modeliny, raniutko, żeby to była metoda małych kroczków - nie od razu wyjście
          daleko, na długo, w tłum, tylko , gdy ludzi mało na ulicy, wcześnie poszłam do
          sklepu, kupiłam coś - jogurty choć do picia, skoro nie jem /to właśnie cała ja
          - ta nieszczęsność, którą mam w sobie od zawsze - nawet sie skoncentrowałam i
          termin ważności sprawdziłam - były ważne, a w środku pleśń - zawsze tak mam, a
          to był taki wysiłek duzy pójsć...błędy ortograficzne zaczęłam robić, ja, która
          nigdy.../
          Udalo się wykąpać, umyc włosy - długie - tak ciężko to było...
          W ogródku wyrwałam parę chwastów, troche kwiatów do suszenia, bo z nich też
          robie takie rózne - że jak mi mąż tych obiecanych remontów nie zrobił, nie daje
          alimentów, to jakos te drzwi niewymienione ozdobić - no takie tam rzeczy...
          Podlałam te biedne roślininy...Ale to wczoraj sie udało wieczorem.
          Dziś już nie.
          Ale zadzwoniłam to Pani Doktor, bo , gdy telefon był wyłączony, dzwoniła. Boże
          - tak mnie rozczula i wdzieczna jestem za każdy przejaw dobroci. Przecież to
          prywatne leczenie. Przecież jestem jedną z wielu pacjentów i moja Dr ma tyle
          zajęć, pracy, a dzwoni.
          Do mnie.
          Dałam radę tylko sms-a wysłać wczoraj o tym, że się umyłam.
          Ale dzis zadzwoniłam.
          Ma rację.
          Tak, jak Wy w tym wątku.
          Jak każdy sądzę, kto to zna.
          Powiedziała, że chciałaby zobaczyć to, co lepię.
          Tak mnie to jakoś malutko, malusieńko, ale zmobilizowało.
          Nie.
          Za duzo powiedziane - ale pomyslałam, że tak - że chcę Jej pokazać i jeszcze,
          że mam też zdjęcia tego ogrodu o którym wiedziała, że też terapie robię sama
          tam. I nawet zaczęłam mysleć, które rzeczy Jej pokazac, i że chciałabym cos
          najładniejszego Jej ofiarować. Najładniejsze wysłałam w prezencie synowi i
          synowej.Ostatnio. Syn napisała SMS-a - dziękuję. Ola już nic...Nie chcą, bo po
          co sie z kimś zadawać, kto ma tyle kłopotów i wciąż jest smutny. I nie mogą
          chyba. Mąż może im nie kazał - może powiedzial, że ich wyrzuci z domu, który
          wciąż ma zapisany na siebie, choć mieszka z tamtą. Buduje dla niej nowy dom. A
          nasz ? A jak go odda dzieciakom tamtej a syna mi wyrzuci ?
          W naszym domu ona bedzie i jej potomstwo?
          Nie mogę o tym mysleć. Wszystko było umówione, że tak nie bedzie. Umówione.
          Ktoś mnie pyta czemu nie u notariusza spisane?
          Wtedy bylam tak chora, jak teraz prawie.
          Jaki notariusz, gdy nie byłam żywa, tylko taka lalka duża, którą on wsadzał w
          samochód, wysadzał, podsuwał papiery, dawał długopis, pokazywał miejsce,
          myliłam wszystko - daty, własne personalia..
          Jaki notariusz...?
          Po co?
          Przecież to Krzyś. Krzys miałby mnie skrzywdzić? On, który wie, ile tej krzywdy
          było. Który zna mnie najlepiej, wie, jaka jestem obolała, poraniona w środku?
          Mialby mnie skrzywdzić?

          Najpierw pomyslałam, że nie wyjechałabym z Australii, gdzie moge mieć zawsze
          Słońce - wiecie?
          A potem sobie przypomniałam, jak , studiując w Poznaniu i mieszkając lata w
          Koninie, zawsze podkreślałam, że ja jestem Szczecin łamane przez Kołobrzeg -
          Człowiek Morza. I jak teraz, gdy mieszkam w Warszawie, tęsknię za Koninem -
          skromną, prowincją zalatującą mieściną, gdzie Stary Konin - ma swój urok,
          zwłaszcza po działaniach mego męża jako wiceprezydenta miasta. Kocha Stary
          Konin, tam się urodził i nie o to chodzi, że dlatego, z powodów osobistych były
          te inwestycje w Starym Koninie, by był taki urokliwy, jak dawniej. Połączył
          koniecznosć z osobistymi sentymentami.
          Ale Nowy Konin - zabudowany pospiesznie wielką komunistyczną płytą - ohyda.
          A tęsknię do całości...
          No to jak ja bym w takiej Australii dopiero...Mimo tego Słońca...
          Boję się - żeby móc cokolwiek, biorę jakieś rzeczy na uspokojenie. Uzależnię
          się.
          Wiem to.
          Kiedyś już miałam jakieś symptomy, ale odsunełam pożądanie chwilowej ulgi dla
          jeszcze gorszego koszmaru.
          Staram się kontrolować - brałam nie licząc co i ile. Od 3 dni liczę.
          Przepraszam.
          Tak się umęczyłam.
          Nie czytam tego już i nie poprawiam - mogą byc jakieś głupstwa...
          Co to będzie z nocą i najgorsze - zasnąć i się obudzić.
          Obudzenie nie jest juz dla mnie.
          Zasnąć.
          Nie mieć koszmarów.
          Nie budzić się.
          Tatusiu, pomóz mi. Niech mi ktoś pomoże. Jezu, tak sie boje tego uczucia ,
          beznadzieja, rozpacz.
          • lucyna_n Re: A ja nie dam rady... 19.08.04, 00:27
            Przepraszam ale nie przebrnywam przez tak dlugie posty wiec moge byc niesprawiedliwa oceniajac
            tylko po wstepie. Prawda jest taka ze trzeba jednak chciec cos zrobic, nikt za Ciebie nie powalczy,
            musisz sama dojsc do tego jakze blyskotliwego wniosku, Moze jak sie wypiszesz to Ci ulzy, ale sprobuj
            moze troche tez trzymac gacie co? Myslisz ze innym jest tak lekko? Nikt tutaj nie jest zbytnio
            szczescliwy ze swoja deprecha a co poniektorzy maja duzo powazniejsze problemy niz depresja i jakos
            sie nie poddaja, walcza, pomagaja nie tylko sobie ale jeszcze innym, moze to jest dobra droga, nie
            myslec bez przerwy o sobie, zrobic cos dla innych i w ten sposob uratowac siebie.

            I zapewniam Cie wolisz miec nieobciete rece i nogi i nie wypisuj takich pierdol jezeli chcesz byc
            traktowana serio.
            • o-ren_ishi Re: A ja nie dam rady... 19.08.04, 00:34
              > Myslisz ze innym jest tak lekko?

              Mysle, ze ona nie mysli, ze innym jest lekko.
              • lucyna_n Re: A ja nie dam rady... 19.08.04, 01:25
                no wlasnie nie wiem co mysli Aidka, bo ni cholery nie daje rady tak dlugim blogom.
                • aidka Co jest serio.... 21.08.04, 04:27
                  lucyna_n napisała:

                  > no wlasnie nie wiem co mysli Aidka, bo ni cholery nie daje rady tak dlugim
                  blog
                  > om.

                  Posłuchaj - to nie rób tego.
                  Czemu piszesz do mnie, skoro nie możesz przeczytać tego, co ja piszę?
                  Nie czytaj.
                  Nie musisz.
                  Ja nie proszę , bys czytała.
                  Nie błagam Cie o rady.
                  Piszę.
                  Tylko tyle.
                  Mówiąc, ze pisze pierdoły, obrażasz mnie.
                  Za co?
                  I czemu, skoro moje teksty są, jak sama mówisz, zbyt długie, bys mogla je
                  przeczytać.
                  Odpuść.
                  Nie czytaj.
                  pozdr.
                  a.
              • aidka Re: A ja nie dam rady... 21.08.04, 04:22
                o-ren_ishi napisała:

                > > Myslisz ze innym jest tak lekko?
                >
                > Mysle, ze ona nie mysli, ze innym jest lekko.

                Dobrze myślisz.
                Ja nawet myślę, że tylu jest, ktorym jest tak bardzo cięzko, ludziom, Pakistan,
                Zamachy w Izraelu, a Irak !- co oni robią ?!- nie mogłam juz przed tym nawrotem
                o tym słuchać i czytać, cały świat - tyle nieszczęścia, zwierzęta - mój Boże -
                jak sa krzywdzone - tyle krzywdy, zła. Wszędzie. Innym nie jest lekko i nie
                chce takiego świata. Wcale. Otylia oddaje swój medal złoty na licytacje dla
                dzieci chorych na białaczkę. Mój Boże. Byłam kiedys w szpitalu tu i widzialam.
                I ta Dziewczynka - taka szczuplutka, taka ładna mizerna buzia, a potem Wyborcza
                , zamieściła bezpłatne ogloszenie o wpłatach na Jej leczenie - takie ogłoszenia
                z serii - gdy brakuje płatnych ogłoszen i jest miejsce, to dajemy
                charytatywnie. Tylko oni dali to ogłoszenie, a ja już wiedzialam, że ta
                Dziewczynka od tygodnia..., że Jej nie ma już. Za późno. A inni chorzy tam,
                wszędzie...Nie jest im lekko i ja nie chce juz na to patrzeć, co sie wyprawia i
                jak psa ktoś wyrzuca z 8 piętra, albo łamie ogon kotu.
                O Jezu...
                przepraszam
                pozdr.
                a.
            • aidka Re: A ja nie dam rady... 21.08.04, 04:14
              lucyna_n napisała:

              > Przepraszam ale nie przebrnywam przez tak dlugie posty wiec moge byc
              niesprawie
              > dliwa oceniajac
              > tylko po wstepie. Prawda jest taka ze trzeba jednak chciec cos zrobic, nikt
              za
              > Ciebie nie powalczy,
              > musisz sama dojsc do tego jakze blyskotliwego wniosku, Moze jak sie wypiszesz
              t
              > o Ci ulzy, ale sprobuj
              > moze troche tez trzymac gacie co? Myslisz ze innym jest tak lekko? Nikt tutaj
              n
              > ie jest zbytnio
              > szczescliwy ze swoja deprecha a co poniektorzy maja duzo powazniejsze
              problemy
              > niz depresja i jakos
              > sie nie poddaja, walcza, pomagaja nie tylko sobie ale jeszcze innym, moze to
              je
              > st dobra droga, nie
              > myslec bez przerwy o sobie, zrobic cos dla innych i w ten sposob uratowac
              siebi
              > e.
              >
              > I zapewniam Cie wolisz miec nieobciete rece i nogi i nie wypisuj takich
              pierdol
              > jezeli chcesz byc
              > traktowana serio.
              Nie gniewaj się.
              Mówisz rzeczy trywialne.
              Jest już po mnie, więc to nie ma wielkiego znaczenia, choc i tak placzę.
              Ale nie rób tego innym , ktorzy chorują na ZDIAGNOZOWANĄ wiele razy przez
              specjalistów DEPRESJĘ.
              Że się powtórzę - nie obniżenie nastroju, smutne dni, tzw. dołki.
              Depresję.
              Nie rób tego i nie mów tak do innych chorych, jak do mnie.
              Nie rob tak.
              pozdr/
              a
          • lucyna_n Re: A ja nie dam rady... 19.08.04, 00:34
            no dobra jakos przebrnelam mniej wiecej, ale nadal nie wiem o co chodzi , czy o te silne lęki? bo wiesz
            tu 3/4 forum sie z tym zmaga .Konkretnie co Ci jest, depresja, nerwica, ataki paniki?
            Sama wiem cos niecos o tym ale zeby tak sie rozczulac nad soba to nie jest dobry pomysl, to wcale nie
            pomaga bo jeszcze bardziej wkreca w chorobe, a tu trzeba powalczyc.
            Wlaz na ring i walcz, to jedyna droga.
            • aidka Re: A ja nie dam rady... 21.08.04, 04:08
              lucyna_n napisała:

              > Sama wiem cos niecos o tym ale zeby tak sie rozczulac nad soba to nie jest
              dob
              > ry pomysl, to wcale nie
              > pomaga bo jeszcze bardziej wkreca w chorobe, a tu trzeba powalczyc.
              > Wlaz na ring i walcz, to jedyna droga.

              Kilkanaście lat temu miałam zdiagnozowaną depresję. częste nawroty zwłaszcza
              jesienią, bez zewnętrznych powodów. Ciężkie sytuacje też wywoływały nie żadne
              doły, ale długotrwale stany depresyjne leczone w szpitalach, klinikach - nawet
              MSW po znajomości.
              Poza tym, dawno temu /jestem po psychologii klinicznej/ sama u siebie
              zdiagnozowałam wysoki poziom lęku od dziecka - znam doskonale jego geneżę,
              neurotyczka, nerwica lękowa, nadwrażliwość, wiem wszystko, a inni specjaliści,
              testy, ktore do bani, bo je znałam wczesniej ze studiów, ale i te, ktore nie do
              bani, bo ich nie znałam - potwierdzają, to, co sama o sobie wiem.
              Ale powtórzę - i co z tego, że wiem ?
              Nie piszę, by pytać co mi jest, bo wiem. Bo jadlam latami środki antydepresyjne
              starej generacji, nowej generacji, bo robiłam dla siebie to, co sama
              proponowałabym innym i co proponuje nasz rozmówca z Australii, i lekarze i
              każdy, kto się zna.
              To, co robie teraz, nie jest rozczulaniem się nad sobą.
              A nawet, jesli, to co z tego - nikt inny nade mną sie nie rozczula - skoro mi
              to pomaga, choc na chwile, to czemu mam tego nie robić ?
              Mi to pomaga, nikogo tym nie krzywdzę - czemu tego nie robić.
              Dlaczego proponujesz mi nakładanie maski boksera na ringu, gdy ja mam rozpacz,
              lęk i uczucie bez sensu dalszego mordowania się tak wielkie, że wiem, iż może o
              tym mieć wyobrażenie tylko ktoś, kto to przeszedl lub mądry, pełen empatii,
              doświadczony specjalista.
              I nigdy, przenigdy nie mów osobom w depresji, by się trzymały, albo by walczyły
              na ringu itd. Nie rób tego. To cos najgorszego, co można uslyszeć.
              Wejść na ring?
              Znowu?
              Nie moge już.
              Czy jestem przez to jeszcze mniej warta,niz myslę ?
              Jestem.
              Tylko to moge wysnuć z rady walki.
              Rozumiesz ? - po prostu to nie ta chwila, by mi to mówić, bo nie czuje sie
              wtedy jak dopingowany bokser tylko jak beznadziejna kobieta, ktora nie umie
              zrobic tego, co mówisz i znczy to, że jestem do bani - do kasacji.
              Wiesz, to trudno pojąć osobom, które nie znają depresji.
              DEPRESJI, a nie dołków tzw.
              Rozmawiałam o tym nieraz z moją Panią Doktor - opowiadała, jak rodziny jej
              pacjentów w klinice czy Centrum, gdzie ja chodzę, chodziłam, nie pojmują, jak
              można dniami, tygodniami, miesiącami nie miec siły wstać, umyć się, odezwać,
              przeczytac zdania ze zrozumieniem, obejrzeć najgłupszego filmu, zrobic
              cokolwiek. Jak mówią o chorych, że to lenistwo i że trzeba wziąć sie w garść,
              walczyć i po sprawie. I jeszcze mówiła jak wiele czasu zajmuje jej wyjasnianie
              tym rodzinom z czym maja do czynienia.
              Nie mów mi , bym sie nie rozczulała.
              Ja nic nie chcę.
              Piszę.
              Bo mi jest na sekunde lepiej i cos robię. Piszę - więc cos robię. Nie wiessz,
              jak to wiele i o ile to lepsze, niż pójście do łóżka, patrzenie w sufit i
              myslenie o tym, że nie mam siły się zabić, nie mam jak, czym, że było chwile
              lepiej, bo PISAŁAM, do ludzi, do kogos mówilam, a nie leżałam tam w drugim
              pokoju zatykajac uszy, gdy słysze telefon, wyłączając komórkę, izolując się
              całkiem.
              Łatwiej byłoby pisac na kartce papieru ot tak, dla siebie.
              Ale nie chodzi mi o łatwiej.
              Chodzi o to, co przyniesie mi większą ulgę.
              Dziś napisałam tyle, że mnie to nakręciło - nie czytałam nawet dobrze co kto do
              mnie mówi. Dzis dałam radę i też przyniosło mi to ulgę.
              Rozumiesz ?
              pozdr.
              a
              /sorry - jesli narobiłam błędów gram., składniowych, literowek, innych - to
              wszystko na co mnie stac i już nie dam rady czytac drugi raz , co napisałam/
              • lucyna_n Re: A ja nie dam rady... 21.08.04, 10:37
                ok, rozumiem, jezeli wiec chodzi Ci tylko o to zeby moc sie wypisac i to Ci jakos pomaga to spox, juz
                sie odczepiam , pisz sobie spokojnie skoro tak lubisz.
              • Gość: as5 Re: A ja nie dam rady... IP: *.elpos.net 21.08.04, 11:34
                aidko,tak dobrze rozumiem Twoj bol,niemoc,kiedy wszedzie jest za daleko,kiedy
                brakuje lez.W najglebszej swerze uczuc majac depresje jestesmy sami,to chyba
                najgorsza z samotosci poza umieraniem.Musisz byc silna,choc wiem ze tej sily
                brak.Pisz,jesli choc przez moment przynosi Ci to ulge.Wspaniale ze potrafisz
                sie otworzyc choc w taki sposob.Z pewnoscia znajdziesz zrozumienie i
                zyczliwosc.Wiekszosc z nas to hiperwrazliwcy z poraniona dusza,oklaeczeni przez
                trwajaca latami depresje.Jestes wsrod swoich ,nie krepuj sie ,nie tlumacz .Po
                prostu badz...Pozdrawiam
                • aidka nadwrażliwość 22.08.04, 03:27
                  Tak właśnie mi powiedziala moja Dr - nie byłam w nawrocie depresji, ale jednak
                  co półtora, 2 miesiące się pokazywałam. I tak narzekałam, że w sumie jestem
                  egoistką jak wszyscy okropną, albo gorszą, bo nie moge juz oglądać nawet w tv
                  scen tego zabijania itd. A już zupenie nie chcę słyszeć o koniach a transorcie
                  na rzeź, innych biedactwach. Bo mnie to tak boli. Czyli zamykam oczy, choć nie
                  zamykam sie na to - przygarniam jakies zwierzaki, gdy mogę, łapię bezdomnego
                  kiciusia i choć go do weta wlekę, by poszczepił malca, skoro nie mogę zabrac do
                  domu...No ale wiesz - nie moge już zła tego świata oglądać. I Pani Dr tak
                  własnie powiedziała, że większosć jej pacjentów, to ludzie niesłychanie
                  wrażliwi i dlatego chorują...
                  Sciskam Cię i dziękuję
                  a.
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 19.08.04, 08:44
      Przede wszystkim trzeba klasc sie spac, masz racje brak snu Cie oslabia. Wiem o
      czym piszesz, znam te przebudzenia, wiem ze sie ich boisz. Ja sie juz ich nie
      boje. Rano zwykle depresja atakuje najsilniej. Mozna sobie z tym poradzic.
      Powietrze i ruch zmieniaja ten stan. Po obudzeniu idz na spacer, do ogrodka
      albo po zakupy. Zobaczysz roznice.
      Ja ide na plaze kazdego dnia rano to pierwsza czynnosc po przebudzeniu. Biegam
      bez wzgledu na pogode, moze byc deszcz czy upal zawsze tam jestem, pomaga mi
      to. Pozbywam sie tego stanu o ktorym piszesz. Po biegu nie ma go.
      Dobrze ze wyszlas rano po zakupy. Staraj sie wychodzic kazdego dnia to pomoze
      Ci powrocic do zycia, nie mozna tego tylko przerwac, trzeba codziennie rano isc
      albo byc na powietrzu.
      Dobrze ze umylas wlosy to bardzo wazne zeby dbac o siebie. Mysle ze warto abys
      kupila sobie pare bananow, owoce sa bardzo wazne, poza tym banany sa rowniez
      pozywne. Musisz sie odzywiac to bardzo wazne.
      Dobrze ze zadzwonilas do Pani Doktor. Mysle ze jest bardzo wiele ludzi bardzo
      dobrych i chcacych pomoc tak jak pani Doktor. Powiem Ci szczerze ze chetnie sam
      bym zobaczyl to co robisz, mysle ze jest to bardzo piekne.
      Pomyslalem sobie ze mozesz nawet sprzedawac to co robisz. W ten sposob mozesz
      Sama zarabiac pieniadze. Piszesz ze chcesz ofiarowac jakas swoja prace pani
      Doktor, to wspanialy pomysl.
      Mysle ze Ola nie wyslala SMSa bo Twoj Syn podziekowal.

      Polubilabys Australie Aidko, ja mieszkam w Sydney. To miasto jest bardzo
      gorzyste ale rownoczesnie ocean jest wszedzie i dlatego jest takie malownicze.
      Tutaj ludzie mieszkaja we wlasnych domkach, maja ogrodki ktore sa bardzo
      zadbane. Czasem ma sie wrazenie ze to miasto jeden wielki ogrod.

      Piszesz ze jest coś w środku, co czyha, to, gdy świat zaatakuje, to
      czyhające się wynurza i też atakuje zacierając złe łapska dusi cię, ąż już nic
      - mówić, płakać, jeść, spać, cieszyc się - nic. Wszystko z ciebie wydusza.
      To prawda, ono jest ale nie mozna sie temu poddawac, masz wiele sil aby to
      odeprzec ale trzeba kierowac sie rozsadkiem. Trzeba robic rzeczy ktore beda
      przynosily Ci ulge. Trzeba byc zajetym tak jak jestes obecnie zajeta lepieniem
      z gliny, zaczac dbac o Siebie to jest poczatek zmian.
      Poradzisz Sobie Aidko. Pisz tutaj i kontaktuj sie z Pania Doktor, trzeba wracac
      do zycia. Ono sie nie skonczylo i przed Toba jeszcze wiele pieknych i dobrych
      chwil. Odnajdziesz to.
      Serdeczne pozdrowienia. Pisz, czekam na twoje listy.

      Antek
      • aidka Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 21.08.04, 03:41
        Hej A,
        Wszystko, co napisałeś to prawda, prawda, prawda.
        Tylu to sama już mówiłam i mam na sobie przećwiczone.
        I ta plaża...
        To bym zrobiła...
        To bym mogła...
        Tak wczesnie, gdy nie ma ludzi, gdybym była w Kołobrzegu moim
        Ale wiesz - ja bym pływala, pływała, pływala
        Od małego dziecka jestem nawykła do zimnej wody Bałtyku i nie boje się tego
        zimna, jak wielu innych, choc w ogóle nienawidze zimna - ale gdy sie pływa
        zapamietale, to nie jest zimno
        Jak ja lubie plywać
        Jak ja kocham morze
        I nie było tak jeszcze - ja nie widziałam morza 3 lata już żadnego
        Ostatnio na Cyprze
        Ale tak, to ja bym mogła robić - czekałabym na świt i pływała, ale snu się boję
        Nie pójde spać
        Jestem tak zmordowana
        "położyć głowę na ciepłym brzuchu psa", ale nie w Niebo patrzeć, jak Ś.P.
        Małgosia Hillar chciała, tylko zasnąć i nie śnić nic, skoro nie mozna od lat
        nic miłego wysnić
        Pozdrawiam
        a.
    • gniadykon Chodzi Ci o tego laptopa? Czy tro rozwiaze problem 21.08.04, 14:40
      • aidka Re: Chodzi Ci o tego laptopa? Czy tro rozwiaze pr 22.08.04, 03:42
        Nie takie proste...
        Piszę o tym szerzej odpowiadając  mskaiq  w tekście z tytułem - no way out.
        Wiesz, chodzi o to, że gdybym ja miała bliską osobę, która pomogłaby mi wyjść z
        tego, gdybym miała laptopa, którego obiecal mi mąż, tj. on mówił o nowszym
        komputerze, ale ja prosiłam o laptopa, bo na komputerze trudno mi - mam
        skrzywienie kręgosłupa i przez tę cieśń kanału obu nadgarstków..- w fotelu przy
        biurku nie daje rady długo - tu, gdy piszę, to na przeciwbólowych środkach,
        czasem tych z dodatkiem opium.
        Boże, jak ja konkretnie to napisałam.
        Wcale nie jakoś rozpacznie - prawda?
        Tylko ja wiem, że to po relanium i takie to buty , Koniku...
        Więc gdybym wyszła z tego, gdyby on spełnił obietnice, ale jej nie spełni, bo
        ma inną, jej potomstwo, to po co mi dawać laptopa - lepiej dać jej potomostwu,
        jej kupic kieckę i zasłużyć na ....nie chce być ....never mind.
        Chodzi o to, że wymyśliłam sobie sposób, bym mogła jednak zarobić, skoro on mi
        nie daje obiecanego wsparcia, ja mam rentę najmniejszą z możliwych - to nie
        starcza na czynsz - gdy przestał dawać mi te alimenty, sprzedałam za grosze
        akcje agory,które były na ew. operacje dłoni i je przejadłam już prawie
        pracy ani nie ma - szukałam, ani tez nie śmiałabym sie niczego podjąć - nic,
        gdzie są terminy, obowiązki, bo ja nie wiem nigdy jak będę sie czuć.
        A pisanie w domu książki, to zupełnie co innego - kiedy jestem zdrowa, to
        wymyslają mi sie rózne , chyba ciekawe, rzeczy w głowie - mozna napisać, wydać,
        sprzedać, mieć na bułkę, a moze i na wyjazd nad morze...
        pozdr.
        a
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 21.08.04, 17:45
      Plaze w Australi sa piekne, wiele z nich ciagnie sie kilometrami. Sa takie
      ktore maja powyzej 30 km i sa zwykle puste. Jezdzilem po nich samochodem z
      napedem na cztery kola. Mozna pedziec po takiej plazy 100 km na godzine, tylko
      trzeba sie trzymac blisko wody bo tam jest twarda nawierzchnia piachu.
      Nad oceanem jest silna wilgotnosc powietrza w piekny sloneczny dzien, wtedy po
      drodze lsni woda i blyszczy sloncem.
      Wiesz Aidko, ja kiedys nie lubilem morza, zawsze ciagnelo mnie w gory. W Polsce
      to byly Tatry, tutaj z dzieciakami robilem dlugie wycieczki z namiotem.
      Tutejsze gory sa zupelnie inne niz w Europie, biegna w dol a nie w gore.
      Wjezdza sie na wysokosc 1200 metrow i otwiera sie dolina w dol. Mozna zejsc na
      dol, czesto sa tam strumienie, pelne pstrogow.
      Serdeczne pozdrowienia i pisz.
      • Gość: Jaga Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę IP: *.kon.tvknet.pl / *.tvknet.pl 21.08.04, 18:23
        Aidko pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Spróbuj opisać miejsce, w którym mieszkasz
        i ludzi, którzy Cię otaczają. Nie pisz o przeszłości, opisz terażniejszość.
        Pomyśl, co mogłoby Cię uszczęśliwić.
        • aidka Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 22.08.04, 03:18
          Jesteś kochana, że chciało Ci się tu wejść...
          Gdyby było źle u Ciebie - to, o czym pisałas na koninskim portalu, pisz tu.
          Nie czytaj tych, którzy bawią się, bo są nie tyle źli, ile głupi i harcują po
          cudzych nieszczęściach - tu sa też tacy, którzy wiedzą w czym rzecz i jak
          wychodzic z lżejszych lub głębszych smutków.
          Bardzo, bardzo mi miło, że tu przyszłać, Jago.
          Taki kontakt dla mnie z Koninem do którego tęsknię bardzo...
          Tutaj, kolo bloku tez mam ogródek, ale to namiastka - myslałam, że wystarczy
          mi, ale nie. Blok jest dla mnie klatką, ten ogródek - to nie to , co w Koninie
          - wszystko może do wytrwania ale dla kogoś, kto kocha mnie.
          Tu w W-wie tez mnie zraniono, jesli o uczucia chodzi.
          Mówiłyśmy o wrażliwości - tylko i wyłącznie dlatego teraz zostałam zraniona, że
          zawierzyłam człowiekowi o wrażliwości stołu ze Swarzędza.
          A te inne, jakieś cienkie podrywy mnie tak zupełnie, nic, kompletnie nie
          interesują...
          ściskam
          a.
          • aidka p.s. a jeszcze w Koninie koło domu... 22.08.04, 03:48
            ...nie dość, że tam pod ogród tyle zwierzaków przychodziło, czasem takie
            ciekawe rzeczy widziałam, gdy wstalam wczesnie, albo wcale nie spałam i mgła,
            tzn. ta wilgoć , rosa unosi się tak nisko nad polami, łąkami, a tam sobie kica
            jakiś zając.Ale to mało, bo tam niedawno kupił ktoś ziemię i szkółke jeździecką
            ma. I te konie duże, małe, przepiękne sa wciąż na wybiegu - jak cudownie
            biegają sobie. To, gdy sie jest bardzo smutnym, mozna tak sobie usiąść,
            najlepiej na tarasie u góry i patrzec na to wszystko. I jestes dalej smutna,
            ale jakos tak zlewasz się z krajobrazem, te zwierzaki...To piękne. Wtedy żal
            umierać..
            Prawda?
            a.
      • Gość: aidka pstrągi, wegetarianizm.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 02:37
        Jesteś wegeterianinem takim, który je ryby czy bezrybnym?
        Całe życie się nienawidzilam, że tyle o zwierzętach , a je zjadam.
        Jakie to fałszywe - nie mogłabym hodować kurki czy krowy -wszystko jedno czego
        i ktoś, by to potem zabił, a ja bym zjadła.
        Ale kupowane - zwłaszcza, gdy się wcale nie kojarzy z życiem, tylko - ot, taki
        plaster mięsa z fabrycznej taśmy, jadłam.
        Kiedys rozmawiałam o tym z koleżanką.
        Powiedziala, że nie mam, co sie wysilać, póki to samo nie przyjdzie - wstret do
        miesa.
        I że jej nie kuszą zapachy pieczeni itd.
        Ale od dłuższego czasu trudno mi jesc , ulubione niegdyś, nogi kurczaka- bo
        zaraz myslę sobie, jak krótko na tych nożynach biegał tj. nawet sie nie
        nabiegał, tylko siedział ściśnięty obok innych na śmierć czekających..
        A teraz już dawno mięsa nie jem, bo własnie mam wstręt...
        Choć to może być związane z tym, że w ogóle prawie nic nie jem albo z tym, że
        wrzody czy cos mi sie porobilo i instynktownie organizm uznał, że mięso nie
        jest dla mnie dobre...
        Więc zdechnę może choć jako wegetarianka.
        To miłe.
        A jak było z Tobą w tych kwestiach?
        ściskam
        a.
    • mskaiq Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 23.08.04, 08:52
      Ja kiedys nie wyobrazalem sobie posilku bez miesa. Wierzylem ze ono daje sily
      ze jest potrzebne organizmowi.
      Kiedy zaczely sie moje problemy i kiedy moj kontakt z lekarzem nie przyniosl
      zadnych zmian, sam zaczalem szukac rzeczy ktore bylyby w stanie mi pomoc. W ten
      sposob przestalem jesc mieso, ku mojemu zdziwieniu, zamiast tracic sily mialem
      ich wiecej bez miesa.
      Odnalazlem rowniez wage owocow i warzyw, pisze o tym na forum dosc czesto.
      Pomogly mi opanowac emocje, kontrolowac samego siebie.
      To w polaczeniu z wysilkiem fizycznym to byl moj poczatek wychodzenia z moich
      problemow.
      Nasze cialo potrafi bardzo silnie sprowadzac nas w dol, z tad bierze sie nasze
      lenistwo, ja je nazywam niemozliwoscia przelamania wewnetrznej opozycji ktora
      zawsze dziala przeciwko nam. Przelamanie bezwladnosci ciala to poczatek
      kontrolowania siebie a to oznacza kontrolowanie depresji.
      Czasem jem ryby Aidko, raz dwa w tygodniu, zwykle w sobote i niedziele. To taka
      pozostalosc z czasow kiedy nie bylem pewien czy to nie nazbyt smiale. Sa
      tygodnie kiedy nie jem ryb. Bardzo za to duzo jem przetworow mlecznych no i
      oczywiscie platki owsiane.
      Kiedy bylem jeszcze dzieckiem moja Babcia zawsze gotowala mi platki owsiane.
      Jadlem je z powidlami, sokiem wisinowym. Pozniej przestalem to jesc przez cale
      lata, teraz wrocilem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • iron_made Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 23.08.04, 13:49
        mskaiq

        Dziś przeczytalam ten post. "no i oczywiście płatki owsiane" . Przedwczoraj
        byłam w sklepie. Po raz pierwszy od wielu lat kupiłam płatki owsiane. Nie takie
        podrasowane Oetkera czy inne, ale najzwyklejsze. Pomyślalam sobie przy tym o
        moim dzieciństwie i o Babci, o tym jak swojemu dziecku je gotowałam też, o tym
        jak przyrządzałam je na sposób musli z miodem, cytryną i tartym jabłkiem, żeby
        zjeść je na czczo ranem, bo podobno takie zdrowe. Przypomniałam sobie czasy
        kiedy chciałam jeszcze żyć. Kupiłam je z myślą, by ugotować je na pierwsze
        śniadanie po powrocie mojego dziecka. I jak jakiś talizman.
      • paradiso29 Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę 23.08.04, 14:12
        Misie lubia dzieci, dzieci lubia misie. Z Ciebie to taka kolyska na tym
        forumie. Zaczyna mi sie podobac.
        A kulinarnie tez staram sie wplywac na psychike. Choc u mnie odwrotnie, po
        zlamaniu sie, zaczalem młucić mieso po ponad 10-ciu latach zielonych. Kazda
        pasja jest zdrowa. Najlepszy jest przelom.

        Pozdrawiam
      • Gość: aidka Re: Pozwólcie, że to tu umieszczę IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 13:16
        więc to tu jest o Twym wegetarianizmie...
        a ja znów pytalam w tym drugim wątku...
        ja to już nie jem nic
        same tabletki
        to też jestem wegetarianką

        ten dom - wszystko wskazuje, że nasz
        na sprzedaż
        razem z moją miłością tam wpakowaną
        pracę ponad siły kobiety przy budowie
        utopionym weń mieszkaniu po Ś.P. moim Tacie
        i obrzyganą kolejną,własną obietnicą męża, ze dom nie pójdzie w obce ręce
        syn nie wie, synowa też - on tak robi zawsze - bym ja się nie dowiedziała od
        dzieci i nie zareagowała
        pewno każe im się wynieść do jej rodziców, bo pieniądze potrzebne mu na budowe
        pałacu dla obcego potomstwa, to mego syna można wywalić...
        w zasadzie już nie żyję

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka