aidka
15.08.04, 03:04
To jest tekst z tego konińskiego portaliku, skąd mi usuwają moje posty na ,
chyba, żądanie, nie moje wszak. Napisałam tam ostatni tekst- zaraz pewno
zniknie, więc umieszczam go tu. Może ON przeczyta jednak.
"Mialam w głowie i lata w niej jeszcze, pomiędzy jedną falą rozpaczy i
beznadziei, a kolejną, pomysł na książkę. Zaczęłam nawet coś skrobać - łatwo
mi to przychodzi, gdy jest choć odrobina wewnętrznego, zewnętrznego spokoju.
Nie mam jej od lat paru.
I jeszcze laptop. Mój maż obiecał mi nowszy komputer - jakiś z wyprzedaży,
ale nowszy, niż ten, który jest gruchotem już. Przeżył pracę w Wyborczej i w
tutejszym tygodniku, przeżył tyle dysput na różnych forach różnych portali -
polityka, religia, depresja, zdrowie, zwierzaki, ogród, aktualności,
telewizja, kino, Republika, Krystyna Janda, zakupy książek i płyt w Merlinie,
póki je On finansował - nie dałabym rady - 350 zł na miesiąc...? /- Na
ksiązki i płyty ci przecież nie będę załował - mówił i nawet sam mi do W-wy
książkę bardzo jedną upragnioną przeze mnie przywiózł, bym jak najszybciej ją
miała/ itd.
Nie dostałam tego komputera od niego. Nie dostałam, bo...Nie dostałam, choc
byłam taka sama, nic złego nie zrobiłam, tak sie cieszyłam, że właśnie może
ten laptop się uda, a nie komputer... Bo to powinien być laptop - przy
skoliozie i cieśni kanałów nadgarstków laptop umożliwiłby mi pisanie pod
dowolnie ustawionym kątem monitora. Moja doktor, która też duzo pisze - jest
biegłą sądową i mówi, że nie dalaby rady pisać opinii o badanych, gdyby nie
miała laptopa.
Teraz, gdy nie mam nawet na jedzenie, czynsz, to co ja mam mówić o laptopie.
I gdy nie miałam od lat chocby miesiąca spokoju - bez zdarzeń czy wiedzy o
wydarzeniach o które nie pytałam nikogo - nie chcialam wiedzieć, bo znam
siebie i byłam pewna, że to mnie rozwali. Ostatnie wydarzenia pewno będą w
ogole o s t a t n i m i. Nie daję rady.
Książka miała byc dedykowana Najdroższemu Mężowi i Synowi - z miłością - ode
mnie.
Ponieważ moje teksty tutaj /przypominam - dotyczy portalu konin.lm.pl , a nie
gazety/kasowane, co czyni ten portal takim miałkim dość miejscem typu
"prowincjonalna ręka ręke myje", to już odchodzę.
Nikogo nie obrażałam, nie uzywałam wulgaryzmów, nie podawałam personaliów, a
na dodatek ja tu umieszczam wypowiedzi, a nie równoważniki czy jednozdaniowe
krzyki mające na celu kogoś opluć, popsuć piękno i dobro tego świata, którego
pełno jest i nikomu nie życzę, by juz z bólu, nawet tego nie mógł dostrzec,
nawet tym się troszeczkę, odrobinkę ucieszyć. Nikomu nie życzę. Może tylko
pół minutki tym, którzy tak mnie kaleczyli, choc byłam pokorą jedną wielką
wyciągającą rękę do zgody. Nie z zemsty te pół minutki, tylko, bym mogła
wierzyć, że nie zabijali mnie z okrucieństwa, ale dlatego, że nie wiedzieli,
jak strasznie to boli.
Nie miałam komu powiedzieć, jak bardzo mi cięzko i że jestem tuż przy granicy
śmierci, choć ostatnie lata odpychałam siebie sama prawie od tej granicy, jak
mogłam. Aż dosłownie - tragikomicznie - popsuły mi się ręce do pisania, nogi
do chodzenia...
To idę, jak obiecałam jednej z dwóch najbliższych mi na świecie osób.
Idę...Dla Ciebie Mój K.
Zawsze Oddana
a.