zosienka934
18.05.15, 23:14
moja mamusia zmarł 3 miesiące temu. byłam jedynaczka. wychowywała mnie sama.. ojca pamiętam krótko ... potem go nie było . ..była moja najlepsza przyjaciółką... zawsze była w każdej sytuacji .. była chora 30 lat..byłam przyzwyczajona do tego ze jest chora.. ale zawsze była zawsze jakoś było.. a teraz nagle nie ma.. .. mama umarła nagle w niedziele było gorzej ale nie aż tak żebym pomyślała że umiera albo nie chciałam pomyśleć .w środę już mamy ze mna nie było... zmarła w szpitalu w śnie... w poniedziałek musiałam jechać do pracy wróciłam we wtorek zdąrzyłam posiedzieć przy niej trochę byłam pewna że następnego rana wrócę do niej do szpitala i będzie..cała noc nie spałam czekałam na telefon i z minuty na minutę MÓWIŁAm sobie że to nie możliwe żeby umarła... i stało się. .teraz nie mogę sobię wybaczyć że nie zostałam z mamą na noc...wiele razy ostatnio leżała w szpitalu siedziałam z nią całe dnie ale nie wtedy... wtedy nie mogłam nie zdążyłam... nie błam w domu 3 miesiące dłuzej niż pół godziny robię co mam robić i uciekam stamtąd... mieszkam w innej miejscowości.. mam faceta żyje teraz z dnia nadzień mam kochaną ciocię i kuzynkę faceta bez których bym chyba umarła juz ... i tak sobie nie radze w pracy nie mogę się skupić. w domu myslę ciągle o mamie.. przestałam wierzyć w Boga.. modlić się... jak tylko obejrze zdejcia z pogrzebu ryczę.... miałąm ochotę tak mocno przytulić mamę podczas pogrzebu... nie wiem czy kiedyś się z tym pogodzę..chciała bym być tam gdzie ona... spotkać się z nią...teraz nie mogę sobie z tym poradzić czuje że nic nie ma sensu.wstanie rano..iście do pracy... ślub bo jej nie będzie... zbliża się dzień mamy a ja... mogę kupić tylko kwiatki...chciałam żeby kiedyś mogła patrzeć na moje dzieci ... cieszyć się nimi... :( nic nie ma juz sensu