Dodaj do ulubionych

samookaleczanie nastolatki

11.01.17, 09:14
Syn poprosil mnie wczoraj o rozmowe i rade. Otoz jego dziewczyna / sa dopiero kilka tygodni razem/ 15lat przyznala mu sie do tego, ze sie tnie i pokazala rece. On jest zdruzgotany i chce jej pomoc. Dziewczyna ma bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci, niewiele znajomych , trudnosci w grupie rowiesniczej -klasa nie bardzo ja akceptuje. Pytalam, czy wiedza o tym rodzice. Wiedza i "zaprowadzili ja do ksiedza, aby jej wytlumaczyl, ze to grzech". Rece mi opadly. Mnie na poczatku cos tknelo, jak pierwszy raz do nas przyszla. Pytala, czy aby na pewno moze, czy nie przeszkadza, czy nie mamy nic przeciwko temu, dziwne to bylo , jakby nie wierzyla, ze to mozliwe. Syn opowiadal mi o tym, ze mowi, ze byloby lepiej dla rodzicow gdyby jej nie bylo, bo mama chora, a ojciec cale dnie w pracy, tak by mieli latwiej, ciagle nie dowierza synowi, ze to co on mowi to prawda gdy chodzi o mile rzeczy - depresyjna na calej linii. Takie male, kruche dzikie zwierzatko. Krok za daleko i juz ucieka.
U nas lubi przebywac, jak sie rozluzni to i smieje razem z nami, zaczyna opowiadac, mila dziewczyna. Ja ja bardzo polubilam. Juz jej wielokrotnie mowilam, ze bardzo sie ciesze, ze jest z nami i u nas i ze moze tyle bywac na ile ma ochote.
Co robic? Syn obiecal jej, ze nikomu nie powie - mnie i meza wtajemniczyl - madry chlopak. Zaproponowal, aby porozmawiala ze mna, bo ja jej na pewno moge pomoc i moze mi zaufac, ale nie chce, to tez za wczesnie. Z rodzicami rozmawiac - raczej nic nie da. Probowac przez szkole dyskretnie? W szkole tez jest psycholog i pielegniarka. Ma ja syn namowic i pojsc z nia na izbe przyjec psychiatrii dzieciecej, a tam juz sie nia zajma i z rodzicami pomowia? Czytalam, ze maja specjalny program terapeutyczny dla mlodziezy samookaleczajecej sie, ale przeciez ja jej tam nie zawioze.
Pytalam jak to mozliwe, ze nikt w szkole nic nie zauwazyl, bo przeciez maja zajecia na basenie - ma zwolnienie z powodu rzekomo alergii na chlor (?) , na wf cwiczy w bluzie.
Co robic, bo zostawic tego tak nie mozna.
Obserwuj wątek
    • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 10:34
      Też się okaleczałam i nikt nie zauważał, albo nie chciał, było to takie z jednej strony dawanie upustu temu co we mnie siedzi, a z drugiej jakieś wołanie o pomoc, niech ktoś zgadnie wręcz o co mi chodzi, niech mi pomoże bo, nie umiem powiedzieć sama. Bałam się, że ktoś zobaczy, a z drugiej chciałam tego, ale co wtedy?
      Dziewczyna wykonała odważny krok pokazała mu. Tym samym prosi być może o pomoc. Może on niech delikatnie z nią rozmawia, pozwala się jej otworzyć, a z czasem ona sama mu powie dlaczego, co w niej tak niemo krzyczy, gdzie jest problem.
      Ty wydajesz się być matką bardzo otwartą, taką co z nią pogadać o wszystkim można. Kiedy ona jest u Was buduj jej poczucie bezpieczeństwa, to, że dobrze się czuje u Was już jest dobrym znakiem. Niech czuje się bezpiecznie, niech zaufa, a może kiedyś uda się Wam porozmawiać, jesteś kobietą w temacie depresji obytą, więc wiedza i doświadczenie masz. Czasem obcemu łatwiej się wyżalić niż rodzinie, może kiedyś wyżali się Tobie i jej pomożesz, a póki co to tylko syn może jej pomóc jeśli specjaliści nie wchodzą w grę (no chyba, że on ją nakłoni).
      Sprawa bardzo delikatna i rozmawiać też z nią tak musi, żeby nie poczuła się naciskana. Wiele taktu mu potrzeba. A i niech mu do głowy nie przychodzi mówić jej 'nie rób tego więcej bo, jak jeszcze raz się potniesz to ja też" to może i zatrzyma ją, ale raz, że na moment, a dwa wzbudzi poczucie winy i setki innych negatywnych uczuć.
      • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 10:43
        a pisząc nikt, chodziło mi o rodziców itp. Ci którzy zostali przeze mnie do tajemnicy dopuszczeni wiedzieli, ale był to tylko ktoś kogo wówczas błędnie uważałam za przyjaciela, mój ówczesny chłopak, a potem, kiedy spotkałam mojego męża i stał mi się bliski też się dowiedział...
      • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 10:53
        Bardzo Ci dziekuje. Znalazlam cos takiego pomostkrakow.pl/samookaleczanie-sie-pomoc/ wyglada na to, ze krok pierwszy uczynila. Oni mieli wolne tutaj do niedzieli i po tej pierwszej wizycie ona jakos lgnie do nas, byla u nas dzien w dzien z rzedu dopoki nie musiala jeszcze u rodzicami gdzies wyjechac. Ja jej za kazdym razem musialam nawet przez skype osobiscie powiedziec, ze oczywiscie, ze moze przyjsc, ze ja sie naprawde bardzo ciesze i nikomu to, a naprawde nikomu nie przeszkadza. My jestesmy bardzo otwarci, syn dobrze o tym wie i dlatego tez od razu pomyslal, ze to my, a bardziej ja moge jej pomoc. Masz racje, dajmy jej czas, do niczego nie naklaniajmy, wspierajmy i pokazmy, ze nie jest sama i wspierajmy. To jest jednak wszystko takie straszne i ci rodzice , ktorzy zamiast do psychologa do ksiedza prowadza. Pewnie jej jeszcze powiedzieli, ze w glowie jej sie przewrocilo z dobrobytu, bo przeciez chodzi do swietnej szkoly, wszystko ma i nieszczesliwa taka. Ona jest jak taki wrobelek ze zlamanym skrzydelkiem. Bardzo mna ta rzucilo, nie moge sie dzisiaj na niczym skupic. Pogadam z synem, moze przyjdzie do nas w weekend, pomysle co moglibysmy robic wspolnie.
        • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 13:33
          U księdza też byłam, ale u takiego który pracuje z ludźmi z problemami, z młodzieżą. Była to fajna rozmowa, potem jak trafiłam na terapię to stwierdzam, że on też jak terapeuta był. Może dlatego, że gadał ze mną jak człowiek, a nie z góry.
          Jedne co mogę Ci jeszcze zasugerować, nie wysyp się, że wiesz, ona prosiła syna o dyskrecję, są ze sobą krótko, a ona jest jak sama mówisz krucha i niepewna, może się spłoszyć, poczuć niezręcznie i głupio, że jej sekret wyszedł, a do tego to może zaszkodzić ich związkowi. Małymi kroczkami póki co, wybadaj sobie dobrze i ją i teren. Sama poczujesz kiedy możesz ruszyć śmielej na przód.
          Tak, to straszne jak dziecko nie może na rodzicach polegać, ale wiesz, czasem nie chodzi o to by od razu brać za łeb dziecko i do psychologa czy księdza prowadzać, a o to by pokazać mu, że jesteś z nim, by pogadać, a potem ewentualnie specjalista, niestety żaden specjalista nie da tego co kochający i wspierający rodzic.
          Trzymam kciuki za Twoją "misję ocalenia wróbelka" :)
          • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 13:55
            Bron Boze, nie wysypie sie. Slowo harcerza. Ona mi bardzo mnie przypomina w tym wieku, jak bardzo szukalam zrozumienia i bliskosci. Tego, aby ktos bral mnie i moje problemy powaznie, nie bagatelizowal i wysmiewal. Moze u nas znajdzie to czego szuka. Bardzo Ci dziekuje Martini, Twoje rady sa bardzo cenne.
    • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 14:23
      Co robić żeby ją wyleczyć to Ci nie powiem, ale myślę że to że znajdzie u Was spokój i zrozumienie to już bardzo dużo. Nie unikałabym tematu na siłę, chyba zagaiłabym jakoś w ten deseń, np że mam koleżankę która miała chyba podobne problemy, ale z tego wyszła (no bo masz- Martini) itp, żeby nie było tabu ale też bez jakiegoś terapeutyzowania ciupasem na siłę. Niech sobie pobędzie w tej świadomości że ktoś o tym wie, i że w razie czego nie potępi a pomoże, może z czasem da się zrobić więcej?
      • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 14:39
        Tematu unikać nie należy, ale wysypać się od razu też nie ma co, znalazła dziewczyna ostoję w ich domu, niech się zaaklimatyzuje, może to głupio zabrzmi, ale to jak z oswajaniem zwierzęcia, najpierw musi Ci zaufać porządnie nim da się pogłaskać ;) myślę, że do rozmowy dojdzie samo przez się, ot, tak naturalnie przy okazji. Ona poczuje się dobrze, bezpiecznie, a z czasem zaczną się i poważne rozmowy przy herbacie. Ona myślę już wie, że trafiła w dobre miejsce do takich wyznań, ale potrzebuje jeszcze czasu by się do rozmowy przygotować.
        Wiecie, mieć problem to jedno, ale mówić o nim to co innego, zwłaszcza, że problem jest no jakby to ująć paradoksalny bo, masz kłopoty i dorabiasz sobie dodatkowe kalecząc się. Niby bez sensu, dla mnie było to czasem wręcz krępujące bo, sama widziałam bezsensowność tego działania, ale dawało ulgę i upust. No i nie wiemy na jakim poziomie jest dziewczyna, ale skoro tnie ręce (pytanie jak głęboko) to może szuka bardziej pomocy niż ukojenia bo, to są jednak miejsca widoczne w jakiś sposób bardziej niż u mnie pośladki, uda czy plecy. No ale to moje domorosłe gdybania są naturalnie. Kiedyś w sklepie widziałam dziewczynę z takimi bliznami na rękach, że chyba siekierą je robiła, chyba, że to jakiś element dekoracyjny u niej był którego nie pojęłam bo, czasem nie kumam trendów.
        • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 15:46
          no tak, dokładnie tak myślę i starałam się to przekazać, że nic na siłę, ale przyznam że miałabym problem z takim powolnym oswajaniem, ja nie umiem trzymać języka za zębami i obwijać w anilanę, we wszystkim jestem prędka, jak coś mi się we łbie postanowi to musi być już zaraz natychmiast, potrafię nawet nieco sterroryzować otoczenie :) Na tematy tabu mam wręcz alergię, zawsze na imprezie ogólnej "uda" mi się wrzucić granat w szambo, bo okazuje się że moje niewinne pytanie trafiło w jakieś tajemnice co wszyscy omijali szerokim łukiem. Na pociechę ma to i dobre strony bo nie unikam np spotykania się z ludźmi w żałobie i spoko mogę rozkminiać i wspominać, co podobno ludziom przychodzi z trudem.
    • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 15:53
      Nigdy nie zrozumiem, jak ludzie mogą się sami okaleczać. No, niepojęte to jest dla mnie. Że ktoś przez depresję popada w alkoholizm albo narkotyki - tak, to mi się jeszcze mieści w głowie, bo używki dają przynajmniej kilka chwil lepszego samopoczucia. Ale zadawać sobie TAKI rodzaj bólu? Ja natychmiast skontaktowałabym się z rodzicami dziewczyny, a jeśli to nie poskutkuje - z pomocą społeczną. Na moje oko, ona powinna jak najszybciej trafić (dla własnego dobra!) na jakąś zamkniętą terapię.
    • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 15:57
      sądząc po linku, jesteś z Krakowa
      z tekstu wynika, że rodzice wierzący
      więc myślę, ze może niegłupim pomysłem byłoby znaleźć mądrego księdza (zdarzają się wśród nich nawet terapeuci) - miałby może autorytet u szanownych rodziców dziewczyny
      Jezuici bywają rozsądni i całkiem nieźle wykształceni
      sytuacja trudna, bez współpracy rodziców będzie trudno cokolwiek zrobić, więc może podstępem ich wziąć (że grzechem to jest ignorowanie problemów dziecka)
      • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:06
        coś takiego znalazłam:

        Jezuickie Centrum Pomocy Psychologicznej i Duchowej

        manresa.org.pl/
        • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:15
          Dlaczego w Polsce do wszystkiego próbuje się na siłę angażować księdza? Może niech jeszcze egzorcyzmy nad nią odprawią, bo te zaburzenia to są przecież podszepty złego ducha...

          Dziewczyna potrzebuje natychmiastowej pomocy specjalisty i tyle. Powtarzam: specjalisty, nie jakiejkolwiek wspólnoty wyznaniowej.
          • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:37
            Też nie wiem skąd niby ksiądz po szkole gdzie uczą łaciny i jak wygłaszać kazania miałby mieć wiedzę do leczenia depresji, dziwny pomysł.
      • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:25
        Jestem spoza Polski. Problem w tym, ze ja wlasnie bardzo ortodoksyjni rodzice do ksiedza zamiast do psychologa zaprowadzili, aby jej powiedzial, ze samookaleczanie jest grzechem - cytuje to o czym opowiedziala synowi. Bardzo prosze o rady neutralne swiatopogladowo.
        • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:29
          Powtarzam Ci - tym powinna się zająć opieka społeczna. Innego wyjścia nie widzę, skoro rodzice nie współpracują (co mnie akurat w ogóle nie dziwi, bo ta biedna dziewczyna okalecza się bankowo z powodu złej sytuacji rodzinnej).
        • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:35
          rozumiem :(
          moja rada była radą neutralną światopoglądowo - nie jestem wierząca
          szukam sposobu, aby wpłynąć na rodziców przy pomocy kogoś, kto byłby dla nich autorytetem
          nie sądzę, żeby psycholog szkolny takowym był (sądząc po kierunku i formie szukania pomocy przez rodziców)
          nic więcej
          • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:43
            Jest w tym jakaś logika, mogłoby dobrze zadziałać ale pod warunkiem że to rodzice byliby przez księdza pouczeni, że to co robią dziecku jest złe, a nie dziecku mówione że samookaleczanie jest grzechem. Skoro kościół i księża są dla nich autorytetem to pewnie prędzej by posłuchali niż psychiatry, tyle że przypadkowi księża nie mają takiej wiedzy, ani wykształcenia i bardziej mogą namieszać niż pomóc.
            • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:52
              mardaani.74 napisała:


              > tyle że przypadkowi
              > księża nie mają takiej wiedzy, ani wykształcenia i bardziej mogą namieszać niż
              > pomóc.
              >

              masz rację

              masz przykład:
              ks Jacek Prusak:

              Doktor psychologii, psychoterapeuta (absolwent całościowego podyplomowego kursu psychoterapii atestowanego przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne), konsultant w Zakładzie Terapii Rodzin CM UJ, duchowny katolicki (jezuita). Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, adiunkt w Instytucie Psychologii AIK (Katedra Psychopatologii i Psychoprofilaktyki), kliniczny pracownik socjalny (MSW, Boston College), redaktor „Tygodnika Powszechnego”. W latach 2000-2002 visiting scholar w Psychoanalytic Institute of New England (PINE).

              Pracuje w podejściu psychodynamiczo-egzystencjalnym. Naukowo i klinicznie zajmuje się kwestiami religii i duchowości w psychoterapii.

              ma profil na FB

              PS
              ładny tytuł jego pracy doktorskiej:
              Doświadczenie mistyczne z „cechami psychotycznymi”. Granice psychopatologii opisowej DSM-IV w diagnozie duchowych sytuacji kryzysowych
              • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 17:04
                Przeciez Maardani napisala PRZYPADKOWI, nie ma co sie unosic i cytowac zyciorysow.
                • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 17:12
                  nie unoszę się

                  moja odpowiedź dotyczyła tekstu:
                  "Też nie wiem skąd niby ksiądz po szkole gdzie uczą łaciny i jak wygłaszać kazania miałby mieć wiedzę do leczenia depresji, dziwny pomysł."

                  Źle podpięłam.
                  przepraszam za zamieszanie
                  • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 18:16
                    sugerujesz że wszyscy księża są tak wykształceni?
                    • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 18:42
                      Wiecie co, mnie się wydaje, że problemem jest nie tyle kwestia wykształcenia księży (bo nie wątpię, że istnieją duchowni posiadający wysokie kompetencje intelektualne), ale raczej sam fakt polecania ich usług na forum. W naszym kraju pracują tysiące świeckich terapeutów, więc osobiście nie sugerowałabym nikomu w pierwszej kolejności wizyty u księdza - chyba że na wyraźną prośbę tej osoby.
                      • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 07:58
                        Wyraziłem się niezbyt jasno :(
                        W tym konkretnym przypadku, kiedy dziewczyna jest nieletnim a jej rodzice głęboko wierzący ksiądz mógłby wpłynąć na rodziców, pokazać że nie grzech jest tutaj problemem - ale to sensowny człowiek z wiedzą wykraczajacą poza prawo kanoniczne powinien być - stąd moje linki i życiorysy.

                        I tyle.
                    • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 19:02
                      Sugeruję, że się zdarza.
                      Wybacz, nie jestem obecnie jakoś szczególnie bystra.
                      Chciałam pomóc, chyba niepotrzebnie.

                      Jeżeli Cię uraziłam, przepraszam. Nie było moim zamiarem.
                      • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 19:43
                        Momentalnie, błagam Cię nie przepraszaj, nie umniejszaj się. To że zaproponowałaś coś co Tobie przyszło do głowy a ktoś inny się z tym nie zgodził nie oznacza niczego oprócz tego że mamy różne zdania na ten sam temat. Nie widzę niczego głupiego ani małobystrego ani niczego za co miałabyś przepraszać. Serio, masz prawo uważać że Twoja rada jest ok, i tyle i nie musisz się z niczego tłumaczyć.
                        • momentalnie Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 07:43
                          Fakt, posiadanie odmiennego zdania nie jest dowodem głupoty.
                          Jednak nieumiejętność precyzyjnego formułowania wypowiedzi - jak najbardziej.
                          A jeżeli ktoś mogą wypowiedź interpretuje tak, jak another_story, to powinnam przeprosić i się po prostu zamknąć. Dla dobra wszystkich
                          • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 14:59
                            Momentalnie, wybacz mi - ja mam specyficzne poczucie humoru, ale to absolutnie nie było wymierzone w Ciebie! Na forum znajdzie się miejsce dla wszystkich naszych przemyśleń, doświadczeń i porad - nie ma sensu się cenzurować. :-)
                            • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 15:30
                              oj, to nie pierwszy i nie ostatni raz, mnie też się zdarzało być zrozumianą inaczej aniżeli w intencji miałam, ot, życie po prostu :)
                          • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 15:54
                            Niby dlaczego powinnaś? forum tak nie działa. Każdy rzuca swoją kawę na ławę i albo się z tym zgadzasz albo nie, piszesz co myślisz, nie ma sensu się tym stresować, przepraszać i robić wersalski tłoczek :)
          • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 16:50
            To przepraszam, nie zrozumialam. W tej rodzinie nie ma "zlej sytuacji rodzinnej", ktora kwalifikuje do zglaszania tego do sluzb. Poznalam rodzicow. Tam jest dysonans jezeli chodzi o to jak wyobrazaja sobie wszystko rodzice jakie maja wzorce i jakie potrzeby i oczekiwania ma nastolatka. Jezeli komunikacja sprowadza sie do tego co bylo w szkole i czy zjadla obiad, a do tego musi brac udzial w praktykach religijnych na ktore nie ma ochoty - spowiedz przed swietami, gdzie spowiada sie kleczac przed ksiedzem, bez konfesjonalu - /prawoslawie / i jej jest niedobrze na sama mysl, ze ma to robic to efekt jest taki jaki mamy i zadne sluzby nie pomoga. Religie niestety niektorym ryja beret i z ortodoksyjnymi rodzicami nie ma takim wypadku dialogu, a dziewczynie ta droga swiatopogladowa jak widac nie odpowiada i ma do tego prawo.
            • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 11.01.17, 17:17
              Jak to: nie ma złej sytuacji rodzinnej??? Jeśli ona się tnie, to nie można tego nazwać inaczej niż złą sytuacją. Poza tym, mówimy tu o różnych rzeczach: praktyki religijne to jedno, a fakt, że rodzice nie interesują się samookaleczeniami własnego dziecka, to drugie. I ten ostatni fakt jak najbardziej można zgłosić służbom. Albo przynajmniej szkolnemu wychowawcy - niech on jakoś zareaguje (bo ja rozumiem, że Ty możesz mieć przed tym opory - też bym je miała... to w końcu delikatna sprawa).
              • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 12:21
                To ja się wypowiem jako osoba która kiedyś sama siebie w ten sposób krzywdziła. Bodaj Another_story napisała, że nie rozumie okaleczania, ale rozumie narkotyki i alkoholizm. Nie musisz tego rozumieć, ale działanie ma to podobne, też czasem czujesz się jak na haju bo, napięcie spada, czasem jest to dla tej osoby forma kary za coś. Nie będę się rozwodzić nad tym tu i teraz bo, to bez sensu.
                Osobiście będąc tą dziewczyną to bym nie chciała aby ktoś moją rodzinę do opieki społecznej zgłaszał. To ona się tnie, a nie rodzice ją tną, a do tego ona może poczuć się winna tej sytuacji i nie daj Bóg posunąć się dalej niż samo cięcie. Tu owszem potrzebna pomoc specjalisty, ale pomału, ona już szuka pomocy u swojego chłopaka, znalazła azyl w jego domu, a teraz ten dom ma powiadomić jakieś służby i zgwałcić jej poczucie bezpieczeństwa i zaufanie? No sorry. Po takiej akcji nawet po intensywnym leczeniu bym miała problem by zaufać potem komukolwiek.
                Nie demonizujmy rodziny i sytuacji bo, nadal nie znamy powodów jej samookaleczeń. Może rodzina po prostu nie umie pomóc, a i takie się zdarzają. Osobiście dałabym szansę dziewczynie by potoczyła sprawę własnym tokiem bo, w dobrą stronę zmierza, wyznała to komuś, nie radzi sobie, tu Nebelowa ma też spore doświadczenie i będzie mogła w odpowiednim czasie (już niebawem jak sądzę) zasugerować pomoc specjalisty. Myślę, że sam fakt wyznania tego własnemu chłopakowi już w jakiś sposób może sugerować, że chce tego zaprzestać bo, kto jak kto ale on nowe rany zobaczy.
                Wszystkie tu macie rację, ale jak na moje oko wszystkie za gwałtownie reagujecie.
                Ja rozumiem, że wszyscy tu drżymy by dziewczyna nie robiła sobie krzywdy, by nie poszła krok dalej, by jej przyszłość nie była depresyjna, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Pomału, czy jak do terapeuty trafiłyście to on też po drugim spotkaniu nie widząc efektu do zakładu was wysyłał? Na spotkanie z terapeutą też trzeba być gotowym, wtedy łatwiej idzie.
                Nebelowa, mam prośbę by ten wątek nie umierał, byś co jakiś czas pisała co się dzieje bo, strasznie mi żal dziewczyny, że zeszła na tą drogę i bardzo bym chciała wiedzieć jak wam idzie. Może w między czasie sama się już też zacznij rozglądać za jakimś dobrym terapeutą z podejściem do nastolatków, aby kiedy przyjdzie czas na grę w otwarte karty, będziesz miała dla niej kontakt by sama nie musiała szukać.
                a i sorki za takie pisanie w liczbie mnogiej, ale cytowanie co kto by za dużo czasu mi zajęło.
                A przy okazji, propozycja zgłoszenia w szkole pedagogowi jak najbardziej spoko jeśli i wychowawca taki jest, a jak nie to może inny nauczyciel jest taki do rany przyłóż? tyle, że może lepiej pogadać z synem by zabrał ją do niego niż byś Ty to zgłaszała. Kurcze pogmatwane to, każdy ruch trzeba 3 razy przemyśleć.
                • another_story Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 12:40
                  Tak, tak, Martini dobrze pisze i potrafi się pewnie bardziej wczuć w tę sytuację. Dla mnie to jest absolutnie niepojęta sprawa (choć oczywiście słyszałam wcześniej o podobnych przypadkach).
                  Zgadzam się, że trzeba tu zachować dużo taktu. Najlepiej byłoby chyba rzeczywiście poprosić o pomoc syna Nebelowej - dziewczyna musi mu ufać, skoro zwierzyła się właśnie jemu. Ale całą sprawą powinien koniecznie pokierować jakiś dorosły, bo trudno wymagać od chłopaka, by wziął na siebie rolę lekarza i terapeuty.
                  • mardaani.74 Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 15:56
                    Celna uwaga, ważne żeby chłopak nie wszedł w rolę terapeuty, to nie byłoby dobre ani dla niego ani dla tej dziewczyny.
                • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 13:18
                  Ja mam dokladnie takie samo zdanie jak ty Martini. O tym, czy jest nauczyciel, ktoremu mozna zaufac juz z synem rozmawialam, ale on tez uwaza, ze to na razie przyniesie wiecej szkody niz pozytku, bo ona sie boi, ze bedzie miala w klasie jeszcze gorzej gdyby sprawa sie rozniosla, a i tak nie ma lekko. On jej nie naciska na opowiesci o tym, chce jednak wysondowac w jakich emocjach to robi i co jest wyzwalaczem. Jedno jest pozytywne, ze odkad jest z nim zrobila to tyko 2 razy podczas kilku tygodni. Poczekaljmy, dajmy czas i zobaczymy.
                  • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 12.01.17, 14:51
                    Dokładnie, jak takie rzeczy się roznoszą to jest dodatkowa presja otoczenia, jest wstyd, zażenowanie, jest poczucie bycia "innym" i to w niekoniecznie dobrym tego słowa znaczeniu.
                    Ja byłam sporo starsza, więc i w jakiś sposób "mądrzejsza" w okaleczaniu, zawsze cieniutkie narzędzie by blizny minimalne, krótkie cięcia i tam, gdzie dobrze skóra się goi. Raz za żyły chciałam się zabrać. Zabrakło mi jednak odwagi (ta moja ciekawość dalszego scenariusza życia nawet w depresji się pojawiała, no i a nóż się uda cel osiągnąć, wyjść na prostą, a na samobójstwo zawsze jest jeszcze czas, matko jak ja nasrane we łbie mam) i chodziłam do pracy z małym opatrunkiem na nadgarstku by zamaskować nacięcia, małe, płytkie, ale jednak podejrzane. Koleżanka zażartowała (a może i nie?), że żyły sobie cięłam, wymyśliłam wówczas jakieś kłamstwo o wypadku w domu, ale wiecie co poczułam jak to padło publicznie i nie tylko w 4 oczy? masakra, strach, wstyd, zażenowanie i wiele temu podobnych...
                    Zgadzam się, że tu nie można młodych zostawić samych, ale no niestety, padło na niego by przygotować grunt dla Nebelowej, a na nią by przygotować grunt psychologowi bo, myślę, że nawet jeśli Wy ją z tego wyciągniecie dobrze by i ktoś z zewnątrz, obiektywny i z wiedzą (nie twierdzę, że Tobie jej brak) oraz doświadczeniem by zabezpieczyć jej przyszłość. Dziewczyna jest w wieku 15 lat jeśli dobrze pamiętam, to co w niej siedzi to mieszanka wybuchowa, hormony, problemy, dojrzewanie, mniejszy lub większy bunt wobec świata (cięcie może też być tego wynikiem) i po prostu może sobie nie radzi, załagodzenie problemu to pierwsze, ale żeby nie była to bomba z opóźnionym zapłonem to trzeba problem wygasić do zera.
                    Strasznie mi szkoda dziewczyny, stąpa po cieniutkiej linie próbując znaleźć stały ląd, a i Wy teraz na tej linie zasuwacie za nią by ją tam doprowadzić i nie pierdylnąć wszyscy razem w dół.
                    Pocięcie się w ciągu kilku tygodni tylko 2 razy jest sukcesem i nim nie jest jednocześnie bo, kilka tygodni to może być miesiąc, a więc średnio raz na 2 tygodnie się ciachała, a prawda jest o tnących się taka, że nie robią przecież tego kilka razy dziennie bo, by im miejsca na ciele zabrakło.
                    Wiecie co, my to tak mocno po omacku tu krążymy nad tematem.
                    Zastanawiam się też nad jej relacją z rodziną. Dlaczego choć oni wiedzą ona od nich ucieka do was, dlaczego nie doszło do konfrontacji jej i ich. Czy to są takie konserwy, że się wstydzą dziecka z problemem, czy też po prostu nie radzą sobie z tym bo, w dupie tego raczej nie mają bo, jakoś zareagowali tak jak umieli.
                    Ech, poczekajmy ale i bądźmy czujni.
                    Dziewczyna by się pewnie zdziwiła ilu osobą w tej chwili na jej szczęściu i bezpieczeństwie zależy ;)
                    • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 27.01.17, 10:41
                      i jak tam u tej dziewczyny? coś się ruszyło w dobrą stronę?
                      • nebelowa Re: samookaleczanie nastolatki 27.01.17, 21:22
                        Ruszylo w dobra strone, jutro postaram sie napisac wiecej.
                        • martini-7 Re: samookaleczanie nastolatki 28.01.17, 11:14
                          ok, napisz jak znajdziesz czas, ważne, że idzie w dobrą stronę, cieszę się :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka