Dodaj do ulubionych

Szanowny Buddo!

21.03.01, 19:31
Przeczytałem wszystkie Twoje ciekawe wypowiedzi i
chciałbym podzielić się moimi wątpliwościami. Zen mówi
m.in.: "Those who know do not talk, those who talk do
not know." Co ty na to?
Przeczytałem sporo książek o buddyźmie i Zen, niektóre
rzeczy bardzo mi się podobają, inne mniej. Dziesięć
zasad Zen wisi nad moim biurkiem i próbuję się do nich
stosować. Ale jeden z autorów każe przez wiele godzin
wpatrywać się w obrazek (co zrobiłem) aż do ujrzenia
czegoś (oświecenia). Po jakimś czasie poddałem się i
sprawdziłem na końcu książki, co przedstawia obrazek.
Okazało się, że krowę, której za żadne skarby nie
widziałem, nawet już wiedząc,że to krowa! Chyba daleko
mi jeszcze do oświecenia...
Czy jesteś "oświecony", skoro przedstawiasz się jako
Budda? Czy to raczej rodzaj świętokradztwa - tak,
jakby chrześcijanin przdstawiał się: jestem Chrystus?
Myślę, że Twoje porady są całkiem niezłe, ale głównie
dla ludzi zdrowych lub chorych niezbyt ciężko.
Medytacja to wyczerpująca praca, przynajmniej na
początku, a chory na depresję nie ma czasem sił pójść
do toalety, a co dopiero zmusić się do medytacji!
Napisz, co przeczytać i co robić, aby nauczyć się
medytacji. Myślę, że dzięki Tobie spróbuję jeszcze raz.
Co sądzisz o jodze i dalekowschodnich sztukach walki?
Pzdr:)
Obserwuj wątek
    • Gość: Budda Do fibina IP: *.unl.edu 21.03.01, 20:23
      Czolem Fibin. Nie nie jestem oswiecony i nie jestem Budda. To moj pseudonim
      i nic to nie ma ze swietokradztwa, gdyz Budda nie byl swietym w potocznym tego
      slowa rozumieniu. To tylko ludzi, ktorzy nic innego nie maja do roboty,
      wystawili mu pomniki. Kazdy z nas nosi w sobie buddahood czyli jakbym to nazwal
      "tendencje czy predyspozycje do bycia budda". Budda z duzej litery to oryginalny
      budda, Guatama, ksiaze indyjski i zalozyciel buddyzmu. Ktos kto dozna oswiecenia
      zostaje budda, z malej litery, poprostu zeby odroznic. Ciesze sie ze wykazujesz
      zainteresowanie zenem i buddyzmem. Na swojej drodze spotkasz wiele jednak
      ksiazek i wielu tzw. mistrzow, ktorzy sa hochsztaplerami. Chociaz zdarzaja sie
      spontaniczne oswiecenia, to jednak dla ogromnej wiekszosci ludzi ten fenomen
      jest dostepny po wielu latach praktyki. Jednak, kazdy dzien, ktory uplynal
      na praktyce, przynosi Cie blizej tego celu. I to sie daje odczuc. Takze nie
      zarzucaj sobie, ze nic Ci nie wyszlo z tego "obrazka". Powiem wiecej, nie mialo
      prawa wyjsc. W innym razie, oswiecenie moznaby niedlugo kupic sobie w kiosku
      ruchu. Fibin, niestety nie wiem nic co sie dzieje na rynku polskim, w sensie co
      jest dostepne, jakie ksiazki, instruktorzy itp. Jesli znasz angielski, to mozna
      powiedziec, zes uratowany, bo zatrzesienie stron internetowych w tym wzgledzie.
      Podaje Ci adres bardzo dobrze zrobionej strony dla poczatkujacych. Wymienialem
      emaile z autorem tej strony. Sensowny facet. Oto adres:
      http://www.meditationcenter.com.
      Sprobuj. Co mysle o yodze i walkach wschodnich ? Najpierw joga wiec.
      To jest kwintesencja hinduizmu, praktyczne centrum i zastosowanie metafizyki
      hinduskiej. Absolutna krolowa fizyczno-duchowych praktyk. Wszystko co dzisiaj
      widzisz, medytacyjne techniki, taichi, qigong, praktyki kontrolowanego seksu,
      ma swoje zrodlo w jodze. Przeogromny system, a szkoda ze tylko fizyczny aspekt
      jest propagowany. Nawet slyszalem , i zgadzam sie z tym, ze chrzescijanstwo
      jest forma jogi, tzw. bhakti joga, czyli joga milosci do boga.
      Caly buddyzm jest forma jogi, tzw. transcendentalnej jogi. Jak wiec widzisz,
      goraco wierzacy chrzescijanin jest ..... joginem. I nawet nie wie o tym. Dobre,
      no nie ? Powiem Ci Fibin, nikogo nie chcac urazic, ze porownujac glebie
      i rozciaglosc hinduizmu wraz ze wszystkimi mlodszymi kuzynami jak buddyzm
      i zen, do chrzescijanstwa, to otrzymamy mniej wiecej obraz podobny do porownania
      tytulu magistra do swiadectawa ukonczenia ... 8-mej klasy. Nie zartuje,
      nic nie zmyslam, ksiegi czekaja, i tylko do roboty sie brac i czytac.
      Kazdy moze to zrobic. Nie od dzis wiadomo, ze wschodnia metafizyka jest
      magnesem dla intelektualistow. Sam Einstein powiedzial, ze jesliby mial
      wybrac jakakolwiek religie za swoja, to jedynym kandydatem bylby buddyzm.
      Teraz walki wschodnie. Inna fascynujaca dziedzina. Jestem pod absolutnym
      wrazeniem, a to z tego powodu, ze uwielbiam taoizm a w szczegolnosci jego
      jedna z zasad "wu-wei", co znaczy nie robienie nic. Oczywisci nie tak to nalezy
      rozumiec, jak to wynikaloby z tego prostego twierdzenia. W walkach wschodnich
      podoba mi naczelna zasada nieagresywnosci i ustepowania, czyli unikania walki.
      Fibin, caly Wschod to przepiekna sprawa. Uwielbiam wschodnia mysl, metafizyke
      systemy kultury fizycznej, herbate, i wiele wiele innych rzeczy.
      Poza tym jestem karmy i reinkarnacji. Ale o tym moze innym razem.
      Pozdrawia Cie budda.(no dobrze, niech bedzie z malej litery).
      • fibin Re: Do fibina 21.03.01, 20:45
        Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Angielski znam nienajgorzej, stronę
        znalazłem i już na niej siedzę. Jeżeli podasz swoj adres mailowy, to chętnie
        podzielę się przemyśleniami. Chyba, że wolisz na forum... Pzdr:) Mój adres:
        fibinger@bb.onet.pl
        • Gość: Budda Re: Do fibina IP: *.unl.edu 21.03.01, 20:48
          Podaje, to zadna tajemnica: alewicki@unlnotes01.unl.edu
          Powodzenia, budda.
      • Gość: ewa Re: Do fibina IP: 213.76.108.* 28.03.01, 18:46
        lito�ci! Ja na tym wschodzie byłam i po raz pierwszy doceniłam Europę. Bród,
        smród, wszy, potworne ubóstwo. Ale rozumiem, że dla ó�wieconych z czystymi
        kibelkami to bez znaczenia. To może z innej strony - potworna pogarda, chamstwo
        wobec słabszych, lizodupstwo wobec silniejszych. A co do czytania mšdrych ksišg-
        może warto trochę czasu przeznaczyć na obserwację efektów ideologii. W tej
        oazie mšdro�ci normalne jest danie przez gówniarza z wyższej kasty w twarz
        staremu człowiekowi.
        • fibin Do Ewy 28.03.01, 20:58
          Bardzo dziękuję Ci za ten list. To co piszesz jest niewątpliwie prawdą, może
          bolesną, ale prawdą. Ideologie swoje, życie swoje. Ja czesto powtarzam, że
          nożem mozna pokroić chleb, ale można też zabić. Wszystko ma swoje jasne i
          ciemne, dobre i złe strony. Jing i jang. Najlepiej byłoby poznać i korzystać
          tylko z dobrych stron wszystkiego, lecz nie jest to niestety możliwe. Ja po
          prostu szukam. I błądzę. Padam i wstaję. Jestem uzależniony od alkoholu, seksu
          i jedzenia ( i to prawdopodobnie nie koniec listy). Syty nie zrozumie głodnego,
          zdrowy chorego. Słabo sobie radzę w życiu, ale jeszcze się nie poddaję.
          Alkoholizm to piekło na ziemi, tak dla pijącego, jak i dla jego najbliższych.
          Mnie żona niektórych rzeczy nie wybaczy prawdopodobnie do końca życia. A nawet
          jak wybaczy, to i tak nie zapomni. Nie myśl, że się żalę. To już minęło. Wiem,
          że są inni, który jest dużo gorzej. Dziś dowiedziałem się na przykład, że są
          narkomani, którym terapeuci dla pobudzenia uczuć kazali obdzierać ze skóry ich
          własne psy, a w pokojach na odwyku zamarzała im woda w wiadrach. W Polsce, nie
          na Dalekim Wschodzie! Pzdr:)
          • Gość: ewa Re: Do Ewy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.03.01, 16:31
            też kiepsko sobie radzę.mam problemy ze wszystkim, czuję się jak we mgle, nic
            nie rozumiem. Wła�nie dzięki lekom wychodzę z drugiej edycji depresji. Czeka
            mnie jeszcze długa psychoterapia, co wbrew pozorom nie polega na tym, że facet
            w białym kitlu mówi jak żyć. Takich rad przeważnie udzielajš ci, którzy owych
            facetów tępiš. Szukałam w�ród filozofii i ja, ale nic nie znalazłam. Te
            wszystkie złote rady to było pudrowanie pryszczy i własnego ego - wmawianie
            sobie, że wszystko jest w porzšdku, bo jestem sprawna intelektualnie. W końcu
            musiałam zrobić to, czego bałam się najbardziej - poszłam do psychoterapeuty.
            Szłam tam przekonana, że zostanę poinformowana, że mi było za dobrze i że
            powinnam sie przełamać. Wypisz wymaluj to co słyszałam od własnej matki. I
            musiałam wrócić do własnego dzieciństwa, do strachu i upokorzenia, jakie wtedy
            przeżyłam. To nie była patologiczna rodzina, tzn. tatu� nie pił, a mamusia się
            nie puszczała. Nie, mamuusia tylko informowała mnie, że jestem �mierdziel, że
            skończę jako babcia klozetowa w kiepskim kiblu, że wszystkie moje sukcesy to
            przypadek, że je�li mówię nie to znaczy że jej nie kocham...mój ojciec .
            Niestety, za wcze�nie zerwałam terapię, mimo że lekarz mówił mi, że to nie
            pora. A ja się bałam ruszenia sprawy mojego ojca. Efekty nie kazały czekać
            długo, przyszła druga depresja. Teraz się zawzięłam i dokończę, choćbym miała
            zaryczeć się na amen. Nawet nie wiem, czy kocham mojego męża, ale wiem jedno -
            był pierwszym człowiekiem, który widział we mnie człowieka, a nie własne, nie
            do�ć doskonałe odbicie. My�lę, że facetowi jest trudniej - bo jak to płakać
            łzami które majš już tyle lat. Powiem jedno - gdy miałam pięć lat, mój ojciec i
            matka zrobili mi zdjęcia nagiej w wannie. NIe chciałam, wstydziłam się. Ale
            powiedzieli mi że się wygłupiam, jestem nienormalna, przecież oni sš moimi
            rodzicami. Ugięłam się. Mam prawie trzydzie�ci lat, ale zrobienie fotografii to
            dla mnie dalej ciężkie przeżycie. Od dłuższego czasu nie mam z tego powodu
            dowodu. Cały czas wydaje mi się, że na zdjęciach wyjdzie co� wstrętnego, co
            chcę ukryć.
            Takich spraw jest mnóstwo, jest ich tak dużo, że nie potrafię żyć. Chciałam się
            tego nauczyć od filozofów, nie wyszło. Wróciłam do siebie i do swego życia, bo
            już nie miałam gdzie pój�ć.
            • Gość: Budda Re: Do Ewy IP: *.unl.edu 30.03.01, 16:54
              Droga Ewo. Po pierwsze zdejmij klapki z oczu. Z tego
              co piszesz wynika ze Twoja rodzina jest patologiczna
              rodzina ! Nie trzeba sie puszczac i chlac, zeby
              zakwalifikowac sie w szeregi rodzin patologicznych.
              Ten stereotyp myslenia to wynik bardzo obnizonej
              poprzeczki w naszym spoleczenstwie. Twoi rodzice
              wymagaja leczenia w pierwszym rzedzie. A Ty musisz
              zrobic jak najszybciej emocjonalna separacje od swoich
              dreczycieli. MNIE ZAJELO 10 LAT fizycznej separacji,
              zeby dojsc do siebie ( oni w Polsce a ja w USA).
              Co za ulga , uh !!! To sa toksyny, ktore tocza nas
              ja robactwo.
              A z tymi filozofiami ? Jesli szukalas odpowiedzi w
              filozofiach, to znaczy ze jestes otwarta na to.
              Nie ustawaj w poszukiwaniach. Polecam ZEN, bez rytualow
              majacy sens, lekki jak wiaterek.
              Duzo zdrowia od Buddy.
              • Gość: Maurice Do Buddy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 31.03.01, 01:45
                Gość portalu: Budda napisał(a):

                > A Ty musisz
                > zrobic jak najszybciej emocjonalna separacje od swoich
                > dreczycieli. MNIE ZAJELO 10 LAT fizycznej separacji,
                > zeby dojsc do siebie ( oni w Polsce a ja w USA).
                > Co za ulga , uh !!! To sa toksyny, ktore tocza nas
                > ja robactwo.

                Wiec Ty nie zamiezasz sie juz pogodzic ze starymi w swoim zyciu ?
              • Gość: ewa do Buddy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.01, 20:41
                Andrzeju, wiem, że moja rodzina jest patologiczna, aczkolwiek ani oni, z
                wyjštkiem mnie i mojej siostry, ani inni jej w ten sposób nie postrzegajš. Ale
                wiem też, że każdš ideologię, każde ćwiczenie użyję w tej chwili przeciw sobie,
                bo taki jest mój program. Wła�nie go zmieniam, w bólach gorszych niż porodowe,
                bo tam widać było przynajmniej szybkie efekty, a tu trzeba czekac dłużej i
                bardzo uważnie siebie obserwować, aby odkryć zmianę na lepsze, która pozwala
                cišgnšć dalej. Dziękuję za życzenia zdrowia, sš mi bardzo potrzebne. Nie chcę
                się separować od mojej rodziny, chcę sie nauczyć tak żyć, żebym mogła ochronić
                siebie bez przerabiania bšd� pozbywania się ich. Wiem, że to możliwe, bo udało
                mi się już wywalczyć parę rzeczy. I czuję się z tym znakomicie, daje mi to
                poczucie siły. Wcale nie chcę trafić do raju i nie cierpieć, nie odczuwać
                gniewu. Chcę umieć sobie z tym jako� sensownie radzić i wykorzystywać na swojš
                korzy�ć. Z drugiej strony absolutnie obcy jest mi pomysł o doskonalšcej mocy
                cierpienia ( jednych doskonali, innych wręcz przeciwnie). Mnie nie doskonali,
                staję się bezwzględna i okrutna. Może mi sie uda przerwać moje błędne koło i
                wtedy wszyscy na tym skorzystajš.
                • Gość: Budda Do Ewy IP: 205.240.114.* 01.04.01, 21:11
                  Zycze powodzenia Ewo. Dobrze ze sobie zdajesz sprawe (lacznie z siostra)
                  co Was spotykalo. Moja sytuacja byla podobna, z tym tylko ze ja i siostre mialem
                  przeciwko sobie. W moim przypadku dopiero Atlantyk pozwolil mi przejsc
                  metamorfoze. Masz racje, bol i krzyz nie jest naszym przeznaczeniem, sami sobie
                  gotujemy taki los. Jednak bol jest sytuacja, ktora ma przyniesc lekcje.
                  Niektorym przynosi, niektorym nie.
                  Walcz o swoje zycie. I trzymaj dystans. Kochaj rodzicow, ale pamietaj ze Ty nie
                  jestes ich wlasnoscia ani niewolnikiem. To sztuka. Ja bym tego wtedy, gdy bylem
                  z nimi nie potrafil, dlatego chyba los podal mi reke i wywiozl mnie za ocean.
                  Pozdrowienia Ewo od Buddy.
                • Gość: Mira G Re: do Ewy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 01.04.01, 22:58
                  Nie jestem pewna, czy masz racje. I czy dasz rade. To najstraszliwsza
                  schizofrenia emocjonalna, gdy dreczycielem jest osoba bliska dziecku, którą ono
                  zaprogramowane jest kochać. Więzniowie obozów koncentracyjnych mieli
                  przynajmniej jasność - to jest mój kat, nienawidzę go. Dręczone dziecko nie ma
                  nawet tego komfortu. zaczyna wierzyć, ze to tak własnie jest urzadzone, rodzice
                  moga mówić i robic, co chca, a ja mam byc grzeczna dziewczynką. Może wtedy
                  uplynie bez płaczu i poniżenia choć jeden dzień.
                  Teraz gdy jesteś dorosła i masz swoja rodzinę, po co dalej to chcesz ciagnać.
                  Czy naprawde musisz kochać kata? Bo ludzie powiedza, ze jestes wyrodna? Czy to
                  wazne? Jesli wiesz to co wiesz to... usuń toksyny ze swojego zycia.
                  • Gość: Maurice Re: do Ewy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 01:37
                    Pytanie tylko co to znaczy to usuniecie toksyn ?
                    Wydaje mi sie ze Ewa chce po prostu tak sie zmienic, zeby
                    po zalozeniu wlasnej rodziny nie popelniac bledow rodzicow.
                    Zeby to osiagnac nie wolno uciekac od problemu tylko sie z nim zmierzyc.
                    A tym problemem tak na prawde nie sa juz rodzice. Oni odejda z tego swiata, a
                    czlowiek nadal bedzie nie poukladany...

                    • Gość: Maurice Re: do Ewy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 01:42
                      A pozatym w rozmowie z rodzicami najlepiej uzywac prostych slow np:
                      - Jestescie kiepskimi rodzicami
                      - Nadal jestescie dziecmi ktore nigdy nie dorosly !
                      - Nie umiecie kochac

                      Tylko jeszcze trzeba sie zdobyc na odwage zeby to powiedziec :)))
                      • Gość: ewa Re: do Ewy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 22:40
                        Powiedziałam, wykrzyczałam, nawet wywaliłam twarożek na łeb. Trochę pomogło,
                        zaczęli inaczej mnie traktować, liczyć się nieco ze mnš. Ale najgorsze zostało
                        we mnie. To nie z rodzicami mam problem teraz, tylko ze sobš. Oni sš, jacy sš,
                        zranili mnie strasznie, nie wiem, czy mnie kochajš czy nie, nie chcę oceniać,
                        już w tej chwili, nie wiem, co znaczy kochać i nie będę się zajmowała
                        diagnozowniem ich uczuć, czy jest w nich miejsce dla kogo� poza nimi samymi.
                        Tak naprawdę, to nie majš też serca dla siebie samych. Ja mam swoje życie,
                        swoje problemy, jestem poršbana, daleko mi do anioła. Zajmę się sobš i tym, co
                        ja czuję. Te toksyny, jak to ładnie nazywacie, sš już we mnie, zkorzeniły się i
                        nie potrzebujš już nawozu. Będš ładnie kwitły i daleko od miejsca, gdzie je
                        wyhodowano. Pozostaje nadzieja, że na tak urodzajnej glebie wyrosnš kiedy� i
                        kwiaty.
                        • Gość: mika Do Ewy - Twarozek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 23:23
                          I co, Ewo, pomogl twarozek? No, ja zrobilam podobnie i zostalam potraktowana z
                          lagodna troska: wiadomo, ze ona troche nienormalna, wiec jej wybaczamy, choc
                          nas krzywdzi...No i co zrobisz? Ja sie pogodzilam z tym, ze nie uwolnie sie z
                          wiezow rodzinnych do konca zycia, tyle, ze wiem, ze ani ja ich nie kocham, ani
                          oni mnie, po prostu uwarunkowania kulturowo-ekonomiczne sa takie, ze rodzicow
                          nie zostawie bez pomocy (oni sa juz na emeryturze). Tyle, ze przestalo mnie
                          obchodzic, co na moj temat mowia. To obcy, niezbyt mili ludzie. Oni sie nie
                          zmienia, to ja sie musze zmienic, zeby jakos zyc.
                    • Gość: Mira G Re: do Ewy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 08:26
                      Gość portalu: Maurice napisał(a):

                      > Pytanie tylko co to znaczy to usuniecie toksyn ?

                      Myślę, że pierwszym warunkiem usuniecia toksyn jest uswiadomienie sobie tego, kto
                      jest katem , a kto ofiarą. Trzeba zobaczyć okrutna prawdę w całej okazałosci - to
                      nie ja byłam prowokacyjna, to nie ja byłam niegrzeczna, nieprawda, że było w tym
                      wszystkim troche mojej winy. Ja byłam ofiarą wyjatkowo złych, nieczułych ludzi.
                      Nie wiem, jak było z rodzicami Ewy. Czasem ludzie wrzeszcza na dzieci, bo nie
                      radza sobie z życiem. Maja jednak gdzies okruch serca, chociaz czasem. Zdarzają
                      się jednak ludzie głeboko zdeprawowani, dokopujacy słabemu, choćby nawet własnemu
                      dziecku.
                      Wcale nie dziwią mnie opuszczeni starcy. Oprócz smutnych wyjatków gros z nich to
                      ludzie, którzy nigdy nic dla nikogo nie zrobili, lub którzy krzywdzili.
                      Nie zawsze siwy człowiek jest godny szacunku.
                      Dla własnego zdrowia psychicznego, trzeba pogodzić sie z tym ,ze zwyrodniali
                      rodzice nam sie trafili, ze nie było w tym naszej winy, że to my zasługujemy na
                      współczucie. I jesli nas stać to wybaczmy, lecz tylko po to , by nie nosic w
                      sobie bólu i nienawiści. By zapomniec i przerwac obłedny krag zła i nie przenieść
                      zarazy na swoje dzieci. I miec na starość swoich bliskich blisko.

                      • Gość: Maurice Re: do Ewy IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 04.04.01, 01:08
                        Kat do bardzo dosadne slowo. Mowisz o rodzicach ktorzy znecaja sie nad dziecmi ?
                        Ja mialem na mysli terror psychiczny. Czlowiek w wieku 20 lat zeby zrozumiec
                        takich rodzicow, moze spojrzec po prostu na siebie. I to jest wlasnie
                        problem....
                        • anna.m Re: do Maurice 04.04.01, 19:17
                          Kat to słowo w sam raz. Równiez w odniesieniu do
                          oprawcy znecajacego sie psychicznie. Pogarda,
                          nienawisc odebrana w dziecinstwie od bliskiej osoby
                          wykoleja na cale zycie. Zaprawde, sa rzeczy gorsze niz
                          smierc.
                          • Gość: Maurice Re: do Anny IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 07.04.01, 02:27
                            > Kat to słowo w sam raz. Równiez w odniesieniu do
                            > oprawcy znecajacego sie psychicznie. Pogarda,
                            > nienawisc odebrana w dziecinstwie od bliskiej osoby
                            > wykoleja na cale zycie.

                            Wiem.
                            Byc moze moi rodzice nie byli az tak zli.
                            Co prawda zupelnie nie moge sie z nimi porozumiec, ale przynajmniej mnie teraz
                            sluchaja...
                            • Gość: zofia Re: kat/ofiara IP: *.clmba1.mo.home.com 07.04.01, 03:09
                              moja kolezanka pracuje w programie opiekujacym sie ofiarami przestepstw miedzy
                              innymi dziecmi .sama jest ofiara. dzieki niej zainteresowalam sie tym tematem.
                              w ksiazce o sexual abuse Ellen Bass udowadnia dzieki wywiadom z poszkodowanymi
                              ze (abuse )znecanie sie seksualne, emocjonalne, fizyczne czy slowne ma ten sam
                              wpyw na dorastajace dziecko. zalacza liste co sie kwalifikuje jako znecanie.ta
                              ksiazka przeniosla mnie na inny poziom rozumienia reakcji ludzi . rowniez
                              wspomina ze znecajacy sie zazwyczaj robia to, bo sami kiedys byli ofiarami.
                              sami doswiadczyli takiego traktowania. jeszcze sie raz potwierdza amerykanskie
                              powiedzenie I am doing my best maybe this is not good but my best... ciezka
                              ksiazka, musialam ja sobie dawkowac, wtedy kiedy czulam sie psychicznie silna.
                              pozwolila mi wybaczyc w duszy katom/ofiarom bo to sa chorzy ludzie. wyzwolilam
                              sie od tej okropnej zlosci i nienawisci kiedy slysze o takich przypadkach .
                              zadaje sobie tylko pytanie jak bardzo chory byl ten czlowiek i jak bardzo
                              zniszczyl to dziecko , czy jest ono do uratowania. zazwyczaj rodzina
                              przekazuje zachowania. przylaczam sie do apelu jednej z pan tutaj o nauce
                              zdrowych sposobow wychowania dzieci.mysle ze to co teraz robimy dzielac sie
                              wlasnymi doswiadczeniami jest nauka najblizsza zyciu. dzieki.
    • Gość: grogreg Szanowny Buddo i Fibinie. IP: *.miasto.szczecin.pl 22.03.01, 12:22
      Ta se czytam wasze dywagacje (z gory uprzedzam ze o Buddyzmie i Zen wiem mniej
      wiecej tyle co o hydrogenicznej uprawie burakow cukrowych) i dochodze do
      wniosku iz kazdy pozytywny system filozoficzny czy religijny moze byc pomoca
      przy wyjsciu z chandry (osobiscie preferuje delikatny hedonizm :)). W zadnym
      wypadku nie dolacze sie do glosow krytykujacych Buddy i jego metod medytacji,
      choc sam nigdy ich nie stosowalem i stosowac raczej nie bede. Znam jednak osoby
      ktorym sztuka medytacji pomogla uporzadkowac sobie zycie i pozbyc sie brzydkich
      nawykow.
      Co do sztuk walki. Zabawne, ale wlasnie sie zapisalem do szkolki aikido (so
      kolwiek ta nazwa znaczy :)).
      • fibin Re: Szanowny Buddo i Fibinie. 22.03.01, 13:23
        Uwielbiam hedonizm, choć z pewnych względów z radości życia mogę korzystać w
        sposób ograniczony. A czasem nie mam po prostu na nic ochoty. Chwytam się
        jednak wszelkich sposobów, aby wyjść z dołka (choć dołek, który trwa już
        dobrych parę lat, to może jednak jakaś depresja?). Wspaniale, że zapisałeś się
        na aikido. To chyba najszlachetniejsza sztuka walki (czytałem sporo na ten
        tamat, jest również dużo w Internecie) Namówiłem córkę na aikido i jest
        zachwycona. Ja ćwiczyłem karate, ju-jitsu i na siłowni. I było to coś
        wspaniałego! Po kilku minutach treningu zapominałem o wszystkim, o najgorszych
        nawet problemach. Niestety, we wrześniu powalił mnie jakiś cholerny wirus,
        musiałem przestać ćwiczyć i do dziś nie mogę się pozbierać. Ale nie poddaję
        się. Rozmowa na forum z ludźmi, którzy nie wstydzą się przyznać do swoich
        słabości bardzo mi pomaga. Pzdr:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka