bardzo_zly_mis
23.08.21, 19:43
Pogoda za oknem taka, że nie chce się ruszyć ręką, więc dla równowagi przyszedł mi do głowy temat o przyjemnościach dnia codziennego.
Przyjemność i depresja niby się wzajemnie wykluczają. Ale jednak, przy wystarczająco długim stażu chorowania, coś zaczyna w końcu drgać na naszą korzyść. Tak przynajmniej było ze mną: po całych latach wypełnionych czernią zaczęłam wreszcie dostrzegać przebłyski normalności. I one są - odpukać! - coraz śmielsze z każdym miesiącem.
Zaczynam więc nieśmiało nadrabiać stracony czas: chodzę do kina, testuję nowe kosmetyki, ostatnio udało mi się nawet przeczytać kilka książek. Moim sprzymierzeńcem okazał się fakt, że w mieścinie, w której mieszkam, otwarto nie tak dawno sporą galerię handlową. Bądź co bądź, mam teraz wiele rzeczy pod ręką. Dawniej musiałabym po nie jeździć do miasta wojewódzkiego, oddalonego o 50 km.
I chociaż nie uważam, żeby depresyjni wiedli szczególnie radosny żywot, bardzo sobie cenię te jasne momenty. Właśnie dzięki nim znoszę jakoś całą resztę.