Dodaj do ulubionych

Małe przyjemności

23.08.21, 19:43
Pogoda za oknem taka, że nie chce się ruszyć ręką, więc dla równowagi przyszedł mi do głowy temat o przyjemnościach dnia codziennego.

Przyjemność i depresja niby się wzajemnie wykluczają. Ale jednak, przy wystarczająco długim stażu chorowania, coś zaczyna w końcu drgać na naszą korzyść. Tak przynajmniej było ze mną: po całych latach wypełnionych czernią zaczęłam wreszcie dostrzegać przebłyski normalności. I one są - odpukać! - coraz śmielsze z każdym miesiącem.

Zaczynam więc nieśmiało nadrabiać stracony czas: chodzę do kina, testuję nowe kosmetyki, ostatnio udało mi się nawet przeczytać kilka książek. Moim sprzymierzeńcem okazał się fakt, że w mieścinie, w której mieszkam, otwarto nie tak dawno sporą galerię handlową. Bądź co bądź, mam teraz wiele rzeczy pod ręką. Dawniej musiałabym po nie jeździć do miasta wojewódzkiego, oddalonego o 50 km.

I chociaż nie uważam, żeby depresyjni wiedli szczególnie radosny żywot, bardzo sobie cenię te jasne momenty. Właśnie dzięki nim znoszę jakoś całą resztę.
Obserwuj wątek
    • mardaani.74 Re: Małe przyjemności 24.08.21, 17:04
      Moim zdaniem drobne jasne momenty codzienne budują poczucie szczęścia o wiele bardziej niż wielkie wydarzenia po których zostaje takie uczucie że wszystko co dobre już się wydarzyło i się tęskni, albo czuje niedosyt. Dla mnie lepiej jest codziennie poczuć się szczęśliwym przez 5 minut niż raz do roku odbyć np wymarzoną podróż w egzotyczne strony. czekanie, tęsknienie to nie jest to co mi dobrze robi, raczej wolę obserwować wielki świat na pobliskiem leśnej polance ale wtedy kiedy tylko mi się zachce nie czekać miesiącami i marzyć o czymś wyjątkowym. Nie dla mnie tzw turystyczne atrakcje i wielkie wydarzenia, Raczej męczą i przerażają niż dają coś dobrego.

      Bardzo sobie cenię dobre chwile które zależą ode mnie a nie od kaprysów losu. Moim "czymś takim" jest od kilku lat zdecydowanie ogrodnictwo, i parapetowe i balkonowe i działkowe. Nie umiem tego wytłumaczyć ale kontakt z moimi roślinami jest dla mnie jak medytacja działa leczniczo, kojąco. Nie chce mi się wstać żeby zrobić sobie śniadanie, ale chce mi się wstać żeby zobaczyć czy lilia na balkonie już zakwitła, i w jakim kolorze okaże się być, (bo zakupy cebulowych to w zasadzie moja główna rozrywka hazardowa :)
      Po dniu spędzonym w warzywniku, sama ze sobą, z roślinami, owadami, zaprzyjaźnioną kosicą, czuję że jestem sobą, tak na 100% sobą. Nie mam wieku, nie mam wyglądu, nie mam przeszłości, jestem ja taka prawdziwa,

      Coraz bardziej też doceniam samotność, bycie z samym sobą nie uczucie osamotnienia. Takie skupieni się tylko na sobie, na obecnej chwili. Pewnie gdybym miała dużo czasu na to to by mi zbrzydło, a tak to jest jak luksusowe wczasy.
      • bardzo_zly_mis Re: Małe przyjemności 20.09.21, 21:40
        Przepraszam za długie milczenie, ale znowu mnie wywaliło z forum. Na smartfonie nie lubię stukać, bo mnie oczy od tego bolą.

        > Po dniu spędzonym w warzywniku, sama ze sobą, z roślinami, owadami, zaprzyjaźnioną kosicą, czuję że jestem > sobą, tak na 100% sobą.

        A pamiętasz, jak do tego doszłaś? Tzn. do wniosku, że akurat ta, a nie inna aktywność pozwala Ci poczuć się całkowicie sobą? I czy taka świadomość nadeszła nagle, czy stopniowo?

        Pytam, bo sama przez długi czas miałam spore problemy z autentycznością. Tak naprawdę zaczynam odkrywać własny styl dopiero teraz, grubo po trzydziestce. Lepiej późno niż wcale.
        • mardaani.74 Re: Małe przyjemności 20.09.21, 22:12
          Mnie na jakiś czas też ograniczyło bo mi padła klawiatura i nie miałam połowy liter :)

          Do tego co mi służy doszłam metodą eksperymentalną, próbując różnych rzeczy które mi wpadły do głowy. Często na przekór sobie, żeby sprawdzić, udowodnić sobie że dam radę, żeby spróbować, z ciekawości, z chęci przełamania lęku, z przypadku. Mało przemyśleń i planów, dużo chwilowych drobnych inspiracji, impulsów które się z czasem rozwiewały albo rozrastały do większych projekcików.

          Problemem jest, to że u mnie to tak nie "załapuje" od pierwszego kopa. Cokolwiek robię nowego to najpierw wydaje mi się że to albo dziwaczenie, albo jakieś zajęcie zastępcze (powinnam zrobić coś pożytecznego przecież) i mam jakieś takie wahania, momenty fascynacji ale i zniechęcenia. Wszystko jest trochę sinusoidą.
          Ogród załapał po jakichś 3 latach i jest o tyle dobry że to jest żywy twór który ciągle ewoluuje, że daje możliwości nauki nowych rzeczy (jak się nie ma kasy na remont altany to i murarkę i stolarkę można podszkolić) Przyroda nigdy się nie powtarza, a jednocześnie ma ten swój nieuchronny powtarzalny rytm. Czyli stałość i nowość w jednym. Obserwacja i bycie wśród przyrody nigdy mi się nie nudzi, nawet na takim małym skrawku jak działka rod dla mnie jest w pewnym sensie cały mikro wszechświat.

          Jednak za młodu by mi to nie wystarczyło, bo ogród jest też taką kotwicą, trzyma Cię w w miejscu, w młodości najwięcej energii czerpałam z podróży z nowych doznań, przeżyć, podróży niezbyt dalekich bo czasy były jakie były ale każda okazja do podróżowania była dla mnie bardzo kusząca i dawała ogromną odskocznię od samej siebie. Potrafiłam wsiąść w pociąg i pojechać zobaczyć czy dworzec w Kutnie naprawdę jest tak brzydki że pękają oczy :) Tym podlejsza i perfidniejsza była moja depresja bo przy którymś nawrocie dołączyła do niej skrajnie silna agorafobia. Kilkanaście lat spędziłam w moim własnym "więzieniu", a teraz mimo wielkiego postępu jakieś resztki tego zostały i lataniu samolotem np ani mowy nie ma, centra dużych miast, konieczność przemieszczania się metrem, windami, nieznana okolica to jest nadal ekstremalnie dla mnie niekomfortowe, a to jednak mocno ogranicza możliwości.

          Ja często mam ostatnio takie uczucie że żyję tak już prawie prawie w swojej skórze, ale ciągle jednak to nie do końca to, że gdzieś już tak prawie uchwytne jest to moje najprawdziwsze życie, ale za chwilę mi to umyka. Chyba najlepiej byłoby się pogodzić że już zawsze będę się czuła nie na swoim miejscu, nie w swoim świecie, że komfort bycia sobą jest raczej kwestią chwil, jakichś godzin a nie czymś stałym. Ogólnie wydaje mi się że świat jest jakby nie dla mnie, na moje siły, możliwości, że inni są jakoś tak bardziej do niego pasujący, przystosowani, mają instynktowne zachowania które ich prowadzą jak po sznurku, a moja intuicja zawsze na manowce. Jakaś zawsze byłam niechcący "oryginałem" mimo że zawsze chciałam być zwyczajna, w mainstreamie. Nie nadążam za stadem, ono mi ciągle ginie z oczu.

          Co do stylu, to ze mną jest tak, że ja kompletnie nie umiem uchwycić jakiegoś stałego, jednego, nawet styl ubierania, czy ,muzyki, wystrój wnętrz, konsekwentny projekt ogrodu, no nie mam, albo ja tak to postrzegam.
          Wszystko jest trochę dziełem przypadku, taka półpłynna masa przybierająca zmienne kształty. Moim stylem chyba muszę uznać brak określonego stylu. Mój rytm dobowy to też stały brak jakiegokolwiek rytmu, chaos jednym słowem, wszystko płynie. Po 40 w sumie zaczęłam rozumieć i załapywać cokolwiek, przedtem to istne dziecko we mgle. nie rozumiałam ludzi, świata, zasad ogólnych, reguł intuicyjnych które inni mają jakby wdrukowane w umysł, nie rozumiałam siebie i kompletnie nie wiedziałam co lubię a czego nie lubię. Człowiek uczy się całe życie a i tak głupi umrze. Tą przemądrą sentencją kończę moje przydługie wywody, nie wiem jak to robisz ale nieustannie zmuszasz mnie do refleksji nad sobą.
          • bardzo_zly_mis Re: Małe przyjemności 21.09.21, 19:38
            > nie wiem jak to robisz ale nieustannie zmuszasz mnie do refleksji nad sobą.

            Bo my chyba dość podobne jesteśmy. :) Kiedy Cię czytam, mam nieustannie wrażenie, że to tekst o mnie. I muszę Ci powiedzieć wprost: doświadczam sporej ulgi. Bo jeszcze do niedawna czułam się jedynym takim egzemplarzem na świecie. A tu niespodzianka!

            Ale dzisiaj nic błyskotliwego tu nie wniosę, bo przez cały dzień ślęczałam nad pracą i mdli mnie już od stuku klawiatury. Ruszę tyłek do sklepu po herbatę. Codzienne spacery tak weszły mi w krew na przestrzeni ostatniego roku, że nie potrafię się teraz bez nich obyć.
            • mardaani.74 Re: Małe przyjemności 22.09.21, 12:25
              Ja też Cię bardzo lubię, faktycznie powinnyśmy się kiedyś spotkać, ale boję się że bardzo się rozczarujesz. Niewiele forumowych spotkań jest udanych.
              ps
              ja też mam roboty po uszy, w wakacje nic się nie działo, a teraz wszyscy na raz, ale dobrze, przynajmniej w długi nie popadnę :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka