problem z babcia

08.02.05, 12:10
Witam! Tak, jak w tytule, od dłuższego czasu mamy problem z babcią i zupełnie
nie potrafię znaleźć rozwiązania.
Najpierw spróbuje nakreślić tło całej sytuacji. Wszystko zaczęło się 2 lata
temu, kiedy umarła moja teściowa (50 letnia córka babci). Cała rodzina była
zrozpaczona, to zupełnie normalne i oczywiste. Ale czas leczy powoli rany, a
życie trwa dalej.Po jakimś czasie mój teść zaczął spotykać się ze swoją
koleżanką - chodzić do teatru i kina itd.Ale nigdy nie przyprowadzał jej do
naszego domu, ani nie dawał do zrozumienia, że się z nią ożeni etc. Mimo
wszystko babcia poczuła się chyba zagrożona (?), urażona (?) i od tego czasu
mamy domowe piekło.
Jak to wygląda? Np. Babcia całymi dniami siedzi w kuchni (miejscu gdzie
lubimy sobie siedzieć i rozmawiać) i głośno płacze. Płacze podczas jedzenia,
płacze podczas rozmowy z nami, goścmi itd. Pocieszanie nic nie daje. Jest
jeszcze gorzej. Na wszelkie nasze argumenty stosuje odpowiedz "Ja przeżyłam
tragedię". Jeżeli nie chcemy zrobić czegoś po jej myśli dostajemy tekstem
"Małgosia w grobie się przewraca, bo... np. liście jeszcze nie zgrabione".
Teść często wyjeżdża służbowo na tygodniu - babcia za każdym razem ogłasza, że
na pewno wyjechał z tą swoją lafiryndą. Jak zabiera garnitur - wygłasza
tyrady, że jedzie się oświadczać. Teksty, że ona go złapie na bachora i
przepadnie dorobek całego życia to też normalka. Do tego dochodzi - rzucanie
się na każdy dzwoniący telefon, sprawdzanie kto dzwoni na komórki,
podsłuchiwanie itd. To w skrócie. Próbowaliśmy z nią rozmawiać, wyjaśniać,
teść dziesiatki razy tłumaczył, że nie chce się z nikim wiązać, a taki układ
jest dla niego i jego "koleżanki" wygodny, że na pewno nikogo nie sprowadzi do
domu... Proponowaliśmy jej wizytę u psychologa, ale "na taką tragedię
psycholog nic nie pomożę". Nie wiem co robić, jestem bezradna, współczuje jej
z całego serca, ale tak nie można długo. Coraz bardziej widzę jak to się
odbija na nas wszystkich. Może wy macie jakieś pomysły...
    • olga36 Re: problem z babcia 08.02.05, 12:24
      Jednym słowem macie przegwizdane. Miałam podobny problem z moją babcią. Zawsze
      cudowna pogodna kobieta po śmierci syna zmieniła się okropnie. Zachowywała się
      podobnie. Twało to dwa lata i później było jeszcze gorzej. Okazało się że
      tragedia spowodowała rozwój choroby Alzheimera. Koniecznie idźcie z nią do
      lekarza. Najpierw możecie iść sami i porozmawiać z lekarzem co zrobić aby
      przekonać ją do wizyty. Trzymaj się.
Pełna wersja