rachela180
20.04.05, 18:51
Sama juz nie wiem...
Mam problem w pracy. Pracuję jako konsultant ds. plastycznych w wydawnictwie
prasowym, jestem odpowiedzialna za koncepcję graficzną, dobór kolorów, wygląd
winiet, pagin etc..
Nakreślę sytuację:
jako plastyczka zostałam poproszona przez członka zarządu firmy o opracowanie
na spółkę z zaprzyjaźnionym łamaczem o zrobienie nowego layoutu. Sęk w tym,
że tenze członek zarządu to mój chłop... tak wiec zrobiliśmy projekt. Na
skutek drobnego błędu łamaczy i drukarni pewne elementy szaty graficznej
wyszły nieładnie, ale to był problem dopilnowania jednego kliknięcia myszką
:( kazano mi zmienić ten element na zgodny z pomysłem sekretarza redakcji.
Zrobiłam to, uprzedzając, że drobna poprawka w pierwotnym pomyśle da dużo
lepszy efekt. Niestety sie ugięłam...
Od tamtej pory z czym nie przyjdę - jestem "uwalana". O wszystkim chce
decydować sekretarz redakcji - nieupoważniona zresztą do tego osoba. Podważa
moje kompetencje przy zespole. Nie słucha moich pomysłów, odrzuca je bez
uzasadnienia. "NIE BO NIE!"
Mam dość tej roboty. Pracuję za najniższą stawkę, haruję od 12 w południe do
3-4 nad ranem, i na nic nie mam wpływu.
Zaczęłam mieć objawy somatyczne - boli mnie żołądek, wymiotuję, zrobiłam sie
bardzo nerwowa. Płaczę. Ostatnio podjęłam próbę przeforsowania swoich
pomysłów i wyszło jeszcze gorzej. Czuje rosnącą presję i niechęć wokół mnie,
ironiczne uśmieszki, gdy mijam na korytarzu chłopa albo robię nam herbatę.
Mam ochotę zapaść sie pod ziemię, uciec jak najdalej.
Czy to juz nerwica? Pomocy :(