silva5
09.05.05, 17:52
Zaczne od tego ze zawsze bylam osoba bardzo odporna na stres, ktorego mialam
w zyciu calkiem sporo... Ostatnio dostalam nowa prace w innym miescie do
ktorego sie przeprowadzilam... Zaraz pierwszego dnia dostalam wieczorem
jakiegos ataku palpitacji serca czy cos w tym stylu...
Siedzialam wieczorem i ogladalam jakas komedie w tv i nagle poczulam ze jakos
nie moge zlapac tchu, skora na twarzy i na glowie zaczyna mi mrowiec, rece
sie sie poca a serducho wali coraz szybciej i mocniej, troche sie
zdenerwowalam ale otworzylam okno i zaczelam oddychac przez nos ale to nic
nie dalo wiec pojechalam na pogotowie bo nic innego mi nie przychodzilo do
glowy... Poniewaz jak mowie jestem osoba dosc opanowana to mowilam sobie ze
nic mi sie nie stanie bo przeciez serce mnie nie boli, reka mi nie dretwieje
wiec zawal to to nie jest... Oczywiscie na pogotowiu zmiezono mi cisnienie
ktore mialam bardzo wysokie(160/108) a normalnie mam bardzo niskie
wrecz "przepisana" mam kawe, a tetno bylo 150... Oczywiscie odrazu zrobiono
mi ekg, ktore nie wykazalo zadnych nieprawidlowosci... Dostalam cos na zbicie
cisnienia i wyslano mnie do domu... Takie ataki powtarzaly sie przez caly
tydzien ale juz nie tak mocne, bralam tabletki na zbicie cisnienia jak tylo
sie zaczynalo i jakos z godzinke sie meczylam az do zasniecia...
Kolejny tydzien wzielam wolne by porobic sobie badania... Oczywiscie
wszystkie badania wyszly w normie, tak jak myslalam zreszta bo nigdy nie
chorowalam a mojego lekarza rodzinnego to nawet nie znam...
Po kolejnym ataku na pogotowiu przepisano mi betalock(hamuje palpitacje)
ktory bralam jakies 2 tygodnie, ale nie lubie brac lekarstw wiec teraz juz
wlasnie przestalam go brac...
Niedawno zamiast palpitacji pojawily sie dusznosci i problemy z krazeniem
(jedna reka robi sie sina i w obu mam uczucie jakbym w opuszkach miala
tysiace drzazg czy igielek)...
Jestem zdrowa, i sie nie denerwuje niczym a mimo to mam jakies takie napady,
zupelnie bez powodu, i w dziwnych momentach(jak czytam ksiazke, albo ogladam
tv, albo jade pociagiem)..
Przez te napady dusznosci i palpitacji w pociagu mam teraz jakis uraz do
poruszania sie srodkami komunikacji miejskiej, szczegolnie takimi gdzie
przystanki sa od siebie bardzo oddalone... Poki mam swiadomosc ze zachwile
bedzie przystanek to jest wszystko ok, ale jak tylko wiem ze nie bedzie przez
jakis czas to zaczyna mi brakowac powietrza i robi mi sie slabo, mimo ze
sobie powtarzam ze to tylko moja wyobraznia to i tak to nic nie daje...
Zawsze potrafilam kontrolowac swoje odczucia a w tej chwili sa poza moja
kontrola...
Czy te palpitacje i dusznosci i krazenie bez powodu to moze byc nerwica???
Jak sie jej pozbyc???
Jak sie pozbyc tego urazu do podrozowania???(Teraz sie zmuszam do jazdy , i
jezdze mimo ze nie musze, ale to nic nie daje...za kazdym razem mam atak
dusznosci...)