edytunia86
02.08.05, 22:04
Jestem przerażona. Od ostatniego czwartku czerwca tego roku jeżdże na
terapię do do psychoterapeutki. Po każdej wizycie u tej pani są takie dni,
kiedy chce mi się płakać. Ostatni raz byłam u tej pani 18 lipca, ponieważ z
tego co wiem , potem ta pani pani wyjechała za granice. Kiedy byłam osttni
raz u terapeutki jeszcze potrafiłam się śmiać. Od wt. 19 lipcajest mi smutno.
Pmiętam nawet, że wtedy się rozpłakałm i nic mnie nie cieszyło. Potem było
jeszcze takie sześć dni. Od czwartku 21 lipca doszło do tego jeszcze to, że
nic mnie nie interesuje, ani nie sprawia mi przyjemności. Nie mam ochoty na
wyjście z domu.jestem ciągle zmęczona. Zauwarzyłam też, że tak jabym
wycowywała się z kontaktów z moją rodziną. W ostatni wekeend i poniedziałek
nie miałam ochoty na przebywanie jasnych pokojach. Jak zawsze w niedziele i
w święta kościelne byłam w kościele. Byłam już raz u psychiatry z zupełnie
innym problem, ale on mi nie pomógł, ale tylko zaszkodził. W czwartek i
wczoraj udało się przez chwilę porozmawiać przez telefon z moją terapeutką,
Po wczorajszej rozmowie z terapeutką czuję się jeszcze gorzej.Nie bardzo wiem
jak mam z tym,żyć. Boję się, że znowu będę mieć myśli samobujcze. Kiedyś mi
się tak już z darzało, ale to były pojedyńcze dni. Boję się tej najbliższej
wizyty u terapeutki 8 sierpnia. Próbowałam się już czymś zająć ale to nic nie
zmienia. Boję się o tym porzmawiać z terapeutką.
Czy to jest depresja, czy stres?
Proszę dobrą radę. To dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam.