Dodaj do ulubionych

Moja terapia.....

25.08.05, 16:52
Od dawna walczę z depresją.
Gdy stało się to dla mnie już nie do zniesiania zaczęłam się leczyć.Trafiłam
do psychologa i psychiatry. Dostałam leki, które brałam jakiś czas. Od
niedawna rozpoczełam terapię. I w tym miejscu zaczyna pojawiać się mały
problem. Chodzę tam, miło sobie rozmawiam, uśmiecham się!, opowiadam o sobie
różne rzeczy, ale niestety nie potrafię opowiedzieć o moich lękach, bólu i
tym co dzieje we mnie. Kiedy nie raz zdarza mi się przełamać po sesji mam
moralnego kaca. Właściwie z boku może to wyglądać, że tracę czas bo mi
właściwie nic nie jest...
Jak wy przeżywaliście swoją terapię?
Obserwuj wątek
    • euforyk Re: Moja terapia..... 25.08.05, 17:36
      to przelamuj sie az nie bedziesz miala kaca, w zasadzie po nic innego nie ma
      sensu chodzic do terapuety, niz po to zeby sie przelamac.
      • euforyk Re: Moja terapia..... 25.08.05, 17:46
        a co do pytania, to tez przezywalem i tez mialem kaca, jak sie przelamalem to
        rzeczy ktore wydawaly mi sie wazne, raptem wydaly sie smieszne. po kacu
        przelamiania przyszedl kac zwiazany z utozsamieniem sobie wlasnej glupoty :-) a
        pozniej juz wogole wszystko wydaje sie smieszne.
        • graka Re: Moja terapia..... 25.08.05, 19:31
          Dzięki za odpowiedź...
          Czy sugerujesz, że rozwinięcie dystansu do samego siebie i swoich problemów
          przychodzi razem z postępami terapii :)
          • euforyk Re: Moja terapia..... 25.08.05, 20:38
            wraz z rozwojem terapii powinno przyjsc odrzucenie lękow. wiekszy dystans do
            tego co zwiazane z lękiem, za to wieksze poznanie siebie. to co zwiazane z
            lekiem to nie ty tylko zaburzenie, ty jestes wtedy, jak odejmiesz od siebie lęki.
    • magdacan Re: Moja terapia..... 26.08.05, 07:39
      Mam dokladnie to samo. Tym bardziej, ze mieszkam za granica, na terapie chodze
      do Polki i chociaz to duze miasto to Polacy sie znaja jak nie bezposrednio to
      przez znajomych. Ide do niej i nie moge sie przelamac,zeby zaczac mowic co sie
      naprawde dzieje. I tez trudno mi powiedziec jej (obcej w koncu kobiecie) o tym
      do czego sama przed soba nie bardzo chce sie przyznac.Wiec usmiecham sie jak
      idiotka, szczeka mnie od tego jeszcze bardziej boli i gadam o bzdurach.Jak sie
      przelamac???Jutro wlasnie do niej ide i juz sie tym denerwuje.
      • euforyk Re: Moja terapia..... 26.08.05, 08:10
        nie jak sie przelamac, tylko po prostu sie przelamac. to znaczy nie po prostu,
        bo to bardzo trudne, ale droga jest prosta trzeba otworzyc usta i zaczac gadac.
        w sumie tego co balem sie powiedziec i wydawalo mi sie jak najbardziej prywatne,
        jest jak najbardziej "publiczne". to co ukrywalem, kompleksy, lekliwy sposob
        myslenia, to wszystko jest psychologom znane. jeden neurotyk jest zadziwiajaco
        blizniaczo podobny do drugiego, a zwlaszcza w tych miejscach, w ktorych wydaje
        mu sie ze jest najbardziej inny i orginalny :-).
        • hasanet Re: Moja terapia..... 26.08.05, 08:52
          Jeśli to będzie chłopiec, Ciebie typuję na chrzestnego.
          A niech tam... . Znów trza iść z życiem na ugodę.
          asa
          • euforyk Re: Moja terapia..... 26.08.05, 09:17
            jesli to urojona to moge byc chrzestnym urojonym, na innego nie mam uprawnien
      • graka Re: Moja terapia..... 26.08.05, 10:50
        U mnie dochodzi jeszcze różnica płci. Terapeuta jest facetem. Wcześniej mi to
        nie przeszkadzało, ale gdy teraz coraz bardziej się zagłębiam, dochodzę do
        wniosku, że to może jednak przeszkadzać.
        • euforyk Re: Moja terapia..... 26.08.05, 11:21
          ciekawe dla kogo sa terapeuci faceci. przed kobieta moge sie ponizac i obnazac,
          przed facetem nigdy!
    • magdacan Re: No i bylam dzisiaj.... 26.08.05, 21:46
      na tej terapii i efekt taki, ze po jak po 10 minutach zaczelam plakac tak
      plakalam do konca. Teraz mam kaca moralnego bo po pierwsze zachowalam sie jak
      histeryczka a po drugie nienawidze plakac przy osobach trzecich i nigdy tego
      nie robie. Tyle z mojej terapii.
      • danuski Re: No i bylam dzisiaj.... 26.08.05, 21:59
        magdacan napisała:

        > na tej terapii i efekt taki, ze po jak po 10 minutach zaczelam plakac tak
        > plakalam do konca. Teraz mam kaca moralnego bo po pierwsze zachowalam sie jak
        > histeryczka a po drugie nienawidze plakac przy osobach trzecich i nigdy tego
        > nie robie. Tyle z mojej terapii.

        brakuje ci na husteczki higieniczne do wycierania łez?
        rozumiem...w rękaw płakać...a jeszcze jak biała bluzeczka i oczy umalowane

        wybacz mi te żarty, ale łez nie powinien się człowiek wstydzić
        chyba, ze sa to łzy....
        jednak nie...łzy należy chyba traktować podobnie jak uśmiech
        czy uśmiechu też się wstydzisz?
        • szczuria Re: No i bylam dzisiaj.... 26.08.05, 22:09
          Cześć. Moja psychoterapeutka wygląda na bardzo profesjonalną, w konia nie da
          się zrobić i jestem wobec niej szczera. Ale terapia jest cholernie
          nieprzyjemna. Przynajmniej dla mnie. Pa !.
          • euforyk Re: No i bylam dzisiaj.... 26.08.05, 23:01
            przeciez ona i tak zaklada ze klamiesz, choc bys szczera byla jak zloto, to
            zboczenie zawodowe :-)
        • magdacan Re: No i bylam dzisiaj.... 26.08.05, 23:02
          No wlasnie nie bylam przezorna nie wzielam chusteczek. Oczy owszem pomalowane
          ale nie w tym problem. Ja bylam twarda przy ludziach nie plakalam a teraz czuje
          to jako kleske bo moglam powiedziec to samo ale bez histerii. Wiesz mam
          kolezanke, ktora potrafi plakac na zawolanie.Pstryk i wlacza sie placz. A zaraz
          potem jak osiagnie co chciala placz sie wylacza.Manipulantka. Nienawidze tego u
          niej. U mnie zeby sie rozplakac naprawde trzeba bylo tragedii. A tutaj... zero
          konstruktywnej rozmowy tylko histeria.
          • danuski Re: No i bylam dzisiaj.... 27.08.05, 08:08
            magdacan napisała:

            > No wlasnie nie bylam przezorna nie wzielam chusteczek. Oczy owszem pomalowane
            > ale nie w tym problem. Ja bylam twarda przy ludziach nie plakalam a teraz
            czuje
            >
            > to jako kleske bo moglam powiedziec to samo ale bez histerii. Wiesz mam
            > kolezanke, ktora potrafi plakac na zawolanie.Pstryk i wlacza sie placz. A
            zaraz
            >
            > potem jak osiagnie co chciala placz sie wylacza.Manipulantka. Nienawidze tego
            u
            >
            > niej. U mnie zeby sie rozplakac naprawde trzeba bylo tragedii. A tutaj...
            zero
            > konstruktywnej rozmowy tylko histeria.

            to przejdzie z czasem, ta histeria...nauczysz się płakać i wtedy poczujesz, że
            łzy potrafią przynieść też ulgę...i wtedy przestaniesz się ich wstydzić
            a to, ze niektóre kobiety łzami na zawołanie manipulują?
            taka to ich broń kobieca jak ich sexapil w danym momencie nie działa
    • mskaiq Re: Moja terapia..... 27.08.05, 02:17
      Masz racje Euforyku, trzeba sie przelamywac, w tym jest caly sens terapi. Kiedy
      przemujemy lek i zacznamy mowic to odblokowujemy cos co ogranicza nas.
      Kazdy lek ktory pokonamy przynosi ulge i radosc. To jest radosc z wolnosci
      ktora odzyskalismy, jest to uwolnienie sie od strachu ktory odbiera sens.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • euforyk Re: Moja terapia..... 27.08.05, 09:29
        ostatnio mowiles, ze caly sens terapii polega na otrzymaniu rad, jak wyjsc z
        depresji, skad ta radykalna zmiana frontu?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka