danuski
28.08.05, 10:20
jest taka ewolucja lotnicza.
ruchem korkociąga samolot zbliża się do ziemi, by w ostatnim prawie momencie
pilot wyprowadził samolot z tej ewolucji i ponownie....
i chyba takie jest nasze życie-przypomina lot korkociąga-opadanie i wznoszenie
tylko nie kazdy zdaje sobie sprawę, że jego życie przypomina takąwlaśnie
ewolucję, na której końcu jest....
dziś wyraźnie zdałam sobie sprawę, że z tego lotu korkociągiem to ja, jako
pilot swojego życia sama się nie wydostanę.
to nie kwestia lekow czy ja teraz wyjdę teraz z tego "zakręcenia" mojego lotu
ku...przecież wiem już dokad zmierza ten korkociąg.
nie miałam mozliwości zadbać zawczasu aby ostatnie skręty uczynić też z
przyjemnościami wzlotu wychodzenia z nieuchronnego.
ktoś moze nie uwierzy
ktoś inny powie, ze mogłam uczynić więcej
inny jeszcze pomyśli-jakaś świrnięta i dlatego tak ma
a ja wiem, że nic więcej nie mogłam uczynić niż uczyniłam
mogłam kiedyś wybrać inny lot...ale i tak końcem każdago tego lotu jest....
w styczniu mogł być już koniec-naturalny koniec
no, ale ten postęp medycyny...
no i dobrze, bo przynajmniej miałam możliwość...ujrzeć początek innego już
lotu, ale z zachowaniem pewnej cząstki z tego lotu mojego korkociągu.
nie wiem czy uda mi się i tym razem
ale wiem, ze tym razem już mi się nie chce, już nie mam siły, już nie mam
argumentów na trwanie w tym...w czym tkwie obecnie...na zewnątrz tego
wszystkiego co mnie otacza