bazylka9
06.09.05, 18:19
W niedzielę popołudniu popełnił (usiłował popełnić) samobójstwo chłopak z
mojej ulicy, który mieszka(ł) dwa domy dalej. Znaliśmy się z widzenia. Wiem,
że jego imię to Rafał. Ma ok. 24 lat. Mijaliśmy się często bez słowa ale
czułam podskórnie, że mamy coś wspólnego. On też chyba tak czuł bo
przypatrywał się i jakby półgębkiem uśmiechał (tak to odbierałam). Jeszcze w
niedzielę w południe widziałam Go przed Jego domem. Siedział na ławce i
zajadał jabłko. Wracając do domu późnym popołudniem widziałam karetkę przed
Jego domem. Na syrenie odjeżdżali. Samobójstwo Rafała. W łazience. Jest w
śpiączce. Ciało żyje ale mózg... Podobno w sobotę będą Go wybudzać. Nie wiem
czy to pocieszenie tylko, aby rodzinę pocieszyć (i mnie) czy naprawdę jest
taka możliwość.. Chcę, aby żył. Bardzo chcę.. Trzymajcie kciuki.