new_model
31.10.05, 19:03
Witam wszystkich. Jestem tu pierwszy raz. Trochę szkoda, że tak mało tu
ludzi, ale mam nadzieję, że ktoś mi odpowie;-)
Opiszę jak to jest u mnie: od dziecka byłem bardzo nieśmiały w stosunku do
ludzi, i z tego powodu miałem mnóstwo przykrych przeżyć, np. bardzo się
rumieniłem w różnych sytuacjach, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa gdy
ktoś o coś mnie pytał, serce waliło mi jak młot, cały się trzęsłem;-(
--------------------------------------------------------------------
W szkole było koszmarnie. Cały czas chodziłem spięty i zdenerwowany. Przy
ustnych odpowiedziach nie mogłem nic powiedzieć, albo bardzo się zacinałem (
mimo, że ćwiczyłem to samo w domu i szło mi ok ),ogólnie publiczne
wystąpienia bardzo mnie stresowały, na lekcjach nic się nie odzywałem.
Nauczyciele też mi często dogryzali, np że jestem " znerwicowany ", albo że "
nie umiem czytać " itp
Jakimś cudem skończyłem szkołę i teraz studiuję ( trzeci rok ). Na szczęście
wybrałem bardzo ścisły kierunek, na którym jak na razie nikt nie kazał mi
pisać żadnych referatów, a i do mówienia też mało kto zmusza. Egzaminy też są
głównie pisemne.
----------------------------------------------------------------------
Jednak ten strach, że wykładowca zapyta mnie o coś, jest we mnie bardzo
silny. Zawsze wyobrażam sobie najgorszy scenariusz: że tak się zdenerwuję, że
nie powiem ani słowa. Poza tym często na ćwiczeniach wiem coś o co pyta
prowadzący, i tak bardzo chciałbym powiedzieć, ale po prostu coś w gardle
mnie zatyka.
Poza tym nie chodzę do sklepów gdzie trzeba o coś poprosić, chyba że muszę i
wtedy jest to dla mnie katorga. Telefonów też nie odbieram, o co rodzice mają
często do mnie pretensje;-( Kiedyś jak odbierałem to też miałem głupie
sytuacje, np; nic nie mogłem powiedzieć, cały się trzęsłem,po czym szybko
odkładałem słuchawkę;-(
-------------------------------------------------------------------------
Nie mam żadnych znajomych. A z kumplami ze studiów też ciężko mi się
rozmawia. Nigdzie nie wychodzę, no chyba, że na uczelnię. Coraz częściej
myślę o przerwaniu studiów przez te ciągłe niepokoje i lęki. Już nie wiem co
robić.
Rodzice mnie nie rozumieją w ogóle. Kiedyś im o tym powiedziałem to się tylko
śmieli. Czy wg Was to fobia społeczna i powinienem pójść do psychiatry?